#iscvW

Od urodzenia mam wadę kręgosłupa. W szkole i na ulicy niemal każdy wytykał mnie palcami, śmiał się ze mnie, używał wyzwisk i zastanawiał się, że ktoś taki jak ja pokazuje się innym. Miałam mocną skoliozę i kifozę, dodatkowo moja głowa zawsze była (i jest) pochylona w prawą stronę. Od 2 roku życia bardzo często zostawałam sama na rehabilitacjach w szpitalach, było naprawdę trudno... 
Trzy lata temu miałam operację, na którą czekałam niemal całe życie, mam w miarę prosty kręgosłup (wiecie – 18 śrub, 2 pręty itp.), szyja również prawie się wyprostowała; słowem: jest świetnie! Chcielibyście widzieć reakcję osób, które mnie wyśmiewały, gdy po kilku miesiącach wróciłam do klasy maturalnej (przez pierwszy semestr miałam zajęcia indywidualne w domu). Dałam radę nadrobić zaległości, zdałam maturę i dostałam się na wymarzone studia. Jestem na drugim roku i czuję się świetnie. 
Nie piszę tego, by się chwalić, ale po to, by inni uwierzyli w siebie, a inni zastanowili się nad swoim zachowaniem w stosunku do chorych/niepełnosprawnych. Choć minęło już sporo czasu i kręgosłup boli nadal... to i tak jestem (w końcu) szczęśliwa.

#EUMN8

Mój 10 lat młodszy brat Romek chodzi do tej samej podstawówóki, co kiedyś ja. Byłam pilną uczennicą i nigdy nie sprawiałam kłopotów, choć przez to inne dzieciaki nie bardzo chciały się ze mną zadawać. Często zdarzały się komentarze, że nie mam życia i tylko siedzę w domu i zakuwam do zajęć. Prawda była taka, że po prostu nie imprezowałam ze znajomymi z klasy, bo... nie przepadałam za smakiem alkoholu i zapachem fajek.
Podobnie sprawa ma się z moim bratem, choć on (w przeciwieństwie do mnie) znalazł kilku kumpli, którym nie przeszkadza fakt, że nie próbuje kupić w osiedlowym sklepie papierosów.

Wczoraj Romek przyszedł do mnie wieczorem, żeby „pogadać”. Okazało się, że ma dość nietypowy problem... Otóż nie potrafi wyjaśnić swojej wychowawczyni, że w domu rodzice go nie biją! Jak to się stało?

Dzień wcześniej brat przyniósł ze szkoły pałę. Jedynka jak jedynka – tata pogroził mu palcem, że ma poprawić. Po skończonych lekcjach wyszedł z kolegami na dwór. Akurat pech chciał, że o coś się pożarli, więc doszło do niegroźnej bójki. Jak to faceci, dali sobie w pysk i znów są przyjaciółmi. Mój brat, jako że bić się nie umie, oberwał najmocniej i następnego dnia na WF-ie widać było sporo siniaków na jego ciele. To zaniepokoiło na tyle wychowawczynię, że postanowiła z nim porozmawiać.
Warto dodać, moja mama od jakiegoś roku choruje, a tata bierze nadgodziny w pracy, bo leki nie są takie tanie. Romek zna sytuację i nie bardzo chciał ich martwić taką głupią sprawą, więc ostatecznie to ja dzisiejszego dnia spotkałam się z wychowawczynią.

Okazało się, że kiedy nauczycielka zobaczyła poobijanego Romka i skojarzyła to z plotkami dzieciaków o tym, że rodzice zamykali mnie w domu i kazali się uczyć, szybko dodała dwa do dwóch... i wyszło jej pięć.
Sprawa została oczywiście wyjaśniona. Brat nie wydał kumpli, ale ja prawdę powiedzieć musiałam – jednak tym razem nauczycielka na moją prośbę przymknie na to oko.

PS Serdecznie pozdrawiam panią wychowawczynię! Mam nadzieję, że następnym razem jak panią spotkam, znów napijemy się herbatki, ale już bez tej niezręcznej atmosfery :D

