#S9bRs

Kiedy miałam około 5 lat, pojechałam z mamą do innego miasta do cioci. Chciałam zabłysnąć i sama kupić sobie bilet. Mama dała mi pieniądze i stała obok mnie. Grzecznie przywitałam się z kierowcą i powiedziałam: „Poproszę bilet do cioci Kasi”. Słyszący to ludzie w śmiech, a ja zupełnie nie wiedziałam, o co chodzi.

#iJbNs

Kilka lat temu byłam na Wyspach. Pracowałam normalnie, żyłam normalnie, nie oszczędzałam jakoś specjalnie, to nie był wyjazd zarobkowy, ale bardziej do życia. Jednak po dwóch latach wróciłam do kraju. Bez oszczędności, bez pracy, do rodzinnego domu. Na zasadzie „znajdę pracę i uciekam”, żeby nie siedzieć na garnuszku.

Razem z moją mamą pracował młody chłopak, no i musiałam mu się spodobać, bo zaczął rozmowę i zapytał, gdzie pracuję, gdzie mieszkam... Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że szukam pracy i mieszkam u rodziców. Bardzo szybko zrzedła mu mina, wycofał się.

Moje życie się toczyło, znalazłam pracę, mężczyznę, który bardzo mnie wspierał. Udało mi się otworzyć firmę, dostać kredyt na rozkręcenie biznesu. Było ciężko, bardzo, ale mężczyzna zawsze mnie wspierał. Z pieniędzmi było na początku ciężko również, ale firma się rozkręciła, stanęliśmy na nogi, mogliśmy sobie pozwolić na droższe restauracje, wyjazdy.

Odwiedziłam mamę w pracy i był ten sam chłopak. W sumie chyba z grzeczności zapytał, co u mnie, ja z grzeczności odpowiedziałam, że mam swoją firmę. Och, jak się rozpromienił... Nagle moja osoba stała się najbardziej interesującą na całym świecie. Wtedy też pomyślałam, że smutne, jak ludzie tak lecą na kasę, ale wpadł mi pomysł do głowy. Zaczęłam udawać, jak mi się cudownie z nim rozmawia, jaki jest interesujący, śmiałam się jak idiotka i widzę, że koleś aż się ślini. Opowiadałam mu, jak wspaniale mi się wiedzie w życiu. Kiedy już był niemal pewny, że wyjdę z nim na kawę, pochwaliłam się, jakiego mam cudownego mężczyznę, który nie pokochał mnie za to, ile mam pieniędzy, a za to, kim jestem.

Większego rozczarowania w życiu nie widziałam. Ach, ta nutka satysfakcji... :)

#IgcTM

Jestem uznawany za pechowca. Oto przykłady:

- poszedłem na wesele, miesiąc później państwo młodzi wzięli rozwód,
- miałem miejsce w pociągu w wagonie 17, to był jedyny wagon, którego nie było,
- kiedy pierwszy raz przyszedłem do pracy, zaczęło psuć się ksero, które wcześniej nie sprawiało problemu,
- jechałem pierwszy raz samochodem z kolegą, dostał mandat,
- jechałem pociągiem z Warszawy, zepsuł się,
- kiedy oglądałem film, karnisz na firanki spadł mi na głowę,
- kiedy chciałem wyprasować koszulę, wywaliło korki i spalił się przedłużacz,
- kiedy wyszedłem na balkon, to gołąb, który leciał, nagle spadł na podłogę i zdechł,
- kiedy chciałem wysuszyć ręce w łazience, to suszarka się zepsuła,
- kolega dodał mnie na snapie i właśnie wtedy zepsuł mu się telefon, w dodatku bardzo długo czekał, aż go naprawią,
- kiedy pierwszy raz byłem u babci i otworzyłem drzwi, to do mieszkania wpadł ptak i nie mógł wylecieć,
- kiedy przyprowadziłem dziewczynę do domu, to babcia powiedziała, że jestem dla niej za brzydki.

#B86RK

Mój chłopak wstał w poniedziałek na mega kacu i narzekał, że umrze w pracy. Wymyślił, że wypije piwo przed pracą. Powiedziałam mu, że jest nienormalny i że go zwolnią. Odparł, że piwo to nie alkohol i przelał sobie piwo z puszki do termosu na kawę.

