#dFNBj

Nastolatkowie to jednak są teraz głupsi niż kiedykolwiek. Tfu...

Kąpałem się w morzu na plaży nieopodal Koszalina, kiedy to jeden młokos w wieku lat na oko 15 wymyślił genialną zabawę. Nasrał, dosłownie: nasrał na piasek, wziął swoje gówno w rękę (tak, podkreślam: wziął gówno w rękę) i rzucił nim w swoją koleżankę. Na szczęście dla tej młodej dziewczyny w nią nie trafił, ale ja do dziś czuję na sobie smród tego gówna.

#BIIla

Gdy byłam w przedszkolu, podobał mi się syn pracownicy, zawsze jak odwiedzał swoją mamę, to starałam się być jak najbliżej i go zagadywać. Taka subtelna byłam.

Któregoś dnia siedzimy w kółku, i ja, mając po przeszpiegach odpowiednie informacje, wypaliłam: „A ja słyszałam, że pani syn to złamał nogę”.
Na co pracownica: „A ja słyszałam, że ty się podkochujesz w moim synu”.

Uciekłam do schowka na klocki, dramatycznie padłam na brzuch i odwrócona dupą do świata płakałam w wykładzinę.

Myślałam, że to mój najgorszy dzień.
No, do czasu, aż nie umarł mi członek najbliższej rodziny.

#ou0pS

Kiedyś zostaliśmy na imprezie we troje (reszta jakoś szybko się zawinęła): ja, moja dobra kumpela i znajomy typ ze studiów, który — jakoś tak wyszło — chciał się spotkać i pogadać, bo się dawno nie widzieliśmy. Ja ogólnie mało piję, ale ten typ lubił ostre walenie shotów, no i co chwilę coś zamawiał z baru i się nieźle zrobiliśmy. Szczególnie ja — i to do tego stopnia, że podczas rajdu po klubach w pewnym momencie po prostu wstałem i zacząłem iść w kierunku domu na autopilocie. Następne wspomnienie to brat i bratowa, którzy wyprowadzają mnie pod ręce ze szpitala o siódmej rano. Na wypisie ze szpitala zobaczyłem później, że przekroczyłem dawkę śmiertelną...
Po południu (oczywiście ledwie kontaktowałem) zadzwoniła do mnie kumpela z pretensjami, że ją zostawiłem samą z tym typem, a on ją niby odprowadzał, zamówił taksówkę i chciał ją zabrać na chatę do siebie, wiadomo po co. W pewnym momencie wręcz próbował ją wciągnąć do środka. Ogólnie była mega wkurzona i się pokłóciliśmy.

Po jakimś czasie okazało się, że typ, z którym byliśmy (dowiedziałem się tego od barmana z ostatniego klubu), wzmacniał moje drinki wódą. Dlaczego? Żebym się szybciej upił, bo mu przeszkadzałem w zaplanowanej akcji z wykorzystaniem mojej koleżanki. 
Do tej pory ch..ja nie cierpię – prawie zgwałcił moją znajomą, a mnie prawie zabił tym dolewanym alkoholem...

#KNsLG

Pamiętam taką jedną sytuację z czasów, gdy byłam małolatą. Otóż miałam 15 lat, kiedy doznałam urazu głowy podczas meczu piłki ręcznej i wylądowałam w szpitalu na wschodzie naszego pięknego kraju. Okazało się, że nie mam wstrząsu mózgu i w zasadzie następnego dnia mogłam opuścić szpital, jednak moi rodzice znajdowali się po drugiej stronie Polski, był środek tygodnia, wiadomo, mieli pracę i nie mogli mnie odebrać od razu, więc umówiliśmy się, że przyjadą po mnie w sobotę. Mój trener razem z resztą drużyny ruszał w trasę, by grać inne mecze w różnych miastach. Więc zostałam sama, musiałam zostać w tym szpitalu jeszcze przez cztery dni.
Leżałam na sali z jakimiś dwoma chłopakami niewiele starszymi ode mnie, była też jakaś kobieta z ropniem i ktoś jeszcze, ale ci chłopcy odegrali kluczową rolę. Leżeliśmy tam i zapoznaliśmy się trochę, takie niewinne, szczeniackie flirty się tam odwalały. Codziennie rano przy obchodzie pielęgniarka pytała wszystkich: „Gazy były?”, „Stolec był?”. Chłopcy śmiali się z tego i wołali „Taaa... Wielki stolec był, psze pani”. Ja się wstydziłam mówić, że robiłam kupę, szczególnie przy tych chłopakach, i przez trzy dni z rzędu mówiłam, że nie było stolca... Czwartego dnia rano, gdy po południu już mieli mnie odbierać rodzice, dwie pielęgniarki wyprosiły wszystkich z naszej sali i powiedziały do mnie: „Dziecko, czy ty naprawdę od trzech dni nie zrobiłaś kupy?”. Trochę się przestraszyłam, ale dalej szłam w zaparte, że nie robiłam, bo już głupio mi było teraz mówić, że przez trzy dni ściemniałam. Zrobili mi lewatywę, a na koniec wepchnęli czopek.

