#3qdEA
Podczas pogrzebu pożegnałam się z babcią, ucałowałam ją, było mi niesamowicie ciężko, ale starałam się trzymać kupy. Gdy wróciłam do domu, znowu czytałam o procesie gnilnym ciała. To wszystko tak mocno na mnie wpłynęło, że miałam w głowie myśli o odkopaniu trumny, aby jeszcze raz zobaczyć babcię. Wiem, że to absurdalne i nawet gdybym się odważyła na taki czyn, to zdaję sobie sprawę z tego, że to, co bym zobaczyła, przeraziłoby mnie.
#RYJG0
Szybko się zmęczyłam, a odmarznięte ręce zaczęły boleć. Rodzice zastali mnie płaczącą nad wanną ze śniegiem. Wydukałam tylko: „Bałam się, że balkon runie w dóóół...”. :D
#UYhOj
W zeszłym roku, gdy zdałam już ustne matury, a pisemne poszły mi na tyle dobrze, że byłam pewna, że zdam, postanowiłam to jakoś uczcić. Od dawna marzyły mi się kolorowe włosy, więc przefarbowałam się na dość intensywny błękit. W następną niedzielę, szykując się do kościoła, obawiałam się reakcji ludzi, ale trudno, kolorowymi włosami przecież nie grzeszę. Nawet związałam je w ciasny warkocz, żeby zbyt nimi nie epatować. Myślałam, że byłam gotowa na wszystko, jednak tego, co mnie spotkało, zupełnie się nie spodziewałam.
Podczas mszy chciałam przyjąć komunię świętą, jednak gdy nadeszła moja kolej, ksiądz zabrał rękę i zaczął się wydzierać. Stwierdził, że takiego czegoś jak ja nie powinno się nawet wpuszczać do kościoła, ale postanowił mi już zrobić tę łaskę, jednak to, że żądam sakramentu, to już kpina. Zaczął dywagować na temat mojej moralności, na koniec zwyzywał mnie od satanistek i feministek (?!). Wszyscy się na mnie patrzyli, a ja po prostu wyszłam. Nie zrezygnowałam jednak ani z Boga, ani z chodzenia do kościoła. Religia jest dla mnie bardzo ważna, nie miałam zamiaru jej porzucać tylko dlatego, że spotkałam księdza idiotę. W następną niedzielę poszłam do sąsiedniej parafii, tamtejszy ksiądz uczył mnie religii w gimnazjum, więc wiedziałam, że jest fajny. Po mszy na wszelki wypadek poszłam do zakrystii spytać go o zdanie. Gdy mu powiedziałam, co mnie spotkało tydzień wcześniej, złapał się za głowę. Dla niego to nie był żaden problem.
Dziś nie mam już niebieskich włosów, a jedynie czerwone ombre, jednak do tej pory uczęszczam do innej parafii. W święta moja rodzina jeździ ze mną. Wolę przejść te trzy kilometry lub podjechać autobusem niż mieć do czynienia z księdzem, który sam naszej wiary nie rozumie.
#x58Lf
Mam koleżankę. Znamy się od dawna. Dziewczyna mało pracowała, głównie przez kolejne wpadki. Samotna matka kilkorga dzieci, niepracująca. Obecnie dostaje 800+ na wszystkie dzieci, dodatki dla samotnej matki, ciuchy i zabawki oraz dofinansowania. W tym roku otrzyma mieszkanie od miasta (oczywiście za darmo).
Po każdym spotkaniu wracam do swojego wynajmowanego z narzeczonym i jego kolegą mieszkania. Pieniądze za wynajem byśmy woleli przeznaczyć na kredyt, ale nie mamy wkładu własnego. Chcemy dziecka, ale boimy się, za co je utrzymamy (no i co to za dom w wynajmowanym na spółę mieszkaniu?).
Gdzie popełniliśmy błąd? Oboje pracujemy i zarabiamy powyżej najniższej krajowej. Tak więc z racji naszej „zaradności” figa nam się należy. Jestem sfrustrowana.
#VOWYn
Ostatnim razem, gdy wracałem do domu, w połowie drogi jakiś idiota, wyprzedzając, wyjechał nam na czołowe. Pani kierowca odbiła w prawo, minęliśmy się o włos. Jednak przez ten manewr podskoczyliśmy na wyboju, coś zagrzechotało i po chwili zaczęło dziwnie świszczeć. Kierowca jak gdyby nic się nie wydarzyło, jechała dalej i zatrzymała się dopiero na najbliższym przystanku, zgasiła silnik, bez słowa wyszła z auta i otworzyła maskę. Oględziny zajęły jej tylko chwilkę, po czym wróciła do busa i zbierając rękawice, szmatę i jakieś narzędzia poinformowała nas, że: „Opóźnienie wyniesie nie więcej jak kilka minut, bardzo przepraszam za niedogodności”. Po czym zajęła się naprawą.
