#HGGsd

Mam dużo spotkań zdalnych z znacznie wyżej postawionymi ode mnie pracownikami mojej firmy, jak i kilku firm zewnętrznych. Dziś kierownicy przez 15 minut prowadzili zupełnie jałową dyskusję na tematy BHP, z których absolutnie nic nie wynikało. Zdejmując okulary, przez przypadek odciszyłem mikrofon, po czym rzuciłem do siedzącego obok kolegi: „K****, co za pierdolenie”.

Zapadała cisza, takiego ochrzanu dawno nie dostałem od swojego kierownika, ale za to dyskusja dość szybko się skończyła.

#xUshn

Mam świetny pomysł na program TV :) Właśnie oglądałem na YT „To catch a predator”, gdzie na spotkanie z 12-, 14-latką wabieni są pedofile. Otóż dziennikarz i jego ekipa udają w sieci dziewczynkę i tak od słowa do słowa aranżowane jest (oczywiście przez pedofila) spotkanie w jej domu. Oczywiście na miejscu jest policja i po krótkiej konwersacji dziewczyny z niedoszłym Romeo wyłania się dziennikarz ze wszystkimi czatami i zdjęciami, przeprowadza miłą pogawędkę w stylu „co cię sprowadziło do domu dwadzieścia lat młodszej od ciebie dziewczynki, przecież ona ma 12 lat” itp., a następnie amant wchodzi do garażu i jest aresztowany i prowadzony na policję.
Zatem może zrobilibyśmy w Polsce show o nazwie „Księża nietrzymający węża” albo „Wikary z pociągiem do szpary”, gdzie robione byłoby dokładnie to samo, jednak przynętę stanowiliby ministranci, członkowie (członkinie oazy) itp... Gwarantowana milionowa oglądalność, poklask ludzi, a przede wszystkim utemperowałoby to trochę zapędy ludzi w sutannach do tego, czego robić nie powinni...
Kto z Was nie obejrzałby programu, w którym „Proboszcz parafii x nie potrafi się oprzeć nowemu chórzyście. Czy jego zapędy zostaną udaremnione? Jaki tajny sakrament przygotował duchowny dla małego Stasia? Czy dziecku udało się umknąć przed sapiącym 120-kilogramowycm potworem? Czyje łzy płyną tuż przed dźwiękiem dzwonu na sumę? Kajdanki naprawdę były za ciasne, a uderzenie pałką aż tak bolesne? Odpowiedzi na te i inne pytania tylko dzisiaj o 19.30”.

JA BYM OGLĄDAŁ :D

#9qLoy

Sporo latam samolotami. Trochę w delegacje z pracy, a trochę dlatego, że uwielbiam podróżować. Średnio jest to 20-30 lotów rocznie.
Ostatnio tak się złożyło, że leciałam z bratem. Bardzo mnie zdziwiło, gdy w środku lotu, wyciągnął on z plecaka kanapkę i zaczął wcinać. Zapytałam go więc, skąd ma tę kanapkę. On popatrzył na mnie jak na idiotkę i mówi, że z domu. Ja popatrzyłam na niego jak na idiotę i pytam, jakim cudem wpuścili go do samolotu. I tak patrzymy na siebie, zdezorientowani i nic nierozumiejący.

Ja przez wszystkie te lata mojego podróżowania (a jest to dobre 10 lat), myślałam, że nie wolno wnosić do samolotu żadnego własnego jedzenia. Jak miałam jakąś kanapkę, to wyrzucałam przed odprawą. Przepłacałam na lotnisku, kupując jakieś batony czy czipsy. Jak widziałam ludzi jedzących w samolocie, to byłam pewna, że po prostu kupili to już w strefie bezcłowej.
Jak do tego doszło? Nie wiem.

#R7oxt

Może jestem bez serca, ale jakoś dziwię się swojej rodzinie w części wegańskiej.

Dla mnie to normalne, że w świecie zwierząt np. niedźwiedź polarny poluje na fokę czy lew na antylopę. Drapieżnik to drapieżnik. Trochę mnie denerwuje, jak w dziecięcych piosenkach pojawia się rekin, który je glony. Odczuwam takie zatajanie przed dziećmi i ich wrażliwą psychiką, skąd bierze się schabowy na stole.

Ostatnio kot na wsi upolował myszkę (polną, a nie czyjeś zwierzątko). Mysz jeszcze żyła. Rodzina „nakrzyczała” na kota, że tak nie wolno, kot został zamknięty w pokoju, a kuzynka pojechała z myszką do weterynarza ratować biedne życie.

Czy jestem bez serca uważając, że takie zachowanie to przesada?

#07weq

Trzy lata spędziłem w poprawczaku. Pomyślicie, błędy młodości. Nie do końca. Mój ojciec był ch*jem, jakich mało na tym świecie. Chlał, bił, kradł z domu, demolował. Pożyczał kasę od kogo tylko mógł. A później te osoby przychodziły do mojej mamy chcąc odzyskać pieniądze. Mieszkaliśmy w komunalce, przydzielonej przez miasto.

Któregoś dnia, gdy wracałem ze szkoły, wchodząc klatką do góry, usłyszałem kolejną awanturę. Ojciec próbował wejść do mieszkania, pomimo zamkniętych drzwi. Jak mnie zobaczył, to od razu wystartował z łapami. Nie mógł się wyładować na mamie, to chciał na mnie. I wtedy coś we mnie pękło. Miałem przewagę, bo on był nachlany. Pobiliśmy się. Nie, wróć, to ja pobiłem jego. W całej tej szamotaninie spadł ze schodów i złamał kręgosłup. Paraliż od pasa w dół. W wieku 15 lat trafiłem do poprawczaka. Pierwsze 6 miesięcy to był bunt z mojej strony. Nie chciałem się podporządkować. Wtedy przydzielono mi innego wychowawcę, pana Grzegorza. Nazywali go „pacyfikatorem trudnych przypadków”. Potrafił dotrzeć do każdego, dosłownie każdego. I udało mu się. Gdy wyszedłem, byłem innym człowiekiem.
Obiecałem mu, że nigdy, przenigdy niczego nie przeskrobię.

