#xwt5z

Moja teściowa jest najmądrzejszą osobą na świecie – niespełnionym dietetykiem i psychologiem, wstrząsoterapeutą, mistrzynią pulpetów i nieposolonego puree w jednym. Bardzo za nią przepadam, bo przecież taka kobieta to skarb :) Najmilej wspominam chwile, gdy byłam w pierwszym trymestrze ciąży – stałam się jej wtedy ogromnie bliska... Ja od dziecka nienawidzę ryb, gdy próbuję jakąś strawić, czuję się, jakbym żuła muł. A co jest dobre dla kobiety w ciąży? RYBY! Teściowa wzięła sobie to bardzo do serca i próbowała na różne sposoby wprowadzić tego śmierdzącego potwora do mojej diety, nieważne pod jaką postacią. Czasem nawet myślałam, że zwykłe mięso jest gotowa usmażyć na tranie, żeby MI UDOWODNIĆ, ŻE SIĘ DA ZJEŚĆ. Toteż mój mąż był testerem – dawał zielone światło: nie ma obrzydliwości, możesz jeść.

Pewnego dnia tester został przechytrzony. On dostał pulpety z mięsem, a ja... rybne. Biorę kęs, przeżuwam, przeżuwam... iii... takiego pawia nie puściłam nawet po najgorszych juwenaliach, prosto na teściową, która stała nade mną (chyba po przełknięciu chciała mi udowodnić, że DA SIĘ ZJEŚĆ). Uśmiech spełzł jej z twarzy, tak jak resztki mojego śniadania po jej ulubionej satynowej spódnicy :)
Od tej pory teściowa wie co mi w duszy (i kiszkach) gra i nie nakłania do niczego.

PS Nie żałuję :)

#Keniq

W moim mieście jest przystanek i ulica, przez którą ciągle przebiegają ludzie. Policja ich łapie, daje mandaty – OK, to ich praca. Ale to co zobaczyłam ostatnio totalnie mnie zszokowało.
Siedziałam w aucie na parkingu niedaleko owego przystanku i czekałam na syna, który miła przyjechać autobusem. Kilka minut przed przyjazdem autobusu na parking wjechał radiowóz. Jeden z policjantów przebiegł przez tę ulicę (!) i sprawdził rozkład, po czym wrócił do wozu. Gdy podjechał autobus, jeden z pasażerów wyszedł z niego i przebiegł przez ulicę. Policjanci momentalnie do niego podjechali i wlepili mandat...

#OKvW5

I klasa podstawówki, koniec lekcji, a nikt po mnie nie przyszedł. O 17.00 woźna zamknęła szkołę, a ja dalej tam stałam (rok 1980 to nie te czasy, by się woźna cudzym dzieckiem przejmowała). Postała ze mną chwilę, poklepała po tornistrze, zapewniła, że na pewno moi rodzice zaraz przyjdą i poszła.
Przy szkole mieszkała koleżanka, do której poszłam. Była ze starszym bratem, któremu było wszystko jedno – miał spokój od siostry. Odrobiłyśmy lekcje, pobawiłyśmy się. Już snułyśmy plany, jak idziemy się razem kąpać, spać i rano mamy szkołę po nosem. Po dobranocce wróciła jej mama – omal nie dostała zawału, jak mnie zobaczyła. Odprowadziła mnie do domu, a tam tylko babcia, w szoku. W jeszcze lepszym byli rodzice – każde z nich wróciło niemalże w tym samym momencie.
Jak mogli mnie tak zostawić? Ano mama myślała, że dziś odbiera mnie tata, a tata dokładnie odwrotnie. I żadne po mnie nie przyszło. A babcia? No była na 100% pewna, że jestem z którymś z rodziców. A czemu nie wróciłam sama? Bo miałam 7 lat i wpojone, że małe dziewczynki nie chodzą same po nocach. A był listopad i po 17.00 było ciemno.
Nie mam traumy, nie mam żalu. Ale to jeden z nielicznych dni pierwszej klasy, który pamiętam z detalami.

