#iEXcX

Pochodzę z rodziny takiej nie za bogatej, ale nie z biednej (stać nas było na remont, gdy był potrzebny). Ot, przeciętna rodzina.
Moja mama słuchała takiej muzyki bardzo spokojnej. Nigdy za taką nie przepadałem. Od kiedy usłyszałem pierwszą piosenkę rockową, to się zakochałem. Cały elektroniczny syf czy rap został usunięty. Moją głowę, jak i serce przejął rock. Potem metal. Potem wszystkie inne gatunki powiązane z tymi wymienionymi.

W wieku 16 lat postanowiłem dać upust mojemu punkowemu wnętrzu i zafarbowałem włosy na niebiesko. Za zgodą rodziców oczywiście.

Tydzień przed kolejnymi urodzinami, poruszyłem temat tatuaży w rozmowie z mamą. Wtedy zdziwiłem się tak bardzo, że teraz, lata później, jestem dalej pozytywnie zaskoczony. Moja mama powiedziała mi, że nie miała pojęcia, że słucham tak dobrej muzyki i opowiedziała mi o swoich latach młodzieńczych. Wyglądały podobnie do moich. No ale wracając do tatuaży, to mama powiedziała:
- No co uważam? Są zajebiste, jak są zrobione dobrze i z pomysłem. A czemu pytasz? Chciałbyś tatuaż?
- No właśnie tak. Może na 18 zrobię.
- No dobra, ale masz dać mi znać wcześniej, to ja się wydziaram razem z tobą...

Byłem tak zdziwiony, że ledwo wydukałem:
- Naprawdę? Też chcesz tatuaż?
- Oczywiście, od zawsze chciałam mieć tatuaż.

Pierwszy tatuaż zrobiłem razem z mamą u świetnego artysty na drugim końcu Polski.

W nocy po tym, jak się dowiedziałem o przeszłości mamy, płakałem, bo dostrzegłem, że porzuciła to, by być sobą dla siebie, żeby być sobą dla nas. Dzisiaj dalej jestem wzruszony tym, ile poświęciła dla rodziny. Doceniam rodziców, bo pamiętam, że ktoś zawsze musiał coś poświęcić...

#OU6K6

W domu robię dużo, jak trzeba, to ugotuję (często), popiorę, posprzątam, oporządzam dzieci, jak wstaną (wiek przedszkolny/szkolny) i jak idą do łóżek. Oczywiście w międzyczasie pracuję. W weekendy orka jest największa. Nie stać nas na wiele, jest skromnie, ale nie ma głodu. Moje dzieci mają jednak ciągle jakiś problem i dużo marudzą, mają też tendencję do awanturowania się o byle g..., a mój synek z ADHD jest w tym mistrzem. Jak zrobię na śniadanie omlet, to on akurat chciał jajecznicę i zaczyna wrzeszczeć na mnie, że to moja wina, przez co cały dzień już jest ustawiony. Logiczna rozmowa odpada, bo on ma wtedy fazę. Próbuję rozmaitych technik opisywanych w mądrych książkach – a to liczenie, a to system ostrzeżeń, a to nagrody – i efekt jest taki, że jak jest czas na obiad, to kończy się to awanturą, bo on się jeszcze bawił, jak już siądzie, to trzeba go pilnować i włączać timer (co często i tak nie pomaga), by pokazać mu, że czas się kończy, a jak ma umyć zęby, to bez nadzoru nigdy się nie uda, a z nadzorem muszę sto razy powtórzyć i liczyć w ramach ostrzeżenia. Poza tym ma tendencje do uderzania, a rozmowy nic nie dają, więc mimo że nie chcę, muszę go czasem zatrzymać klapsem, bo inaczej nakręca się i to eskaluje np. w stronę rzucania rzeczami.

Chciałbym wiedzieć, jak być dobrym ojcem, bo im więcej się staram, tym większa grzybnia. Lata mijają, a ja coraz bardziej tym wszystkim jestem zmęczony. Moja wyrozumiałość dla dzieci jest przez to mniejsza niż parę lat temu. I z jakiegoś powodu mi smutno. Nie potrafię być na tyle dobrym ojcem, żeby nauczyć moje dzieci harmonii.
Idę spać, jutro z rana orka...

