#khvGV

Byłam samotną matką dwóch chłopców. Dzieciaki dość duże, 8 i 6 lat. Tak sobie żyłam ich światem, aż w końcu spotkałam jego.
Facet dojrzały, 5 lat starszy, przystojny, piekielnie inteligentny, wiecie - chodzący ideał. Kochałam go za to, że był dla chłopców jak ojciec, pokochali go jak własnego ojca. Żyliśmy sobie w tym raju, w międzyczasie zaszłam w kolejną ciążę i po 9 miesiącach oczekiwania pojawił się on - mój trzeci dar od Boga.
Wczoraj się dowiedziałam, że mój ideał zdradza mnie od dobrych kilku miesięcy i nawet się z tym nie kryje.
Teraz jestem samotną matką trzech chłopców :/

#sWgcd

Kiedy byłam mała (4 - 5 lat), razem z moją przyjaciółką, (z którą przyjaźnię się do dziś, mam nadzieję, że tego nie pamięta) kąpałyśmy się razem. Wspominałam, że w łazience był bidet?
Po wyjściu z wanny po kolei siadałyśmy na niego, maksymalnie odkręcałyśmy strumień i podkładałyśmy swój odbyt.
Chciałabym powiedzieć, że to tyle, ale niestety... Po kilku próbach wołałyśmy mojego tatę i przekonywałyśmy go, żeby spróbował, że to takie przyjemne i że nie pożałuje i żeby powiedział o tym mamie, by ona też spróbowała.
No cóż, tyle...

#6jPQt

Późna noc, ciemno choć oko wykol, nawet księżyc onieśmielony skrył się za chmurami.
Nas dwoje i piękne mazurskie jezioro. Romantyzm jak się patrzy. Ubrań ni kąpielówek rzecz jasna nie posiadamy na sobie.

Łapie mnie za ręce i zabiera na głębszą wodę. Zlękniona przed ciemną tonią, zarzucam mu uda na biodra. Czuję, że jest gotowy, ja także. Serce wali mi młotem. Ale... Coś jest mocno nie tak. Nagle przerywam i mówię, że chcę szybko na płytszą wodę, bo jakiś dziwny glon mizia mnie między gołymi pośladkami i to wcale nie jest to, czego się w tym momencie spodziewałam.

Coś dalej jest nie tak, bo glon nadal tam jest i nie chce sobie pójść. Zagadka szybko została rozwiązana. W moim rowku, tuż obok anusa, wessała się obrzydliwa, oślizgła i wygłodniała pijawka.

Spanikowałam, zaczęłam się trząść, on śmiał się jak opętany, a ja w szoku powtarzałam "ale powiedz, że wiesz jak się wyciąga pijawki, proszę!".
Mój bohater stanął na wysokości zadania. Powiedział tylko "spokojnie, oglądałem Discovery", ja się wypięłam i rozchyliłam gdzie trzeba, a on przystąpił do dzieła.

Na szczęście ten potwór nie wbił się mocno i szybko udało się odczepić niechcianego gościa, ale romantyczny nastrój poszedł się chędożyć... Nie to co my, bo resztę nocy spędziłam z opatrunkiem na pupie, gdyż substancja antykrzepliwa wstrzyknięta przez pijawkę wykonała swoje zadanie naprawdę skrupulatnie.

Znajomi mieli ubaw, gdy opowiedzieliśmy im o tym tuż po powrocie znad wody, ja jeszcze zawinięta w ręcznik i skrzywiona jak zbity pies, a on dalej składając się ze śmiechu, ale z miną prawdziwego bohatera.

Teraz już nie wchodzę nocą do jeziora, a za dnia pływam w kąpielówkach. Nadal słabo mi na myśl o pijawkach i tym uczuciu, jak powoli przebijają skórę. Cieszy mnie jednak fakt, że otaczają mnie mężczyźni, którzy zawsze stają na wysokości zadania i nie muszę bać się nawet wodnych potworów!