Morał? Przyznawajcie się do własnego gówna, bo narobicie sobie jeszcze większego smrodu.

#SgAat

Po 3 latach w związku chłopak spytał mnie o moją przeszłość, do której tak bardzo nie chciałam wracać myślami, a tym bardziej o niej mówić.
Otworzyliśmy wino, chipsy, położyliśmy się na podłodze. Chciał opowieść chronologiczną, więc jako tako starałam się mówić po kolei — toksyczna atmosfera w domu od małego, m.in. uciekanie po nocach bez butów w zimę do babci razem z rodzeństwem, brak książek przez całą edukację („bo możesz wziąć od starszej siostry”), brak znajomych, próby samobójstwa, gwałt przed maturą, po której rodzice zresztą stwierdzili, że nie będą kogoś takiego trzymać w domu. Problemy z policją, pierwsze kradzieże, mieszkanie z bezdomnymi, pierwsza praca na zmywaku, mieszkanie socjalne — wyjście na prostą po 4 latach od matury. Opowiadając mu to, nie płakałam... za to on płakał, i to bardzo. Przytulił mnie, powiedział, że mnie kocha i żałuje, że tak bardzo naciskał na moją przeszłość.
Tygodnie mijały, nie rozmawialiśmy o tym, coraz częściej słyszałam: „Hej, mam dziś sporo na głowie, nie dam rady przyjść na spotkanie”. Zaczęłam podejrzewać zdradę i tym podobne rzeczy. Pewnego wieczoru wyznałam mu swoje obawy, rozmowa wyglądała tak:
Ja: Mógłbyś mi powiedzieć, gdyby w twoim życiu pojawiła się jakaś kobieta, dasz mi znać, prawda? Nie chcę ci psuć szczęścia, jeżeli ze mną jest ci źle, masz inną opcję, to idź do niej.
On: Nie ma innej kobiety i nie będzie. Czuję ogromne wyrzuty sumienia, że nie znalazłem cię wcześniej, że nie mogłem pomóc.
Zaczął płakać, zapewniał o swoim uczuciu do mnie i powtarzał w kółko „Gorzej nie będzie, może być tylko lepiej”. Nie mieszkaliśmy razem — odprowadził mnie na przystanek, pomachał i poszedł.

Nazajutrz dostałam telefon od jego mamy z płaczem, że to moja wina i przeze mnie to wszystko. Ale co? Zerwałam się z pracy, serce biło jak oszalałe, pojechałam prosto do niej. Na miejscu policja, przy okazji przesłuchali również mnie na komisariacie.
Okazało się, że tamtego wieczoru słyszał krzyki o pomoc. Dwóch dresów kopało leżącego, wdał się w bójkę, dresy uciekły. Dzwoniąc po karetkę, spytał ofiarę, o co poszło. Odpowiedział „Miałem ochotę z obcą dziewczyną, ona nie bardzo chciała, ale taką spódniczkę krótką miała...”. Chłopak, słysząc to, zaczął go tłuc... Przyjechała karetka, stwierdzono zgon. Sprawa w sądzie, wyrok: 12 lat.
Przez rok chodziłam do niego, czekałam, aż wyjdzie. Na każdym spotkaniu na do widzenia mówił: „Będzie już tylko lepiej”.
Idąc na kolejne odwiedziny, usłyszałam: „Hmm... ale on nie żyje, powiesił się w zeszłym tygodniu”. Nikt mnie nie poinformował.

Usiadłam na kafelkach, zaczęłam wyć, czułam, jak serce pęka na miliony kawałków.

Minęło ponad 10 lat, nadal pamiętam te piękne 3 lata związku, pokazał mi nowe życie... A mój obecny mąż właśnie pyta, czemu płaczę, pisząc coś na laptopie.

#jwdFQ

Sytuacja miała miejsce w listopadzie ubiegłego roku. W końcu zdecydowałem się ściąć włosy — zwlekałem z tym dość długo, boję się fryzjera. Pokazałem fryzjerce zdjęcie — chłopaka z pięknie ułożonymi włosami, podciętymi tu i tam. Kobieta przyjęła to do wiadomości i wzięła do ręki nożyczki. Przemiła, ach, świetnie mi się z nią gawędziło! Kiedy zobaczyłem efekt jej pracy, byłem nieco zaskoczony — moja fryzura była niesamowicie kobieca. Chyba zobaczyła moją minę, bo od razu zaczęła się tłumaczyć: „Trochę zmieniłam, bo wyglądałaby pani jak mężczyzna”...

Z głupkowatym uśmiechem na ustach i bólem w sercu grzecznie podziękowałem pani, położyłem na ladzie pieniądze i wyszedłem z salonu.

#Sdaly

Ktoś ukradł moją komórkę, ale był na tyle głupi, by jej używać, a mam na niej włączoną lokalizację i wiem gdzie mieszka i gdzie pracuje. Ja uczciwie i ciężko pracowałam na ten telefon, więc odwiedzę go w pracy, żeby narobić mu wstydu. Zastanawiam się tylko, co mu odwalić, żeby było jak najbardziej dotkliwie.
Dodaj anonimowe wyznanie