#ghSRr

Ostatnimi czasy spodobała mi się pewna dziewczyna ze starszej klasy. Była ode mnie o rok starsza, widywałem się z nią codziennie i często ze sobą rozmawialiśmy. Nasza relacja była koleżeńska, mieliśmy ze sobą stały kontakt, ja czułem do niej ogromną sympatię i ona do mnie też. Cóż mogło stanąć nam na przeszkodzie? Największym problemem był tutaj jej chłopak – nie znałem go zbyt dobrze, ale ponoć był dla niej bardzo oschły i niemiły.
Pewnego dnia dowiedziałem się, że potraktował ją w bardzo nieprzyjemny sposób, a ta postanowiła z nim zerwać. Widząc, jak załamała ją ta sytuacja, postanowiłem wkroczyć. Spotkałem się z nią, wysłuchałem, co ma do powiedzenia, wyżaliła mi się, że nie wie, co dalej robić, że jest jej ciężko, bo sądziła, że to będzie „ten jedyny” itp. Ja słuchałem, potakiwałem, do czasu, aż mnie coś wzięło. Postanowiłem wywalić jej taką mowę motywacyjną, jakiej w życiu nie słyszała. Zacząłem prawić jej komplementy, że jest wspaniałą osobą, że każdy zasługuje na szansę, że nie zawsze jest w życiu tak, jak tego chcemy, ale trzeba się pozbierać (moje doświadczenie życiowe ogranicza się co najwyżej do paru historyjek na anonimowe.pl, ale co tam, słuchała jak najęta). I na koniec dodałem, że zawsze trzeba odnaleźć w sobie motywację do podjęcia odpowiednich działań i tak też powinna zrobić.
Ona, zadowolona, że ktoś ją zrozumiał, wzięła sobie moje rady do serca. I wiecie, co zrobiła? Dosłownie następnego dnia postanowiła mu wybaczyć, wrócili do siebie, a teraz im się układa, bo tamten się ogarnął i postanowił ją traktować jak należy.
Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać.

#VEowK

Jestem osobą, która od małego nie lubiła się komuś podobać. Nie chciałam, by ktoś spojrzał na mnie w inny sposób niż na koleżankę. Niestety było kilku chłopaków w podstawówce, którzy mnie lubili. Cóż, nienawidziłam tego tak bardzo, że jeden oberwał w policzek. Nadal pamiętam moje zawstydzenie i złość, była to 5 klasa. Nagle pomyślałam, że chłopcy niezbyt lubią dziewczyny w krótkich włosach. Zakładałam, że jeśli to zrobię, to odepchnę ich od siebie. Ścięłam je dopiero pod koniec podstawówki, tydzień przed wakacjami. Wydawało mi się, że zainteresowanie znika. Jednak odczułam ponownie, gdy zaczęłam liceum. Pierwszy rok i spodobałam się jednemu chłopakowi. To było coś tak wstrętnego, że odepchnęłam go od siebie tak chamsko, bez słów wyjaśnień. Po prostu chciałam go nie znać.

Później po nim była dziewczyna, której się spodobałam, ale ledwo ją znałam. I niby też na nią zwróciłam uwagę, ale nie było to nic szczególnego. Z kolejnym rokiem i kolejnym zauważyłam, że zaczęłam się strasznie podobać samym dziewczynom...
Nie czułam się z tym dobrze, było coraz więcej dziwnych sytuacji, zaczęłam się dystansować od dziewczyn.
Ostatecznie wyszło na to, że ścięłam włosy, bo chciałam się przestać podobać chłopakom. Teraz powinnam zapuszczać włosy, by przestać podobać się dziewczynom. Cóż za paradoks, drodzy państwo....

