#VIgVw

Ostatnio tato podwiózł mnie do pracy. Koleżanka widziała przez okno, jak tato otwiera mi drzwi i wysiadam z auta. Potem kilka razy mówiła o tym, jakiego to mam tatę dżentelmena, no po prostu tak go zachwalała, że aż głupio było się przyznać, że otworzył mi drzwi tylko dlatego, że one się po prostu zacinają :D

#A8TCC

Od zawsze uczyłem syna, że ma się bronić przed agresją słowną, fizyczną i jak ma się bronić. Jak ktoś go uderzy, ma oddać dwa razy mocniej, ale nigdy nie wolno mu zacząć pierwszemu, jak ktoś go obraża, ma odpyskowywać. Zbierałem za to joby od żony i teściowej, że uczę dziecko przemocy i wyląduje przez to w wiezieniu, wiele razy się przez to kłóciliśmy. Wyobraźcie sobie, że zmieniliśmy synowi szkołę i kiedy przyczepiło się do niego dwóch chłopaków i w końcu zaatakowali go fizycznie, on nie czekał i nie dał się pobić ani zastraszyć, ale w obronie własnej połamał jednemu nos, a drugiemu wybił kilka zębów. Moja żona do dnia dzisiejszego nie przyznała mi racji i mówiła, że mogło mu się coś stać albo mógł coś zrobić tamtym chłopakom i mieć z tego tytułu kłopoty z prawem, a prawidłową reakcją powinna być ucieczka i opowiedzenie wszystkiego wychowawczyni i nam, a szkoła powinna to rozwiązać z naszą pomocą. Ręce mi już nie raz opadły, że mam taką nieżyciową żonę, która nie pamięta szkolnych realiów. Summa summarum, tamci i już w zasadzie nikt inny nie zaczepił więcej mojego syna, nie miał żadnych nieprzyjemności, że przekroczył obronę konieczną i nie skończyliśmy w sądzie, jak nas straszyli rodzice tamtych chłopaków. Problem rozwiązany. Ojciec dumny z syna. 
Sytuacja miała miejsce we wrześniu, ale jej temat wrócił w ostatni weekend i zacząłem się zastanawiać, czy moja żona jedynie nie potrafi przyznać się do swojego błędu wychowawczego, że gdyby nie ja, to mogłaby zrobić z naszego dziecka szkolną ofiarę czy faktycznie nadal myśli, że ma rację, bo ciągle tkwi w swoim uporze.

#sOs2w

Kiedy byłem mały, tak na oko 10-11 lat, miałem grę na Playstation 1: Muppety monster adventure, czy jakoś tak. Po przejściu gry albo części odblokowywała się galeria i były tam różne zdjęcia postaci. Były tam również zdjęcia świnki Piggy z lekkim dekoltem albo z nóżką na wierzchu... Niejeden raz zaspokajałem się do tych zdjęć.

Dobrze wspominam moje dzieciństwo :D

#hnWdf

Pracuję w jednym z większych sklepów sieci sprzedających sprzęt komputerowy, telewizory i AGD. Pełno klientów to fajni ludzie, rzadko się trafią czarne owce, ale z Ukraińcami jest ciekawie. Ogólnie bariera językowa jest problemem, ale jak któryś w miarę poprawnie posługuje się polskim językiem, to na luzie da się pogadać.

Ostatnio przyszli dwaj młodzi panowie z Ukrainy kupić monitor, ale ledwo radzili sobie z polskim językiem. Sprawdziłem dla nich listę monitorów w systemie, zaznaczyłem parametry, które ich interesowały i ogólnie nie znaleźli nic, co bym im odpowiadało. Spytałem, z której części miasta przyjechali. Okazało się, że całkiem spory kawał drogi przemierzyli do naszego sklepu. To pokazałem im mniejszy sklep, ale bliższy, do którego ja też raz na jakiś czas jeżdżę, a nawet sprawdziliśmy u nas na miejscu ich ofertę i wypatrzyli sobie u nich monitor pewnej firmy, na zamówienie.  W telefonie zapisali ulicę, model monitora i pojechali tam. 
To nie jest coś, co powinniśmy robić, ale priorytetem jest pomóc.

