#yVWJG

Kiedy miałem jakieś 8-9 lat, zacząłem chodzić na orlik ze starszymi znajomymi. Graliśmy zawsze około 8-9 rano. Był dosyć daleko od mojego domu, więc droga w jedną stronę zajmowała jakieś 30 minut.

Pewnego razu, kiedy doszedłem na miejsce, poczułem rewolucję żołądkową w jelitach, więc przeprosiłem kolegów, powiedziałem, że się źle czuję i poleciałem do domu. Niestety nie udało mi się dobiec i tuż pod domem popuściłem. Wszedłem do domu w ufajdanych dżinsach (nic nie było widać), wleciałem czym prędzej do łazienki i się obmyłem. Ale został problem spodni. W końcu nie mogłem wyrzucić ich do śmieci po prostu, bo ktoś by znalazł i by się śmiali ze mnie, a wtedy mnie to ruszało. Więc zapakowałem je do torby sportowej i poleciałem na sąsiednią dzielnicę, gdzie były altany śmietnikowe. Pech chciał, że akurat dzień wcześniej zamontowali tam kłódki i nie dało się nic wyrzucić bez klucza. No i zdesperowany nie wiedząc, co zrobić, wrzuciłem te spodnie do zielonego kontenera, który okazał się zbiórką odzieży dla biednych dzieci...

I nawet teraz po latach mi wstyd, więc przepraszam tego, kto to znalazł.
Dragomir Odpowiedz

A nie wpadłeś na to żeby je przeprać jakoś wstępnie przynajmniej, a mama by je wrzuciła do prania kiedy by je robiła? Co ja pytam, musieliby na sriktoku mówić to by cię oświeciło.

Dodaj anonimowe wyznanie