O 500+ z drugiej strony barykady
Pół Polski psioczy na 500+, że dajo tym nierobom i patolom, że melanże za kasę od państwa. Bioro i się będą mnożyć patusy. Roszczeniowcy zacierają rączki.
Może tak jest, nie wiem. Jestem mamą dwójki dzieci. Oboje poczęci w czasie, kiedy nikt się nie spodziewał, że państwo da. Do pewnego czasu było super, na nic nie brakowało, udało się odłożyć, wyprawkę dla obojga dzieci kompletowałam z radością.
Narodziny drugiego potomka zbiegły się w czasie z utratą pracy przez mojego męża, jedynego żywiciela rodziny na tamten moment. Chłop to chłop, z dupą do góry nie siedział, wziął się za fizyczną robotę, żeby chociaż na chleb zarobić. Każdy rodzic wie, że oszczędności przy dziecku topnieją 100 razy szybciej niż rosną. Z miesiąca na miesiąc było gorzej, ledwie starczało na jedzenie i opłaty. Modliłam się, żeby żaden wydatek większy nie wyskoczył. Budżet w przeciwieństwie do potrzeb nie rósł. Ja imałam się prac dorywczych, kiedy miał kto się dziećmi zaopiekować. Wstyd mi było iść do MOPS-u po rodzinne, bo mam dwie ręce sprawne, dzieci zrobiliśmy sobie sami, to sami na nie powinniśmy zarobić. Tak się toczyło to nasze bidowanie.
Każdy większy wydatek musiałam planować bardzo dokładnie. Jak był maj, ja martwiłam się o ubrania na wrzesień. Chciał nie chciał, pożyczaliśmy od rodziny i znajomych. Długi rosły. Mąż znalazł pracę w swoim zawodzie, ja załapałam pracę w systemie 4-zmianowym, trochę odkopaliśmy się z dołka. Nasze zarobki po opłaceniu wszystkiego i kupieniu najpotrzebniejszych rzeczy wydawały się śmieszne.
Nadeszło 500+.
Złożyłam wniosek, dostałam. Nie baluję i nie chlam. Za pieniądze dziecka nie palę, nie kupuję sobie ciuchów, nie szpanuję kasą na dzielni.
Za 500+ spokojnie kupiłam dziecku okulary. Mogłam pozwolić sobie na zmianę niemowlęcego łóżeczka na "dorosłe" łóżko (z drugiej ręki, ale wyprane jest jak nowe), dzieci dostały rowery, z komisu, ale jednak. Za kolejne 500+ będę mogła na spokojnie kupić im nowe zimowe ubrania bez planowania pół roku wcześniej i ciułania. Nie zabraknie na ich podstawowe potrzeby. Z 500+ się nie da rady utrzymać, nie ma takiej opcji, ale dzięki tym pieniądzom mogę spokojniej spać.
Więc zanim zaczniecie opluwać wszystkich korzystających z tych pieniędzy pomyślcie, że wśród tych wszystkich patusów są też ludzie, którzy pracują, ale ich zarobki nie zawsze starczą na wszystkie potrzeby.
Przeczytałam ostatnio historię byłej striptizerki. Tak więc ja przytoczę swoją. I nie, nie byłam striptizerką. Byłam kelnerką... aż 1 dzień. Warto dodać, że była to zmiana dzienna, od 12 do 22.
Kiedy pokazywano mi pracę, zapewnili mnie, że moim zadaniem będzie jedynie przynoszenie drinków - nic więcej. Poznałam też dziewczyny, zarówno kelnerki, barmanki i hostessy (tancerki) i kierowniczkę zmiany, wszystkie bardzo miłe. Pomyślałam okej, klub go-go nie jest szczytem marzeń, ale jako praca dorywcza mi odpowiada. Więc przyszłam na następny dzień już do pracy.
Był to bardzo długi dzień.
