#2pfhB

Jak byłam mała, to słowo „gentleman” wypowiadałam tak jak się pisze. Potem zaczęło się plątać i nie wiem dlaczego mówiłam „genitalia”. W telewizorze w jakimś posranym programie usłyszałam: „Przecież genitalia to po prostu kutas”.

Zatem uprzejmych ludzi nazywałam kutasami.

#aywMG

Moja ciotka odkąd pamiętam zawsze była symulantką. Nawet nie hipochondryczką. Zwykłą, cwaną symulantką. Sprytna bestia robiła wszystko, by siedzieć w domu na tyłku, podczas gdy jej mąż urabiał sobie ręce po łokcie, żeby do garnka było co włożyć.
Nie przepracowała w swoim życiu chyba nawet pięciu minut. Wuj wracał z pracy i sprzątał, prał, gotował, prasował, jeszcze jedzenie do łóżka podawał... A ona leżała i pachniała.

Kilka dni temu ciotka zemdlała. Upadła i rozcięła sobie głowę o kant szafki. To już nie wyglądało na symulację, choć „omdleń” miała w życiu setki. Wystarczyło krzywo na nią spojrzeć.
Wuj wezwał pogotowie. W szpitalu badanie i diagnoza: nieoperacyjny guz mózgu...
Ciotce zostało kilka miesięcy.

Skarżyła się wcześniej... Na bóle, zawroty, że niewyraźnie widzi... Wuj przez dwadzieścia lat małżeństwa słyszał to tysiące razy. Zbagatelizował problem, czemu kompletnie się nie dziwię. Zdumiewa mnie natomiast inna rzecz... Ciotka okazała się być tak leniwa, że nie była w stanie sama pójść do lekarza, kiedy zaczęła się źle czuć. Zamiast tego truła wujowi i truła, żeby ją do przychodni zabrał, a on ze swoją anielską cierpliwością odpowiadał niezmiennie: „Zosiu, nie pie**ol...”.

#t1d5l

Przez sterydy, jakie we mnie wpompowano za niemowlaka, bardzo szybko zaczęłam dojrzewać, toteż w ok. 1-2 klasie podstawówki zaczął rosnąć mój biust. Moja siostra, od zawsze chuda i drobna, ciągle łaziła za mamą z płaczem i pytała: „Mamooo, ja też chcę mieć takie, kiedy mi urosną, czemu ona ma, a ja nie mam, mamoooo!”. I tak całymi dniami. Ja cieszyłam się, że siostra mi czegoś zazdrości, bo dzięki temu czułam się od niej lepsza, a co za tym idzie, po cichu liczyłam na to, że moje jeszcze urosną...

Cóż, teraz obydwie plujemy sobie w brody i przeklinamy własne gadanie.
Siostra ma rozmiar G...
Ja doleciałam do J...

Przynajmniej ciągle prowadzę! xD

#mBcr9

W tamtym roku organizowałem sporą imprezę w restauracji moich rodziców dla ludzi ze studiów. Miałem przy tym trochę roboty, co chwilę dzwonili ludzie w różnych sprawach związanych z imprezą.
Za którymś razem gdy zadzwonił telefon z nieznanego numeru, odebrałem, mówiąc: „Joł, joł, joł, czego chcioł?”. Po drugiej stronie cisza. Zacząłem mówić normalnie i wtedy gość się przedstawił, że dzwoni z firmy, do której złożyłem CV w sprawie rekrutacji na pewne stanowisko. Przeprosiłem go, a on się roześmiał i powiedział, że to mój telefon i mogę go odbierać jak tylko chcę.

Byłem na spotkaniu, ale tej pracy jednak nie dostałem.

#vQp17

Zamontowałem sobie lustro nad łóżkiem. W piątek przyszła do mnie moja dziewczyna, spędziliśmy miły wieczór, wypiliśmy trochę wina, lustro nad łóżkiem okazało się fajną atrakcją. Ona wyszła późnym wieczorem, ja poszedłem spać.

Następnego dnia obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno. Trochę bolała mnie głowa, przetarłem oczy i… prawie dostałem zawału, bo wydawało mi się, że jakiś goły koleś na mnie spada.

#1QCIk

Jestem kosmetologiem z długoletnim doświadczeniem. Odkąd pamiętam zawsze rodzina, a zwłaszcza ta damska jej część, prosi o porady lub diagnozy. Ogólnie, co ja mogę powiedzieć, gdy ktoś siedzi w makijażu przy przygaszonym świetle? No nie za dużo. Tłumaczyłam to wszystkim ciotkom, że zapraszam do mnie do gabinetu na bezpłatną konsultację. Tam mogę ewentualnie doradzić i pomóc. Żadna oczywiście nigdy nie przyszła, a pytania o diagnozę nadal trwały. Pewnie wiecie jak to jest, gdy po pracy ktoś usilnie próbuje z wami rozmawiać na ten temat. No nie chce się. Ja po pracy też nie chcę o niej za dużo myśleć, a zwłaszcza podczas jakichś rodzinnych imprez. A ciotki potrafiły przynosić nawet własną pielęgnację i pytać, czy to aby na pewno dobre.