Tak dobrze poszło mu na spotkaniu, że tego samego dnia dostał premię.

#5k1nY

Dwa miesiące temu urodził się nasz synek, którego karmiłam piersią, jak to robi większość mam. Początkowo mój mąż miał o tym dobre zdanie i jeszcze jak byłam w ciąży, rozmawialiśmy o tym, razem podejmując decyzję, że przez pierwsze miesiące życia mały będzie ssał mleko z piersi.


Pewnego dnia małżonek jadł w salonie śniadanie, a ja siedziałam tuż obok niego i karmiłam naszego syna. Momentalnie zauważyłam kwaśną minę męża. Niby na początku mówił, że nie smakuje mu posiłek, że źle się poczuł, ale potem odwracał wzrok w czasie, gdy mały dostawał jeść. Normalnie zbierało mu się na wymioty, widać było, że się brzydzi. Wypytywałam go, co jest nie tak, ale milczał. Od tamtej chwili starałam się karmić syna, gdy nie było męża w pobliżu, nawet zaczęłam dawać dziecku butelkę, ale mąż nadal myślał o tych sytuacjach. 
Minęło już sporo czasu i mimo że synek przyzwyczaił się do butelki, to i tak małżonek nie może zapomnieć o tych „nie za fajnych” chwilach, a co najgorsze – odsunął się ode mnie. Nie ma mowy o tym, żebyśmy uprawiali seks, ponieważ brzydzi go widok mojego biustu.

To już zaczyna być bardzo męczące i można powiedzieć, że przez to mamy siebie wzajemnie dość. Namawiam go na wizytę u psychologa, ale on reaguje złością i nie mogę go nakłonić. Cóż, mam nadzieję, że uda nam się to pokonać.

#ffQkI

Moja kuzynka jest niepełnosprawna. Dzięki rehabilitacji wstała z wózka i jest w stanie przez większość czasu poruszać się o kulach. Ma psa asystenta, który chodzi z nią wszędzie i bardzo jej pomaga. Ma on kamizelkę z napisem „Pies asystent, nie przeszkadzaj, pracuję”. Jednak nie wszyscy respektują ten napis. Podchodzą i bez pozwolenia głaszczą psa, rozpraszając go. Niektórzy mają pretensję, że kuzynka nieco ostrzej zwróci im uwagę. W sumie nie dziwię się jej. Wczoraj byłam z nią w centrum handlowym i w ciągu trzech godzin psa zaczepiły cztery osoby. Przy ostatniej nawet mi puściły nerwy. 
Czy tak trudno zrozumieć, że za każdym razem gdy pies się rozproszy, właścicielka musi tracić czas na jego uspokajanie? Tym bardziej gdy do psa podlatuje rozwrzeszczane dziecko, a jego rodzic nie reaguje, „no bo przecież to łagodny piesek i nie ugryzie”. Może i tak, ale smycz trzyma osoba poruszająca się o kulach, dla której mocniejsze szarpnięcie psa skończy się upadkiem i poważnymi obrażeniami.

#qv3hJ

Kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką (była to mniej więcej pierwsza klasa szkoły podstawowej), często chodziłam do lekarza, bo choruję na astmę. Moją uwagę zawsze przykuwały plakaty wiszące na tablicach korkowych w przychodni. Jako że byłam dość utalentowanym dzieckiem jak na ten wiek i potrafiłam dość płynnie czytać, owe plakaty niezmiernie mnie interesowały i zawsze zastanawiałam się, co oznaczają słowa na nich napisane. Jeden w szczególności przypadł mi do gustu: „Jeśli Twoje dziecko często odczuwa nudności, uważaj, bo może być to początek poważnej choroby”. 
Co mogą oznaczać te całe nudności? Siedziałam na krześle i analizowałam to słowo, zastanawiałam się, z czym je powiązać. Wreszcie do tego doszłam! To było takie oczywiste — chodziło przecież o nudę. Od tamtej pory zawsze jak się nudziłam, mówiłam mamie, że mam nudności. Praktycznie za każdym razem kończyło się to wizytą u lekarza rodzinnego. W gabinecie pytał mojej mamy, czy wymiotuję i kiedy odczuwam nudności. Mama zgodnie z prawdą odpowiadała, że nie wymiotuję, a odczuwam przykre dolegliwości praktycznie codziennie po szkole i wieczorem, a czasem nawet w czasie lekcji. Zmartwieni rodzice i lekarz wysłali mnie w końcu do szpitala na specjalistyczne badania. Tam okazało się, że mam dość poważne schorzenie układu pokarmowego — mimo tego, że w rzeczywistości nie odczuwałam żadnych dolegliwości. A jako że badania były dla mnie bardzo nieprzyjemne, tak samo jak leczenie, zdecydowałam, że już nigdy nie powiem nikomu, że mam nudności.

