Zaczęłam pracę zarobkową już na pierwszym roku studiów dziennych, wtedy też wyprowadziłam się z domu. Mama opłacała mi pokój (do końca studiów), całą resztę fundowałam sobie sama. Po studiach poszłam do pracy na cały etat, i tak mija 12 lat, odkąd pracuję – a zaczęłam w wieku ~18 lat. Od kilku lat pracuję na 1,5 etatu, w ciągu 8 lat ukończyłam dwa kolejne kierunki studiów (podyplomowych). Jestem w trakcie trzeciego. Oprócz tego uprawiam sport, uczę się grać na pianinie, hobbystycznie odświeżam mieszkanie. No i oczywiście mniej lub bardziej ogarniam życie, radzę sobie finansowo dobrze.
Dziś usłyszałam, że jestem LENIWA. Dlaczego? Otóż czasem korzystam z ChatGPT, również do kompletnych pierdół. Zapytałam czat, ile powinnam nadpłacać kredyt, żeby go szybciej spłacić. I cóż, wyszła mi konkretna kwota, o czym powiedziałam przyjaciółce. Usłyszałam, że jestem leniwa, mogłam sobie to obliczyć na kalkulatorze, że to takie proste działanie matematyczne, a w ogóle to niedługo bez czatu nie będę wiedzieć, jak się nazywam.
No dobra, ale co w tym jest śmiesznego?
Otóż przyjaciółka od 10 lat siedzi na rencie, nie pracuje, edukację skończyła na niezdanej maturze, mieszka ze starszymi już rodzicami, całe dni siedzi w swoim nastoletnim pokoiku. Nie raz i nie dwa słyszałam, że nie ma na coś czasu. Że jest zmęczona, bo musiała iść do biedronki po zakupy. Że nie ma siły, bo sprzątała mieszkanie. Że gotuje obiady. Że robi pranie. To mnie niesamowicie rozśmieszyło – że osoba, która od dekady nie robi NIC, oprócz zwyczajnego ogarniania domu, jest w stanie mi powiedzieć, że jestem leniwa, bo zapytałam czat o to, ile mam nadpłacać kredyt, żeby go spłacić szybciej.
Dzisiaj dotarło do mnie coś bolesnego… Myślałam, że miłość to bliskość, czułość i chęć, by oboje czuli się ważni. Ja chciałam się kochać, a on po prostu chciał seksu. Kiedy poprosiłam o grę wstępną, spojrzał na mnie zdziwiony, wyszedł z łóżka i zrobił kawę. Poczułam się wtedy tak, jakbym nie miała znaczenia. Chyba zaczynam rozumieć, że to, co nazywam miłością, wcale nią nie jest…
Po wielu latach walk w sądzie udało mi się wsadzić do więzienia mojego ojca za to, że mnie molestował, jak byłam dzieckiem. Dostał cztery lata odsiadki. Po dwóch latach zmarł w szpitalu więziennym na zawał i wiecie co? Jestem wściekła. Wywinął się nawet od reszty odsiadki, z której co jak co nic sobie nie robił, bo on do końca twierdził, że nic nie zrobił. Z pewnych źródeł wiem, jak wyglądał tam jego pobyt, w skrócie nie miał łatwo, i szczerze? Czułam satysfakcję. A teraz wiem, że nawet nie zapłacił za to, co zrobił.
Pracuję w restauracji, zmywak/pomoc kuchenna. Nasza ekipa nie jest zbyt liczna, toteż na jakieś dni specjalne typu walentynki szefowa pracuje z nami. Był właśnie taki dzień i szefowa robiła na kelnerce, było niesamowicie dużo ludzi, a co za tym idzie niesamowicie dużo naczyń z resztkami jedzenia. Ledwo się wyrabiam i widzę, że szefowa niesie ledwo tknięte danie i kładzie je na zmywak. Aż szkoda mi było to wyrzucać, no ale skoro trzeba, to praktycznie zaraz jak przyszło, tak poleciało do śmieci.
Po pięciu minutach przychodzi szefowa i pyta się, gdzie to jedzenie jest. Okazało się, że klienci chcieli to mieć spakowane na wynos... Szefowa, zamiast przeprosić ich, że tak to wyszło i zaproponować nowe danie bądź zwrot kosztów, wygrzebała jedzenie ze śmietnika i im je spakowała...
Już chyba nigdy nie zjem w żadnej restauracji.
W czwartej klasie podstawówki chodziłam do klasy z pewną dziewczyną, Anią. Była drobna i chorowita, często nie było jej w szkole z powodów wizyt w szpitalu. Powodowało to u niej zaległości w zeszytach, więc często przychodziłam do jej domu tłumaczyć zaległe tematy i pożyczać notatki. Siłą rzeczy poznałam jej całą rodzinę.
