#O5fTw
Jak ostatnio kupowałam sobie buty, to zastanawiałam się nad tym dwa miesiące. Poprzednie były rozerwane. Najchętniej bym kupiła najtańsze, ale wiem, że takie nie wytrzymają długo, więc wybieram te ze średniej półki cenowej albo na promocji. I to mnie już boli, bo muszę wydać na siebie pieniądze. Dwa lata chodzę w porwanym płaszczu zimowym, który co roku skrupulatnie zszywam w tajemnicy przed mężem. W tym roku chyba będę musiała sobie już kupić nowy. Ale mówię tak od dwóch lat i nadal w tym samym chodzę.
Ale chwalisz się czy żalisz?
Bo nie wiemy, czy Cię pocieszać (na przykład za ubogie lub zrypane dzieciństwo) czy wysłać na terapię.
Zresztą raczej może chyba na pewno i tak Cię wyślemy na terapię.
Ok.
No to teraz na serio.
Czy kupowanie czegoś dla siebie sprawiało Ci kiedykolwiek przyjemność?
Czy w ogóle jest coś, co sprawia Ci przyjemność?
Próbuję dociec, skąd ten - jak mówisz - ból przy wydawaniu pieniędzy, przede wszystkim na siebie. I to przegięcie z noszeniem odzieży dopóki się nie rozpadnie (a wtedy i tak zacerujesz...).
Zastanawiając się nad jakimś tematem, lubię pobuszować w sieci, na zasadzie "ciekawe, co inni myślą na ten temat". Oto jedno ze znalezisk:
"Uświadom sobie, że masz jedno, wspaniałe życie, którym warto się cieszyć i które należy doceniać i umieć z niego korzystać. Uświadom też sobie, że niezwykle ważne jest docenianie samego siebie, umiejętność sprawiania sobie przyjemności i wywoływania uśmiechu na swojej twarzy. Nie chcę, żeby to brzmiało jak gadanie jakiejś nawiedzonej osoby ale naprawdę trzeba być dla siebie dobrym. Pieniądze mają być nie tylko środkiem do zapewnienia sobie podstaw egzystencji, ale również środkiem do tego, aby móc sobie sprawić przyjemność i dawać radość. (oczywiście w granicach rozsądku. nie chodzi mi tu o wydawanie całej wypłaty na szaleństwa i zachcianki )"
Kasiekasiek, 2011-03-06, 16:18, Wizaż, forum.
Co Ty na to?
To już nie jest normalne
zróbcie sobie dzieci to będziecie mieli studnię na waszą kasiorę
Współczuję dzieciom, jeśli na nich też tak strasznie oszczędzasz.
A ja Cię nawet rozumiem. Często kupujemy coś ot tak, bez powodu, a potem to zalega w szafie , w kątach i finalnie wyrzucamy. Jeżeli dobrze się czujesz w zacerowanym płaszczu, to go noś. Mało tego, możesz z niego uczynić swój styl. Owszem, jak już będzie bardzo źle wyglądał, to go wymienisz. Ale też rób sobie jakieś przyjemności czasami - kasy nie ma co magazynować, bo do grobu i tak jej nie zabierzesz.
Spróbuj też porozmawiać o tym z mężem, może patrząc z boku widzi coś co Tobie umknęło
To może pod włos: jak będziesz siebie zaniedbywać i chodziła w podartych ciuchach mąż - nawet jeśli dochowa wierności - będzie częściej się oglądał za innymi.
A dzieci jak dorosną będą się Ciebie wstydziły.
Zdajesz sobie sprawę, że nie odniosłas się praktycznie do żadnego z moich argumentów?
Wydaje mi sie, ze przegiecie w ta strone to chyba i tak lepiej niz zycie w filozofii "zastaw sie a postaw sie" ponad stan. Jednakze to torche dziwne, ze masz az takie wyrzuty sumienia Autorko. Rozumiem chec dania dzieciom tego co chca ale jak czasami pomyslisz o sobie to sie nikomu nic zlego nie stanie. Tym bardziej, ze sytuacje finansowa macie bardzo dobra.
Nie jest tak, że po prostu sama z siebie boisz się biedy, choć jej nie doświadczyłaś? Czy może uważasz siebie za zbyt mało wartą, żeby wydać na siebie kasę?
A mi się wydaje, że dzięki stabilnej sytuacji materialnej osiągnąłas stan w którym 'zakupowe' dogadzenie sobie nie jest już tak atrakcyjne jak dawniej. W sumie ja mam podobnie, nawet na ewentualne prezenty ciężko mi wymyśleć co bym chciał dostać bo wszystko co potrzebne i co mnie uszczęśliwia już mam :) Nie żałuj na dzieci, a przede wszystkim na ich rozwój np. wycieczki zajęcia dodatkowe, ich zainteresowania (nawet te chwilowe ) i pamiętaj jesteś dobra osoba :)
P.s kup płaszcz - na moją odpowiedzialność :)
To się nazywa skąpstwo.