#5sR5k

Kiedy odcinam kolejne różyczki brokuła przed wrzuceniem go na patelnię, czuję się jak gigant ścinający gałęzie drzew. Mój przyjaciel zadbał o to, żebym miała całą kolekcję zdjęć, na których ktoś poprzerabiał wszystkie drzewa na brokuły. Że też ludziom się chce…

#NMQg5

Wyznanie o tym, że nikt nie wie, co go czeka ani w co może w życiu wdepnąć (nie tylko w przenośni, ale i dosłownie).
Minęło dziesięć dni od ostatnich obfitych opadów deszczu, więc wybrałem się na grzyby. Nie dość, że grzybów nie było prawie wcale, to jeszcze poczułem potężne parcie na przewód pokarmowy, a konkretnie na jego ostatni odcinek.
Powiecie — w takim miejscu to żaden problem, ale akurat trafiłem na kawałek rzadkiego lasu. W dodatku maszerowali emeryci z kijkami i ganiały się jakieś dzieciaki. Odszedłem trochę na bok i zdarzył się cud — niewielkie zagłębienie otoczone krzakami. W dodatku w najniższym punkcie było starannie oczyszczone z igliwia, usunięta była też trawa i gałęzie.
W ostatniej chwili opuściłem spodnie i po chwili połowa tego miejsca pokryła się obrzydliwą gęstą cieczą o jeszcze bardziej paskudnym zapachu. Ledwo zdążyłem się podetrzeć i znowu usłyszałem dziecięce głosy. Nie zdążyłem zasypać swojego dzieła i musiałem uciekać.
Po chwili usłyszałem ordynarne przekleństwa, które nie przystoją w tak młodym wieku, a i w starszym też nie bardzo. Co się okazało?
Harcerze bawili się w podchody (tak, tak, tradycja nie zaginęła), a to zagłębienie miało być punktem czegoś w rodzaju tajnej zbiórki, gdzie mieli znaleźć wiadomość i naradzić się przed ostatnim etapem gry. Prowadziły tu strzałki i była podana odległość w krokach, więc cały zastęp praktycznie w ciemno wskoczył w to, co zrobiłem. Reszta jest milczeniem.

#Bqm0J

Jak byłam mała, moja babcia zabierała wszystkie swoje wnuczęta nad morze. Byłam najmłodsza z części, która umiała chodzić i mówić (miałam coś około 5-6 lat). Oczywiście moim niedoścignionym wzorem była moja starsza siostra. Babcia każdego ranka dawała nam drobne, żebyśmy mogli zaszaleć na automatach z zabawkami. Każde dostawało swoje 2 zł. Moja siostra powiedziała, że idzie do kiosku rozmienić, bo automat przyjmuje tylko złotówki. Nie wiedziałam, co to znaczy rozmieniać, ale siostra mi to wyjaśniła: „Ty dajesz komuś pieniądze, a oni dają ci więcej monet, w drobnych”. Mój rozumek pojął głównie to, że dostanę więcej, więc pobiegłam za nią. Podchodzę dumnie do kiosku, daję pani moje 2 zł i mówię: „Proszę rozmienić na 5 zł”.

#Ho431

Mam taką zasadę, że nie daję pieniędzy osobom, które proszą o przysłowiowe dwa złote na bułkę, bilet do domu itp. Zdarzyło się, że dałam komuś pieniądze niby na jedzenie, po czym zauważyłam go wychodzącego ze sklepu z butelką alkoholu. Po drugiej czy trzeciej takiej sytuacji powiedziałam sobie, że koniec z tym i przestaję „wspierać” takich ludzi. Jeśli ktoś prosi o kupienie obiadu czy drobne zakupy, nie mam z tym problemu i w miarę możliwości pomagam, ale pieniędzy już nie daję.
Pamiętam taką starszą kobiecinkę, która poprosiła o parę groszy na chleb. Zaproponowałam, że zrobię jej zakupy, bo akurat był obok sklep. Na co ona z wielką pogardą i oburzeniem w głosie: „Jak proszę o pieniążki, to chcę pieniążki”. Nie to nie, nie dostała ani chleba, ani pieniążków. Jednak raz zdarzyło mi się zrobić wyjątek. Szłam wtedy na uczelnię, w centrum miasta podszedł do mnie mężczyzna i poprosił o dwa złote. Wyglądał raczej na bezdomnego, choć nie był jakiś bardzo zaniedbany, brudny ani nic takiego. Powiedział wprost, że potrzebuje pieniędzy na piwo, że jest uzależniony, jest w ciągu i jak zaraz się nie napije, to dostanie drgawek. Nie wiem, co mną wtedy kierowało, ale automatycznie sięgnęłam do portfela i dałam mu te dwa złote. Podziękował, dodał jeszcze, żebym się trzymała z daleka od tego świństwa i odszedł.
Minęło już pewnie z 8-9 lat od tego dnia; w międzyczasie dziesiątki pijaczków i innych elementów, których dawno już wyparłam z pamięci, prosiły o złotóweczkę na bułkę, a ja cały czas pamiętam tę jedną sytuację, jakby to było kilka dni temu. Wydaje mi się, że nigdy wcześniej ani później nie widziałam takiego błagania, a jednocześnie bólu w czyichś oczach. Być może postąpiłam źle, może powinnam go gdzieś zgłosić, nie wiem. Pewnie gdyby powiedział, że potrzebuje na chleb, po prostu minęłabym go, twierdząc, że nie mam pieniędzy.

