#HxMXK

Pewnej nocy mojej mamie przyśniła się jej babcia. W tymże śnie babcia bardzo narzekała, że nie podobają jej się kwiaty które ma w wazonie - a mianowicie maki. Gdy następnym razem poszłyśmy na cmentarz odwiedzić babcię ku naszemu zdziwieniu zobaczyłyśmy, że na grobie wyrosły dość wysokie... maki.

#kYjwN

Te święta wielkanocne spędziłem razem z moją narzeczoną u jej rodziców. Rano w poniedziałek rano gdy się obudziłem, to jej nie było już w łóżku. W samych bokserkach wstałem i właśnie miałem się ubierać, gdy ona weszła do pokoju trzymając w ręku kubek z wodą i śmiejąc się złowieszczo. Oczywiście zaraz skumałem, że jest lany poniedziałek.

Nie mogłem tak dać się łatwo dać zlać, jak jakaś ofiara losu. Chwyciłem szybko kota, który zaspany siedział na łóżku i triumfalnie obwieściłem “Nawet nie próbuj! Mam zakładnika!”. Koty nie cierpią wody, więc nie miałem wątpliwości że Ania nie odważy się zaryzykować zrobieniem przykrości ukochanemu kociakowi.

Niestety widać nie znałem jeszcze wystarczająco dobrze mojej narzeczonej i nie wiedziałem jaka jest bezwzględna w kwestii wielkanocnych tradycji. Oblała mnie i mojego zakładnika. Byłem bez koszulki, a kot momentalnie zamienił się w zabójczą kulę pazurów. Do krwi podrapał mi ramiona i klatkę piersiową.

Nawet nie mogłem mieć pretensji, w końcu z porywaczami się nie negocjuje ;)

#WV0Dq

Jak byłam w przedszkolu, z okazji 5 urodzin, rodzice zaplanowali dla mnie przyjęcie urodzinowe u nas w domu. Mama wypisała eleganckie zaproszenia, które rozdałam wszystkim koleżankom i nawet dwóm kolegom.

Gdy przyszedł ten wielki dzień z niecierpliwością stałam w oknie i wypatrywałam gości. Baloniki nadmuchane, lalki uczesane, przekąski naszykowane, tort w lodówce - wszystko super. Niestety początkowy entuzjazm zamieniał się w coraz większe rozczarowanie, gdy mijały kolejne minuty i nikt nie przychodził. Rodzice robili co mogli aby mnie pocieszyć, ale trudno pocieszyć dziecko które właśnie dowiedziało się, że nikt go nie lubi. To były najsmutniejsze urodziny w moim życiu.

Następnego dnia w przedszkolu okazało się, że mama pomyliła się i wpisała na zaproszeniach złą datę. Wszyscy przyszli dzień wcześniej, w sobotę. Akurat wtedy nas nie było w domu, bo byliśmy u mojej babci.

#WFl5P

Jakiś czas temu stoję w kolejce do kasy w wielkim hipermarkecie. Za mną kilkuletni chłopiec z ojcem, de facto całkiem przystojny tatuś. Nagle maluch zaczyna piszczeć że chce Mambę. Ojciec nie reaguje, ale mały nie odpuszcza. Wyje coraz głośniej "CHCĘ MAMBĘ!". Ojciec lekko zdezorientowany próbuje uspokoić syna, ja już znudzona przewracam oczami, a wtedy mały cały głos: "Jak mi nie kupisz Mamby to powiem mamie, że sikasz do umywalki!". Myślałam że padnę ze śmiechu, a tatuś z prędkością światła uciekł w regały.

#t68vE

Miało to miejsce około tygodnia temu. Zgłosiłam się na operację artroskopową stawu skokowego. Dzień przed koleżanka powiedziała mi, że będę mieć lewatywę... Po tej nowinie to jak na złość dostałam zatwardzenia. Zgłaszając się do szpitala czekałam na ten moment jak na egzekucję.

Miałam pokój z babką, która miała pierwszą lewatywę. Robiła jej to pielęgniarką, a jakaś stażystka się uczyła. Po godzinie padło na mnie. Okazało się, że przyszła sama stażystka... Zaczęła wykonywać swoją pracę, a robiła to pierwszy raz, i... wsadziła nie tam gdzie trzeba... Trysnęła wodą i mówię delikatnie, że to nie tam. Ta dalej ładuje, w końcu nie wytrzymałam i wrzasnęłam "KUR*A W DUPĘ WSADŹ"... Blondyneczka zrobiła się czerwona jak burak, ale dokończyła pracę i szybko wyszła.

#hnYRu

To były wakacje, te po maturach czyli najdłuższe ze wszystkich dotychczas. Bardzo kochaliśmy się ze swoim chłopakiem i chcieliśmy dać upust naszej miłości, ale pech chciał że nie było gdzie. 

Mam bardzo surowych rodziców, więc mimo skończonej 18-stki nie było mowy o jakimś wakacyjnym wyjeździe z chłopakiem lub nocowaniu u któregokolwiek. Dlatego gdy tylko on miał wolną chatę wkręcałam rodzicom, że jedziemy na miasto, a tak na prawdę jechaliśmy na "szybki numerek ". 

Pech chciał że jego zachorowała i musiała siedzieć w domu. Hormony buzowały, krew się w żyłach (i nie tylko) się gotowała, a tu taki pech. Więc mój pomysłowy luby postanowił pożyczyć od kumpla dostawczaka. Wpakowaliśmy do niego koce, poduszki i pojechaliśmy do znajdującego się niedaleko mojego domu lasu. 

