#lhuFY
Jestem złym człowiekiem, bo zostawiłem rodzinę i odszedłem do innej, zostawiłem bezbronną kobietę z niemowlęciem na ulicy i przez 16 lat nie interesowałem się ich losem. Tak o mnie myśli cała rodzina, mój syn nienawidzi mnie z całego serca, bo nigdy niczego ode mnie nie dostał, nawet życzeń na urodziny czy święta.
A teraz wyjaśnię, dlaczego odszedłem.
Poznałem ją na uczelni, staliśmy razem w kolejce do sekretariatu. Ja student pierwszego roku pedagogiki, ona piątego roku polonistyki. Od słowa do słowa dała się zaprosić na kawę. Po dwóch dniach wylądowaliśmy w łóżku. Nigdy jej nie kochałem i zawsze jej to mówiłem, że nie uda nam się stworzyć pary. Uparła się. W sumie miłości nie było, ale dogadywaliśmy się bardzo dobrze. Nie pochodzę z majętnej rodziny, ale zawsze dawałem sobie radę i na brak kasy nie narzekam do tej pory, chyba to jej się najbardziej podobało, że jestem pracowity. Kiedyś znalazłem w koszu test ciążowy, negatywny. Zapytałem o co chodzi, a ona na to, że była u niej Marta (siostra) i że była babska narada, bo myślała, że jest w ciąży. Uwierzyłem, nie wiedziałem, że to był początek jej knowań.
Miesiąc później przyszła do mnie z pozytywnym testem i oświadczyła, że jest w ciąży, na drugi dzień zwolniła się z pracy, bo się bardzo źle czuła, miała mroczki przed oczami. Oczywiście chciałem postąpić jak należy i wziąć ślub itd. Nie zgodziła się, zaczęły się w domu awantury, jakieś intrygi, próby skonfliktowania mnie z całym światem. Mój świat zwariował. Przyszedł dzień porodu – w szpitalu razem, byłem przy porodzie i powrót do domu. W domu wszystko czekało gotowe. Pokój z braćmi zrobiliśmy w trzy dni – gładzie, malowanie, panele, nowe okno, łóżeczko itd. Pierwsza awantura i pierwszy raz od niej oberwałem krzesłem – bo kolor, panele, materac, wszystko nie tak. Udawałem, że nic się nie stało. Przeprosiła, że hormony, że nowa rzeczywistość, dla niej to też nie jest łatwe. Ale intryg ciąg dalszy był. Wbiła we mnie pazury i nie chciała puścić. Nie mogłem wychodzić z domu, tylko do pracy. Wydawała wszystkie pieniądze, nawet nie wiem na co, musiałem wziąć drugą robotę, ale w domu dym, bo nie pomagam. Potrafiła mnie obudzić kilka razy nocy, bo jest głodna lub coś tam, a ona nie może wstać, bo karmi. Do tego buntowała cały świat przeciwko mnie. Kilka razy dostałem, podbiła mi oko, wybiła palec, nawet groziła nożem.
Po kolejnej awanturze na środku ulicy odwróciłem się i poszedłem. Zostawiłem jej wszystko. Nie miałem się gdzie podziać, spałem nawet na dworcu jedną noc, bo wstyd mi było przed rodziną, co się dzieje u mnie w domu. Na dworcu spotkałem moją koleżankę z klasy z podstawówki, zawsze bardzo się lubiliśmy, zaproponowała nocleg. Zakochaliśmy się w sobie.
Syna odwiedzałem raz w tygodniu. Zawsze kończyło się awanturą.
Cd. https://anonimowe.pl/pehya
Już na etapie "Nigdy jej nie kochałem i zawsze jej to mówiłem, że nie uda nam się stworzyć pary. Uparła się." widać było, że będzie problem. Po prostu nie należy brnąć w takie sytuacje, bo niestety, ale potem zazwyczaj to dziecko cierpi.