Po trzech dniach przyjechali do naszego sklepu i szukali mnie tylko po to, by mi podziękować za pomoc i cierpliwość. Mówili, że monitor jest świetny i beze mnie by nawet nie trafili na ten model. Ciepło na serduchu się zrobiło :)

#P71XY

Od zawsze byłem tylko ja i mama. Wychowywałem się bez ojca, więc matka robiła, co mogła, by zastąpić mi oboje rodziców. Ojciec zostawił matkę, gdy miałem 6 lat. Przechodziłem przez momenty buntu w liceum, kiedy potrafiłem powiedzieć matce, że to jej wina, że ojciec nas zostawił, jednak doskonale wiem, że to nieprawda i że to jej zawdzięczam wszystko, co mam w życiu. Skończyłem studia informatyczne, dostałem dobrą pracę, spłacam teraz swoje mieszkanie. I jestem jej wdzięczny za to, że mnie wychowała i kochała całym sercem. Z mamą mam jednak pewien problem. Przez to, że zawsze byliśmy tylko we dwójkę, ona zamknęła się na wszystko, co ze mną niezwiązane. Nigdy nie znalazła sobie faceta, nie ma prawdziwych przyjaciół, z rodziną kontaktuje się sporadycznie. Teraz kiedy wyprowadziłem się z domu, oboje mocno odczuwamy tę zmianę. I ona chyba sobie z tym nie radzi.

Codziennie do mnie przychodzi, dwa razy dziennie. Sprząta mi w mieszkaniu, robi zakupy, sprawdza, co mam w szafkach, robi porządek w ubraniach. I niby nie ma w tym nic złego, ale… ja mam 32 lata, chcę żyć samodzielnie. Matka potrafi zrobić mi awanturę, bo znalazła paczkę prezerwatyw w szufladzie. Nie godzi się na to, bym się z kimś spotykał, wciąż powtarza, że „mam na to jeszcze czas”. Jestem przekonany, że to przez nią nie mogę sobie znaleźć dziewczyny, bo każdą odstrasza. Dwa razy próbowałem jej kogoś przedstawić i za każdym razem dziewczyna dzień po spotkaniu z moją matką zrywała ze mną. Ona potrafi wyzwać każdą kobietę, która się pojawi w pobliżu. Kontroluje mnie: kiedy wychodzę, z kim i gdzie. Dzwoni po nocy, by sprawdzić, czy wróciłem do domu o tej porze, o której ona KAZAŁA mi wrócić. Dyryguje całym moim życiem, a ja czuję się uwięziony.

Mimo że kocham swoją mamę nad życie, to nie mogę już z nią wytrzymać. Chciałbym, żeby znalazła sobie faceta albo zajęcie, by zwyczajnie zaczęła żyć własnym życiem. Matka odbiera to w ten sposób, że chcę ją wyrzucić ze swojego życia, bo już dorosłem i jej nie potrzebuję. A przecież to nie tak. I nie mam pojęcia, co zrobić w tej beznadziejnej sytuacji, jak pomóc jej zrozumieć, że nie da się tak żyć.

#pfxCY

Nie piję napojów w puszkach. Zawsze wyobrażam sobie, że stały wcześniej w hurtowni, w której pracuje otyły, spocony mężczyzna, który aby umilić sobie nudną pracę, wkłada palec w brudne majtki, a następnie jeździ nim po krawędziach puszek. Wizja dotknięcia ustami takiej puszki skutecznie zniechęca mnie przed kupnem słodkich napojów z automatów.

#6KQJE

Ciężko jest być normalnym, ale biednym człowiekiem. Wiecie, takim, który stara się jak może, pracuje, oszczędza, a i tak ledwo wiąże koniec z końcem przez pecha w życiu.
 Jeśli nie jesteś zapijaczonym żulem, matką piątki dzieci i nie mieszkasz w złej dzielnicy, jeśli jesteś trzeźwą, młodą kobietą, którą stać na internet i jesteś normalnie ubrana, nie masz jakby prawa do tego, żeby mieć problemy, żeby potrzebować pomocy. A niestety człowiekowi czasami świat wali się w najmniej oczekiwanym momencie. Pół biedy, jeśli masz rodzinę. A jeśli nie masz? Ciężko jest pójść do znajomych i wyciągać rękę. Zwłaszcza jeśli pochodzi się z takiego środowiska z ludźmi bez problemów :(

Pozdrawiam wigilijnie z pustego mieszkania, znad bułki z margaryną.

PS Nie wiem, czy się żalę, wiem, że z tego wyjdę, jestem fighterem, ale smutno tak trochę...

