#c86Y8

Kilka dni temu mocno się śpieszyłem z dziewczyną do mieszkania, dlatego gdy jechał nasz tramwaj bez namysłu wskoczyliśmy i postanowiliśmy jechać na gafę. Przeważnie mamy bilety, lecz nie byłem sprawdzany od ponad roku, dlatego uznałem że tym razem na pewno też się przejechać.

Gdy byliśmy już na piątym, przedostatnim przystanku zaraz gdy maszynista ruszył, pan podchodzi do nas i prosi o bilety. Miał około 30 lat, był rudy, lecz wyglądał w miarę przyjaźnie. Moja dziewczyna postanowiła to wykorzystać i od razu się tłumaczyć. Zawsze była w tym dobra, ponieważ już nie raz nas tłumaczyła przed policją czy strażą miejską i często udawało nam zakończyć sprawę na upomnieniu. Miałem nadzieję, że będzie tak i tym razem, ponieważ z kasą u mnie krucho. Była gadka szmatka, że jesteśmy studentami, nie pracujemy, że to jeden przystanek, a codziennie jezdzimy na miesięcznych.

Miły pan najwyraźniej uwierzył, ponieważ powiedział, że tym razem jest w stanie nam odpuścić. No i tu zaczyna się moja rola, gdzie wszystko spaprałem. Mam bardzo dziwne poczucie humoru, które mało kto rozumie. Gdy moja dziewczyna dziękowała, ja do niej powiedziałem na ucho, że jeżeli nam odpuści to chyba polubię rudych. Niestety na tyle głośno, że usłyszało to kilka osób wokół nas, w tym kanar.

Sytuacja się od razu zmieniła, kanarowi uśmiech od razu znikł z twarzy, a dziewczyna spojrzała na mnie z miną pełną grozy. Oboje wiedzieliśmy, że rudy pan już nam nie odpuści i nie było sensu się już nawet tłumaczyć. Oboje dostaliśmy mandat, do tego dziewczyna na mnie jest obrażona.

#kXzoy

Miałam może 5 lat, zasłyszałam gdzieś słowo "dzi*ka". Nie rozumiejąc znaczenia tego słowa, sama sobie dopowiedziałam, że to jest określenie dziwnej osoby.

Pewnego dnia pomagałam mamie i babci w lepieniu pierogów, rozmawiałyśmy o różnych rzeczach, i pamiętam, że mama wraz z babcią miały takie samo zdanie na jakiś temat, a ja kompletnie z nim się nie zgadzałam. Chciałam powiedzieć, że obie są dziwne, i wypaliłam "ale wy jesteście dzi*ki".

Ich miny były bezcenne.

#d8ZNh

Dwa lata temu zdawałam maturę (z powodzeniem). Gdy nadszedł czas matury ustnej z języka angielskiego byłam bardzo zestresowana. Weszłam do środka, usiadłam przed komisją i się zaczęło. Pytania okazały się być bardzo proste. Bez problemu odpowiadałam na nie, z zadowoleniem na twarzy. 

W pewnym momencie egzaminator zapytał mnie, jakie czynności wykonuję rano zaraz po wstaniu z łóżka. Bez namysłu zaczęłam opowiadać, że jem śniadanie, ubieram się, idę do łazienki - tam biorę prysznic. W tym momencie pragnęłam coś jeszcze wymyślić, aby dobrze wypaść i chciałam powiedzieć, że myję zęby. Niestety pomyliłam słowa i powiedziałam, że myję CYCKI.  Zamiast powiedzieć "I wash my teeth" powiedziałam "I wash my tits". Egzaminatora opanował śmiech, a ja zdezorientowana na początku nie wiedziałam nawet o co chodziło.

#4ESEm

Moja babcia to typowy przykład hipochondryka, co wyczyta, zaraz na to choruje. Martwimy się, że kiedyś będzie gorzej, bo babcia już w wielu przypadkach nie słucha nas tylko nawija, co dzisiaj ją boli. Rozmowa z nią jest trudna.

Od jakiegoś czasu spotyka się z jedną starszą panią i zauważyliśmy, że chyba się lubią. Kobieta ta jest radosna, ciągle żartuje. Ale niestety tak jak nasza babcia, rzadko kogoś słucha. Zawsze zastanawialiśmy się jak i o czym rozmawiają, przecież jedna mówi pewnie przez drugą. 