Kiedy tylko przyszłam, każda z dziewczyn miała mnie gdzieś, kilka paliło fajki, kilka się malowało przed lustrem. Jestem raczej osobą uśmiechniętą i lubiącą miłą atmosferę w pracy, więc z uśmiechem na twarzy przedstawiłam się dziewczynom, których nie widziałam dzień wcześniej. Może 1 na 10 dziewczyn odpowiedziała uśmiechem. Już wtedy troszkę zrezygnowana poprosiłam, aby ktoś mnie zaprowadził do jakiejś szatni, gdzie mogę zostawić rzeczy. Szybko przebrałam się w swoje czarne ciuchy (kelnerki i barmanki musiały nosić się na czarno, hostessy - najlepiej seksowna bielizna).
Wróciłam do dziewczyn i pytam się co mam robić, odpowiedź "nic". Okej, to siadam. Faktycznie nic praktycznie nie robiłyśmy przez parę godzin. Rozmawiałyśmy między sobą i dopiero wtedy dowiedziałam się paru rzeczy. Między innymi wiek dziewczyn. Mając 21 lat byłam już starszakiem, bo większość miała 18-19 ( tak, półnagie tancerki też). Następnie kilka ciekawostek, których nie dowiedziałam się dzień wcześniej. Moja praca nie polegała tylko na zaniesieniu drinka. Miałam przywitać gościa, dobrze wypytać się skąd jest, co robi na co dzień, po co przyjechał do miasta... Następnie szłam do kierowniczki i opowiadałam jej o nim. Jeżeli facet był nadziany, dobra praca i te sprawy, wysyłała tancerkę, jeżeli nie, to czekała na to, aż facet sobie pójdzie ( "nie ma hostess na biedaków").
Następnie współpracowałam z tancerką - obie idziecie na jeden rachunek, ona bierze większy procent. Musiałam namawiać faceta na kupno tancerce drinka. Nalegać na chama, aby tylko zostawił jak najwięcej kasy. Co chwilę truć dupę, żeby tylko wydał pieniądze. Kolejne drinki, szampany, róże, prywatne tańce. Do upadłego.
Na szczęście ja w ten dzień tylko obserwowałam. Widziałam, jak wydają po kilka tysięcy za szampana dla tancerki, tak przy okazji... to są szampany z biedry. Te drogie drinki o wspaniałych nazwach to też zwykła wódka z sokiem.
Te młode dziewczyny pozwalały facetom się dotykać gdzie popadnie, nawet na głównej sali. I tak dowiedziałam się, że mają facetów, którzy myślą, że pracują one jako zwykłe barmanki. Przykre, bardzo przykre.
Chętnie napisałabym więcej, ale mam limit.
Nigdy tam nie wróciłam.
Ostatnio z kolegami postanowiliśmy zamówić prostytutkę do mieszkania kolegi.
Przyjechała moja siostra... ;(
Opowiem wam dzisiaj trochę o znieczulicy i trochę o lekarzach z powołania.
Było to jakieś pół roku temu. Szedłem do pracy na nocną zmianę, po godzinie 21. Kiedy dochodziłem już do przystanku autobusowego zobaczyłem, że ktoś leży na chodniku twarzą do ziemi, nieprzytomny. Bez namysłu podszedłem, okazało się, że jest to mężczyzna na oko koło pięćdziesiątki. Próbowałem złapać z nim jakiś kontakt, ale bezskutecznie. Facet był kompletnie nieprzytomny. Warto zaznaczyć, że cała sytuacja miała miejsce blisko szpitala. Na dobrą sprawę było z tego miejsca widać izbę przyjęć. Niestety nie dałbym rady sam przenieść faceta na izbę, poza tym nie wiedziałem co mu jest, wiedziałem tylko, że oddycha. Próbowałem zatrzymać jakiś samochód... na nic. Ludzie przejeżdżali i udawali tylko, że nic nie widzą, co więcej, jeden gościu się zatrzymał, przez otwarte okno tylko spytał co jest, po czym powiedział, żebym go zostawił, bo to pewnie jakiś pijak, który się zachlał. No cóż, faktycznie, co prawda nie był to jakiś menel, bardziej bezdomny, no ale człowiek to człowiek, trzeba pomóc. Widząc, że na nic zdają próby zatrzymania jakiegoś auta, zadzwoniłem po pogotowie. Po kilku minutach przyjechała karetka, na szczęście w międzyczasie facet się ocknął, mówił tylko, że boli, ale nie mogłem się z nim rozmówić. Odpowiedziałem wszystko ratownikom i zabrali go do pobliskiego szpitala.