#4H2Vy

Stało się to pewnego czerwcowego dnia w szkole. Byłam wtedy w drugiej klasie gimnazjum. Dzień był okropnie gorący, dlatego co chwilę chciało mi się pić. Wypiłam już całą zawartość mojego bidonu plus jeszcze zakupioną w sklepiku butelkę wody, czyli łącznie około 1 litr wody. Była godzina 12:57, właśnie trwała lekcja matematyki. W tym momencie poczułam parcie na pęcherz. Zapytałam nauczycielkę o to, czy mogę wyjść do toalety. Popatrzyła na mnie przez chwilę ze zdziwieniem, po czym odpowiedziała: "A od czego była przerwa? Trzeba było iść na przerwie. Poczekaj do końca lekcji, jeszcze tylko 13 minut". Nie pozostało mi nic innego, jak tylko czekać. Jeszcze tylko 13 minut... Przez jakiś czas starałam się o tym nie myśleć, ale uczucie było coraz silniejsze. Spojrzałam na zegar - zostało 7 minut lekcji. Zgłosiłam się drugi raz, znowu zapytałam o możliwość pójścia za potrzebą. Od nauczycielki usłyszałam, że nie powinnam przerywać lekcji przy tak ważnym temacie jak wyrażenia algebraiczne. Zrezygnowana opuściłam rękę i założyłam nogę na nogę. Próbowałam wytrzymać, ale z każdą minutą było mi coraz trudniej. Nogi zaczęły mi się trząść. Nawet nie podnosiłam już ręki, bo wiedziałam, jaka będzie jej odpowiedź.

Około 3 minuty później stało się. Nagle poczułam ciepło między moimi nogami. Pomyślałam wtedy: "Nie, to nie może być to, tylko nie to!". Zamknęłam oczy. Czułam ciepło nie tylko między nogami, ale też na nogach. Zaczęłam krzyczeć. Wszyscy obrócili się w moim kierunku, patrzyli na mnie, niektórzy zaczęli się śmiać. Zrozpaczona wybiegłam z klasy i zamknęłam się w łazience. Płakałam, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Nie wychodziłam z toalety przez długi czas. Dopiero gdy przyszła pani pedagog, zaczęłam z nią na spokojnie rozmawiać. Do domu wróciłam z rodzicami w samochodzie. Po powrocie wzięłam prysznic i rzuciłam się z płaczem na łóżko.

#mH8su

Moja dziewczyna unika kąpieli jak ognia. Mieszkamy razem zaledwie pół roku. Nie miałam wcześniej świadomości, że Nadia myje się od święta.
Wieczory spędzamy zazwyczaj razem. Zawsze po kąpieli pytam, czy idzie się myć i zawsze dostaję odpowiedź: „Rano się wykąpię, teraz jestem już śpiąca”. Oczywiście rano je śniadanie, przemywa twarz i idzie do pracy. Co trzy dni myje głowę pod zlewem. W związku z tym jako grę wstępną obrałam sobie wspólny prysznic. Wtedy przynajmniej mam pewność, że moja dziewczyna jest czysta.
Rozmowy na ten temat kończą się kłótnią. Nadia wygląda na zadbaną. Jest śliczna. Nie śmierdzi. Zmienia bieliznę. Kocham tę dziewczynę całym sercem, ale jednocześnie mnie obrzydza.

#qJ1gX

Po obejrzeniu miliona amerykańskich komedii poszłam na studia i woda sodowa uderzyła mi do głowy. Ciągle imprezy, kilka godzin snu na dobę, wydawało mi się, że jestem super fajna, a tak naprawdę zachowywałam się jak zwykła sucz.

Miałam kilka dni praktyk na oddziale z ludźmi chorymi na białaczkę. Był tam chłopak, który przychodził na chemię, jako że był mniej więcej w naszym wieku, lubiłyśmy z nim gadać o wszystkim i o niczym, żeby czas nam szybciej zleciał. Ostatniego dnia praktyk w przerwie stałyśmy na korytarzu przy jego sali i czekałyśmy na opiekunkę roku. A że był to piątek, to wszystkie trajkotałyśmy jak najęte, jak to będziemy się świetnie bawić w klubie, podrywać kolesi itp. Myślałam wtedy, że jestem taka super, że wszyscy mnie lubią itd. Ale zauważyłam podczas tej rozmowy, że ten chłopak siedział na łóżku, z kapiącą powoli chemią, i słuchał naszej rozmowy. Nigdy nie zapomnę, jak się do mnie uśmiechnął, ale nie było w tym ani grama radości, był jedynie smutek i żal. Wstrząsnęło mną to do głębi.