Pewnego razu wkurzyłam się już i na imprezę rodzinną wzięłam lampę Wooda, lampę z lupą i ogólnie kilka innych przydatnych artefaktów. Po kolei każdą zmywałam i ustalałam błędy w pielęgnacji, w diecie, problemy skórne, rozmieszczenie i głębokość zmarszczek... Ogólnie wszystko bardzo kompleksowo. W końcu miały to, czego chciały. Poświęciłam na to cztery godziny, każdej rozpisałam plan zabiegowy, z zaznaczeniem, że nie musi tego robić nawet u mnie (coby nie było, że naciągam na kasę).

Wszystkie ciotki, kuzynki itp. obraziły się śmiertelnie, chyba dlatego, że im nie powiedziałam, że skórę to mają fantastyczną, a „Biały Jeleń” to najlepsze oczyszczanie twarzy. Masakra po prostu. Nigdy nie widziałam, żeby były tak niezadowolone. Wytykałam im wszystko, co zauważyłam, każdą najmniejszą bruzdę, najmniejsze naczynko. Plany zabiegowe wstępnie kosztowały po 20 tysięcy, a jeszcze mówiłam, że to może być mało. Oczywiście we wszystkim była duża przesada.

Skutek? Nikt mi już kremów nie przynosi, nie pyta się, czy aby dałoby się usunąć tę zmarszczkę, czym się różni botoks od wypełniacza itp. W końcu mam spokój.

#v8Cg5

Czytałam tu wiele historii z dzieciństwa, gdy byliście albo śmieszni, niegrzeczni, wpadaliście na głupie pomysły, albo ktoś was wkręcał. Ja natomiast żyłam z dala od rówieśników, przyklejona do szyby i tęsknym wzrokiem wpatrywałam się, jak dzieci w moim wieku bawią się przed domem. Całe moje dzieciństwo spędziłam u babci i dziadka. Jestem im wdzięczna, że poświęcili mi tyle czasu i wychowywali, gdy rodzice byli w pracy, ale ich miłość do mnie czasem przeradzała się w nadopiekuńczość. „Tego nie rób, bo zrobisz sobie krzywdę”, „Tego nie rób, bo syn sąsiadki ciotki wujka Staszka tak się zabił” i milion innych okropnych opowieści, jak mi się wolno bawić, a jak nie. Dzieci po pewnym czasie przestały się do mnie odzywać, gdy zobaczyły, z jakim dziwolągiem się zadają, a babcia była w siódmym niebie, kiedy widziała, jak „asertywnie” potrafię odmówić głupiej zabawy.
Lata mijały, w połowie podstawówki wyprowadziłam się z rodzinnego miasta i kontakt z babcią i dziadkiem trochę się osłabił. I do tamtego momentu myślałam, że życie tak wygląda – bez spotkań, bez zabaw z innymi. Siedzenie w domu i wyglądanie przez okno. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że dzieci z mojej nowej klasy oprócz kontaktów w szkole utrzymują ja poza szkołą.

Teraz mam 29 lat, kocham moją babcię i dziadka, ale przez to wszystko jestem panicznie nieśmiała i mam żal, że nigdy nie nadrobię tamtych lat.

#0RbMh

Kiedy byłam w przedszkolu, miałam pewnego kolegę. W tym okresie bardzo się do siebie zbliżyliśmy i zostaliśmy przyjaciółmi. Pewnego dnia leżeliśmy obok siebie na leżakach, zaproponował mi zabawę w mamę i tatę. Ja uwielbiałam się bawić, a wiedziałam, że z nim będzie fajnie, więc zgodziłam się. Ale był pewien warunek – musieliśmy pójść do łazienki. Dla mnie to nie był żaden problem, więc poszliśmy. Zabawa miała wyglądać w ten sposób, że on siedział na kibelku, a ja na nim skakałam. Byłam trochę zaskoczona, ale co tam. Po kilku minutach skończyliśmy, bo znudziło mi się skakanie po nim i wróciliśmy na swoje leżaki. Kiedy wróciłam do domu, przypomniała mi się owa zabawa i zaproponowałam ją mamie... Mamuśka była w niezłym szoku, że znam „takie zabawy” i zapytała, czy widziałam ją w domu. Oczywiście zaprzeczyłam i ogłosiłam z zadowoleniem, że z Marcinem się w takie coś bawiłam. Mama w jeszcze większym szoku, ojciec się śmieje, a ja chcę się bawić. Ostatecznie mama się ze mną nie pobawiła, ja byłam obrażona, a tatuś cisnął bekę.
A ja dopiero po latach zorientowałam się, w co chciałam się bawić...

PS Marcin dowiedział się o tej zabawie, jak tatuś wrócił z zagranicy i bawił się z mamusią :'))
Dodaj anonimowe wyznanie