W liceum poznałam wspaniałego chłopaka i od razu zostaliśmy przyjaciółmi. Zawsze mogłam na niego liczyć, a kiedy pomagał mi w czymś, w ramach podziękowania mówiłam mu: „Niech Bóg ci to w dzieciach wynagrodzi” (nie mam pojęcia dlaczego, tak jakoś mnie to bawiło).
Tak się złożyło, że wspomniany przyjaciel został moim mężem.
Dwa lata temu urodziły nam się wspaniałe bliźniaki, a dziś dowiedziałam się, że jestem w kolejnej mnogiej ciąży.
Gdybym wtedy wiedziała, że ten skurczybyk zostanie ojcem moich dzieci, bardziej uważałabym na to, co mówię :D
Miałam w liceum nauczycielkę od historii, która była typowym babochłopem. Krótko ścięte włosy, zawsze chodziła w spodniach i marynarce.
Uwielbiam spódniczki, dobrze się w nich czuję, dlatego też często w nich wówczas chodziłam. Oczywiście babochłopowi się to nie podobało i już od początku pierwszej klasy dawała mi to do zrozumienia. Raz wezwała nawet panią pedagog, żeby jej poskarżyć, że jest -5 stopni na dworze, a ja do szkoły w spódnicy przyszłam. Oczywiście nigdy nie założyłam do szkoły mini, były to proste, klasyczne spódnice przed kolano, czyli długość bardzo grzeczna. Ta jednak nie odpuszczała, doszło do tego, że co lekcję brała mnie do odpowiedzi i przy całej klasie starała się zrobić ze mnie idiotkę. Nabijała się ze mnie, jak czegoś nie wiedziałam, a jak wiedziałam, to i tak zawsze zadawała tyle pytań, żebym w końcu na jakimś poległa i z satysfakcją wstawiała mi pałę. Ze sprawdzianów to samo, nigdy nic lepszego niż 3 nie dostałam. Raz nazwała mnie pustą blondynką i powiedziała, że nie ma już dla mnie żadnych nadziei.
Miarka przebrała się, gdy pewnego dnia kazała mi wejść na parapet i podlewać kwiaty, widząc, że mam spódniczkę. Stała z założonymi rękoma, z tym swoim wrednym, mściwym uśmieszkiem i obserwowała zadowolona, jak chłopaki patrzyli mi się pod spódniczkę i oczywiście cała klasa w śmiech. Bo majtki zobaczyli. Ależ miała satysfakcję, jak ledwo dawałam radę jedną ręką zasłaniać się tam na dole, a w drugiej trzymałam konewkę. Wytrwałam z grobową miną do końca lekcji, po czym na przerwie z płaczem udałam się do pani pedagog. Opowiedziałam jej o wszystkim. Cała roztrzęsiona, siedziałam tam chyba dwie godziny lekcyjne. Pani pedagog pocieszała mnie, powiedziała jakiś tam swój monolog... Ale widząc, że nie za bardzo mi to pomaga, powiedziała w końcu: „Wiesz... powiem ci coś w sekrecie. Mąż pani X kilka lat temu zostawił ją dla młodej dziewczyny i od tamtej pory pani X znajduje sobie ofiary wśród ładnych i zadbanych dziewcząt...”.
A więc wszystko było jasne. Pinda mściła się na mnie za swoje niepowodzenia życiowe. Postanowiłam do końca liceum zakładać do szkoły tylko spodnie i golfy. Włosy niedbale spięte, zero makijażu. Dla świętego spokoju. Oczywiście odczepiła się ode mnie i nawet zaczęłam dostawać lepsze oceny.
Plan na zemstę tworzyłam przez całe dwa lata. W końcu nadszedł ten dzień... Koniec roku, oceny wystawione, matura napisana... Na koniec spotkanie w klasie i dawanie kwiatków.
Kupiłam jej spódnicę w lumpeksie. Upewniwszy się, że cała klasa słucha, dając jej prezent, powiedziałam z uśmiechem: „Proszę, to dla pani. Może znajdzie pani jeszcze męża, który tym razem pani nie zostawi dla młodszej. Faceci naprawdę lubią spódniczki, proszę mi zaufać”.
Po czym wyszłam z klasy.
Nigdy nie zapomnę jej miny :-)
Zemsta jest słodka :-)
O szczęściu w nieszczęściu.
Miałem być na weselu u koleżanki z pracy. Niestety nie byłem, bo jej narzeczony na dwa tygodnie przed ślubem dość poważnie złamał w pracy nogę. Lekarz powiedział, że jak będzie odpoczywał i się kurował, to jest szansa, że co prawda na parkiecie to może i nie pohula, ale uda mu się przebrnąć przez przyjęcie. Niestety, koleżanka strzeliła focha i z narzeczonym zerwała, bo ona sobie inaczej to wszystko wymarzyła... O zmianie terminu nawet nie chciała słyszeć, bo podjęła decyzję ostateczną.
I tak sobie myślę, że miał chłop szczęście poznać charakter niedoszłej żony przed ślubem, bo przynajmniej uniknął rozwodu.
