#Wnbmc
Kiedy przyszłam na umówione miejsce, znajoma wyciągnęła katalogi z kosmetykami i na dzień dobry przez bite pół godziny mówiła mi o ofercie, która mnie wcale nie interesowała.
Nie tak wyobrażałam sobie spotkanie w knajpie z koleżanką :D
#NsklN
Jej mama przeprowadziła ją w ciężkim stanie: wysoka gorączka, kaszel, duszności, krwioplucie. Szybka diagnoza - gruźlica. Skierowałem je do szpitala, bo stan młodej wymagał natychmiastowej hospitalizacji.
Matka mi nie wierzyła. Mówiła, że gruźlicy w Polsce nie ma od lat i zmyślam, bo córka nie jest szczepiona i chcę ją do tego namówić. Cóż, skoro jest mądrzejsza od lekarza, czemu do mnie przychodzi? Na spokojnie jej wytłumaczyłem, że tak nie jest, ale obrażona wyszła. Po paru miesiącach przyszła z drugim dzieckiem, na szczęście miało tylko katar. Spytałem o córkę, czy jest już dobrze.
Nie było, córka mimo hospitalizacji zmarła.
Na koniec parę słów. Ludzie, szczepcie swoje dzieci, bo będą umierały na waszych rękach! Nie wierzcie we wszystko co jest napisane w internecie przez domorosłych znachorów, bo nic dobrego z tego nie wynika! Bądźcie zdrowi, a jeżeli macie wątpliwości co do szczepień, pytajcie się o nie LEKARZY, a nie znajomych czy internetu.
#G1da4
Jakaś dziewczynka już prawie zapłakana i wystraszona czeka na swoją kolej. W jednej chwili odzywa się do niej starszy pan, widząc, co się kroi:
- Jak drzwi się otworzą, to sp*erdalaj jak najdalej, ja tu stoję na czatach.
Siedziałam obok tego mężczyzny i razem z nim improwizowałam małe przedstawienie, że mój bilet zaginął w torebce. Dziewczynka wybiegła na następnym przystanku, a mina kanara była bezcenna :D
Może i zrobiłam źle, ale nie będę oceniała tej dziewczynki.
#0hGly
No ale właśnie warunek…
Pierwszy termin w dupę… Okej, moja wina, nie przygotowałem się. Drugi i trzeci ogarnąłem naprawdę dobrze. Podczas gdy rozkładałem zadania na kolosie, inni grali w gry na telefonach, by umilić sobie czas podczas oczekiwania na zdjęcie rozwiązanych zadań od osoby będącej poza salą…
Niestety sposób oceniania wskazywał na kolejne ujeba***e. A to nie ta metoda, ale wynik dobry, innym razem no głupi błąd, a tok wykonywania zadania dobry – nie wystarczy na 3.0.
Przed ostatnim terminem postanowiłem skorzystać z elektronicznych konsultacji z panią prowadzącą, celem sprawdzenia, czy moje wątpliwości odnośnie niektórych zadań są uzasadnione. Innymi słowy wysłałem skan kartek z rozwiązaniami.
Pani doktorantka zachowała się bardzo życzliwie. Wydrukowała moje „prace”, naniosła poprawki, zeskanowała i odesłała mi ponownie wraz z komentarzem w końcowej części e-maila, który brzmiał mniej więcej tak:
„Niektóre Pańskie uwagi na kartkach proszę zachować dla siebie”.
Pomyślałem: „Co do cholery ? Rzeczywiście piszę sobie obok zadań adnotacje, aby wiedzieć co z czego wynika gdy mam wątpliwości, ale kobieta nie pomyślała chyba, że ją pouczam?”.