Po kilku miesiącach ktoś z moich znajomych udostępnił na Facebooku jego zdjęcie, a pod nim informację z miejscem i czasem pogrzebu tego chłopaka. Dostałam wtedy dosłownie z liścia i zaczęłam powolną wewnętrzną przemianę, lecz nigdy sobie nie wybaczę tego, jaką przykrość i jaki smutek musiała w nim wywołać nasza idiotyczna rozmowa.

#RuRXe

Krótka historia (miałem 7-9 lat).
Moi starsi bracia próbowali wmówić mi, że jestem adoptowany. Miał miejsce następujący dialog:
– Rodzice nie mówili ci, że jesteś adoptowany?
– Nie, nie mówili nic takiego.
– Pewnie pomyśleli, że jak ci dobrze jest, to nie będą ci mówić prawdy, żeby cię nie denerwować.

Z tym wszystkim poszedłem do mamy i spytałem:
– Mamo, czy ty byłaś przy moich narodzinach?

#hP2KK

Tak tytułem wstępu warto zaznaczyć, że odbywam praktyki (jako pracownik młodociany) w pewnej cukierni.

Dzień jak co dzień, sprzątam sobie, gdy nagle jedna z pracownic zadaje mi pytanie: „Obciągałaś kiedyś?”. Przenoszę wzrok znad zlewu na nią, zmierzam od góry do dołu, czuję, jak ciśnienie mi się podnosi, pierwsze krople potu pojawiły się na mym czole i tysiąc myśli na minutę, typu „Jak ona śmie mnie o to podejrzewać, przecież mam tylko 16 lat”, ale czas namysłu dobiega już końca, wzrok kobiety niemal wywiercił we mnie dziurę, po chwili odsuwa się kawałek i widzę kostkę piernikową...

Nigdy nie przyznam się, o czym myślałam, a kobiecie chodziło o „obciąganie” kostki piernikowej w czekoladzie... Że też nie znalazła innego słowa.

#11KDU

Alkohol... Jest tyle wspaniałych używek, które nie każą ci robić z siebie idioty, a ludzie i tak sięgają po to cholerstwo. Potem żałują. Tak jak ja, właśnie.
Mieszkałem wtedy w takim dużym, studenckim domu. Dwa piętra, na każdym pięć mieszkań, do tego ogrodzony skrawek zieleni i duża wspólna kuchnia na parterze. Bardzo fajna opcja dla studencin z nieco pojemniejszym portfelem. Polecam.