#GDWkr

Jestem lekko po trzydziestce, nie mam dzieci, może kiedyś w przyszłości się zdecyduję, jednak jeśli do tego dojdzie, to z mężem dokładnie to zaplanuję, żeby nie zostać z opieką nad dzieckiem sama. Moja siostra ma syna, na co dzień opiekuje się nim moja mama, gdy siostra jest w pracy, czyli standardowo 8:00-16:00, po pracy ona przejmuje nad nim opiekę, jednak co rusz obarcza mnie swoimi problemami, że nie ma z kim dziecka zostawić... Bo musi jechać z mamą na zakupy, bo do Gdańska musi jechać, powody się mnożą jak myszy... Mówiłam, że nie chcę zostać z małym, że nie cieszy mnie to, tylko męczy, że nie mam cierpliwości, ale nikt mnie nie słucha.
Mieszkamy w jednym domu. Rodzice, siostra z chłopakiem i dzieckiem i ja. To, że tam mieszkam i po 16 melduję się w domu, nie upoważnia jej do tego, żeby zostawić mnie z dzieckiem wbrew mojej woli. Nie prosi. Nigdy nie poprosiła, to jest z góry już przesądzone, bo w końcu jestem w domu.
Ja się pytam: gdzie jest ojciec tego dziecka?

Dzisiaj już nie dałam rady, zostawiła mnie z dzieckiem, kiedy jadło zupę. Ona była wszędzie – na podłodze, na nim, na jego włosach, meblach. Posprzątałam, po czym mały zrobił soczystą, płynną kupę, śmierdzącą na 200 metrów, następnie miał dużo energii po posiłku, więc zaczął grzebać po szafkach. O ile szło go przypilnować, żeby nie otwierał szafek, to nie zauważyłam kiedy wyciągnął nici, biegał z nimi wszędzie i pokneblował kwiatki, zabawki, krzesła, po czym jak zabrałam się do odwijania tego wszystkiego, otworzył szafkę i wyjął wszystkie książki, gazety i kartki... Jak prosiłam, żeby posprzątał, to się popłakał... Usiadłam bezsilnie i zadzwoniłam do nich, gdzie są, po czym mnie poinformowały, że są w kawiarni i im się nie spieszy do domu. Gdy przyjechały, to usłyszałam tylko pretensje, że jak zajmuję się dzieckiem, że mały płakał i miał czerwone oczy.

Brakuje mi słów na to wykorzystywanie. Zdecydowanie mówię nie! Rodzina nie jest od tego, żeby notorycznie na kimś wisieć. Może jestem złą siostrą, ale na Boga, kim jest w takim razie ojciec tego dziecka?

#IFTXB

Mam 22 lata i co roku od 5 lat w każdą wigilię stoję przy oknie i liczę na to, że któreś z rodziców jednak przyjedzie chociaż na pół godziny albo zadzwoni.
Rodzice są po rozwodzie i oboje poukładali sobie życie. Przez cały rok jest okej, widujemy się nawet kilka razy w miesiącu, ale gdy przychodzą święta, oboje znikają, no bo przecież to czas dla rodziny...
Pamiętam, jak czasem jako dzieciak marudziłam na zmęczenie spowodowane przygotowaniami. Chętnie nie przespałabym nawet trzech nocy z rzędu, byleby usłyszeć od któregoś z nich „wesołych świąt”.

#pLdNG

Nie wiem dlaczego, ale byłam kozłem ofiarnym dla własnej rodziny. Zawsze byłam wyśmiewana jako sierota, która nic nie potrafi. Gdy zaczęłam dorastać, wyśmiewano moją chudość, styl ubierania, włosy. Własna matka twierdziła, że mam beznadziejne nogi i mam zakładać spodnie. Moje poczucie własnej wartości nie istniało. Byłam beznadziejna, w szkole zawsze na końcu. Chłopak? Zapomnij, kto by mnie zechciał.
W wieku 19 lat musiałam opuścić dom rodzinny i ruszyć na podbój wielkiego miasta.
Byłam przerażona, jak sobie poradzę, dodatkowo rodzina we mnie podsycała ten lęk.

Poradziłam sobie. Mam pracę, którą lubię, jestem pewna siebie, mam własną rodzinę, mam dom. Poradziłam sobie z tym sama! Jestem szczupła, mam długie, zgrabne nogi, za którymi oglądają się i faceci, i babeczki.

Nie czuję satysfakcji. Mam w sobie dużo żalu. Za stracone lata, lata podstawówki, liceum, kiedy powinnam korzystać z życia, a byłam zahukaną szarą myszką w kącie. Stracone lata, nigdy ich nie odzyskam.
Dodaj anonimowe wyznanie