#RZiIz
Dwa lata temu poznałam mężczyznę, z którym wkrótce biorę ślub, jednak największym problemem jest jego 4-letnia psina Bora. Jest rozpuszczona, nieposłuszna i nachalna i w dodatku naprawdę głupia. Niszczy wszystko co jest w stanie ściągnąć, wyjąć bądź dosięgnąć. Udało się dojść do kompromisu i za moją namową kupiliśmy klatkę, która zajmuje pół salonu, zamykamy Borę jak wychodzimy. Uważam, że klatka jest za duża, ale jestem w stanie ją zaakceptować, wiem, że i pies, i dom jest bezpieczny.
Spacer? Do niedawna jedynym jej celem było wyrwanie rąk osoby, która próbowała ją utrzymać na smyczy. Przepychanie się ze mną na schodach, bo ona musi kilka razy po nich wbiec i zbiec (wiele razy miałam obitą kość ogonową i siniaki po upadkach).
Plątanie się pod stołem podczas posiłków i wymuszanie resztek, mimo że naprawdę pilnuję, żeby nikt jej nic nie dawał, ona dalej wymusza, a jak nie patrzysz, to sama coś zdejmie ze stołu bądź blatu kuchennego.
Tarza się we wszystkim co śmierdzi i o ile rozumiem jej potrzebę i nie złoszczę się o to, tak wszelkie zabiegi kosmetyczne typu czesanie, kąpiel czy obcinanie pazurów to walka na śmierć i życie.
Partner mimo moich próśb dalej pozwala jej na spanie w łóżku, a ja zmęczona ciągłym uczuleniem na ciele przez psią sierść zamieniłam seksowne koszulki na zakrywanie całego ciała, grube skarpety i osobną kołdrę.
Wyjeżdżamy raz w miesiącu na kilka dni do naszego domku w górach, ale podróż z psem to koszmar. Bez tabletek na uspokojenie, które na dłuższą metę mogą źle wpłynąć, całą drogę piszczy, stęka i sapie, a kilka godzin wytrzymać w czymś takim to koszmar.
Takich "głupot" jest o wiele więcej, ale przez pracę, którą wykonuję w domu, czuję się na Borę skazana, bo cała opieka nad nią spadła na mnie.
Nie chcę nigdy kazać wybierać między nami, ale moje prośby o wprowadzenie dyscypliny i konsekwencji, godziny monologów, w których staram się tłumaczyć i wypracować kompromis pomiędzy naszą trójką kończą się olewaniem mnie.
Brakuje mi czasu z partnerem sam na sam, bo Bora zawsze wymusza pełną uwagę i ciągłe dotykanie.
Dbam o jej podstawowe potrzeby, niczego z mojej strony jej nie brakuje i nigdy nie podniosłam na nią ręki ani głosu (z wyjątkiem momentów, kiedy sytuacja wymagała stanowczego tonu głosu).
Powoli czuję, że nie dam rady, że jestem tylko niańką dla psa i kimś, kto ma zadbać o dom.
Powoli rozważam odwołanie ślubu...
Rozumiem przywiązanie męża do Bory, jednak skrajnym egoizmem z jego strony jest spać z psem, który funduje uczulenie ludzkiej miłości. Niejako ustalił już swoje priorytety
i uprawiac przy psie seks, fuj
A ja się zastanawiam jak to się stało, że osoba uczulona na sierść jest w związku z osobą posiadającą psa. Nie zrozumcie mnie źle, ale ja rozumiem dlaczego facet nie zgadza się na zabronienie psu wchodzenia do łóżka. Przez te cztery lata zwierzak dostawał komunikat, że może spać w łóżku, nie dziwię się, że facet nie chce nagle robić z psa głupiego i z dnia na dzień zmieniać ustaleń. Mój pies był ze mną 15 lat, spał w łóżku i gdybym poznała kogoś, komu by to przeszkadzało to nasza znajomość by się zakończyła, bo też nie zmieniłabym zasad z dnia na dzień psu, który przez x lat już do pewnego trybu życia przywyknął. Obecnie mam kota, poznałam chłopaka, który okazało się, że miał uczulenie na kocią sierść. Znajomość została zakończona, bo nie wyobrażam sobie pozbyć się kota czy nagle wprowadzać mu "reżim" i zabraniać np. spania na kanapie skoro do tej pory mógł tam spać. Pies/kot to mój przyjaciel, członek rodziny, którym opiekuję się dłużej niż znam danego faceta, więc nie "wymieniłabym" go na niego. I żeby nie było, ja rozumiem, że Autorka ma uczulenie i spanie ze zwierzakiem nie jest dla niej dobre. Stąd po prostu dziwię się, że weszła w związek z facetem, który ma psa i to takiego rozpieszczonego kanapowca. Przecież oczywistym było, że facet z psa nie zrezygnuje...
