#gsMIw
Prawda jest taka, że chodzę tam, bo chcę mieć więcej siły. Na tyle więcej, by móc obronić matkę przed ojcem, który rzuca się na nią z pięściami podczas każdej awantury.
#NMQg5
Minęło dziesięć dni od ostatnich obfitych opadów deszczu, więc wybrałem się na grzyby. Nie dość, że grzybów nie było prawie wcale, to jeszcze poczułem potężne parcie na przewód pokarmowy, a konkretnie na jego ostatni odcinek.
Powiecie — w takim miejscu to żaden problem, ale akurat trafiłem na kawałek rzadkiego lasu. W dodatku maszerowali emeryci z kijkami i ganiały się jakieś dzieciaki. Odszedłem trochę na bok i zdarzył się cud — niewielkie zagłębienie otoczone krzakami. W dodatku w najniższym punkcie było starannie oczyszczone z igliwia, usunięta była też trawa i gałęzie.
W ostatniej chwili opuściłem spodnie i po chwili połowa tego miejsca pokryła się obrzydliwą gęstą cieczą o jeszcze bardziej paskudnym zapachu. Ledwo zdążyłem się podetrzeć i znowu usłyszałem dziecięce głosy. Nie zdążyłem zasypać swojego dzieła i musiałem uciekać.
Po chwili usłyszałem ordynarne przekleństwa, które nie przystoją w tak młodym wieku, a i w starszym też nie bardzo. Co się okazało?
Harcerze bawili się w podchody (tak, tak, tradycja nie zaginęła), a to zagłębienie miało być punktem czegoś w rodzaju tajnej zbiórki, gdzie mieli znaleźć wiadomość i naradzić się przed ostatnim etapem gry. Prowadziły tu strzałki i była podana odległość w krokach, więc cały zastęp praktycznie w ciemno wskoczył w to, co zrobiłem. Reszta jest milczeniem.
#Bqm0J
#1gv0Y
#Ho431
Pamiętam taką starszą kobiecinkę, która poprosiła o parę groszy na chleb. Zaproponowałam, że zrobię jej zakupy, bo akurat był obok sklep. Na co ona z wielką pogardą i oburzeniem w głosie: „Jak proszę o pieniążki, to chcę pieniążki”. Nie to nie, nie dostała ani chleba, ani pieniążków. Jednak raz zdarzyło mi się zrobić wyjątek. Szłam wtedy na uczelnię, w centrum miasta podszedł do mnie mężczyzna i poprosił o dwa złote. Wyglądał raczej na bezdomnego, choć nie był jakiś bardzo zaniedbany, brudny ani nic takiego. Powiedział wprost, że potrzebuje pieniędzy na piwo, że jest uzależniony, jest w ciągu i jak zaraz się nie napije, to dostanie drgawek. Nie wiem, co mną wtedy kierowało, ale automatycznie sięgnęłam do portfela i dałam mu te dwa złote. Podziękował, dodał jeszcze, żebym się trzymała z daleka od tego świństwa i odszedł.
Minęło już pewnie z 8-9 lat od tego dnia; w międzyczasie dziesiątki pijaczków i innych elementów, których dawno już wyparłam z pamięci, prosiły o złotóweczkę na bułkę, a ja cały czas pamiętam tę jedną sytuację, jakby to było kilka dni temu. Wydaje mi się, że nigdy wcześniej ani później nie widziałam takiego błagania, a jednocześnie bólu w czyichś oczach. Być może postąpiłam źle, może powinnam go gdzieś zgłosić, nie wiem. Pewnie gdyby powiedział, że potrzebuje na chleb, po prostu minęłabym go, twierdząc, że nie mam pieniędzy.
Nie sądzę, aby ta sytuacja w jakiś znaczący sposób wpłynęła na moje życie, nie zostałam z dnia na dzień abstynentką czy wolontariuszką w ośrodku odwykowym ani nic takiego. Chciałam się tym jednak podzielić, bo co parę miesięcy przypomina mi się ten człowiek i zastanawiam się, dlaczego zareagowałam właśnie w ten sposób, a nie tak jak zwykle.
#7I5ov
W poniedziałek się dowiedziałam, że tym gościem jest jego była. Wysprzątałam całe mieszkanie, żeby mogła wygodnie spędzić tydzień z moim chłopakiem...
#zfxfi
Do porządku dziennego przechodzi już nagłe zatrzymywanie się na środku chodnika/alejki w sklepie, gdy dookoła jest pełno ludzi. Jest to po prostu niebezpieczne, ktoś może na taką osobę wpaść i obojgu coś może się stać. Nie wiem, to trochę tak jakby niespodziewanie zahamować samochód, jadąc ruchliwą ulicą. Totalnie tego nie rozumiem. Naprawdę nie można zejść na bok i tam sobie spokojnie stanąć i zawiązać sznurówki albo odczytać SMS?
Druga grupa to ci wpatrzeni w ekran telefonu. Nie podniosą głowy nawet na sekundę, żeby zerknąć, czy może ktoś nie idzie z naprzeciwka i trzeba się z nim wyminąć. Nie, to im trzeba ustąpić, bo przecież właśnie piszą superważną wiadomość. Nie wspomnę już o braku zatrzymania się przed przejściem dla pieszych, ale tu akurat mam nadzieję, że prędzej czy później zadziała selekcja naturalna.
A już hitem są dla mnie ludzie, którzy rozmawiają przez telefon, idąc w tempie spacerowym, a do tego zygzakiem po całej szerokości chodnika. Wyprzedzenie ich często graniczy z cudem, bo w najmniej spodziewanym momencie robią zwrot akurat w tę stronę, z której chcesz ich ominąć. Oczywiście nie zwracają uwagi na to, co się dzieje wokół, bo trzeba obgadać Zbyszka, co się wczoraj na imprezie upił.
Może przesadzam, może niepotrzebnie narzekam, ale naprawdę wydaje mi się, że te i podobne zachowania stały się prawdziwą plagą w ostatnich latach. Nie wiem, może to przez to pandemiczne zamknięcie w domach niektórzy zapomnieli, jak się poruszać po mieście? Chociaż minęło już parę lat, a oni wciąż sobie nie przypomnieli...
#K6xN3
Do dziś nie ogarniam, czemu mi powtykał gówno do umywalki.
PS Okazało się, że w tych ciuchach, które zacząłem mu prać, był portfel i nowy smartfon...