Do niedawna myślałam, że Michał Anioł i Michał Archanioł to ta sama osoba...
Historia wydarzyła się, kiedy byłam w 4 klasie szkoły podstawowej.
Pewnego dnia jedna z nauczycielek kazała kilku uczniom chodzić po klasach w celu poinformowania pozostałych o jakimś nadchodzącym szkolnym wydarzeniu. Jednym z tych wybrańców byłam ja, pewna dziewczyna z 6 klasy (dajmy jej na imię Paulina) i kilka innych osób.
Tak sobie chodzimy po klasach i informujemy, kiedy mój kolega pyta, do której nauczycielki idziemy teraz, na co ja odpowiadam:
– Do każdej, byle nie do tej głupiej, wrednej pani Doroty.
Na co Paulina odpowiada:
– Ale to moja mama...
Przysięgam, że o tym nie wiedziałam. Nawet nie były do siebie podobne... Nie wyobrażacie sobie nawet, jak mi się zrobiło głupio.
Tak że no, fajnie byłoby wtedy stać się niewidzialnym czy coś. Ja wolałam przeprosić i odpowiedzieć jej, że już jednak tak nie myślę. Z pewnością mi uwierzyła :/
Jedno jest pewne: ta sytuacja nauczyła mnie, żeby nigdy na nikogo źle nie mówić.
Próbowałam wycisnąć wągry z brody zalotką. Teraz moją twarz zdobi wielki kwadratowy siniak.
Wszystkim powiedziałam, że walnęła mnie szuflada.
Żodyn nie wie, co tak naprawdę się stało. Żodyn.
Zaczęłam kurs na prawo jazdy. W końcu przyszedł ten długo wyczekiwany dzień pierwszej jazdy.
Po wszystkim instruktor podsumował moje wyczyny, mówiąc: „Na wiele sposobów próbowano mnie zabić, ale tak to jeszcze nigdy”.
Chyba będzie ciężko zdać...
Trzy razy miałam raka. Trzy razy się wyleczyłam, jednak cały czas było ryzyko zachorowania, a razem z nim 30% szans na przeżycie... Wczoraj odebrałam wyniki badań... Jestem już w 100% zdrowa i nie ma mowy o żadnym raku! Czekałam na ten dzień od 12 lat! Pamiętajcie, że warto wierzyć we wszystko, a cuda się zdarzają!
Byłem lubiany i zawsze potrafiłem dogadać się z ludźmi. Zawsze miałem kogo poprosić o pomoc i raczej nie miałem wrogów. Od dziecka kręciła mnie elektronika, więc postanowiłem założyć swój serwis. Spełnić takie malutkie marzenie. Co ważne, zajmowałem się tym od kilku lat i w regionie każdy znał mnie jako „dobrego fachowca”. Telefon z prośbą o usługę otrzymywałem codziennie.
Potem ci sami ludzie, którzy często oczekiwali mojej pomocy, dowiedzieli się, że planuję otworzyć działalność... Nagle okazało się, że jestem partaczem, nic nie potrafię zrobić, że zniszczyłem masę sprzętu i nie ma co ze mną współpracować. Z dobrego fachowca stałem się zwykłym oszustem bez żadnej wiedzy. W małej miejscowości to miało ogromne znaczenie. Telefon zamilkł, nie tylko jeżeli chodzi o klientów. Koledzy o mnie zapomnieli.
Ostatecznie do otwarcia nie doszło, nie odważyłem się. Za to na robieniu mi antyreklamy w postaci bajek o mojej nieudolności, opowiadanych znajomym, przyłapałem mojego najlepszego kumpla.
Do tej pory nie rozumiem, dlaczego ludzie to zrobili. Czy bali się, że będę miał w życiu lepiej? Że będę chciał za swoją pracę pieniądze? Nie pojmuję.
Koszty nocy w najdroższych hotelach w Polsce kształtują się na poziomie powiedzmy 10-20 tys. zł za noc, załóżmy nawet, że będzie to 30 tys. zł. Tej sumy nie przebije jednak koszt mojej jednej nocy wakacyjnej... Niestety nie w żadnym najdroższym hotelu, tylko nocy w domku letniskowym nad jeziorem, z dziewczyną, którą niezbyt lubię, a z którą uprawiałem seks bez zabezpieczenia pod wpływem alkoholu. Dlaczego bez zabezpieczenia? Ja tego w ogóle nie chciałem i nie planowałem, więc oczywiste też, że nie miałem zabezpieczenia, a jako że byłem pod wpływem alkoholu, m.in. za sprawą tej dziewczyny, która hojnie mnie alkoholem częstowała, to nie miałem pełnej kontroli nad tym, co się w danej chwili dzieje. Los za to, że raz w życiu się bardziej upiłem, pokarał mnie alimentami w wysokości 800 zł na moją córkę. Oznacza to, że ta jedna jedyna noc w domku letniskowym kosztowała mnie 800 x 12 x 18 = 172 800 zł...
I to nie licząc podwyżek alimentów i faktu, że mogę alimenty płacić dłużej niż 18 lat.
Dodaj anonimowe wyznanie