Wyjaśnienie przyszło szybko, gdy tylko otworzyłem skan 1 strony, na której widniał taki oto tekst:
„R. brzegowy nie jest potrzebny w tym zadaniu, lecz wyznacza się go tak. A nie, kurwa, jednak jest potrzebny, w chuj łatwiej jest” :D
#rczVh
Wyobrażam sobie, że to nie ja rozmawiam z ludźmi, tylko ktoś inny. W razie czego, gdy zrobię coś głupiego, to myślę sobie, że to przecież nie ja zrobiłam i nie mam się czym przejmować.
#gMctB
Wzniosła atmosfera, jakiś przyjaciel wiersz przeczytał, ktoś powiedział coś wzruszającego, co jakiś czas dało się słyszeć szlochy. Trumna, postawiona początkowo na szynach, została spuszczona na dół. Akcentem końcowym miała być różyczka wrzucona na trumnę. Tę różyczkę wrzucić miałam ja. Podchodzę więc... Pochylam się delikatnie i rzucam różyczkę... A razem z nią do grobu wpadam ja... Na oczach tłumu ludzi wpadłam do głębokiego grobu... Moje wtedy ulubione glany z hukiem walnęły w trumnę. Słyszałam tylko szepty i panikę: zemdlała, słabo jej, wyciągnięcie ją? Z całego tego stresu zaczęłam śmiać się jak durna. Spędziłam ładnych parę minut w grobie, na trumnie, cały czas śmiejąc się, zanim mnie wyciągnięto. A nie było to łatwe, bo wokół grobu obsypywała się ziemia, bo sucho było...
Tak że pogrzeb ukochanego dziadka niechcący ulepszyłam, a grabarz zapamiętał mnie prawdopodobnie do końca życia.
#96DBE
#tTmR7
1. Klienci - brudasy. Smród brudu, potu, wódki i najpodlejszych cygar był na porządku dziennym. Musiałam wietrzyć lokal nawet 5 razy dziennie. Najbardziej irytowali mnie ci, którzy potrafili przewalić 100 zł, a biedactwa nie miały na mydło za 2 zł. W pewnym momencie zaczęłam otwierać drzwi od razu kiedy się pojawiali, nawet jeśli na zewnątrz było -20°. Jeżeli mnie nie szanują (zmuszając mnie do wdychania smrodu), niech marzną.
2. Roszczeniowe, chamskie, wywyższające się paniska. Ile razy miałam okazję podziwiać zawartość portfela (klient się afiszował), komentarze w stylu "nie chciało się uczyć, to trzeba siedzieć w weekendy" (pracowałam i studiowałam zaocznie), awantury, bo np. aplikacja mobilna nie działa, a takiemu zakutemu łbowi nie wytłumaczysz, że to problem techniczny, którym zajmuje się serwis. No ale najłatwiej wyżyć się na tym, który jest pod ręką, czyli szeregowym pracowniku.
3. WIELCE DOROSŁA MŁODZIEŻ, która robiła miny, głupie uśmieszki, przewracała oczami, bo śmiałam poprosić o dowód, a później się okazywało, że pan dorosły ma 19 lat (jaki on stary...). Hitem była plastikowa blondyna, która przyszła bez "dzień dobry" i rzuciła mi pieniędzmi. Poprosiłam o dowód (karynowaty wygląd dotyczy też 16-latek), a ta wyskoczyła do mnie ze swoim krzywym ryjem, że ona ma 25 lat i w ogóle to dowód ma w aucie. Ja na to, że czekam, a ona, że "skoro mam auto, to muszę mieć 18 lat" - odpowiedziałam jej, że sama zrobiłam prawko w wieku 17, więc się myli i czekam na dowód. Przyniosła, rzuciła mi go tak, że spadł z lady. Odwdzięczyłam się jej tym samym, a ta do mnie "może by mi milej pani to podała", na co ja "traktuję ludzi z wzajemnością, więcej szacunku do innych, to inni też panią zaczną lepiej traktować". Paniusię zatkało, widać było, że zrobiło się jej głupio.