I uwaga, teraz najlepsze. Z ciekawości poszedłem do szpitala, nie zważając na to, że powinienem iść do pracy. Wziąłem wtedy urlop ma żądanie. Podszedłem do pielęgniarki i spytałem, czy wie co z tym facetem, którego przywieźli przed chwilą z ulicy.
Baba wyskoczyła na mnie z oburzeniem, że dzwonię po pogotowie do jakiegoś śmierdziela, że teraz cała izba śmierdzi przez niego, że mógł poleżeć na tej ulicy, wytrzeźwiałby i nic by nawet nie pamiętał. Wierzcie mi lub nie, ale oszalałem, aż się zagotowałem. To ma być pielęgniarka?!
Na szczęście wtenczas wyszedł lekarz i złagodził sytuację. Okazało się, że facet miał zawał, ale już wszystko opanowane, jest przytomny i będzie dobrze. Powiedział też, że wyciągnie wobec pielęgniarki konsekwencje. Mi pogratulował opanowania i postawy, że sobie poradziłem sam i trzeba pomagać, że człowiek to człowiek i jestem wzorem do naśladowania.
Okazało się, że mężczyzna to lokalny bezdomny, wszyscy go znają, bo jest bardzo pozytywnie nastawiony do ludzi. Często siedzi na ławce i rozmawia z ludźmi. Teraz najlepsze, udało mi się kiedyś z nim porozmawiać. Opowiadał mi jak ktoś uratował mu życie i że dałby wiele, żeby poznać tego kogoś i mu podziękować. W sumie to często z nim rozmawiam, gdy jestem w okolicy. Zawsze siedzi sam i zawsze na tej samej ławce.
Nie, nie przyznałem się do tego, że ten ktoś to ja.
Moja babcia jest osobą, która uwielbia rozmawiać z ludźmi. Gdy przychodzę do niej po szkole, to ona cały czas mówi, a mi nie daje dojść do słowa.
Pewnego dnia postanowiłam odwiedzić babcię. Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy aż do momentu, w którym zadzwonił dzwonek do drzwi. Babcia poszła otworzyć. Jak się okazało - Jehowi. Jako że nie lubię rozmawiać na takie tematy, poszłam do pokoju, a babcia zaparzyła kawę nowo poznanym panu i pani. Po godzinie stwierdziłam, że państwo już poszli, więc poszłam do kuchni zrobić sobie kanapkę. Jaki widok zastałam? Babcię siedzącą i opowiadającą o służbie zdrowia, pana myjącego okna i panią zamiatającą podłogę. Chwilkę później poszli.
Okazało się że gdy babcia narzekała na swoje żylaki, miła pani zaproponowała pomoc w sprzątaniu, licząc, że wtedy będą mogli porozmawiać na temat religii. Ale nie! Babcia znalazła sto innych tematów, którymi zarzucała gości. W końcu państwo zrozumieli, że z moją babcią nie pogadają i poszli. ;)
Gdy miałam 5 lat, zjadłam zielonego żuka wielkości paznokcia dorosłej osoby. Siedział sobie na truskawce. Zauważyłam go w chwili, gdy ta wędrowała już w stronę moich ust. Nie widziałam potrzeby zaprzestawania jedzenia, bo w sumie miał fajny kolor, więc czemu miałby być niesmaczny? (nawet nie przyszło mi do głowy, że może mi zaszkodzić).
Kilka minut później, zapytana przez babcię o to co robię, odpowiedziałam, że szukam żuków, bo tamten był bardzo smaczny.
Nie, nie znalazłam. Nie, nie zjadłam już nigdy później owada. Nie, nie pamiętam jak smakował :)
Historia z czasów, kiedy w Polsce ciężko było coś dostać.