#dJnHN

Miałem kiedyś fajną dziewczynę, fajny związek. Tylko ciągle goniłem za kasą. Ona wcześniej miała dzianego faceta, była bogata z domu, chodziła w drogich ubraniach, mieszkanie bez kredytu. Ja byłem magazynierem za 1300 zł i jeździłem klepaną corsą, mieszkałem z rodzicami na 30 m².

Zakochaliśmy się w sobie jak nastolatkowie. Ona ciągle powtarzała, że kasa to nie wszystko. Że to nie jest w życiu najważniejsze. Woli mieć związek oparty na szczerości niż na wyglądzie i pieniądzach. Nie mogłem w to uwierzyć i kombinowałem tylko jak mieć więcej, by być jej godnym. Tak uważałem, że nie jestem jej godzien, bo jestem biedakiem. Jej rodzice patrzyli na mnie jak na dzieciaka z patoli, gorszego, bez studiów, fizola, który nosi kartony. Nie wytrzymałem presji jej rodziców i tej, którą sam na siebie nałożyłem. Uparłem się, że bez kasy jestem nikim i zostawiłem ją. Dalej goniłem za kasą. Poszedłem w IT, nauczyłem się programować, testować oprogramowanie i dziś, już po 8 latach od tamtego rozstania, mam własną działalność. Na kasę nie narzekam. Odebrałem niedawno auto z salonu.

Mam teraz kobietę, która liczy moje pieniądze. „Musimy w tym roku przebić Hankę i Karola. Oni byli w Stanach, to my może polecimy do Argentyny? Ale i tak gdzieś polećmy na tydzień, choć do Grecji”. Nie ma miłości, jest wyrachowanie. Jest chwalenie się naszym cudownym życiem, kateringiem dietetycznym, autem, mieszkaniem. Moim autem i mieszkaniem.

Tak czasami sobie siedzę i myślę, że moja była miała rację. Byłem szczęśliwszy, kiedy jechaliśmy z nią nad rzekę i kochaliśmy się na kocyku, niż kiedy teraz mogę jechać gdzie chcę, z osobą, która, podejrzewam, mnie nawet nie lubi.

#9cW2l

Jako małe dziecko miałam bardzo bujną wyobraźnię i wiele rzeczy brałam dosłownie...

Co niedzielę chodziłam (głównie z mamą) do kościoła. Zadawałam sporo pytań, szczególnie jeśli chodzi o wiarę. Mama mi opowiedziała, że Jezus jest wśród nas cały czas, a szczególnie jak przyjmujemy Komunię Świętą. Tak że uświadomiłam sobie, że podczas mszy ksiądz zamknął Jezusa w „budce na końcu kościoła” (chodziło mi o tabernakulum) i ten tam sobie siedzi cały czas. Na dodatek podchodząc z mamą do Komunii, będąc blisko księdza, słyszałam słowa: „Ciało Chrystusa”, więc moja mała mądra główka uświadomiła mi, że biedny Jezus, który siedzi sobie w maleńkim pomieszczeniu, ucina sobie kawałki swojego ciała i daje je ludziom do jedzenia. A ci ludzie przychodzą do ławek i płaczą (myślałam, że płaczą, gdy mieli zasłonięte oczy dłońmi), ponieważ to ciało Chrystusa jest niedobre i strasznie im nie smakuje.