Tego wieczora straszliwie się upiłem. Nie pamiętam jaka to była okazja. Mniejsza z tym. Wybitnie nabzdryngolony dotarłem taksówką do domu, zrzuciłem wszystkie ciuchy i momentalnie zaległem w wyrze cierpiąc z powodu tzw. "helikoptera". Na moje szczęście wynajmowałem pierwsze mieszkanie przy wejściowych drzwiach, więc nie raz już dziękowałem losowi za to, że nie musiałem nigdy wspinać się na drugie piętro.
Za przywilej mieszkania w tak dobrym miejscu musiałem jednak zapłacić. Do mnie należało otwieranie wrót sierotom, które zapomniały kluczy, albo nie miały breloczka do domofonu. To zrozumiałe - miałem najbliżej do drzwi i najbardziej narażony byłem na wkurzenie przez napierdzielający dzwonek.
No, więc po długiej walce z zawrotami głowy, wreszcie usnąłem. Koło trzeciej w nocy słyszę DRRRRYNŃŃ!
Dźwięk niczym wiertarka wierci w mym obolałym czerepie.
Półprzytomny chwytam za ręcznik, owijam się w pasie i człapię do drzwi. Otwieram. Nikogo nie ma. Wyglądam. Nikogo... Żarty jakieś? I wtedy... BAM! Drzwi za mną się zamknęły. Mało tego - jakimś cudem przycięły mi kawał ręcznika. No, więc szarpię, ciągnę coraz bardziej desperacko. Katastrofa. "Dobrze, że jest środek nocy" - pomyślałem - "Nikt nie zauważy golasa biegnącego dookoła domu."
Plan był taki - przemknę na drugą stronę i wejdę do środka przez okienko w kuchni. Ono zawsze jest otwarte. Skacowany jak diabli, lecę więc z fujarką na wierzchu. Udało się. Dobrze jest! - okienko otwarte. Cichutko więc je otwieram i niczym pijany ninja, bezszelestnie wchodzę na blat po drugiej stronie. Jeden kroczek, drugi. JEBUDUUU!!! - nadepnąłem na taki wielki rondel, straciłem równowagę i runąłem na posadzkę zrzucając po drodze szklanki, kubki i sztućce z suszarki. Tak mocno uderzyłem się w łeb, że przez moment nie wiedziałem jak się nazywam.
Otrzeźwiło mnie ostre, jarzeniowe światło zapalone przez kogoś. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że w drzwiach kuchni stoi kilkanaście dziewczyn z naszego bloku. Wszystkie z komórkami w dłoniach. Koło kuchni była świetlica, a tam (najczęściej w weekendy) odbywały się imprezy. Tym razem na nocne ploteczki zebrało się dziewczętom. Gdyby nie hałas, to pewnie by się nawet nie zorientowały, że przez okno pomieszczenia obok wlazł pijany golas.
A teraz leżałem rozkraczony po środku rozbitego szkła i rozrzuconych sztućców. Do tego utytłany byłem jakimś dżemem...
Filmiki nagrane tej nocy do końca moich studiów krążyły wśród studentów.

#nHIcP

Byłam pulchnym dzieckiem, z dużą wadą zgryzu, a później też zaczęły się problemy z cerą. Możecie sobie wyobrazić, że okres podstawówki i gimbazy był dość trudny dla mnie. W szkole średniej, kiedy bardziej zaczęłam przypominać człowieka niż bezkształtną masę (schudłam, problemy z cerą ustąpiły, a aparat ortodontyczny wykonał kawał dobrej roboty), zawsze grałam rolę „tej brzydkiej koleżanki”, której wmawiano, że i tak jest szpetna, że nikt nigdy nie będzie jej chciał. Ja jednak nigdy się nie poddałam, dążyłam do swoich celów i mimo wielu przykrości zaciskałam zęby i szłam do przodu z podniesioną głową.

Ostatnio do firmy, w której pracuję, szukano nowego grafika. Poproszono mnie o pomoc w trakcie rozmowy rekrutacyjnej. Oczywiście zgodziłam się. Moim zadaniem było oszacowanie, czy ta osoba nadaje się do zespołu, natomiast kolega, który poprosił o pomoc, miał sprawdzić umiejętności praktyczne.
Możecie wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdy wchodząc na ową rozmowę, zobaczyłam jedną z dziewczyn, która w LO wyjątkowo lubiła uprzykrzać mi życie.

Dziewczyna pracy nie dostała. Jeśli myślicie, że chciałam się na niej zemścić, to nie. Jestem ponad takie zagrywki. Moja opinia o niej była zgodna z moim sumieniem, czyli pozytywna. Nie dostała pracy, ponieważ – jak się okazało przy sprawdzeniu umiejętności praktycznych – jej CV potrafiło więcej niż ona sama.

Od tamtej pory laska skarży się dawnym znajomym, że ją upupiłam tylko dlatego, żeby się na niej odegrać, więc wszyscy na mnie krzywo patrzą. Na szczęście ich zdanie już dawno temu przestało mnie interesować, więc się tym nie przejmuję ;)
Dodaj anonimowe wyznanie