Ojciec Ani był miłym, zabawnym człowiekiem, zawsze starał się pomóc mi w nauczaniu jego córki. Niestety, w młodości padł ofiarą tragicznego wypadku i teraz jeździł na wózku inwalidzkim.
Nigdy nie byłam taktownym dzieckiem (i mimo tego, że jestem już pełnoletnia, wciąż momentami brakuje mi ogłady). Pewnego dnia z wdzięczności za pomoc chciałam powiedzieć mu coś miłego. Co takiego walnęłam?
„Ma pan bardzo fajny wózek, też chciałabym na takim jeździć”.
Będzie krótko.
Kilka lat temu lunatykowałam, czasem budziłam się w innej piżamie, czasem budziłam się w salonie z pilotem w ręce. Jednak pewnej nocy przebiłam samą siebie.
Obudziłam się z całą ręką w smole i podbitym okiem.
Ta noc dalej jest dla mnie tajemnicą.
Często na pewnych stronkach kobiety oferują swoją noszoną bieliznę, za pokaźne sumki. Noszą coś np. jeden dzień i odsyłają do klienta. Ja też na tym zarabiam, z tym że jestem facetem koło czterdziestki, noszę bieliznę i odsyłam klientom. Mam nawet stałych... A myślą, że to od jakiejś fajnej laski :)
Zostałam poproszona przez pewną parę o bycie dawcą komórek jajowych. Kiedy im odmówiłam, powiedzieli, że jestem okrutna i nie mam serca.
Tą parę jest mój były i laska, z którą zdradzał mnie przez dwa lata.
Sytuacja miała miejsce 11 lat temu, początki internetu ogólnie. Jak byłam w 1 gimnazjum, byłam ciekawa co jest w filmach dla dorosłych. Weszłam na stronę X, coś obejrzałam i potraktowałam jako WDŻ.
Nie rozumiałam wtedy, dlaczego ludzie to nagrywają. Kilka dni później przeczytałam na jakimś forum, że owa strona jest płatna i przyjdzie rachunek w czerwonej kopercie na adres domowy. Nie muszę chyba dodawać, że przez najbliższe 2 tygodnie, jak widziałam listonosza to biegłam, żeby rodzice nie odebrali jako pierwsi "mistycznego czerwonego listu".
Jak się skończyło? Nie wytrzymałam ze strachu i wstydu. Więc w środku nocy obudziłam mamę i przyznałam się, że oglądałam filmy dla dorosłych i boję się że przyjdzie rachunek wysoki a Oni chcieli przecież nowe auto kupić. Jestem w tym momencie na 5 roku studiów, ale tej miny matki, nie zapomnę do końca życia... Chyba nie muszę dodawać, że to była tylko ściema i trolling na forum. A wspomniany list nigdy nie dotarł.
W weekend przeszłam straszliwe przeziębienie, konsekwencją czego był świszczący oddech i ból w klatce piersiowej przy oddychaniu, które ujawniły się parę dni później.
Mama była całą sytuacją bardziej wystraszona niż ja i zabrała mnie wieczorem do polikliniki, żeby osłuchał mnie lekarz. Byłam w tym miejscu kiedyś w nagłych przypadkach, takich jak grypa żołądkowa, która musiała mnie dopaść o 4 nad ranem w związku z czym wiedziałam, że lekarze, którzy tam pracują, dyplom kupili najprawdopodobniej na allegro.
Po wejściu do gabinetu zobaczyłam wielką, grubą lekarkę siedzącą za biurkiem. Zaczęłam jej opowiadać, że prawdopodobnie przeziębiłam się w pracy, klimatyzacja i te sprawy, opowiedziałam o mojej chorobie w weekend, powiedziałam wszystko co wydało mi się istotne.
W odpowiedzi usłyszałam jedynie „rozbierz się”. Stanęłam przed nią w samej bieliźnie. I wtedy się zaczęło "Boże... ty wiesz jaki ty masz skrzywiony kręgosłup, te nastolatki to w tych czasach tylko przy komputerze siedzą, zamiast ćwiczyć, wiedziałaś, że masz taki brzydki kręgosłup?". Zaczęło mnie to pomału irytować, bo nie przyszłam do niej z bólem pleców, tylko po jakiś inhalator, syrop czy coś co sprawi, że lepiej będzie mi się oddychać.
Gdy jej o tym powiedziałam, że zdaję sobie z tego sprawę, ćwiczę w domu swój kręgosłup, ale proszę, żeby skupiła się na moich płucach, a nie plecach, to te słowa podziałały na nią jak płachta na byka, zwyczajnie zaczęła mnie obrażać. Gdy po raz 10 usłyszałam, że mam brzydkie plecy, coś we mnie pękło, powiedziałam „A pani ma nadwagę”. W gabinecie nastała cisza. Zza drzwi usłyszałam jedynie śmiech mojej mamy, który pięknie starała się powstrzymywać.
Dostałam skierowanie na... zastrzyk :)
Dodaj anonimowe wyznanie