Nie sądzę, aby ta sytuacja w jakiś znaczący sposób wpłynęła na moje życie, nie zostałam z dnia na dzień abstynentką czy wolontariuszką w ośrodku odwykowym ani nic takiego. Chciałam się tym jednak podzielić, bo co parę miesięcy przypomina mi się ten człowiek i zastanawiam się, dlaczego zareagowałam właśnie w ten sposób, a nie tak jak zwykle.

#7I5ov

W ostatni weekend spędziłam cały dzień na sprzątaniu i ogarnianiu mieszkania mojego chłopaka, bo powiedział, że spodziewa się gości na kilka dni i sam nie miał jak tego ogarnąć, a że ja, dobre serce, chciałam zrobić dobrze, to ogarnęłam.

W poniedziałek się dowiedziałam, że tym gościem jest jego była. Wysprzątałam całe mieszkanie, żeby mogła wygodnie spędzić tydzień z moim chłopakiem...

#zfxfi

Czy tylko ja mam wrażenie, że ludzie tracą umiejętność poruszania się po przestrzeniach publicznych? Nie wiem, jak jest w mniejszych miejscowościach, ja akurat mieszkam w dużym mieście, gdzie bywa bardzo tłoczno i niektóre zachowania są naprawdę irytujące.
Do porządku dziennego przechodzi już nagłe zatrzymywanie się na środku chodnika/alejki w sklepie, gdy dookoła jest pełno ludzi. Jest to po prostu niebezpieczne, ktoś może na taką osobę wpaść i obojgu coś może się stać. Nie wiem, to trochę tak jakby niespodziewanie zahamować samochód, jadąc ruchliwą ulicą. Totalnie tego nie rozumiem. Naprawdę nie można zejść na bok i tam sobie spokojnie stanąć i zawiązać sznurówki albo odczytać SMS?
Druga grupa to ci wpatrzeni w ekran telefonu. Nie podniosą głowy nawet na sekundę, żeby zerknąć, czy może ktoś nie idzie z naprzeciwka i trzeba się z nim wyminąć. Nie, to im trzeba ustąpić, bo przecież właśnie piszą superważną wiadomość. Nie wspomnę już o braku zatrzymania się przed przejściem dla pieszych, ale tu akurat mam nadzieję, że prędzej czy później zadziała selekcja naturalna.
A już hitem są dla mnie ludzie, którzy rozmawiają przez telefon, idąc w tempie spacerowym, a do tego zygzakiem po całej szerokości chodnika. Wyprzedzenie ich często graniczy z cudem, bo w najmniej spodziewanym momencie robią zwrot akurat w tę stronę, z której chcesz ich ominąć. Oczywiście nie zwracają uwagi na to, co się dzieje wokół, bo trzeba obgadać Zbyszka, co się wczoraj na imprezie upił.
Może przesadzam, może niepotrzebnie narzekam, ale naprawdę wydaje mi się, że te i podobne zachowania stały się prawdziwą plagą w ostatnich latach. Nie wiem, może to przez to pandemiczne zamknięcie w domach niektórzy zapomnieli, jak się poruszać po mieście? Chociaż minęło już parę lat, a oni wciąż sobie nie przypomnieli...

#K6xN3

Urodził mi się syn, więc pierwsze co postawiłem flachę teściowi, którą zaczęliśmy konsumować, aby dziecko było zdrowe. W pewnym momencie wprosił się do nas mój znajomy z pracy, pseudonim Shogun. Pękło nam parę flaszek i wszyscy poszli spokojnie spać. Wstaję rano, kolega jeszcze śpi w pokoju obok, idę do toalety, otwieram drzwi i patrzę, że muszla jest ujebana kałem... Myślę, że teść zaraz wstanie, a tu taki syf, więc trzeba to szybko ogarnąć. Idę do łazienki po jakąś szmatę, otwieram drzwi i widzę ubranie kolegi rozrzucone na podłodze, wanna umazana kupą, mało tego – jeszcze w syfonach od umywalki i wanny powtykany był kał... W głowie cały czas myśl, że teść zaraz wstaje, więc przestałem myśleć i zacząłem działać – reklamówki na ręce i jakoś to ogarnąłem, ubranie kolegi wrzuciłem do pralki i ją włączyłem. W tym samym czasie ten obsrany zjeb zaczął się budzić, pytam go WTF, że odjebał mi taką krzywą kapę, a on stwierdził, że nie trafił wieczorem do kibla...
Do dziś nie ogarniam, czemu mi powtykał gówno do umywalki. 

PS Okazało się, że w tych ciuchach, które zacząłem mu prać, był portfel i nowy smartfon...

#JZHoR

W latach 80. na jednym z praskich osiedli w Warszawie wśród dzieciaków z wczesnej podstawówki zapanowała histeria o nazwie „czarna ręka”. Ktoś wymyślił historię o pojawiającej się ręce w czarnej rękawiczce, która budziła nasze przerażenie. Ręka miała wychylać się z okienek piwnicznych, zza drzew lub z otwierającego się okna czarnego samochodu. Powtarzane historyjki nakręcały nas w tym przerażeniu; baliśmy się sami wracać do domu, żeby po drodze nam się przypadkiem nie ukazała. Nie wiadomo było dokładnie, czym groziło spotkanie z ręką, ale naprawdę parę tygodni żyliśmy w dość sporej panice. Nie pomagały tłumaczenia dorosłych. W końcu temat rozwiał się, ale najwyraźniej utkwił mi w pamięci.
Dodaj anonimowe wyznanie