Panowie, oglądajcie Discovery :D

#AgXiF

Zauroczenie. Pierwsza randka. Idziemy na lodowisko. Pożyczam łyżwy od koleżanki.
Uśmieszki, szybsze bicie serca. No romantico eleganto.
Ubraliśmy łyżwy, wychodzimy na lód.
On jedzie. A ja JEB.
Raz.
Drugi.
Trzeci.
Myślę sobie, że coś nie tak z łyżwami lub lodem.

Gówno prawda. Nie ściągnęłam plastikowych ochraniaczy z płozy.

Wstyd jak diabli.
Ale byliśmy razem 4 lata ;D

#JCLBH

Czerwiec, jakieś 5-6 lat temu.
Mieliśmy z tatą w planie zrobić przegląd auta i zakupy.
Dziwnie jednak pobolewał mnie brzuch, miałam w tym czasie okrutnie nieregularne, bolesne i bogate w urozmaicenia miesiączki.
Do rzeczy.
Zaparkowaliśmy przed OSKP, tata wysiadł by o coś zapytać, a mi zebrało się na "cichego bączka", jednakże ten okazał się być dziwnie mokry.
Niewiele myśląc, wsadziłam sobie łapsko w majty niczym Löw, by się utwierdzić, że wszystko jest OK. Niestety nie było. Narobiłam w porty na nieświadomce.
Tata wracając do auta, zapytał tylko "co tu tak wali ?!", moja mina mówiła sama za siebie. Czym prędzej pobiegłam do toalety, tfu, DOCZŁAPAŁAM się jak kaczka z wiszącym kuprem.
Z tego miejsca przepraszam wszystkich klientów, którzy korzystali tego dnia z toalety.
Musiałam tam zostawić majtki, w koszu.

Tata nie odpuścił.
Zakupy bez gatek i z papierem w spodniach były fenomenalne.

#OqHNk

Historia miała miejsce rok temu, w wakacje. Po pierwszym roku studiów w stolicy zatęskniłam za jakimś małym miasteczkiem. Wyjechałam z Warszawy, znalazłam sezonową pracę.

Mieszkałam w bloku, ale nawet w "centrum" były domki jednorodzinne itd. Chodząc na zakupy do jednego z większych marketów mijałam kilka takich domów, właściwie to była taka ulica. Pewnego wieczora jak zawsze idąc na zakupy usłyszałam płacz dziecka i zobaczyłam, jak na jednym z podwórek matka ciągnie 5-letniego chłopca za rękę, niemal unosi go w powietrze i uderza (niby przysłowiowy klaps), ale kiedy ustałam i przyglądałam się sytuacji, wyglądało to groźniej... Malec krzyczał wniebogłosy, matka wyzywała go od najgorszych... W pewnym momencie zobaczyła mnie - szpiega wyglądającego zza drzewa - i szybko wciągnęła chłopca do domu i głośno trzasnęła drzwiami.
Później jeszcze wiele razy przechodziłam obok tego domu, widziałam jak na podwórku kilkoro mężczyzn piło, kilka razy nawet widziałam tę panią z dziećmi (miała ich więcej) kupującą alkohol. Ta sytuacja chodziła mi po głowie przez miesiąc, może nawet więcej, dręczyłam się.

Sobota wieczór, ciepło, ok. 20, jak tylko weszłam na tę ulicę usłyszałam płacz dzieci, od razu wiedziałam skąd. Podeszłam bliżej, na podwórku impreza, jacyś pijani debile leżą na trawniku, śmieją się, dziecko gdzieś płacze, ale nie widzę. No i odważyłam się, zadzwoniłam na policję. Sama dorastałam w domu, gdzie była przemoc i alkohol, czułam, że muszę.