#MZ9r3

W moim życiu jest dwóch facetów, niech będzie Kain i Abel. Kaina poznałam 4 lata temu, nasza relacja od początku opierała się na zasadzie friends with benefits. Żadne z nas nie szukało stałego związku, za to oboje szukaliśmy bliskości i kogoś, z kim fajnie spędza się czas. I zostaliśmy, dosłownie, przyjaciółmi z dodatkami. Świetnie się dogadywaliśmy, mogliśmy pogadać o wszystkim, mieliśmy identyczne poczucie humoru, lubiliśmy te same filmy, książki, mieliśmy wspólne zainteresowania i Kain szybko stał się moim najlepszym przyjacielem. W łóżku też było super. Ale żadne z nas nie myślało nawet o tym, żeby się związać. Nie potrafiłam się w nim zakochać, był dla mnie przyjacielem i kochankiem, ale nie tęskniłam, gdy go nie było, nie myślałam o nim nocami, nie miałam motylków w brzuchu. Pogadaliśmy szczerze i u niego było dokładnie tak samo. Więc ustaliśmy, że po prostu zostajemy przy tym co jest, skoro tak nam dobrze. Nadal spotykaliśmy się, jeździliśmy na wycieczki, chodziliśmy do barów i ze sobą sypialiśmy.

Rok temu poznałam Abla i z miejsca się zakochałam. To był właśnie człowiek, przy którym serce mi mocniej biło, a nogi zaczynały się trząść. Spotkaliśmy się kilka razy, on zaprosił mnie na randkę i powiedział, że też mnie lubi. Zaczęliśmy się spotykać częściej. Z Kainem poluzowałam wtedy kontakt, powiedziałam mu, że kogoś poznałam, on zrozumiał. Nadal wysyłaliśmy sobie memy, chodziliśmy na piwo i przyjaźniliśmy się, ale przestaliśmy ze sobą sypiać.

Z Ablem jesteśmy parą i bardzo go kocham. Z Kainem się przyjaźnimy i nie wyobrażam sobie tego zakończyć, znamy się od 4 lat, zna wszystkie moje sekrety, był przy mnie, gdy umierała moja mama, trzymał mnie za rękę na pogrzebie, nosił do łazienki, gdy złamałam nogę, a ja mu gotowałam rosół, gdy umierał na katar i ból gardła.
Abel wie o naszej przyjaźni i kompletnie mu to nie przeszkadza, sam bardzo Kaina polubił i zdarza nam się wyjść gdzieś we trójkę, a nawet im zdarza się gdzieś wyjść razem beze mnie. Ale Abel nie wie, że sypialiśmy ze sobą. Nie powiem mu tego, bo wiem, że inaczej zacznie patrzeć na naszą relację. A ja naprawdę nawet nie myślę o tym, by znowu przespać się z Kainem, to dla mnie zamknięty rozdział. Jest mi wspaniale z Ablem, jestem szczęśliwa i zakochana. Po prostu wiem, jak ciężko może być taką sytuację zrozumieć i zaakceptować.

Trochę się boję, że to i tak wyjdzie kiedyś na jaw. Nie chcę stracić żadnego z nich. Głupio się wpakowałam, ale cóż, trzeba to jakoś ciągnąć dalej.

#6vIcb

Ostatnio na lekcji religii nasza katechetka zadała nam dość ciekawą pracę domową. Zadaniem było powiedzenie jednej osobie zwykłego zdania – „Dziękuję, że jesteś”.
Kiedy przyszłam do domu, od razu wiedziałam komu to powiem. Mojemu psu.

Moi rodzice wzięli rozwód, kiedy byłam mała. Mieszkam z ojcem alkoholikiem. Nie mam przyjaciół, bo wyglądam biednie, jestem chuda i po prostu brzydka. Ile dni i nocy przepłakałam na łóżku, nie można zliczyć. To zawsze było dla mnie problemem, ale od kiedy mam psiaka, wszystko się zmieniło. Nikt mnie nie rozumie tak jak on. Nie odwraca się ode mnie, nie zwraca uwagi na wygląd, jest wierny. Zawsze kiedy mam zły dzień, kładzie mi swój łapek na kolanach, tuli się. Chodzi za mną, śpi ze mną w łóżku i robi wszystko, żeby ze mną być. Powiedzcie, że zwierzę nie może być przyjacielem.

Koral, dziękuję, że jesteś.

