Moi rodzice mieli ciężkie dzieciństwo, tata wychował się w rodzinie alkoholików, mama bez jednego rodzica. Dzieciństwo pamiętam tak, że rodzice chcieli pokazywać nam świat, dużo zwiedzaliśmy, podróżowaliśmy po całej Polsce, ale często od strony taty była nerwówka, jak coś zrobiliśmy (nawet najmniejsza pierdoła) dostawaliśmy lanie, mama często go podpuszczała. Nigdy u nas w rodzinie nie było takiej szczerej rozmowy, że wszyscy usiedliśmy, porozmawialiśmy na spokojnie, albo że poszłam do rodziców i powiedziałam, że to i to mnie boli.
A teraz właściwa historia - nikt zupełnie nikt o niej nie wie.
Miałam 12-13 lata i jak wiadomo, dziewczynka dorasta, a co z tym idzie, dostałam swój pierwszy okres. Nie poleciałam do mamy tak jak inne dziewczynki to robią - chyba się bałam, że zrobiłam coś złego i że znowu dostanie mi się. Więc sprytna dziewczynka (blee) wkładałam sobie papier do majtek, często ten papier przeciekał, miałam spodnie brudne, strasznie się krępowałam (nie wierzę, że mama tego nigdy nie zauważyła). Ale zgadnijcie co robiłam z tym już zużytym papierem i brudnymi majtkami bądź tez spodniami... Chowałam je pod szafę, za szafę, gdzie tylko mogłam, czasami śmierdziało niemiłosiernie w moim pokoju. A jak zostawałam sama w domu, to po prostu wrzucałam wszystko do pieca. I tak przez 4-5 lat, gdzie już miałam jakieś swoje pieniądze i zaczęłam kupować sobie podpaski.
Teraz jak ktoś koło mnie powiem "mam okres" albo zapyta, czy mam podpaskę, moja twarz w sekundę nabiera koloru czerwieni.
Jak chodziłam do liceum, to mój chłopak chciał mnie pocałować (byliśmy razem 4 tygodnie, był czarujący), a ja nie chciałam, więc się odsunęłam. Wtedy rzucił mi w twarz, cytuję, "Suko! Mnie odrzucasz? MNIE? Jebana kurwa" - więcej go na oczy nie widziałam.
Moja czteroletnia siostrzenica przybiegła do mnie z paczką papierosów z mojej torebki i zaczęła krzyczeć, że jest na nich moje zdjęcie. Obrazek ukazywał zepsute, czarne zęby.
Mam pewne przyzwyczajenie, odkąd posiadam dokument tożsamości. A mianowicie: zawsze zabieram dowód osobisty ze sobą wychodząc z domu, w razie gdyby ktoś znalazł moje zmasakrowane zwłoki - po prostu żeby łatwiej było zidentyfikować ciało.
Jestem dresem. Wiadomo, dres musi wyglądać groźnie. Mi to nie za bardzo wychodzi, bo jestem alergikiem i mi łzawią oczy. Taki to ze mnie zapłakany dresik...
Co ważne dla tego wyznania, jak miałam około 13 lat, z powodu choroby i przyjmowanych leków miałam lekką nadwagę. Pomimo dodatkowych kilogramów miałam całkiem duże "powodzenie".
Zakochał się w mnie kiedyś klasowy dziwak. Gruby, niski brunet, nielubiany w klasie, zostawiający za sobą brzydki zapach. Jakiś czas po tym, jak się dowiedziałam o jego "zainteresowaniu moją osobą", zapytałam go, czemu mu się podobam, a w odpowiedzi usłyszałam:
- No, bo wiesz.. Ja jestem gruby, ty też, pomyślałem, że dobrze byśmy się rozumieli.
Dla tych, co nie lubią niedokończonych wyznań: nie zostaliśmy parą, nie wzięłam z nim ślubu, a dziś już nie mam nadwagi ;) .
Pewnie w przeciwieństwie do większości z was uwielbiałem, kiedy rodzice się kłócili. Spali wtedy osobno i nie musiałem wtedy wysłuchiwać codziennych, niedających mi spać nocnych dźwięków wydobywających się z ich sypialni...
O sprawiedliwości w Polsce słów kilka...
Jechałem do mechanika. Nie miałem pojęcia, gdzie dokładnie zlokalizowany jest warsztat, więc zatrzymałem się na poboczu, by skontaktować się z mechanikiem i dopytać o szczegóły dojazdu. Widziałem, że jakieś 2 m za mną stoi mały, czerwony samochód. W momencie, gdy wybierałem numer usłyszałem chrzęst. Odwróciłem się i zobaczyłem ww. auto tuż za mną. Pomyślałem: "Pewnie kierowca ledwo wyhamował". Nagle do drzwi podchodzi kobieta (blondynka). Zaczęło się od: "O rety! Zderzyliśmy się! Co teraz?! Tylko niech pan nie wzywa policji! Bardzo proszę! Możemy się dogadać!". Uspokajałem kobietę, mówiąc, że skoro chce się dogadać, to nie ma potrzeby, aby wzywać policję.