Kiedy mój tato był młody, mój dziadek mieszkający w Stanach często wysyłał mu paczki z zabawkami, słodyczami itp.
Kiedyś w takiej paczce przyszły między innymi takie dziwne, włochate brązowe "jajka". Nikt nie wiedział co to może być. Moja babcia domyśliła się, że są to ziemniaki, ale pewnie jakaś "amerykańska odmiana". Ugotowała je, ale były jakieś takie zielone, za miękkie, słodkie i w ogóle niedobre.
To nie były ziemniaki...
To było kiwi...
Mieliście kiedyś erotyczny sen? Niby fajnie, ale nie jeśli śni ci się, że uprawiasz seks z własną babcią, w jej domu, która w dodatku posiada istotne narządy męskie.
Co się przyśniło, to się nie odeśni.
Okej, kojarzy ktoś może coś takiego jak "Sekret-siła przyciągania" ?
Polega to mniej więcej na tym, że jeśli bardzo czegoś chcemy i sobie to wyobrażamy, to się spełnia. Cóż, na początku w to nie wierzyłam, jednak postanowiłam spróbować.
W liceum miałam w klasie dziewczynę, której strasznie nie lubiłam. Wiecie - typowa Barbie, a przy tym wredna dla mnie do granic możliwości. Więc jakoś tak miesiąc przed studniówką zaczęłam sobie powtarzać "(Powiedzmy) Wiedźma wywali się na polonezie".
Dzień studniówki. Wieczór. Wszyscy przygotowani. Muzyka gra. Jako że byłam przewodniczącą, tańczyłam akurat przed Wiedźmą. Więc środek układu, wszyscy robimy jedno wielkie koło w parach i nagle słyszę dźwięk rozrywanego materiału.
Niestety moja prośba zadziała tak niefortunnie, że Wiedźma i jej partner upadli na mnie i mojego, a my na kolejnych. I tak z poloneza wyszło piękne domino.
Śmiechu było co niemiara.
Jestem śpiochem. Dla mnie niemalże każda pora jest odpowiednia na krótką drzemkę (oczywiście w pewnych granicach, więc od razu ostrzegam czepialskich - nie, nie zasypiam podczas jazdy samochodem, prasowania ubrań, siedzenia na muszli klozetowej etc., etc.)
Przechodząc do sedna sprawy, w szkole na mniej, a czasem i bardziej ciekawych lekcjach po niezbyt przespanej nocy potrafiłam po prostu zasnąć. Nie raz i nie dwa mi się to zdarzyło, po pewnym czasie niektórzy nauczyciele zaczęli nawet przymykać na to oko.
Tego dnia byłam wyjątkowo zmęczona, dlatego zaraz po rozpoczęciu lekcji, korzystając z tego, że nauczyciel nie dyktował notatek ani nie kazał rozwiązywać jakichkolwiek zadań, a jedynie opowiadał o czymś, schowałam się między zasłuchanymi uczniami, przytuliłam do ławki i momentalnie odpłynęłam. Śpię sobie spokojnie niczym niezmącona, ale nagle słyszę, jak ktoś tłumionym głosem wypowiada moje imię, dodatkowo w klasie zrobiło się wyjątkowo głośno i wesoło.
Po chwili ocknęłam się i podniosłam się z ławki zaspana jak mało kiedy, głos stał się donośniejszy, a ja z każdym włosem w inną stronę rozglądam się po klasie zaspanymi oczami. Wszystkie roześmiane ślepia były skierowane w moją stronę, podobnie jak te nauczyciela, który wołał mnie po imieniu od dłuższego czasu chcąc mnie zbudzić, ten jednak nie wyglądał na zbyt rozbawionego.
Okazało się, że zaczęłam chrapać na całą klasę i przeszkodziłam nawet w przemowie nauczyciela.
Za nietaktowność przeprosiłam, jednak na lekcjach nadal zdarza mi się odpłynąć.
Dodaj anonimowe wyznanie