#KyNFD

Parę miesięcy temu przeżyłam bolesne zerwanie z moim chłopakiem.
Od dawna znałam innego chłopaka, którym byłam zafascynowana. Chodziliśmy razem do klasy gimnazjum, potem do tego samego liceum, ale do różnych klas. Potem on wyjechał na studia, ale teraz wrócił do rodziców. Po zerwaniu zaczęłam coraz częściej o nim myśleć. Śledzę go cały czas na portalach społecznościowych, oglądam jego stare zdjęcia. Jest bardzo w moim typie, przystojny. Znam go, więc wiem, że jest uprzejmy i dobrze wychowany, miły. Ja kompletnie nie pasuję do tego chłopaka. On jest z bardzo bogatej rodziny, a ja jestem z biednej. Jego rodzice są wykształceni, po studiach. Mają piękny i wielki dom, są raczej szczęśliwi, dużo podróżują. On ma młodszą siostrę i brata, którzy również prowadzą piękne życie. Ten chłopak pewnie nie pamięta nawet o moim istnieniu, ale ja wiem o nim zdecydowanie zbyt dużo. Cały czas śledzę to, co udostępnia. On studiuje informatykę, ale wiem, że interesuje się innymi dziedzinami. Przeglądam muzykę, którą udostępnia. Zapisuję wszystkie jego zdjęcia na telefonie. Jest jedna przeszkoda. Wiem, że ten chłopak ma od dwóch lat dziewczynę i jest ona tak idealna jak on. Jest moim przeciwieństwem. Bogata, studiująca dobry kierunek, z bogatego i dobrego domu. Jest bardzo ładna, zawsze dobrze ubrana i szczupła. Wiem, kto to jest, bo kilka razy ją widziałam i mamy wspólnych znajomych. Ta dziewczyna mieszkała z nim na studiach, więc nie jest to byle jaki związek, który potrwa miesiąc. Jest inteligentna, charyzmatyczna i energiczna. Wiem też, że bardzo dobrze się uczy, a jej rodzice są jakimiś bogatymi przedsiębiorcami. W porównaniu do niej jestem nikim. Jestem szarą dziewczyną, która zawsze miała przeciętne oceny. Byłam sumienna, ale niewiele to dawało. Studia? W małym mieście, beznadziejny kierunek, bo tylko na to się dostałam. Jestem z biednego domu. Kiedyś miałam zaburzenia żywienia, a teraz, po terapii, zaczęłam obżerać się i znowu jestem gruba. Jestem brzydka i nie mówię tego po to, żeby się użalać, tylko serio tak jest i nie ubolewam już nad tym.

Co jest w tym anonimowego? Od jakiegoś czasu zaczęłam nienawidzić jego dziewczynę za to, że z nim jest. Przed snem zawsze wyobrażam sobie, że ta dziewczyna ginie w wypadku samochodowym albo ktoś ją zabija, a ja mam drogę wolną do mojego szczęścia i jestem już na zawsze z tym chłopakiem. Wyobrażam sobie, że ktoś ją atakuje nożem i już nie jest taka ładna albo że dostaje choroby psychicznej i ten chłopak rzuca ją dla mnie. Wyobrażam sobie też, że ona przyłapuje swojego chłopaka na zdradzie ze mną i on wtedy wybiera mnie, a ona popełnia samobójstwo. Albo że ona zaczyna nagle tyć, waży 200 kg, jest brzydka i on wybiera mnie.

Wstyd mi. Czuję, że te myśli nie są moje. Ja tak nie myślę. Ale i tak przed snem jest... zawsze to samo.
Brzydzę się własnym zachowaniem.

#h2voo

Mając około 8-9 lat, oglądałem letsplay z gry GTA 4, gdzie pojawił się dialog „Gdzie jest Barbara, która ssie jak odkurzacz?”. W mojej głowie pojawiło się odpowiednie skojarzenie... No i włożyłem w odkurzacz... Było świetnie. To był mój jeden z pierwszych razy, aż powaliło mnie na plecy (siedziałem na łóżku).
Aktualnie żadna dziewczyna mi tego nie robiła, bo wstydziłem się zapytać, a odkurzacz stoi gdzieś w przedpokoju. On mi nie odmówi...
Oczywiście zrobiłem to raz i nie mam zamiaru powtarzać, ale nie żałuję.

#ti8HT

Piszę opowiadania. Wychodzi mi to nie najgorzej. Nigdzie ich nie publikuję, trzymam w specjalnym folderze na kompie z nadzieją, że kiedyś uzbieram wystarczającą ilość pieniędzy, żeby wydać je w tradycyjnej formie. Tyle słowem wstępu.

Kiedy miałem jakieś siedemnaście lat, dostałem tak potężnej weny, że wziąłem się za pisanie. W mojej głowie narodziła się mroczna historia pełna przemocy i okrucieństwa. Punktem kulminacyjnym miał być dokładny opis samobójstwa głównego bohatera, a później procedury pogrzebowe, widziane oczami pozostałych postaci. Na ten temat wiedzę miałem wątłą, więc zrobiłem odpowiedni research.