Siostra mojej babci od lat przywozi jej pyszny majonez, który wyciska się z tubki. Babcia go uwielbia i zawsze daje go na kanapki. Pewnego dnia moja babcia i jej radosna koleżanka, spotkały się na herbatce. Babcia zrobiła kanapki, oczywiście z majonezem. Powiedziała koleżance, że ma taki pyszny majonez i da jej tubkę do domu na spróbowanie. Obie rozmawiały przez siebie i mało co rozumiały. 

Następnego dnia, moja babcia poszła po zakupy do sklepu, gdzie przypadkiem spotkała swoją koleżankę. Zaczęły sobie dyskutować, oczywiście o chorobach, co jest ich ulubionym tematem. Teraz wiem, że gdy babcia dawała jej majonez, również musiały mówić o chorobach. Koleżanka chwyciła babcię za rękę i powiedziała głośno:
- Co jak co, ale ta maść od ciebie tak mnie rozgrzała, że w ogóle mnie dzisiaj plecy nie bolą. 

Dzięki tej historii, wiem już dobrze, co to efekt placebo.

#CD41T

Do kościoła zazwyczaj chodzę na nogach i też było tak w tamtą niedzielę. Jednak buty mnie obgryzły i postanowiłam, że znajdę samochód rodziców i wrócę do domu z nimi. Znalazłam auto i czekam. 

Mija 10 minut i dalej nic. No to wygodnie się oparłam o auto plecami i nogą. W pewnym momencie podszedł do mnie jakiś facet i patrzył się na mnie zmieszany. W końcu zapytał czy ma mnie podwieźć. Okazało się, że rodzice już dawno pojechali, a ja prawie leżałam na samochodzie obcego faceta.

#9Qcus

Wracałam akurat wtedy do domu samochodem. Byłam spragniona, było bardzo gorąco. Zajechałam do marketu po jakieś małe zakupy i sok jabłkowy (tylko taki piję). Stwierdziłam, że będę go pić podczas jazdy. Rzuciłam sok na przednie siedzenie i ruszyłam. 

Zatrzymałam się na czerwonym świetle i postanowiłam się napić. Patrzę a tu połowa soku wyciekła mi na siedzenie. Dziurka w kartonie była. Dobra, trzeba było szybko działać. Przypomniało mi się, że w schowku miałam butelkę po piwie, którą powinnam już dawno była wyrzucić. Przelałam sok do butelki. Zielone światło, o cholera! Zniecierpliwiona czekałam aż cały sok się przeleje. Kierowcy poirytowani, zaczęli trąbić. Ok, sytuacja opanowana. Zmieszana, ale dumna ze swojego pomysłu ruszyłam. 

W trakcie jazdy w końcu mogłam się napić. Wtedy do mnie dotarło jak może to wyglądać. Niestety, za późno. Po lewej stronie jezdni POLICJA, aż zamarłam. Pan władza kazał mi zjechać na najbliższą zatoczkę. Tłumaczyłam sytuację, ale uznał, że z niego drwię. Dmuchnęłam w balonik, 0.00. Pan władza zdziwiony wynikiem, jego mina bezcenna.

#f1cI0

W lodówce znów było tylko światło więc poszedłem dziś do osiedlowego sklepu kupić coś do jedzenia. Stałem przy wędlinach i patrzyłem co tam na promocji, gdy nagle sprzedawczyni mówi do mnie "No śmiało, nie wstydź się". Odpowiedziałem głośnym i zdecydowanym tonem (żeby nie było wątpliwości), że się nie wstydzę, tylko analizuję ofertę. 

Okazało się, że mówiła do małej dziewczynki stojącej koło mnie... Wtedy faktycznie się zawstydziłem.

#AuB6u

Pewnego dnia poszłam na przystanek i czekałam na autobus, który miał mnie zawieźć do szkoły. Pojawiłam się tam kilka minut wcześniej, coby majestatyczna maszyna nie odjechała beze mnie. Okazało się, że na przystanku nie było żywej duszy, oprócz mnie.

Nagle podjeżdża czarny samochód, a w nim siedzi mężczyzna. Uśmiecha się, gapi się na mnie i dostrzegłam, że rozwija taśmę, patrząc mi w oczy. Wszystko się we mnie trzęsło, pomyślałam że to ostatnie chwile mojego życia - albo wywiezie mnie do jakiegoś domu publicznego albo zgwałci i zabije. 

Gość otwiera drzwi od samochodu, robi krok w moją stronę, ja zaczynam panikować i już przymierzam się do biegu. Okazało się, że rozwieszał plakaty promujące mecz...
Dodaj anonimowe wyznanie