4. Rodzice z dziećmi. Do miejsc takich jak to, w którym pracowałam, osoby niepełnoletnie nie mają wstępu. I nieważne, czy masz 17 lat czy 3 miesiące. Ile razy musiałam tłumaczyć niekumatym rodzicom, że jeżeli są z dzieckiem, to nie mam prawa ich obsłużyć, bo grożą mi za to konsekwencje prawne. "Co ja mam z nim zrobić?!", "Pani jest nienormalna, na ulicy go nie zostawię" itp. słyszałam wiele razy. Do takich tępych rodziców (aż strach, że tacy ludzie mają dzieci) - do kasyna też byś zabrał/a 3-letnie dziecko? Następnym razem zanim zdecydujesz się kogoś obrazić i dać dziecku przykład prostactwa, zastanów się 10 razy. Nikt nie będzie ryzykował utratą pracy dla twojej przyjemności.
Pozdrowienia dla normalnych ;)
#jSDSs
Czasami jednak to kotek miał gonić myszkę - w ciągu dnia wychodziłam z klas rzadziej, a niech zatęskni. W takich dniach to on się do mnie zbliżał - a to powiesił kurtkę obok mnie, czy w tym samym momencie wyszedł do toalety. Przez 6 lat całkowicie się zakochałam, uzależniłam.
W wakacje płakałam po nocach z tęsknoty. Serce mi pękało gdy on chodził za rękę z inną, tą najładniejszą w całej szkole. Ale ja wybaczałam. Choć był przystojny to jednak wstydliwy, ślicznotki szybko traciły nim zainteresowanie, a ja dopowiadałam sobie resztę. Rzucił ją dla mnie, kolejną także.
Mój ukochany, wstydliwy, niepewny siebie, tak bardzo do siebie pasowaliśmy! Gdy skończyliśmy gimnazjum przepłakałam całe wakacje. Tak bardzo mi go brakowało!
Gruba, brzydka, zakompleksiona, nie mająca o nikim tak złego zdania jak o sobie samej. Nikt nie wiedział co działo się w mojej głowie, nawet sam zainteresowany. Z nim nigdy nawet nie rozmawiałam, kilka razy się przywitaliśmy. Chciałam myśleć, że jestem dla kogoś ważna, że ktoś zwraca na mnie uwagę, wie o moim istnieniu. To dawało mi siłę.
W liceum żyłam na podobnych zasadach, jednak nigdy więcej nie było już miłości. Poznając jakąś grupkę chłopaków ten, który miał lubiane przeze mnie cechy zakochiwał się we mnie. Pragnął mnie rowerzysta po drugiej stronie pasów, pan w warzywniaku życzący mi miłego dnia, chłopak przyjaciółki. Och, ile ja się musiałam namęczyć żeby temu ostatniemu wybić z głowy takie pomysły!
Nawet wchodząc do marketu zawsze jakiś obcy mężczyzna się mną interesował. Chodził za mną między regałami, zerkał. Ja się ukrywałam, czasami odpowiadałam spojrzeniem, flirtowałam, kokietowałam. Później szybko analizowałam sytuację i tłumaczyłam sobie, dlaczego konkretne uczucie nie ma sensu, dlaczego się nie uda i wychodziłam po skończeniu zakupów.
Odkąd pamiętam tak radziłam sobie z niską samooceną i kompleksami. Chciałam myśleć, że w każdym miejscu gdzie pójdę jest osoba, dla której jestem piękna, ważna, która będzie o mnie dobrze myśleć. I tak sobie tworzyłam w głowie cuda wianki.
Jakiś czas temu gdy przełączałam kanały w TV natrafiłam na psychiatrę, który mówił o tej, jak się okazało, chorobie. Podobno dość często dotyka ona osób zakompleksionych, o niskim poczuciu wartości. Tworzysz, bo chcesz być zaakceptowany, bo jesteś samotny.
Dzisiaj, po kilku latach, mam już spokojną głowię, to się skończyło. Poznałam nawet chłopaka, którego pokochałam, dla niego jestem piękna, ważna, dobra... i on sam mi to mów! ;)