W domu mieliśmy tylko jeden komputer, z którego, jeśli zaszła taka potrzeba, korzystała cała rodzina. Pewnego dnia moja mama robiła zakupy przez internet, wcześniej upatrzyła sobie coś dla siebie, ale nie utworzyła osobnej zakładki do strony i po prostu zapomniała „gdzie to jest”. Zajrzała do historii przeglądarki.
Nie minął tydzień, a w naszym domu pojawił się stary znajomy rodziny, który był też szkolnym psychologiem. Nie przyszedł na kawę. Prawie godzinę rozmawiał ze mną o moich myślach samobójczych. Z wyjaśnieniami musiałem czekać do końca jego długiego monologu, bo po prostu nie dał mi dojść do słowa. Słyszałem, jak mama płacze w kuchni, a tata chodzi nerwowo po domu.
W końcu udało mi się naprostować sytuację. Tak przynajmniej myślałem, ale psycholog był nieugięty. Powiedział mojej wychowawczyni, żeby traktowała mnie delikatnie i uważała na wszystkie „niepokojące” znaki.

Rodzice uwierzyli w moją wersję, nawet przeczytali moje opowiadanie. Pokazałem je też psychologowi, ale uznał, że ściągnąłem je z sieci, bo „kręcą” mnie te klimaty, a teraz robię sobie alibi. Nie przyjął do wiadomości, że to ja sam napisałem (to nie było genialne opowiadanie, ale najwyraźniej uznał, że uczeń liceum nie jest w stanie napisać niczego, co nie jest rozprawką na polski).

I tak do końca szkoły byłem na oku nauczycieli i psychologa. Cóż mogę rzec, przynajmniej miałem fajny pomysł na nowe opowiadanie, które napisałem kilka lat później, z lepszym warsztatem, i z którego jestem bardzo dumny.

#1mnBX

Kierowana różnymi rodzinnymi historiami postanowiłam, że na weselu zajmę się gośćmi. Mąż, który również miał niezbyt przyjemne doświadczenia z rodziną, natychmiast się zgodził. Liczyliśmy na to, że w trakcie wesela wyluzujemy i ten jeden raz zatańczymy do disco polo, wypijemy trochę wina, pokiwamy głową na kolejne opowieści o cudownych dzieciach i wszyscy będziemy to dobrze wspominać. Ot, miłe, rodzinne spotkanie.
Oczywiście wyszło jak zawsze.

1. Mnie i męża nie interesowały prezenty i wszelkie koperty. Oczywiście było nam miło, ale uznaliśmy, że w tym dniu ważniejsi się goście i zabawa, więc wszystko odkładaliśmy na jeden stolik. Co zrobiły dzieci? Dorwały się do tego, rozszarpały i wytaplały w jedzeniu.
2. Wujkom nagle odbiło i zaczęli robić konkursy „kto więcej wypije”, a potem pijani chodzili po sali i obłapiali kobiety.
3. Dzieci olewały wszelkie zabawy dla nich, kręciły się pod nogami, rozwalały jedzenie, płakały, szarpały. Jedno dorwało alkohol, a jego matka pretensje miała do nas.
4. Żenujące disco polo pozostało żenującym disco polo i nie potrafiłam zatańczyć.
5. Wujkowie się pobili. Skończyło się wyzwaniem karetki.
6. Ktoś rozpuścił plotkę o tym, że ja i mąż wzięliśmy ślub tylko dlatego, że spodziewamy się dziecka, więc od razu starsza część rodziny zaczęła szeptać, jaka to ja nie jestem (nie, nie spodziewamy się dziecka).
7. Gdy o trzeciej w nocy postanowiliśmy skrócić imprezę okazało się, że niektórzy goście nie chcą wyjść z restauracji – ktoś poszarpał kelnera, a ktoś zarzygał połowę sali.

Minęło pół roku. Rodzina dalej nie potrafi zrozumieć, czemu się do nich nie odzywamy i wydzwaniają do nas albo gdy nas spotykają, zaczynają zaczynają mówić, że mój mąż to straszny buc, a ja nie lepsza – i że to my zepsuliśmy im wesele.

#bbk5P

Jednym z życzeń, jakie składa się w sylwestra jest „do siego roku”. Kiedy byłem mały, myślałem, że chodzi o proszek do prania Dosia i zastanawiałem się, czemu ludzie życzą sobie proszku do prania na Nowy Rok.
Wyjaśniło się to pewnego roku, kiedy na Dzień Babci dałem jej proszek do prania owej marki, myśląc, że spełnię tym jej życzenie noworoczne...
Takie tam z cyklu dzieci i ich niewiedza o świecie :)
Dodaj anonimowe wyznanie