#zna0m

Mieszkam w bloku, mam 32 lata i kiepską, ale za to zdalną pracę w telekomunikacji. W październiku pożegnałam kochanego kotka, w listopadzie dziadka, a w grudniu zaczął się ciężki okres w pracy... Coraz mniej zleceń – niestety pracuję na umowę zlecenie już trzy lata i niestety jest coraz więcej absurdalnych, stresowych sytuacji ze strony kierownictwa. Szukam innej pracy już jakieś dwa lata, uczę się, szkolę i próbuję się przebranżowić, ale jeszcze się nie udało. Od jesieni z tego wszystkiego popłakuję sobie z rana lub z wieczora, różnie.
Wczoraj podczas wizyty w piwnicy po ogórki spotkałam sąsiadkę, mieszkającą piętro niżej. Zwierzyła mi się, że od około pół roku słyszy psa, który płacze, skamla. W naszej klatce jest tylko jeden pies, który mieszka piętro wyżej niż ja. Pytała się, czy może ja nic nie słyszę, w końcu to ja mam bliżej do tego pieska. Odpowiedziałam, że ja nic nie słyszę, i że może sąsiadka z sąsiedniej klatki gdzieś przez ścianę coś słyszy. Pomartwiłyśmy się jeszcze chwilę o zwierzaka, pożyczyłyśmy sobie zdrówka i pożegnałyśmy się.

I teraz zastanawiam się, czy to mnie sąsiadka słyszy, czy serio jakiegoś psa :-(

#A1nss

Robię remont. Skuwanie podłogi, wywalenie futryn, no i kładę nowe panele podłogowe. Winylowe, w jodełkę, bo tak se zażyczyła moja luba. Panel winylowy trzeba troszkę dobić, więc jest trochę hałasu. Robię to już ósmy dzień (mniej więcej od 11-20), no i wczoraj była u mnie pani z zarządu wspólnoty, że sąsiedzi się skarżą na hałas... Mam dziwne wrażenie, że to był jeden z tych sąsiadów, co dwa lata temu robił remont generalny w domu i przez tydzień kuli mu chatę...
Mam nadzieję, że taka skarga jakoś przyspieszy mój remont, bo nie widzę innego jej sensu ;)

PS U mnie nie było nikogo z sąsiadów, tylko od razu do zarządu polecieli.

#1UUbL

Historia mojego brata z czasów, gdy były jeszcze lekcje zdalne.

Tego dnia akurat klasa mojego brata miała mieć sprawdzian z matematyki. Jako że to były zdalne, to wiadomo, łatwo ściągać, więc dlaczego by nie skorzystać?
Ktoś wpadł na pomysł, żeby napisać na brainly (taka strona z pomocą na zadania domowe) pytania ze sprawdzianu, na co reszta przystała.
Pozakładali jakieś konta z dziwnymi nazwami i wstawili pytania. Ku ich uciesze, po kilkunastu minutach ktoś odpisał na większość pytań i dał odpowiedzi, więc zadowoleni przepisali je i wysłali sprawdzian.

Co się okazało? Nauczyciel przewidział to i to on dał odpowiedzi (z konta, z którego nikt by się nie domyślił, że to był on), które były błędne. Prawie cała klasa dostała jedynki i na następny raz odechciało im się takich sztuczek :D

#SpmIc

To był poniedziałkowy poranek, około godziny szóstej. Byłem tak niewyspany, że wręcz nieprzytomny. Jechałem pociągiem. Jako że na stacji, na której wsiadałem, nie istnieje już kasa, wsiadłem z przodu pociągu, by kupić bilet. Następnie postanowiłem przemierzyć pociąg, w celu znalezienia wolnego miejsca. 

Między przedziałami w pociągach regio są ciężkie, suwane drzwi, często z okienkiem. Idąc, musiałem otwierać drzwi i zamykać je za sobą. Powtórzyłem tę czynność kilka razy – mój mózg zdążył się w pewnym stopniu zaprogramować, dlatego kolejne drzwi, które były otwarte, okazały się dla mnie problemem. Zamiast po prostu przejść zamknąłem je, zderzyłem się z nimi (otrzeźwiałem), otworzyłem i dopiero poszedłem dalej. Reakcja obserwujących to pasażerów była bezcenna...
Dodaj anonimowe wyznanie