Pierwszy raz w życiu, a trochę już lat mam, trawi mnie od środka i piecze frustra z powodu sytuacji będącej kombinacją cynizmu i bezczelności tryumfujących nad uczciwym podejściem do sprawy. Głąb, który na żywca ściągał na sprawdzianie z dosyć ważnego przedmiotu, nie ukrywając się z tym zupełnie, i co najlepsze, podobno widział to wykładowca, który zwyczajnie nie zareagował, zarobił piątki (chodzi o studia), podczas gdy ja jako jedyny niekorzystający z naukowych pomocy ledwo to w tym pierwszym terminie zaliczyłem. Tak że mogę sobie pogratulować uczciwości w podejściu do życia oraz frajerstwa.
Biję się z myślami, czy pisać skargę do dziekana z żądaniem powtórzenia kolosa, co z góry jest skazane na przegraną choćby z tego powodu, że nie jestem świnią i nie chcę robić pod górę kilku osobom, które również zaliczyły i są z tego powodu szczęśliwe, że sprawa jest z głowy, chociaż z rozmów bilateralnych już po wszystkim wiem, że każdy miał pomoce dydaktyczne, więc wychodzi, że ja jako jedyny się tego nauczyłem. Do pozostałej reszty nie mam zastrzeżeń, ale ten cyniczny baran, który nawet nie bardzo wiedział co przepisuje, mierzi mnie coraz bardziej swoją arogancją, tupetem, bezczelnością i głupimi tekstami o tym, jaki to on zaradny i jakie świetne oceny zbiera. Nie chcę również robić problemu profesorowi, którego zwyczajnie szanuję, bo tytuł na takim trudnym kierunku to jest coś, czego chciałbym mieć choć dziesiątą część w rozumie, jednak nie ukrywam, że strasznie mnie zawiódł swoim brakiem reakcji.
Swoje lata już mam i wydawać by się mogło, że przeżyłem wiele, ale po tej sytuacji straciłem znaczną część i tak już ledwie tlącego się przekonania, że przyszłość jakoś się jednak ułoży i w końcu będzie dobrze. Nie chodzi tylko o moje studia, ale o całokształt. Niestety, jeśli jakość kształcenia wszędzie wygląda podobnie jak u mnie (a nie jest to uczelnia najwyższych lotów, chodziło głównie o papier, no ale litości, jakieś minimum przyzwoitości obowiązuje), to całą naszą cywilizacją jesteśmy na równi pochyłej, coraz bardziej stromo głową w dół.
Pracuję w supermarkecie na stanowisku kasjer-sprzedawca. Wiecie co jest najgorsze w tej pracy? Nie, nie wypłata. Nie, nie zapieprz. Jeśli kasjer jest bystry, zwyczajnie miły i uśmiechnięty, to da radę. Najgorsze jest sprzątanie marketu na koniec dnia... Ja rozumiem, klient nasz pan, ale do cholery, czy tego mięsa wciśniętego za paletę mąki, które dopiero jak śmierdziało, to dało się zlokalizować, nie można było dać kasjerce i powiedzieć: „Nie chcę tego schabu”? Czy nie można powiedzieć, że w koszyku rozwalił się jogurt, tylko zostawić przed kasą z myślą „może się nie wyleje”?! Czy naprawdę kasjer musi pakować pana zakupy, no bo skoro pan położył już zapakowane na taśmę i musiałam rozpakować, to i trzeba spakować. Czy trudno położyć butelkę na moją prośbę, bo jak szarpnie taśma, to spadnie, tym bardziej że stoi z brzegu? Nie i uj. Zbiło się, bo ja szarpałam taśmą automatyczną! No i sprzątnij, jak kolejka, a na zmianie tylko w trzy kasjerki.
Tak, wiem, że mogłam się uczyć, tobym tutaj robić nie musiała, ale żadne studia nie nauczą kultury i szacunku wobec drugiego człowieka.
PS W najgorszych momentach wspominam, jak pani sprzątająca jednego z klientów ściągnęła z kolejki w kasie, wręczając mu ścierę i mopa z żądaniem posprzątania kibla, który zasrał tak, że wejść się nie dało. I choć ja bałam się o nią, bo to grozi dyscyplinarką, ludzie zaczęli jej bić brawo. Jej, sprzątaczce marketu, nie jemu, „panu”. Wtedy jestem uśmiechnięta.