Rillianne, kocham zwierzęta, ale uważam, że nie powinny być przyzwyczajane do spania w łóżku. Szczególnie pieski, które przecież załatwiają się na dworze, wnoszą różne zarazki na łapkach i sierści. Wygodne legowisko powinno być takim psim łóżkiem, żeby zwierzak też miał swój własny kącik.
Ja od razu psiaka uczyłam spać na posłaniu, ponieważ brałam pod uwagę to, że może się ktoś kiedyś w moim życiu pojawić, kto np. nie jest fanem spania ze zwierzakiem lub mógłby niechcący zrobić mu krzywdę śpiąc (kopnąć, zepchnąć, przygnieść itp.).
I w sumie miałam rację, mój facet jest bardzo ruchliwy podczas snu.
Przecież psa nie trzeba wyganiać z łóżka z dnia na dzień. Można zwyczajnie powoli go uczyć, przekonywać do własnego posłania itp.
Rillianne ja również kocham zwierzęta, ale rozumiem też, że inni nie muszą ich kochać tak samo jak ja i jeśli partner u mnie śpi, a wiem, że nie znosi zwierząt w łóżku to po prostu zamykam drzwi od sypialni. A ty skończyłaś znajomość z być może fajnym facetem bo ma uczulenie na sierść kota? To jest jak dla mnie conajmniej dziwne, rozumiem miłość do zwierząt, ale związki międzyludzkie są bardziej ważne. A kotu czy psu nic się nie stanie jak dwa lub trzy razy w tygodniu będzie spał poza sypialnia. Ty jesteś dziwna jakas.
Ja uwielbiam spać w łóżku z kotem, ale mój chłopak sobie nie życzy, więc na noc zamykamy drzwi do sypialni. Kiedy chłopak jest w delegacji , pozwalam kotu spać ze mną. To nasza tajemnica i co ciekawe, kot rozumie te zależność, że wstęp do łóżka ma tylko wtedy kiedy pana nie ma.
@Starlycious2,
a potrafisz dyskutować na poziomie zamiast robić personalne wycieczki typu "ty dziwna jesteś jakaś" czy Cię to przerasta?
Mieszkam w "otwartym" mieszkaniu, czy po prostu w kawalerce, moją sypialnię od przestrzeni dziennej oddziela parawan, więc sama rozumiesz - drzwi nie mam, nie mam gdzie zamknąć kota (no ewentualnie w łazience, ale to odpada, nie zamknę zwierzęcia w tak małej przestrzeni na dłuższy czas). Zakończyłam relację, bo na chwilę obecną nie miała ona racji bytu. Chłopak nie mógł przebywać w moim mieszkaniu, nawet jeśli kot był zajęty sobą w innej części pokoju to i tak pojawiały się objawy alergii, bo przecież w takim mieszkanku alergeny są już wszędzie. Nawet jak wysprzątałam czy zmieniłam pościel to nie jestem w stanie zdezynfekować całego mieszkania, ta sierść zawsze gdzieś wlezie (pod meble chociażby) albo ja przeniosę ją na ubraniach. Mój kot ma dopiero siedem lat, przynajmniej drugie tyle przed nim, więc ani nie moglibyśmy się u mnie spotykać, ani - w dłuższej perspektywie - np. zamieszkać razem, bo ja nie pozbyłabym się kota, którego mam kilka lat i za którego wzięłam odpowiedzialność dla faceta. Dla mnie to nie zabawka i skoro zobowiązałam się nim zaopiekować to będę to robić do końca jego kocich dni, a nie wyrzucę go, bo akurat przestał mi pasować do stylu życia. "[...]związki międzyludzkie są bardziej ważne", dla Ciebie. Z resztą, alergia wyszła szybko i kiedy kończyłam tę relację to byliśmy na etapie niezobowiązujących spotkań, więc ani on jakoś nie ubolewał, ani ja nie rozpaczałam, przecież nie byliśmy jakimś wieloletnim związkiem. Wybierałam między wieloletnim przyjacielem, członkiem rodziny, a kolesiem, którego znałam parę tygodni, no dla mnie to nawet nie był wybór. Teraz oboje mamy szansę poznać kogoś, kto bardziej do nas pasuje i tyle. Ja nawet już poznałam równie fajnego faceta, który jednocześnie nie ma alergii i kot mu ani nie przeszkadza, ani - tym bardziej - nie zagraża jego zdrowiu.
Zaproponuj mezowi bechawioryste niech popracuje troche nad psem
I nad sobą... To brzmi tak, jakby facet autorki wolał wziąć ślub z psem, gdyby tylko mógł.
Behawiorystę*
Błąd ortograficzny i brak czytania ze zrozumieniem...to jest narzeczony, jeszcze nie mąż.
Najbardziej nie rozumiem jednego- masz uczulenie, a on mimo to pozwala psu spać nadal z Wami, narażając Twoje zdrowie i samopoczucie związane z alergią? Bo chyba dobrze zrozumiałam fragment „zmęczona ciągłym uczuleniem na ciele przez psią sierść”? No to facet ma naprawdę coś nie tak z głową, skoro pies na łóżku jest ważniejszy, niż Twoje zdrowie.