#2bn0H

Jak byłam dzieckiem, mieszkałam w kamienicy, z tyłu było wielkie podwórko i tam bawiliśmy się ja i moi znajomi. Było parę chłopaków i parę dziewczyn. Najbardziej kumplowałam się z Oliwią. Razem wpadałyśmy na bardzo, ale to bardzo głupie pomysły.

Rodzice Oliwii nigdy nie zgadzali się na żadne zwierzę, mimo że ona bardzo marzyła, by mieć kotka. Ja miałam jednego kota i chomika. Postanowiłyśmy, że skoro rodzice się nie zgadzają, to same przyniesiemy im kotka, mówiąc, że znalazłyśmy go w śmietniku.  Wpadłyśmy na pomysł, że zarezerwujemy kotka na jakieś stronie hodowlanej blisko naszego miasta. Oliwia długo pisała z panią, która była właścicielką hodowli. Udało się. Pani podjechała i podała jej kota. Był on w kartonie i by było bardziej wiarygodnie, chciałyśmy wrzucić do tego kartonu trochę ziemi i zanieść go rodzicom Oliwii, mówiąc, że znalazłyśmy go na śmietniku.

W tym samym czasie jak stałyśmy pod śmietnikiem, chodnikiem szła moja ciocia i spytała, co tam mamy, na co ja odpowiedziałam, że znalazłyśmy w śmietniku kotka.  Ciocia od razu zabrała nam karton i zaniosła go mojej mamie. A mama powiedziała, że kot zostaje u nas... 
Oliwia się popłakała. Udawała, że jej mama do niej zadzwoniła i zgodziła się wziąć tego kotka. Moja mama nie chciała już go oddać.

Oczywiście po paru dniach moja mama dowiedziała się o wszystkim. Była zła, wiadomo, ale szybko jej przeszło.

Dziś kotek ma już 9 lat i bardzo dobrze się trzyma. A ja do tej pory zastanawiam się, jak trzeba być tak nieodpowiedzialnym, by dać kota dziecku bez rozmowy z rodzicem i zweryfikowaniem, gdzie kot będzie się znajdował.

#RcKL9

Mam 17 lat, od maleńkiego mam więcej kilogramów więcej niż powinnam. Ciągle walczę z tym sama, ale nie potrafię, nie wiem, co jest z moją psychiką. Miewam momenty, w których mam mega, mega motywację do ćwiczeń, ale zaraz okres mi się zbliża (mam bardzo bolesne miesiączki), a to za gorąco i duszno do ćwiczeń. Po prostu nie radzę sobie sama ze sobą. Staram się jeść mniej, ale dopadają mnie ataki głodu i wtedy jem, co popadnie. Wstydzę się swojej otyłości. Nie wiem, jak mam się już motywować. Chcę zmienić się dla siebie i żeby bardziej podobać się swojemu chłopakowi, ale ja już nie mam siły. Może polecacie jakieś sposoby, żeby człowiek miał mniejszy apetyt.

#LOyyo

Od najmłodszych lat marzyła mi się duża impreza z okazji moich osiemnastych urodzin. Zaczęłam nawet specjalnie szukać pracy, żeby odciążyć moich rodziców i móc sama za wszystko zapłacić.
Pracę znalazłam, ale osiemnastki jednak nie robię. Nie mam kogo zaprosić. Może zaprosiłabym czterech znajomych, ale czułabym, że robię to trochę na siłę. Do tego cała moja rodzina jest pokłócona, więc prawdopodobnie ten dzień spędzę sama.

Pewnie część z Was powie, że to dzień jak każdy inny i że tak naprawdę niewiele się zmieni. Wiem o tym, jednak od zawsze czekałam na ten dzień i bardzo chciałam zrobić sobie super imprezę.
I chyba najbardziej boli mnie właśnie to, że przez tyle lat wyobrażałam sobie, jak będzie wyglądała moja osiemnastka, a teraz nie mam nawet z kim jej spędzić.