Na jej samochodzie nie było śladu po otarciu. Na moim (czarny lakier) było widocznych kilka głębokich rys: dziwnie ustawiona tablica rejestracyjna w jej aucie wryła się w mój zderzak (w prawym tylnym rogu samochodu: to ważne, jak się okaże później). Spanikowana kobieta zadzwoniła do męża, by się naradzić, ten poprosił mnie do telefonu. Ustaliliśmy, że nie wzywam policji i po wycenie lakiernika otrzymam od nich pieniądze. W krótkiej rozmowie okazało się, że mężczyzna pochodzi z tej miejscowości co ja, zna moich wujków - zaufałem mu.
Odjechałem, lakiernik wycenił straty + pracę na 300 zł. Skontaktowałem się z tą kobietą i tu zaczęło się... Stwierdziła, że nie czuje się winna, że skoro na jej samochodzie nie ma uszkodzeń, to pewnie chcę ją naciągnąć na koszty, że nie widziała mnie w lusterku i to ja w nią wjechałem z impetem. Dodała, że zapłaci - ale po pieniądze mam przyjechać do szpitala - jest pielęgniarką - tam mi je da, aby mąż o tym nie wiedział, bo "jest nerwowy".
Dwa dni później zadzwonił do mnie jej mąż z wyzwiskami, że to jest moja wina i on był na komisariacie zgłosić sprawę (nie obeszło się bez wyzwisk). Przez dwa tygodnie policjant dzwonił z prywatnego numeru, by mnie postraszyć. Przestałem odbierać. Zjawił się dzielnicowy, by sfotografować zderzak. Wyjaśniłem mu sytuację. Po kilku dniach zadzwonił policjant, abym zgłosił się na komisariat, bo ta kobieta wycofała oskarżenie. Nie zgodziłem się na podpisanie dokumentów - jeszcze wierzyłem w wymiar sprawiedliwości - sprawa trafiła do sądu. Oskarżenie brzmiało: "Zjechał z drogi głównej i nie zachowując ostrożności naraził na utratę zdrowia lub życia Monikę S. (jakieś dziecko i jej koleżankę).
Nagle w sprawie znalazł się tajemniczy świadek, który widział jak wjeżdżam w samochód ww. kobiety... (jakim cudem ma uszkodzony tył samochodu?!). Prawnik doradził mi, by nie odwoływać się od wyroku, bo to tylko KW i nie wpływa to na moją karierę zawodową. Jednak jest inna szkoda - MORALNA. Policjant okazał się kuzynem blondynki - mataczył w sprawie.
Degrengolada i kolesiostwo - AMEN
Może to nie żadne anonimowe, a bardziej przemyślenie. Też nie macie wiary w ludzi? Jestem sprzątaczką w hotelu. Rzadko się zdarza, że goście pierwsi powiedzą „dzień dobry” czy „dziękuję”, więc gdy ktoś taki się trafi, to od razu zakładam, że tak został wychowany bądź jego rodzice też wykonują pracę fizyczną, więc i mnie doceniają. To tak niewiele, by kogoś docenić, a dla nas, a przynajmniej dla mnie, umila mi to dzień i pracuje się lepiej.
Jestem fryzjerką i obecnie dorabiam sobie po znajomych. Chodzę także do sąsiadów, już od kilku lat. Sąsiad ma 60 parę lat, ostatnio chciał mnie dotykać w miejsca intymne, ale się odsunęłam. Pomyślałam, że więcej już tak nie zrobi, więc gdy znowu poprosił o strzyżenie, poszłam, a on zaproponował seks za pieniądze, że dobrze zarobię... Jego żona siedziała obok w pomieszczeniu, zajmując się wnukiem, a on mi gada, że to nie będzie zdrada, mówił to całkiem poważnie. Później wyszedł po pieniądze, a ja pakowałam się i byłam obrócona tyłem. Wtedy złapał mnie za krocze. Byłam w szoku, nie wiedziałam, co zrobić. Teraz kolejny sąsiad chce się obcinać, grzecznie odmówiłam, ale są tak natrętni, że nie wiem już co robić.
Myślałam o zgłoszeniu sprawy, bo czuję się od kilku dni bardzo z tym źle. Mam męża i dzieci, jestem młodą kobietą. Nie wiem, co robić i czy ktokolwiek mi uwierzy w to, co się wydarzyło.
Nigdy więcej już do niego nie pójdę, mam nadzieję, że nikt nie będzie pytać dlaczego.
Dodaj anonimowe wyznanie