Akurat był to okres corocznej wycinki, więc wszędzie leżały belki i gałęzie, a gdzieniegdzie pracowali drwale, gdyż był to środek dnia. Zaparkowaliśmy więc na jakimś odludziu, na środku ścieżki, najdalej gdzie dało dojechać się autem, i zaczęliśmy działać. 

Nie minęło pół godziny gdy słyszymy coś jakby dźwięk silnika. Auto na takim zadu**u?! Ktoś wysiada, idzie w naszym kierunku! Fuck, my kompletnie goli, słychać pukanie: "Hallllo, jest tam kto? Policja!". Mój facet na to "Tak, tak już otwieram ", ja do niego "Poj***ło cie?! Przecież nie mamy na sobie ubrań!". W tym czasie bardzo niecierpliwy policjant nawalał w tylne drzwi domagając się ich otworzenia. 

Chłopak zarzucił na mnie koc, wskoczył w spodnie i delikatnie uchylając drzwi mówi do policjantów: "Witam panów, przepraszam ale ja tu jestem z dziewczyną". Nie uwierzyli i kazali otworzyć szeroko tył. Słońce wpadło do wozu oświetlając mnie, skuloną, z twarzą ukrytą za kolanami. Nie widziałam miny policjanta ale podobno spalił buraka.

Okazało się że ktoś pracujący przy wycince zgłosił, że do lasu wjechał ktoś busem na pewno by kraść drewno. Policja potraktowała zgłoszenie bardzo poważnie, bo wtenczas ginęło tam mnóstwo drzewa. Gdy mój facet wrócił do auta słyszeliśmy zza zamkniętych drzwi śmiech policjantów. Co za siara...

#jKWrG

Byłam w klasie maturalnej. Miałam wtedy chłopaka 18 lat od siebie starszego. Moi rodzice go akceptowali, a ja dobrze się z nim dogadywałam, więc na co dzień nie odczuwałam różnicy wieku. Oczywiście postanowiłam pójść z nim na studniówkę. 

Wchodzimy do budynku gdzie odbywać miał się bal, zostawiamy kurtki w szatni. Był dość spory tłum. Dzieciaki, rodzice, obsługa, nauczyciele. Rozglądam się szukając kogoś z klasy, gdy nagle mojego faceta zaczepia mój nauczyciel od fizyki mówiąc "Zapraszam pana, stoliki dla rodziców znajdują się z drugiej strony sali". 

Mój facet momentalnie poczerwieniał i zaczął coś dukać, błagalnym spojrzeniem szukając u mnie pomocy. Nauczyciel odwrócił się w moją stronę, szybka wymiana spojrzeń, raz jeszcze spojrzał na mojego faceta po czym odwrócił się na pięcie i bez słowa odszedł. Wtedy po raz pierwszy do mnie dotarło jak bardzo widać tę 18 letnią różnicę wieku między nami.

#zhlXK

Od niedawna pracuję w niewielkiej firmie na pomorzu. Mój szef to konkretny i zdecydowany facet. Należy raczej do tych małomównych, odzywa się wtedy, kiedy musi i rzadko się w ogóle uśmiecha. Czasami się go nawet boję.

Kilka dni temu zauważyłem, że nasz płot od strony ulicy dość brzydko wygląda i pomyślałem, żeby go odmalować. Ten pomysł mógł dobrze wpłynąć na mój wizerunek u szefa. Zaproponowałem to szefowi i stwierdził, że to dobry pomysł. Ucieszyłem się, że zapunktuję. Malując usłyszałem jak ktoś mnie woła z drugiej strony ulicy. Odwracam się i widzę zgrabną kobietę stojącą z torbami na przystanku, która zawzięcie i z uśmiechem do mnie macha. Bez zastanowienia odwzajemniłem uśmiech i pomachałem.

Okazało się, że machała do swojego męża, który szedł jej pomóc zanieść zakupy do domu. Wstyd jakich mało. Spaliłem buraka i od razu się odwróciłem dalej malować płot.

To wszystko zobaczył mój szef. Pierwszy raz zobaczyłem jak się śmieje.

#Hlso1

Jakiś czas temu siedziałem sobie w pokoju na kompie i przeglądałem facebooka. Siedziałem i po pewnym czasie poczułem, że mnie swędzi i muszę podrapać się po jajkach. Szybko zacząłem się drapać, a że byłem sam w pokoju, to nie było żadnego problemu - jedną ręką się drapałem a drugą przeglądałem facebooka. Pech chciał, że wtedy właśnie weszła do pokoju mama, i to akurat jak na ekranie było zdjęcie mojej 8letniej kuzynki...

#UYhmE

Jak mój brat był mały zawsze chciał być księdzem, stawał przed ołtarzem w kościele i naśladował ruchy księdza w czasie mszy. Pewnego razu w święta po mszy ksiądz zawołał go do siebie. Jak się okazało brat dostał od niego czekoladowe jajeczka, w tamtych czasach rarytas jakich mało. 

Na drugi dzień moja rodzina też była na mszy. Kiedy nastąpił moment skupienia w kościele mój brat postanowił głośno spytać mamy: "MAMA! A CZY KSIĄDZ MA JESZCZE JAJKA?". Tylko ksiądz wiedział o co chodzi i się nie śmiał.
Dodaj anonimowe wyznanie