#5DjQ1

Pracuję na stacji benzynowej. Kto też tam pracuje ten wie, że czasem odwalają się tam dziwne akcje. Taka też miała miejsce podczas mojej zmiany na nocce.
Przychodzi jakiś facet. Mówi, że chce jakieś papierosy. Kładę je na ladę. Facet mówi, że będzie płacił kartą. No spoko, wybieram opcję płacenia kartą i czekam. No i dalej czekam, bo gościu zamiast płacić, patrzy się na terminal. Pytam, gdzie ma kartę. Mówi, że zobaczy w aucie. Zostawił kluczyki na ladzie i wyszedł na dwór, gdzie nie było żadnego auta. Ja przez okno patrzę i widzę, że tylko się rozejrzał i wraca. Podchodzi i pyta, czy może zapłacić telefonem, no to mówię, że tak. I znowu czekam. I w tym momencie dzieje się rzecz niezwykła... Facet przykłada do terminala papierosy, które położyłam mu na ladę. No aż mnie zatkało... Pytam go, co robi i zobaczyłam, że w ręce trzyma gotówkę, więc mówię mu, że przecież ma pieniądze. „Aa, no tak”. Zapłacił. Wydałam resztę. On dziękuje, a na do widzenia sięgnął po terminal i chciał go zabrać, bo chyba myślał, że to jego telefon.

#GyPQi

Przy okazji jakiejś imprezy rodzinnej przypadkiem spotkałam Ciotkę Nieznaną.

Cioteczka każdą rozmowę sprowadzała do swojego cudownego synka Karola, opowiadała jakie wielkie sukcesy odnosi w WARSZAWIE, a przecież w wielkiej stolicy tak trudno się wybić, jak to jest chwalony przez nauczycieli, jak zaangażowany w życie szkoły, a jaki zajęty, bo po lekcjach trenuje karate, gra w piłkę nożną, jeździ konno, wyplata kosze, gotuje i pewnie jeszcze konstruuje rakiety. Był na zawodach za granicą i zajął miejsce na podium. A do tego wszystkiego jest znanym artystą-fotografem i ma nawet własną stronę w Internecie. Potem padło pytanie skierowane do mojej mamy (jakbym była upośledzona i nie mogła odpowiadać sama za siebie): "no a jak tam Kasia?". Mama coś opowiadała, aż w końcu padło magiczne "wygrała konkurs literacki".

I się zaczęło.

"Ooo! Słyszysz, Mieciu? Taka śliczna dziewczyna, zwłaszcza te rude włoski, taka zgrabna i nawet niegłupia! Szkoda, że się, Kasiuniu, w tym wygwizdowie marnujesz! Bo wiesz, u nas, w WARSZAWIE, to miałabyś perspektywy. A teraz? Tylko w markecie na kasie możesz siedzieć, he, he! Wiesz co, Kasieńko? Pomyślałam, że skoro ty taka dobra jesteś w tej literaturze, to może tak szybciutko streściłabyś Karolowi książkę ABC? Bo wiesz, on taki zajęty, słyszałaś sama, ma z tego niezaliczoną kartkówkę. A kto by to tomiszcze w tydzień przeczytał, he, he, he?".

Dla spokoju streściłam. Niedługo potem odebrałam telefon od ciotki.

"Halooo?! Kasiuniu? Dzień dobry! Tu ciocia, poznajesz? To świetnie! Ja tak sobie myślę, może chciałabyś przyjechać do nas, do WARSZAWY? Odpoczniesz sobie, pobawisz się. Rozmawiałam też z panem Zdzichem, on ma taką firmę produkującą suchary i szuka hostessy na promocje, a ty taka śliczniutka jesteś, dorobiłabyś sobie w międzyczasie! Tylko wiesz, w zamian pomogłabyś Karolowi? Bo on ma poprawkę z polskiego, przecież w wakacje nie będzie siedział przy książkach, tak z godzinkę dziennie byście się uczyli i reszta czasu twoja! Co ty na to?".

"Kusząca" oferta, ale odmówiłam. Co usłyszałam?

"Ty niewdzięczna dziewucho! Słyszysz to, Mietek?! Ona nie przyjedzie! Rude to wredne, własnej rodzinie nie pomoże! Ja jej proponuję wakacje za darmo, w WARSZAWIE, żeby mogła się wyrwać i coś osiągnąć... Wiesz co, Kaśka? Ja cię prosić nie będę! Zostań tam sobie! Jeszcze pożałujesz!".
Sru słuchawką.

Niedawno zmarł mój tata. Pocztą pantoflową ciotka dowiedziała się o pogrzebie i zjawiła się nieproszona. A jaki związek ma jedna sprawa z drugą? Ciotka zamiast kondolencji uznała za stosowne wypomnieć mi, że przeze mnie Karol nie zaliczył poprawki x lat temu i niestety oblał rok. Że teraz, jak tata umarł, będę z mamą klepać biedę. A wystarczyło, że wtedy przyjechałabym do WARSZAWY i teraz nie miałabym problemu. Ale w zasadzie to dobrze mi tak. I po prostu sobie poszła.