#DEx8A

Odkąd pamiętam, w domu były kłótnie, ciche dni i rozdzielające je okresy normalności. Konflikt między rodzicami nasilił się, kiedy byłam w liceum, a te okresy normalności się skróciły.
Bardzo zależało mi na dobrze zdanej maturze, więc albo uczyłam się u przyjaciółki, albo nocowałam u jednych lub drugich dziadków. Na korepetycje też wolałam chodzić do korepetytorów niż mieć je w domu. Brałam udział w wielu kółkach po lekcjach, żeby tylko jak najmniej czasu spędzać w domu. Uczyć się tam nie dało, atmosfera była ciężka, a rodzice rzucali złośliwe uwagi do mnie, chociaż starałam się nie wchodzić im w drogę.
Wyjazd na studia był prawdziwą ulgą. Ciężko mi było pogodzić naukę i pracę, więc w weekendy przyjeżdżałam najwyżej na jeden dzień i spędzałam go z dziadkami. Rodzice nalegali, żebym nocowała u nich, ale udało mi się tego uniknąć nawet w Boże Narodzenie. Prawie się nie widywaliśmy, co najwyżej na chwilę u dziadków.
Pod koniec pierwszego semestru to rodzice przyjechali do mnie do akademika. Oznajmili, że się rozwodzą. Niestety skomentowałam, że szkoda, że dopiero teraz, na co naskoczyli na mnie, że tak się poświęcali, żebym bez stresu zdała maturę, a ja jestem niewdzięczna.
Cóż, rzeczywiście nie domyśliłam się, że planują rozwód ani że ojciec jest już w nowym związku. W zdaniu matury ich „spokój” mi nie pomógł. Doceniam tylko sposób, w jaki mnie poinformowali.

#jx11h

Nie chcę dziś wracać do domu.  Mieszkam w nim z partnerem, z którym jestem od 15 lat. Jest to mieszkanie, które dostał on po rodzicach.

Jestem jedynaczką i większość życia spędziłam wyłącznie z mamą – osobą w ciężkiej depresji, lękami społecznymi, urojeniami i totalnym brakiem sił na walkę z życiem. Często słyszałam, że żyje tylko dla mnie. Gdy miałam 12 lat, usłyszałam od niej, że muszę się dobrze uczyć, iść na studia i mieć świetną pracę, bo będę musiała ją utrzymywać, ona sobie nie poradzi... Całe życie miałam ustawione wokół jej chorób i walczyłam ze światem sama. Wymagało to mnóstwa pomyłek i potknięć, o które matka (osoba bez pracy, wykształcenia, żadnego stałego zajęcia) robiła mi pretensje, bo jak mogłam nie wiedzieć...

Z przerażeniem patrzę, jak mój parter zmienia się w moją matkę. Już któryś raz z rzędu jesteśmy w sytuacji, gdy przez ponad rok nie ma pracy – zaczął szukać tylko dlatego, że mu kazałam. Z domu praktycznie nie wychodzi, spotykamy się wyłącznie z moimi znajomymi, jakiekolwiek wyjścia z domu dzieją się wyłącznie z mojej inicjatywy. On ma multum pomysłów na wszystko, ale nie zabierze się za nic, dopóki ja nie zacznę... Wiem, że ma depresję. Ale ja też mam! Mimo to udało mi się zrobić studia, pracuję, staram się rozwijać i próbuję różnych sposobów na dodatkowy zarobek. Po prostu czuję, że znowu jestem w tym sama.

Przeraża mnie to, chce mi się wymiotować i uciekać jak najdalej. Zaczynam myśleć, czy samej nie byłoby mi lepiej – martwiłabym się wyłącznie o siebie. Z drugiej strony rzucać wszystkim po 15 latach... Terapia dla par jest za droga na naszą obecną sytuację. Rozmowy niewiele dają. Nie wiem już co robić...

#w4QrK

Moja mama ma koleżankę wróżkę. Jak dotąd sprawdziło się wszystko, co jej i mi wywróżyła. 
Kiedyś powiedziała mi, jak byłam młodsza, że wyjdę bogato za mąż i nie będę mieszkać w Polsce. 
Jak każdy człowiek czasem martwię się o przyszłość i o to, że coś mi się może stać. Boję się, że mogę w każdej chwili umrzeć, mimo że nic mi nie jest (nie znamy dnia ani godziny, wiadomo). Gdy o tym myślę, zawsze sobie przypominam to, co powiedziała wróżka i wiem, że martwić się mogę dopiero po ślubie.
Dodaj anonimowe wyznanie