Policja przyjechała, gdy imprezowicze zauważyli radiowóz uciszyli się, i rozmawiali nie wiedząc, że o nich chodzi. Dodam, ze dziecko nadal gdzieś płakało, nie potrafiłam powiedzieć skąd. Policjantów poinformowałam o tym co się tu dzieje, co widziałam. I wiecie co stało się dalej? Zaczęły przychodzić sąsiadki i mówić, że to patologia, że 5 dzieci (od 16 do 3 lat), że rodzice piją, dzieci nocami uciekają z domów, śpią w pobliskim parku, przemoc, awantury. Ja myślałam, że oszaleję...
Policja spokojnie zapytała dlaczego nie oni wezwali policję, na to większość typowych moherków spuściła głowy i pod nosem wymamrotali, że cyt. "oni nie chcą się nikomu w życie wpieprzać"... Zabrakło mi słów. W międzyczasie leciały w naszym kierunku wiązanki, szczególnie w stronę policjantów. Ja przyjrzałam się i na podwórku, w krzakach, zobaczyłam wystający bucik. Powiedziałam to policjantowi, który po chwili wszedł ze mną na posesję. Chłopiec leżał miedzy krzakami agrestu, płakał z bólu, miał zakrwawioną twarzyczkę i nie mógł nawet wstać. Karetka, jeszcze więcej policji.

Pojechałam z chłopcem na pogotowie. Złamane 2 żebra, ogólnie był poobijany, cały w siniakach. 5-letni chłopiec. Odwiedzałam go, wiem tyle, że rodzice zostaną ukarani, dzieci odebrane...
Proszę was, reagujcie. WY MOŻECIE POMÓC.

#xmAnv

Historia wydarzyła się podczas sylwestra, kiedy miałam 4, może 5 lat.

Moi rodzice jeszcze wtedy byli bardzo młodzi, więc wiadomo, że chcieli sylwestra spędzić na jakiejś imprezie z ludźmi w mniej więcej swoim wieku. Zostawili mnie u cioci, gdzie oczywiście był sylwester rodzinny. Byłam dość ruchliwym dzieckiem, tak że ciężko było mi siedzieć w miejscu i słuchać starszych (zwłaszcza że byłam tam jedynym dzieckiem), tak że biegałam w tę i z powrotem. W końcu po tak dużym wysiłku zachciało mi się pić. Podeszłam do wujka i wypiłam, jak wtedy myślałam, jakiś sok. Okazało się, że wujek postanowił pić drinki i zanim zdążył zareagować, wypiłam ponad połowę domniemanego soku.

Po północy zadzwonili rodzicie z życzeniami i chcieli ze mną porozmawiać, a ja oczywiście ochoczo pobiegłam do telefonu i po zapytaniu jak się bawię odpowiedziałam "jem udko i pomijam wódką". Rodzicie oczywiście w szoku, a rodzina w śmiech.
Potem okazało się, że założyłam rajstopy na głowę mówiąc, że mam długie włosy, po czym śpiewałam do bombki.
Tak, sylwester udał mi się na całego :D

#0uQVp

Gdy rozpoczynałam 6 klasę SP zorganizowano jednorazowe stypendia dla uczniów ostatnich klas. Dostać mógł je każdy, kto na koniec roku będzie miał średnią powyżej 5,3. Załapałam się do tego grona i z niecierpliwością czekałam na moje hajsy.

Po dwóch tygodniach poszłam odebrać pieniążki. W głowie już miałam plan na jakie rarytasy je przeznaczę. Może wymarzone MP3?
Stanęłam przy okienku, podpisałam papierek i nareszcie wypłata. Wtedy moje marzenia legły w gruzach. Stypendium wynosiło dokładnie.... 16,50 zł.

Niby rozumiem, że mogli nie mieć więcej pieniędzy, sponsorów itd, ale uczniów z takim wynikiem było naprawdę niewiele i mogli się nie ośmieszać taką kwotą. A przede wszystkim organizowaniem czegoś takiego.
Do dziś mi wiszą ukochane MP3.
Dodaj anonimowe wyznanie