Ogólnie jego pies, jego wychowanie, ale zachowanie Twojego faceta momentami po prostu nie mieści mi się w głowie. Ja bym na Twoim miejscu spokojnie, ale stanowczo zaproponowała behawiorystę dla psa. Nie wiem, czy planujecie w przyszłości dzieci, ale jeśli tak, to zastanów się, jak wtedy będzie jej odbijać. Dziecko, szczególnie te malutkie, wymaga ciągłej opieki, skoro Bora już teraz potrzebuje ciągłej uwagi, to pomyśl, jak będzie jej odbijać przy ewentualnym dziecku?
Zastanawiam się dlaczego nie postawiła ultimatum: "Pies w łóżku, albo Ja. Kogo wybierasz?"
Autorka może się spodziewać jaki byłby jego wybór
Przynajmniej wtedy nie miałaby już złudzeń.
Trzymam kciuki za odwoływanie ślubu w takim razie. Z psiarzem nie ma co układać sobie życia. Jak mu zależy, to niech się żeni, ale z pchlarzem.
Psiarze dbają o psa i potrafią go wychować. Zachowanie psa z wyznania jest tylko i wyłącznie winą właściciela. Bierzesz psa to bierzesz też za niego odpowiedzialność.
Ten z wyznania nie potrafi. Psa trzeba trzymać twardą ręką, zwierzę ma wiedzieć, gdzie jego miejsce i jaka jest hierarchia. Jak nie wie, to znaczy, że nie nadaje się do trzymania i pomoże tylko wór i rwąca rzeka.
Musi ci być ciężko w życiu z takim podejściem. Współczuję.
dylanklebold ma jakiś problem z psami, kompleks, widać było to po innych komentarzach. Mam tylko nadzieję, że nie ma własnego psa.
Własnego nie, ale regularnie podtruwamy we wsi bezdomne pimpki, które porywają kury i atakują ludzi. Teraz na wiosnę tyle się tego namnożyło, że nie idzie wyrobić.
Serio dyskutujecie z tym trollem?
dylan, wieszczu.
Ja nie dyskutuję, napisałam, że ma kompleks
Pamiętam jednego kudla, który był mocny - wydostał się ze źle zawiązanego wora, a potem z wiru, cieszył się i merdał ogonem płynąc do brzegu, a tu jak mu jeden wiejski dzieciak z drugim nie zasadził w pysk kamieniem z procy. Od razu opadł entuzjazm.
Ja na początku myślałem, że on serio w dzieciństwie był przez rodziców gorzej od ich psa traktowany i tak musiał biedny z tym dorastać ale to jednak styl pisania typowy dla trolli. Do Pani Grażyny i tak ci daleko cieniasie ;)
To nie wina psa tylko twojego partnera, bo mu się nie chce psa wychować. Mówisz, że nawet na twoje prośby ma wywalone, a ty dalej sądzisz, że to pies jest problemem?
Nie masz problemu z psem tylko z partnerem.
Ty nie proponuj, tylko sama zabierz ją do behawiorysty. Z psami jest jak z każdym z nas. Jak nie wychowasz dziecka, olejesz uczenie go szacunku, dobrych manier, to może potem być źle. Śmiem twierdzić, że to nie wina Bory, a jej pana, który, jak widać, olał wychowanie. Behawiorysta jest idealnym rozwiązaniem.
Wszyscy domownicy muszą konsekwentnie przestrzegać zaleceń behawiorysty inaczej nie ma co liczyć na efekty.
Ona sama ma iść z psem do behawiorysty i płacić za to ciężkie pieniądze? A potem go wychować samodzielnie, skoro jej mąż ma wywalone?
To masz partnera-debila, a nie psa-debila, bo zachowania te są konsekwencją nieumiejętnego wychowywania psa, a właściwie jego braku.
Dokładnie w punkt.
Pies słucha tylko tego, kto jest dla niego autorytetem. Tego, kto jest Alfą w stadzie.
Tutaj Alfą jest pies, bo pan idiota bez mózgu i jaj, pani nie mądrzejsza, skoro uważa, że to PIES jest głupi.
To straszne, że tacy ludzie trzymają zwierzęta. 3/4 ludzi nie powinno nigdy mieć psa. Wystarczy popatrzeć, co się dzieje na spacerach, jak fruwają na smyczach za swoimi pieskami, które ich ciągną w każdą stronę... Pies powinien iść przy nodze sam, bez smyczy.
I nie, autorytetu NIGDY nie zdobywa się krzykiem czy przemocą.
To tylko pokazuje jak byście się dogadywali względem dzieci, jeśli będziecie je mieć. Ty byś chciała je wychowywać, a on by im na wszystko pozwalał. Btw, jestem ciekawa ci sądzicie na ten temat pod tym względem.
Może to psina chce się pozbyć ciebie?
😏