#mXFSf

Nie lubię chodzić do kościoła. Czytałam Biblię i wiele stron o wierze, aż ostatecznie zadeklarowałam się jako ateistka. W te święta postanowiłam ominąć mszę. Wymyśliłam więc szatański plan. Dziadkom powiedziałam, że idę na pasterkę, dzięki czemu nie musiałam iść z nimi do kościoła w pierwszy dzień świąt. Jednak zamiast na pasterkę, udałam się do ogromnego, starego parku. Byłam trochę przestraszona, odwracałam się na każdy dźwięk. W pewnym momencie zaczęło mi odbijać. Wybawiłam się na placu zabaw, sturlałam z pagórka, zaśpiewałam „The End” na scenie koncertowej, wlazłam na drzewo. W pewnym momencie postanowiłam wejść do suchej fontanny. Stojąc tam, usłyszałam kroki i głosy. Przerażona położyłam się w fontannie. Nie całkiem suchej... Usłyszałam krzyk dziecka: „MAMO, MAMO!!! WSKOCZĘ DO FONTANNY I WEZMĘ PIENIĄŻKA, LUDZIE TAM WRZUCAJĄ!!”. Zanim zdążyłam zareagować, dzieciak wszedł na krawędź i nie patrząc w dół, skoczył mi na plecy. Bolało. Potem spadł i zaczął ryczeć. Oczywiście zbiegli się jego rodzice. Wkurzona wstałam z podłogi, powiedziałam „Cześć!” i pobiegłam przez park.
Miny tej rodziny nie zapomnę nigdy.

#nfR8J

Spotykałam się z chłopakiem od kilku miesięcy, w końcu postanowił mnie przedstawić swoim rodzicom. Ucieszyłam się, bo Michał często opowiadał mi, jacy są fajni i wyluzowani.

Dwa tygodnie temu poszliśmy do nich na obiad. Po przywitaniu i wręczeniu drobnego bukieciku kwiatów ode mnie, ojciec Michała zaprowadził nas do jadalni, a jego żona poszła do kuchni. Po chwili wróciła z napojami. Sobie, mężowi i Michałowi przyniosła wodę, a mi jakąś breję przypominającą stary kleik. Zauważyłam tam też długi czarny włos, zapewne należący do matki Michała, gęstą ślinę i łupinkę od słonecznika. Na sam widok zrobiło mi się niedobrze. Michał zaczął się bardzo śmiać, jego rodzice też. Ojciec mojego chłopaka powiedział, że jeśli chcę chodzić z ich synem, muszę wypić do dna. Michał mu przytaknął. Jako że nie mam tak wielkiego poczucia humoru jak mój chłopak i jego rodzice, odstawiłam szklankę na stół, podziękowałam grzecznie za wizytę i zebrałam się do wyjścia. Michał i jego matka próbowali mnie przekonać, żebym została, ale nie miałam za bardzo ochoty na ich towarzystwo. Sam „żarcik” bym zniosła, ale bardzo przykro mi było z powodu reakcji Michała, dlatego przekonałam go, żeby mnie nie odprowadzał. Spotkaliśmy się później. Powiedział mi, że jego rodzicom było przykro z powodu mojego wyjścia, a ja znowu go przeprosiłam. Próbowałam mu też przedstawić moje stanowisko, bo dobrze wiedział, że podobne „żarty” mnie absolutnie nie bawią. On jednak stwierdził, że jego ojciec ma rację, że jestem sztywniarą i nudziarą i ze mną zerwał. Było mi bardzo przykro, ale jakoś wzięłam się w garść.

Michał zrobił mi opinię sztywniary i nudziary, od znajomych (zwłaszcza chłopaków) co rusz słyszę jakieś durne docinki i komentarze, ale staram się je ignorować. Skupiam się na przygotowaniach do sesji.

Michał ma nową dziewczynę. Taka z niej luzara, że po pijanemu na jednej z imprez za kasę pozwoliła się chłopakom całować w tatuaż, który ma w miejscu, którego obcym facetom zazwyczaj się nie pokazuje...
To było niedługo przed tym, zanim Michał ze mną zerwał. Wie oczywiście o ekscesach swojej nowej dziewczyny. Uważa, że to fajnie, że nie jest sztywniarą. Widać oboje są siebie warci.

#Aqrpq

Zapewne prawie każdy otwierając butelkę od Tymbarka, sprawdza, co jest napisane pod kapslem. Zwykle też to robię, jednak któregoś dnia piłam go w swoim pokoju, a na kapsel nawet nie spojrzałam i rzuciłam na szafkę nocną koło mojego łóżka. Leżał tam tak długo, że zupełnie o nim zapomniałam.

Bardzo lubię horrory, a jednym z lepszych moim zdaniem była „Obecność”. Podczas oglądania faktycznie nieco się bałam, ale nie jestem typem osoby, która z powodu obejrzenia horroru miałaby problemy ze snem i koszmary.