Po jakiejś półtorej minuty jeden ze starszych pasażerów zapytał, ile to jeszcze potrwa. Usłyszeliśmy wypowiedziane grobowym głosem, enigmatyczne: „Dziewięćdziesiąt sekund”. Za moment: „Sześćdziesiąt”, po chwili: „Trzydzieści”. Słuchałem dalej, spoglądając na zegarek. „Dwadzieścia” – zatrzasnęła maskę. Już nic nie mówiąc, wsiadła do busa, odłożyła sprzęty na miejsce i zasiadła za kierownicą. Odpaliła auto jakieś trzy sekundy przed końcem wyznaczonego przez siebie czasu.
Na przystanek końcowy rzeczywiście dojechaliśmy ze spóźnieniem nieprzekraczającym 5 minut.
Chyba się wtedy zauroczyłem. Od tamtej pory jeżdżę tą trasą dwa razy częściej i zawsze z nią. Mam tylko szczerą nadzieję, że tego nie zauważyła. Właściwie to nawet gdyby zauważyła, to pewnie nie dałoby się tego po niej poznać.
#DMJFd
Znajomy wychodził z kilkumiesięczną córką w foteliko-nosidełku do samochodu. Nagle córka zaczęła mocno płakać. Dopiero jak zapinał ją pasami, poczuł smród i zobaczył, że mała ma peta za kołnierzem. Koleś tak niefortunnie wyrzucił peta, że wleciał dziecku za kołnierz, wypalając kark. Znajomy tylko zobaczył, które okno było otwarte (jedyne zresztą) i od razu do szpitala. Co się dokładnie działo z córką nie wiem, bo brat mi to opowiadał kilka lat później, na pewno ma znamię.
Co do kolesia, to dobrze, że znajomy poszedł do niego z moim bratem, który jest oazą spokoju, gdyż koleś po pierwszym: „Nie wiem, o co chodzi, to na pewno nie ja” miał złamany nos. Potem dostał alternatywę: albo policja, albo odwet. Koleś wybrał, że zgaszą całą paczkę na jego twarzy (bo wiedział, że jest monitoring, zresztą nie raz go sąsiedzi zgłaszali), ale po trzecim wymiękł. I tak ma dożywotnią karę w postaci blizn na twarzy. Oczywiście dodatkowo miał sprawę na policji, ale dokładnie nie pamiętam, co dostał.
P.S. Przed „główną” akcją znajomy zabezpieczył się w postaci filmiku, gdzie koleś oświadczył, że jest winny tego i tego i poddaje się dobrowolnie karze gaszenia petów na twarzy, dlatego tamten nic mu nie mógł zrobić, a i sprawa szybko przebiegła.
#tPzBw
Jej ostatni „związek” skończył się, gdy pojawiły się problemy finansowe. Pan, z którym się spotykała, powiedział jej wprost, że nie bardzo ma teraz pieniądze i żeby ograniczyli liczbę wyjść. Jej reakcja? Oświadczyła mu, że ona nie jest emerytką, by siedzieć w domu i zakończyła znajomość.
Takie „związki” miała na razie trzy. Tłumaczę jej, że to, co robi, jest mocno nie fair, że ci panowie się angażują, że liczą na szczerą relację i równie szczere zaangażowanie. Nie dociera to do niej. Moje uwagi najczęściej kwituje słowami: „Jak chcą panią, to niech płacą na nią”. Pewnie zakończę z nią znajomość, bo to, jak traktuje tych mężczyzn, sprawia, że tracę do niej sympatię i szacunek.
Tak, musiałam gdzieś wyrzucić swoją frustrację.
#XcD5F
Jedną z zabaw było przełażenie od początku tej rury do jej końca (nieraz zbierając ochrzan od osób, które nas widziały). No i sobie pewnego dnia przechodziłyśmy, rura szeroka, spaść trudno, idziemy nad „przepaścią”, a tu nagle Zośka odwraca się i skacze. Upadła jakoś dziwnie, z dołu woła o pomoc. No więc poleciałam na pomoc. Skacząc zaraz za nią...
W ten sposób obie zdobyłyśmy nasze pierwsze złamania. Ale warto było. Dlaczego? Bo Zosia skoczyła, kiedy z góry wypatrzyła pięć złotych leżące na ziemi. Miałyśmy za to dwie paczki czipsów, dwie puszki coli i szacunek na dzielni.
#H8izt
Ciekawe jest też to, że tylko kobiety miały z tym problem, mężczyźni stawali po mojej stronie.