Pewnego dnia przyszła do nas koleżanka mojej mamy razem z córeczką, z którą bardzo lubiłam się bawić. Jakież było zdziwienie mojej rodzicielki, kiedy przez przypadek usłyszała, jak poprawiam moją towarzyszkę zabaw: „Nie mówi się, że ci się nudzi, tylko że masz nudności, pamiętaj! Myślę, że musisz o tym powiedzieć mamie, pewnie jesteś chora tak jak ja!”.

Niestety do tej pory nie wiem, czy faktycznie byłam chora, czy był to wymysł lekarzy, którzy już sami nie wiedzieli, co mi dolega ;)

#sYvl1

Od pewnego czasu zauważyłam, że najlepiej się czuję, spędzając czas sama. Rower, kino, rolki, spacery, dobra książka, a nawet kilkudniowy wyjazd. Potrafię się dobrze bawić i nie odczuwam jakiegoś braku. Kilka razy się zawiodłam na ludziach i dlatego nie szukam już towarzystwa na siłę.

#PH0P4

Niedawno zostałem tatą! Kocham moje dziecko, jest cudowne i wspaniałe. Cały świat wywróciło do góry nogami, ale i tak fajnie :) Mam cudowną żonę, kocham ją nad życie. Nigdy nie zdradziłem, nigdy nie skrzywdziłem. Wiadomo, kłócimy się, jak wszyscy. Ale dla mnie, odkąd jesteśmy małżeństwem, jest pewien problem. Seks.
Byłem jej pierwszym, ze mną przeżyła swój pierwszy raz. Przed ślubem było cudownie, dziko, namiętnie, często. Problem w tym, że mam swoje fantazje... takie, o których głupio mi było jej mówić. W sumie nic strasznego, właściwie to głupoty. Ale nigdy ich nie spróbowaliśmy. Dla mojej żony eksperymenty to temat tabu. Chciałbym, żeby po prostu ona się „wykazała”. Ja jej sprawiam przyjemność kiedy tylko mogę, lubię to, lubię kiedy jest szczęśliwa. Jak to robię, staram się eksperymentować, żeby nie było monotonii. Ona też czasami sprawiała mi przyjemność, jednak zawsze było tak samo. Robiła dokładnie to samo, monotonnie i jakby za karę... Sam seks był zawsze w porządku, ale jak była w 5. miesiącu ciąży, lekarz zabronił się kochać, mogło to zagrozić dziecku. I tutaj pojawił się problem... Od tego czasu minęło pół roku. Moja żona nie do końca pojmuje różnice między „móc, a nie chcieć” a „chcieć, a nie móc”... Ja od tego czasu chciałbym jej sprawić przyjemność, ale nie mogę, do porodu wiadomo, lekarz zabronił, po porodzie żona się jeszcze goi.
Ona może mi sprawić przyjemność, a właściwie zaspokoić potrzebę... ale nie robi tego.

Rozumiem, że może być zmęczona... ale ja pomagam, ile mogę.
Rozumiem, że dziecko ważniejsze... Ale ja też potrzebuję miłości i bliskości, pomijając już potrzebę seksualną. Od dawna się nie przytulamy, nie spędzamy razem czasu. Cały czas dziecko. O mnie zapomniała.

Chciałbym znowu spędzić z nią romantyczny wieczór, później kochać się z nią i odkrywać się ponownie... boję się, że ona już tego nie potrzebuje.

Mam tyle pokus, tyle koleżanek z pracy... po takim czasie bez seksu nie jest łatwo. Ale nie zdradzam, bo kocham. Ale ile wytrzymam? Nie czuję się szczęśliwy.
Tęsknię za moją żoną. Chciałbym, żeby o mnie pomyślała... choć przez chwilę.
Dodaj anonimowe wyznanie