#KSX2U

Zaczęłam mówić raczej późno. Jednak moja mama nie naciskała, nie ciągała mnie po psychologach, zaakceptowała stan rzeczy. Za to skupiła się na nauczeniu mnie czytania. Gdy miałam kilka miesięcy, chodziła ze mną - małym brzdącem - na rękach i głośno odczytywała mi treści billboardów, na które akurat patrzyłam, czytałyśmy razem książki itd.

Kiedy miałam półtora roku, wyrobił mi się nawyk oglądania wszystkich literek i cyferek jakie widziałam w gazetach. Jako dwuletnie dziecko zaczęłam rozróżniać literki i dukać słowa w myślach (oczywiście nie pamiętam tych wydarzeń, ale z najwcześniejszych wspomnień wnioskuję, że z dziewiędziesięciopięcioprocentową pewnością wyżej wymienione procesy zaszły właśnie wtedy).

Będąc dzieckiem trzyletnim, potrafiłam już płynnie czytać w myślach i wymawiać na głos poszczególne litery. W końcu nauczyłam się czytać płynnie także na głos i wtedy dokonałam coming-outu. Miałam wtedy prawie cztery lata.

Kiedy poszłam do zerówki, od dłuższego czasu już normalnie czytałam książki i gazety. Wtedy też, podczas skakania po regałach z mnóstwem książek mamy, znalazłam "Świat Zofii". Jako że noszę to samo imię, książka wzbudziła moje ogromne zainteresowanie i przeczytałam ją. Rok później tym samym sposobem odkryłam "Harry'ego Pottera" i do końca trzeciej klasy pochłonęłam wszystkie tomy oprócz siódmego (bo nie miałam jeszcze własnego egzemplarza, a bibliotekarka stwierdziła, że moje nerwy nie są na to gotowe).

To definitywnie rozbudziło moje zamiłowanie do książek i ciekawość świata, co z kolei sprawiło, że zawsze miałam i nadal mam wielki zapał do zdobywania nowej wiedzy i przełożyło na szereg korzyści. Przykładowo, nigdy nie musiałam uczyć się ortografii, interpunkcji i tak dalej, jak również mogę porozmawiać z dużo starszym człowiekiem bez poczucia, że nie rozumiem połowy terminów, których używa. No i jeszcze ludzie w internecie bardzo zawyżają mój wiek - lecz akurat to działa na moją korzyść ;)

I tu chciałam zawrzeć przesłanie, którego celem było napisanie tego z pozoru być może pysznego wyznania i które zwraca uwagę na jakże istotny początek tej historii: Rodzice! Kiedy wasze dziecko jest małe w was tkwi wielka odpowiedzialność. Możecie rozwinąć jego potencjał i dać mu prezent na całe życie, lub kompletnie zaniechać tego, a wtedy prawdopodobnie żeby osiągnąć ten sam rezultat co inni, będzie musiało włożyć w to znacznie więcej pracy. Więc proszę was w jego imieniu: zróbcie, co tylko możecie, aby zapewnić mu dobry start. To może być mówienie do niego po angielsku gdy jest niemowlęciem, zapisanie do szkoły muzycznej - cokolwiek (oczywiście nic, czemu wyraźnie by się sprzeciwiał). Uwierzcie mi, będzie wam za to wdzięczne. Nawet jeśli nie od razu, to kiedyś na pewno.

#pY7ZW

Jak każdy mieszkaniec świętego miasta także mój tata musi się liczyć z dużą ilością radosnych (i głośnych) pielgrzymek na Jasną Górę. Jakoś to znosi, a nikomu innemu w naszym domu to nie przeszkadza. Jednak kiedyś nie wytrzymał. 