Mam robota-odkurzacz, który jest zaprogramowany, że o 15:00, jak jeszcze jestem w robocie, zaczyna swoją pracę. Nigdy mnie nie zawiódł i salon + kuchnia zawsze są czyste, gdy otwieram drzwi.
Tego dnia było inaczej. Mój pies nie wytrzymał i zrobił swoje w mieszkaniu... Gdy wszedłem, nie mogłem pojąć co się stało... Robot wciąż jeździł, zostawiając po sobie brązowy ślad. Od tamtej pory znajduję już czas, by odkurzyć samodzielnie, robot poszedł w odstawkę.
Bądź mną – młody ratownik medyczny-kierowca, zaraz po studiach, pracujący w średniej wielkości mieście. Myślisz, że mamy fajnie? Że dostajemy kod 1, włączamy syrenę i błyski i już nic nas nie interesuje? Że jedziemy sobie jakby nigdy nic, bo w końcu możemy łamać przepisy ile wlezie? Błąd.
Jadąc na sygnale, trzeba mieć oczy dookoła głowy, a nawet jedno w dupie. Ludzie nie ułatwiają nam życia. Przynajmniej nie wszyscy. Nieraz musieliśmy kierujących opieprzać przez megafon, bo udają, że nas nie widzą, a potem co? A potem do stacji wpływała na nas skarga za powodowanie stresu u kierowcy. A jeśli już jesteśmy w tym temacie, ostatnio wpłynęła skarga od starszej pani. Napisała ją po tym, jak jadąca na sygnale karetka obudziła ją w nocy. Ironia – każdy nas gnoi, dopóki nie potrzebuje naszej pomocy.
To wyznanie piszę po to, aby niektórzy zrozumieli, że jadąc na sygnale, walczymy o każdą sekundę. Krótki apel: jeśli widzisz jakikolwiek pojazd uprzywilejowany, ustąp mu. Ciebie to nic nie kosztuje, a w środku ktoś może walczy o ludzkie życie. Pomyśl, że kiedyś możemy jechać, aby pomóc tobie.
Jakoś dwa lata temu, wychodząc od znajomego, zobaczyłam telewizor, który stał pod śmietnikiem. Wpakowałam go do auta, zawiozłam do domu, podłączyłam i okazało się, że działa. Z czasem zauważyłam, że potrafi się włączać nawet 20 minut, ale w niczym mi to nie przeszkadza – lepiej jest oglądać na 32 calach, a nie na 24. Nie jestem bogata i nie stać mnie na nowy telewizor, który włączę czasem raz na miesiąc.
Ostatnio zaczęłam poszukiwania telewizora do pokoju syna, tak żeby te 32 cale chociaż miał, ale ludzie chcieli zawrotne 500 zł, więc stwierdziłam, że syn się musi zadowolić tv boxem podłączonym do monitora.
Pewnego wieczoru patrzę, a pod śmietnikiem stoi telewizor, taki większy, 40 cali. W głowie pojawiła mi się myśl: czy można mieć takie szczęście? Postanowiłam go zabrać. W domu okazało się, że ma plamkę, która nie przeszkadza w oglądaniu.
Czy jestem z siebie dumna? Jestem. I nie czuję się gorsza, biorąc spod śmietnika rzeczy, które są mi potrzebne. Na działce wszystkie meble mam ze śmietnika. Na Fb prężnie rozwijają się grupy śmieciarkowe, ale jednak nie wszyscy o nich wiedzą. Nie potrzebujesz czegoś? Wystaw na śmieciarce. Ktoś może akurat tego potrzebować :)
W podstawówce (klasa 1-3) zawsze mieliśmy religię w klasie na piętrze i gdy kończyliśmy zajęcia na parterze, pani dawała komuś dziennik, aby ten zaniósł go do katechety. Raz padło na mnie. Pech chciał, że akurat zamiast zajęć z katechetą mieliśmy z księdzem, gdzie został puszczony nam film. Wszystko spoko ładnie, lekcja minęła, każdy zebrał się do domu. Będąc już w domu, w momencie gdy chciałam odrobić lekcje, zorientowałam się, że mam dziennik w plecaku... Wystraszona oczywiście nikomu o tym nie powiedziałam. Rodzice się dowiedzieli, dopiero gdy nauczyciel przyjechał do naszego domu po dziennik, gdyż tego dnia było zebranie. Od tamtej pory pani sama zanosiła dziennik :)
Miałam jakiś czas temu chłopaka. Ten związek okazał się absolutną porażką. Początkowo wydawało mi się, że jest OK. Nie reagowałam na mnóstwo czerwonych flag, bo przecież każdy ma wady, a na tle pozostałych chłopaków ten był naprawdę spoko. Wydawało mi się wtedy, że tak po prostu wyglądają relacje damsko-męskie. Teraz już pracuję nad nimi z psychologiem, wtedy wydawało mi się, że sama te schematy pokonam.