Od tamtej pory minęło 12 lat. I nie dostałem nawet mandatu. Z panem Grzegorzem widywałem się czasami, za każdym razem dziękując za to, ile dla mnie zrobił. Przez te 2,5 roku był dla mnie jak ojciec. A on tylko się uśmiechał, mówiąc, że taka jest jego praca. Sam ją wybrał, bo od zawsze lubił pomagać. Taki wychowawca z powołania.

Wczoraj byłem na jego pogrzebie. Pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Ktoś napadł go, gdy wracał do domu wieczorem. Powiem szczerze, nigdy nie widziałem na pogrzebie tylu ludzi. Wydawało mi się, że stawili się wszyscy jego wychowankowie. Ci byli, jak również ci, którymi opiekował się przed swoją śmiercią. Dla wielu, w tym dla mnie, był jak ojciec. I tak go zapamiętam.

#Vsxaa

W ostatnie Andrzejki urządziliśmy ze znajomymi mały seans wróżb. Jedną z nich było lanie wosku przez klucz (co tam, że przez taki, którym się śrubki odkręca).

Koledze kawalerowi z długim stażem wyszło serce i ostatnio znalazł w końcu dziewczynę, koleżance wyszedł motyl i uwolniła się od toksycznego związku, drugiej wyszedł kot (koty chodzą własnymi ścieżkami) i w końcu zaczęła iść swoją ścieżką i nie słuchać innych.

A mi? Mi wyszła Afryka. W głowie miałam już niesamowite podróże, które mnie czekają. Ale wszystko wskazuje na to, że Afryka z wosku chciała mi powiedzieć, że w tym roku będę zapier***ała jak Murzyn. Jak na razie się sprawdza, a pieniędzy brak.

#C2g3i

Pewnego razu, kiedy miałam może z 5 lat, mój starszy o 4 lata kuzyn zaproponował mi „dupczenie”. Jako że nie wiedziałam co to jest, chętna poznania nowych rzeczy zgodziłam się.

Poszliśmy na ogród, między krzaki, i poinstruowana jego zaleceniami (no w końcu znał się na tym) rozpoczęliśmy nasze „dupczenie”...

Zastanawiacie się, jak ono wyglądało? Obróceni do siebie plecami, lekko nachyleni pocieraliśmy się pośladkami :D

Tak oto wyglądało moje pierwsze dupczenie :)

#fMie6

Kilka lat temu wracałem z imprezy. Zachciało mi się sikać, więc skręciłem w pierwsze lepsze krzaki. Nagle słyszę jakieś krzyki i wyzwiska, ale będąc w stanie upojenia, zupełnie się tym nie przejmuję. Okazało się jednak, że obficie obsikałem jakiegoś żula, który prawdopodobnie załatwiał w tym miejscu większą potrzebę. Wstał, podciągnął spodnie i zaczął mnie gonić, ale odpuścił po kilkunastu metrach.

#LJ3fz

Ogólnie uważam się za osobę tolerancyjną wobec LGBT. Może nie środowiska jako całości, ale pojedynczych znanych mi osób. A są wśród nich facet, który miał żonę, ale ją zostawił dla mężczyzny, oraz drugi, który zmienił płeć na kobiecą. Niech sobie żyją jak chcą – mnie nic do tego, o szczegóły nie wypytywałem, bo nasz poziom znajomości nie był wystarczająco wysoki.

Jednego jednak nie jestem w stanie zrozumieć: niebinarności. Przykładowo, kiedyś zobaczyłem na jakieś grupie FB osobę, która tak się określała (oczywiście z zagranicy). Zapytałem, o co jej chodzi, bo na zdjęciu widniała normalna, młoda dziewczyna. Odpisała, że jeździ na motocyklu, uprawia inne typowo męskie sporty, więc nie chce być identyfikowana z kobietami, jednak facetem też się nie czuje i dlatego oficjalnie nie ma płci. Szczęka mi opadła i nie miałem siły pytać dalej. Nie wiedziałem, że baba nie może jeździć na motorze...

Staram się znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie tego zjawiska pomiędzy „chora dewiacja” i „normalny etap rozwoju społeczeństwa”, ale za cholerę nie mogę. Nawet jeśli przyjąć, że abinarność jest konstruktem społecznym i oznacza wykonywanie ról charakterystycznych dla obu płci... to przecież tak robi większość z nas, czy nie? Panowie gotują, sprzątają i zajmują się dziećmi, a potem wyskakują na piwo z kolegami. Kobiety pracują w fabryce, na budowie, nawet pilotują samoloty, ale przed wyjściem z domu malują się i stroją, jak zawsze. Po co jeszcze komplikować sprawy i wprowadzać nowe płcie?

#FWkPC

Jako mały dzieciak strasznie lubiłem pływać, jeździłem nad żwirownię z rodzicami. Był tam fragment wyznaczony bojami, na którym można się kąpać bez obaw, że nagle dno zniknie spod nóg.
Dlaczego mówię, że lubiłem pływać?
Cóż, gdy pewnego razu pływałem w wodzie, coś dotknęło mojej nogi, choć w sumie bardziej ktoś niż coś.
Znalazłem topielca sprzed trzech dni…
Dodaj anonimowe wyznanie