Śpimy sobie, godzina jakoś przed 6. I nagle słyszymy głośny śpiew: "Jezu! Jezu! Jeeeeeeeezu!". Pech chciał, że mój tata był strasznie zmęczony i chciał się wyspać. Słyszę, że miotając różne inwektywy, rozbija się w schowku, w którym znajduje się dosłownie wszystko, łącznie ze Świętym Graalem i Atlantydą. Zbiegam na dół, żeby zobaczyć, co się dzieje. Trafiłem na punkt kulminacyjny przedstawienia. Tata z megafonem w ręku wychylił się przez okno i krzyknął:"JEZU! JEZU! JEEEEEEEZU! CISZEJ Z TYM JAZGOTEM!!!".

W życiu nie widziałem pielgrzymki, która poruszałaby się tak cicho i szybko.

#DCg5h

Sytuacja miała miejsce w wakacje. Dorabiałam sobie na kasie w jednym z hipermarketów. W pewnym momencie podeszła do mnie starsza pani z balkonikiem -chodzikiem. Zapytała, czy może zostawić u mnie swoje, jeszcze nie skasowane zakupy i zapłacić za nie później, gdy wróci z toalety. Bez namysłu zgodziłam się. Minęło jakieś 20 minut, a pani nie wróciła po swoje zakupy. Pomyślałam sobie "pewnie zrezygnowała", jak to mieli w zwyczaju robić niektórzy klienci. 

Po chwili jednak coś mnie tknęło, poinformowałam kierowniczkę, że muszę wyjść do toalety. W łazience zastałam ową panią siedzącą na swoim chodziku. Okazało się, że źle się poczuła i nie była w stanie ruszyć się z miejsca. Staruszka dziękowała mi po stokroć, do momentu aż zabrało ją pogotowie.

#P4QWc

Jako mała dziewczynka miałam zajęcia w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Na jednej z takich lekcji pani poleciła mi narysować swoją rodzinę. Więc standardowo: tatuś, mamusia, ja, siostra i brat. Ten ostatni jednak leżał obok reszty. Pani zdziwiona, rozmawia z rodzicami, że to może jakaś chęć odrzucenia najmłodszego.

Gdy w końcu spytali mnie, dlaczego on tak leży, to ja na to: "No bo on jeszcze nie umie chodzić".

#YbhtC

Kiedy miałem 8 lat bawiłem się w bitwę na poduszki z moim 11 letnim wtedy bratem, rodzice byli w pracy a nami opiekowała się babcia. Było po dobranocce i mieliśmy iść spać, a babcia kończyła oglądać jakiś film w pokoju obok. Jako zbuntowane dzieciaki kontynuowaliśmy dalej bitwę na dość dużym łóżku rodziców do czasu przyjścia babci.

Po chwili brat wymyślił, żebyśmy stanęli po przeciwnych stronach łóżka i na znak zaczęli biec do siebie, a na środku mieliśmy się zderzyć poduszkami. Ustawiliśmy się i na znak poszarżowaliśmy każdy przed siebie. Nie myśląc zacząłem biec w stronę brata, lecz nie spotkaliśmy się na środku - brat tylko czekał aż będę blisko i szybko odbił w bok, a ja nie zdążyłem wyhamować i z całym impetem uderzyłem głową w kaloryfer, aż huknęło w całym domu. 

Lekko zdezorientowany tym co się właśnie stało sięgnąłem po pierwszą rzecz jaką miałem pod ręką, a był to lakier do paznokci mojej mamy stojący na komodzie. Cisnąłem nim ze wszystkich sił w mojego brata. Lakier zatrzymał się na jego czole, a ja dopiero wtedy poczułem silny ból w okolicy czubka głowy. Po dotknięciu bolącego miejsca zobaczyłem, że obie dłonie mam we krwi. Brat też nie wyszedł z tego cało bo krzyczał na cały dom jak opętany. W tym momencie do pokoju weszła babcia i stanęła jak wryta, blada na twarzy. A ja zemdlałem.

Obudziłem się w szpitalu obok mojego brata, a rodzice stali już obok naszych szpitalnych łóżek. Z tego co się od nich dowiedziałem to babcia po wezwaniu pogotowia dostała wylewu i trafiła do innego szpitala prosto na operację. Ja ze zszytą raną na głowie, brat z wielkim guzem na czole zostaliśmy dość szybko wypisani ze szpitala i od razu pojechaliśmy do babci. 