On od jakiegoś czasu ma nową dziewczynę, a ja jestem zazdrosna. Nie o niego, nie chcę z nim być, ale o to, że dla niej jest chyba dobry, a dla mnie nie potrafił być. Nie życzę jej źle ani jemu. Wręcz cieszę się, że popracował nad sobą. Po prostu o nią, dba, przytula ją, całuje, pracuje nad sobą. Ze mną tak nie było. Nie licząc seksu, mało co mnie dotykał, nigdy nie całował z własnej woli, kiedy nie byłam wystrojona w szpilki, pełny makijaż itd., to nie byłam dość ładna – miał żal, że idziemy do jego znajomych, a ja nie w szpilkach. Dokuczał mi też, że mam piegi, cienkie włosy, za dużo ważę (mimo że ja ważyłam 56 kilo, a on 130) i to wszystko czyni mnie brzydszą. Nie ustawał w naciskach, żebym się farbowała na kolor, jaki on chce itd. Gdy razem wychodziliśmy, nigdy mnie nie odprowadzał, mimo że mówiłam, że boję się sama wracać w środku nocy przez daną okolicę, a ode mnie ma bezpośrednie połączenie do siebie. Bo wtedy on będzie w domu pół godziny później i mu się nie chce. Żerował na mnie finansowo. Gdy prosiłam, żeby nad czymś popracował, mówił, że przesadzam i jest dobrze. I dlaczego dla niej jest w stanie przestać codziennie chlać, a dla mnie nie był w stanie nawet trzymać mnie za rękę?
Mam ochotę odciąć się od wszystkich wspólnych znajomych i już nigdy ich nie widzieć i nie wiedzieć, co u nich. Nie radzę sobie z tym i nawet nie wiem czemu mnie obchodzi jego nowy związek.
Mój najlepszy ziomek jest Romem. Razem kończyliśmy technikum samochodowe i pracujemy w zakładzie mojego kuzyna.
Pewnego upalnego popołudnia wypiliśmy parę piwek po pracy i razem czekaliśmy na autobus. Zmęczeni upałem siedzieliśmy na przystanku, nie wydając z siebie dźwięku. W pewnej chwili pojawił się tam przedstawiciel gatunku Mikrosław Klapczan, który zaczął się intensywnie przyglądać mojemu koledze.
– Emigranty, uchodźcy... Ludzio prace zabierajo! – krzyknął głosem psychicznie chorego chomika, którego zresztą bardzo mi przypominał.
Wtedy kumpel otworzył jedno oko, chwycił mnie za dłoń, drugą ręką objął moją zmęczoną głowę, pocałował w skroń i rzucił:
– Chłopaków też zabierajo!
Patriota w klapkach rozpłynął się w powietrzu.
Jak byłam mała, to zawsze będąc w sklepie szłam z zakupami do moich ulubionych pań kasjerek. Myślałam, że pieniądze, które zarabiają, idą do nich z ich skrzyneczek. Dlatego zawsze szłam do moich „ulubienic”, bo chciałam, żeby zarobiły jak najwięcej.
Od zeszłego roku mieszkamy na wsi z babcią. Babcia jest wspaniałą kucharką, dawniej pracowała głównie przy weselach.
Pewnego dnia zagadałam męża i oświadczyłam, że przez miesiąc będę jeść tylko warzywa, bo trochę przytyłam i źle się z tym czuję. Na twarzy babci pojawiło się skupienie i wtem powiedziała: „Dziecko kochane... Nasza Mućka tyż tylko na trawie i zobacz, jaka tłusta! Dej ty sobie spokój”.
Dodaj anonimowe wyznanie