Po kilku tygodniach od seansu obudziłam się nagle w środku nocy. Spojrzałam na zegarek, a na nim widniała godzina 3:07. Ta godzina mnie trochę zaniepokoiła. Usiadłam na łóżko i zwróciłam uwagę na kapsel leżący na szafce. Dopiero teraz zdecydowałam się zobaczyć, co jest pod nim napisane. Od razu tego pożałowałam. Napis „Ktoś na ciebie patrzy” spowodował, że wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do kuchni.
Nigdy więcej zaglądania pod kapsle w środku nocy...

#JrzXo

Gdy byłam dzieckiem, na każde urodziny, Boże Narodzenie, Dzień Dziecka czy inne święta zawsze dostawałam lalkę Barbie. Czasami po kilka naraz, bo kilkoro członków rodziny wpadło na taki sam pomysł.

Miałam same Barbie (pomijam, że milion lalek zamiast jakichś innych zabawek było straszne) i żadnego Kena, a chciałam się bawić w ślub. Więc wzięłam jedną z lalek, obcięłam jej biust, resztę plastiku nieudolnie przypaliłam zapalniczką (byłam dzieckiem kochającym ogień), włosy jej zgoliłam i narysowałem brodę. Barbie Ken miał/a dzieci z innymi lalkami i żył/a długo i szczęśliwie.

Dopiero po tym uczynku rodzice kupili mi Kena :)

#rllNH

Odkąd pamiętam, chciałam mieć rodzeństwo. W wieku 7, może 8 lat poszłam do koleżanki, która była o rok młodsza ode mnie, aby się pobawić na boisku. Pod wieczór, kiedy już miałyśmy się żegnać, wpadłam na „genialny” pomysł. Otóż wytłumaczyłam jej, że chcę mieć siostrę i zapytałam się, czy nią zostanie. Widząc jej twierdzącą odpowiedź, ucieszyłam się ogromnie. Nie powiadamiając o tym jej rodziców, po prostu ją do siebie zabrałam... Wsiadłam na rower, a ona na bagażnik i pojechałyśmy do mojego domu. Kiedy już tam dotarłyśmy, zaczęłam oprowadzać ją po mieszkaniu, zaproponowałam jej coś do jedzenia itp. Po jakiejś godzinie jej brat zaczął jej szukać, a że widział ją ostatni raz ze mną, to zapukał właśnie do moich drzwi. Powiedziałam mu, że jej nie widziałam, więc po kilku minutach sobie poszedł. Po jakimś czasie zjawili się jej rodzice, którzy zabrali ją do domu. I tyle z tego wyszło. Przynajmniej przez jakiś czas pocieszyłam się tym, że mam „siostrę” :')

#Jwn2R

Kilka dni temu, będąc w drodze do sklepu, zauważyłem, jak około 30-letni facet wyrwał telefon jednej dziewczynie i zaczął z nim uciekać. Miałem opory*, jednak rzuciłem się w pogoń. Gdy byłem blisko niego, rzuciłem mu się w nogi i go przewróciłem. Tłukliśmy się chwilę, aż odpuścił, położył szybkim ruchem telefon na chodniku i uciekł między bloki. Oddałem telefon zaskoczonej dziewczynie i udałem się do domu. 
Bilans? Rozcięty łuk brwiowy, krew z wargi i kilka otarć. Co dziwne, nigdy nie trenowałem żadnej ze sztuk walki. Tylko i wyłącznie górne partie ciała w domu.

*Mam 14 lat i 167 centymetrów, sięgałem facetowi ledwo do klatki piersiowej.

#RSv3r

Mam kochającego męża i dwójkę dzieci, a ciągle myślę o śmierci. Nie mogę pozbyć się myśli, że chciałabym już nie żyć, ale kiedy pomyślę o tym, że to równałoby się z tym, że mój mąż zostałby sam z dzieciakami, to natychmiast się rozklejam. Fakt, że dzieci zostałyby bez mamy też mnie przytłacza i wywołuje lawinę łez. Mam już dość, bo myśli o własnej śmierci nie dają mi spokoju przez połowę mojego życia, zaczęły się, gdy byłam jeszcze nastolatką. Czasem jest lepiej, czasem gorzej. Tak, potrzebuję terapii, potrzebuję coś z tym zrobić i mam nadzieję, że będzie lepiej, trzymajcie za mnie kciuki w kolejnym roku.

#0Rk7v

Będąc nastolatką, miałam koleżankę, która kiedy chciało jej się siku, to nie mogła się śmiać, bo popuszczała w majtki. Pewnego popołudnia wracałyśmy piechotą do domu i poprosiła mnie, abym na wszelki wypadek nic nie mówiła, żeby jej nie rozśmieszyć (z wiadomego powodu). I tak szłyśmy w ciszy dobre 20 minut. Była akurat zima, a że było to w czasach, kiedy chodniki nie były odśnieżane, więc w pewnym momencie wywinęłam orła. No i na nic się zdało moje milczenie...
Dodaj anonimowe wyznanie