Bardzo ucieszyłem się na jej widok, jak nigdy dotąd, bo od zawsze za nią nie przepadałem. Babcia leżała na łóżku i ucieszona ze łzami w oczach cieszyła się, że nic nam nie jest. Powiedziała nam że od jakiegoś czasu miała problemy z nadciśnieniem ale zbytnio się tym nie przejmowała. Winą obarczyła siebie, że nie zwracała na nas uwagi przez chwilę.

Po paru tygodniach babcia wyszła ze szpitala, ale do dziś chodzi o kulach i niekiedy trzeba jej pomagać w codziennych czynnościach. Teraz gdy jestem już dorosły babcia przypomina nam tą historię jak to zostawiła nas na 15 minut samych w pokoju.

#ZpIGw

Ostatnio czytałam tu, że niektórzy bardzo się dziwili jak można wyjść z psem na spacer bez psa, kogoś dziwiło, że jakiś pan chodził godzinę na spacerze i dopiero w domu się skapnął, że nie wziął psa. 

Otóż mi się przydarzyło coś podobnego. Miałam jechać ponad 3 godziny autobusem do innego miasta, żeby umówić się na obejrzenie mieszkania i wpłacenie zaliczki, gdyż niedługo będę studiować i się tam wprowadzę. Nie znam miasta, więc umówiłam się z koleżanką, że mnie oprowadzi. Skończyło się na tym, że kilka godzin chodziłyśmy po galerii i po mieście. Pieniądze z zaliczki wydałam, wróciłam z pełnymi torbami zakupów, a w autobusie przypomniało mi się, że przecież przyjechałam tu w innym celu niż zakupy...

#NHp1O

Pamiętam jak dziś - to była końcówka pierwszego roku studiów. Wraz z dwiema koleżankami szłyśmy na godziny konsultacji po wpis do prowadzącego, bo tylko naszej trójce udało się w pierwszym terminie zaliczyć Matematykę II. Jedna z nas dostała 5, w co sam wykładowca nie mógł uwierzyć. Oddając jej indeks rzucił tekst: "Idź i rozmnażaj się!".

#6DhcA

W dzieciństwie całe wakacje spędzałam u dziadków na wsi. Jak to w dzieciństwie zabawy od samego rana, aż do nocy. W któryś dzień z kuzynem wpadliśmy na "genialny" pomysł - zrobiliśmy mini proce i strzelaliśmy kamieniami do kur. Jedna niestety dostała śmiertelny pocisk. Wystraszeni próbowaliśmy ją ożywić i tak oto pierwszy raz w życiu robiłam "usta usta" z kurą.

#BXHqh

Moja prababcia, dopóki zdrowie jej dopisywało, była bardzo rozrywkową kobietą. Nawet po śmierci, najwyraźniej jej duch potrafił się dobrze zabawić. Gdy szliśmy za karawaną, z głośników zamiast lecieć marsz pogrzebowy, nagle poszło "Prawy do lewego", aż kierowca znalazł odpowiedni przycisk, by to wyłączyć.

#JriTH

Moja mama pojechała do pracy na nockę. To miał być mój wieczór. Z koleżanką kupiłyśmy jedzenie i picie, zaklepałyśmy laptopa, podłączyłyśmy go do telewizora i zaczęłyśmy oglądać serial. Po 2 odcinkach moja kocica zaczęła się dobijać do drzwi. Zdenerwowana wstałam i ją wpuściłam. Pewnie głodna jest jak zawsze, grubas jeden. Ale kot nie podchodzi do miski, tylko kładzie się na podłodze i jeb... zaczyna rodzić.

Wyobraźcie sobie minę mojej koleżanki, która wybiegła z domu w 2 minuty... Tak oto zostałam sama. Siedzę na korytarzu z kotem i czekam na jej potomstwo. I tak piszę sobie to wyznanie, zerkając na serial i usilnie unikając wzrokiem tego, co wychodzi mi z kota. Ale sobie dzień wybrała...
Dodaj anonimowe wyznanie