#Zom7X
1. Szkoła podstawowa - nauczyciel od niemieckiego nakrzyczał na mnie w czasie sprawdzianu, bo kiedy tłumaczył jedno zadanie, ja pytając o szczegóły nieświadomie podałam odpowiedź. Rozpłakałam się strasznie, cała zasmarkana dokończyłam sprawdzian. Nauczycielowi się zrobiło głupio, do końca roku był dla mnie bardzo miły.
2. Gimnazjum - tym razem opiernicz nauczyciela od chemii za błąd w zadaniu na tablicy, który zrobiłam niechcący (nauczyciel przygotowywał mnie do kolejnego etapu konkursu z chemii i wiedział, że dobrze znam ten materiał). Wstyd mi było jak nie wiem, że się tak zanoszę płaczem, ale nie byłam w stanie przestać, po prostu fontanna łez, siedziałam cała zasmarkana i zapowietrzająca się przez dobre kilkanaście minut. Już pierwszy spazm uciął przykre słowa nauczyciela, który zaczął kontynuować lekcję jak gdyby nigdy nic. Jak tylko zrobiło się ciszej, ja przesiedziałam chlipiąc całą lekcję. Potem rozmawiał z moimi rodzicami, że powinni mi wytłumaczyć, że każdy popełnia błędy, nie jesteśmy doskonali... Nie wiem, czy chodziło o mnie, czy o niego. Ale nigdy więcej nie był dla mnie niemiły.
3. Ech... Studia. Serio. Zajęcia z niemieckiego zawodowego. Odpowiadam na jakieś pytanie używając słowa "Orangensaft". Kobieta od niemca mnie poprawia: "Oranżenzaft". Ktoś wcześniej źle nauczył, bo do tej pory wymawiałam przez "g". Więc odpowiedziałam pytająco, żeby się upewnić: "Oranżenzaft?" I dostaję opiernicz, że jestem bezczelna i że kwestionuję kompetencje wykładowców i coś tam jeszcze. No i włączyła się moja niekontrolowana reakcja obronna. Babka zdębiała. Ja, dorosła kobieta spazmatycznie i donośnie szlocham, ona każe mi się uspokoić, ja mówię, że nie mogę, cała grupa patrzy na mnie zszokowana, ja płaczę jeszcze bardziej i tak do końca zajęć. W szkole to było przynajmniej jedyne 45 minut zajęć, na studiach 1,5 h... Babka powiedziała mi tylko na koniec, że będę miała ciężko w życiu i nigdy więcej nie była kąśliwa.
Ech, jeżeli płacz to broń kobieca, to ja jestem chyba zamachowcem samobójcą...
Ja rownież mam łzy w oczach jak ktos na mnie podniesie głos albo nakrzyczy, trauma z dzieciństwa po krzyczącym tatusiu - a w zasadzie to wrzeszczącym. Dwa w sytuacjach stresujących reaguje często niepohamowanym śmiechem, np egzamin na prawo jazdy, a ja w śmiech, ustna matura uśmiech nie schodził mi z twarzy. Łzy w oczach nie pojawiały się natomiast w stosunku do osob, które nie zasłużyły na szacunek ode mnie, a wiec kilku nauczycieli ( oczywiście nie wszyscy, tylko ci z minimalna wiedza i dyplomem- a głupi jak but) tak wiec na ochrzan wybuchalam śmiechem i dostawałam uwagę za bezczelność.
Mój tata też był taki, ale ja się uodporniłam.
ja zachowuje sie w sytuacjach stresowych jak kilkiletnie dziecko w radosci - biegam, podskakuje, radosnie krzycze, wrzeszcze, smieje sie. serio to pomoga i jakos oczyszcza atmosfere. poza tym czasami jestem tak smutna, ze az sie smieje, bo sutuacja jest tak beznadziejna. tak samo jak slysze jakies diagnozy od lekarza, to pojawia sie glupi usmieszek. wjezdzajac do pokoju na rezonans tez sie smialam i radowalam, ze tu tak chlodno i ze wygodne lozko do tuby. mozna mnie juz chyba miec za wariatke.
Ja mam właśnie na odwrót, też płacze jak ktoś na mnie krzyczy, ale to chyba dlatego że jak byłam mała i później nastolatką nikt na mnie nie wrzrszczał tylko spokojnie tłumaczył, więc nie wiem jak się zachować i się boję dlatego płacze :( ma ktoś na to jakiś sposób?
Na mnie wrzeszczą od dziecka i na początku rzeczywiście miałam łzy w oczach. Później jakoś się przyzwyczaiłam, i teraz jeśli drze się na mnie ktoś inny niż rodzice, to się poprostu śmieje. A krzyki rodziców ignoruje.
Ojej niekontrolowany śmiech najgorzej, ten moment gdy ktos jeszcze bardziej cie ochrzania bo mysli ze sie z niego nabijasz.... A to tylko reakcja obronna.... Piąteczka :'3 smutne zycie wesołych ludzi
Słowo w słowo jakbym o sobie czytała
moją przypadłością jest trzęsienie się jak osika i to DOSŁOWNIE
w 3 klasie gimnazjum miałam do przeczytania jeden głupi wiersz na środku klasy a ja zaczęłam cała się trząść a głos mi się załamał w sumie nie wiem czemu tak mam
tak samo mam przy odpowiedziach ustnych nie polecam
@foxyin Znam ten ból... Tylko, że najbardziej z całego ciała trzęsie mi się głowa, mięśnie twarzy ze mną nie współpracują (czy coś), gdy tylko znajdę się w centrum uwagi.. Jak powiedziałam o tym lekarzowi, to przepisał mi leki na lęki i depresję.. jakieś psychotropy. Bez przesady, chyba nic na to już nie poradzę, trzeba się przyzwyczaić. Ej, ale jestem świeżo po maturze i nie było najgorzej na ustnej xd
Plus jeszcze do samego wyznania: też tak mam, że stają mi łzy w oczach, gdy ktoś na mnie podniesie głos.. Ja to w ogóle chyba dzieckiem ze wszystkimi przypadłościami jestem xdd
u mnie podobnie w domu, ale oboje z rodziców się drą. A w histeryczny śmiech też czasem popadam ale z innych powodów xd
I mój tata. Eh, to jest beznadziejne :/
Doskonale Cię rozumiem, ja jak się denerwuje to odrazu szklą mi się oczy.
Szklenie oczu a zanoszenie siw płaczem to trochę różnica
Mam tak samo. To często komplikuje życie :l
I ja też tak mam 😒
Ja, nie wiem dlaczego mam tak jak ojciec powie mi cokolwiek mało miłego :/ Nie żyje w patologi, nikt mnie nie bił, ani przesadnie nie krzyczeli. Mam słaby kontakt z ojcem :/
Mi oczy napływają łzami
Ja też..
Piona mi też D:
Pjona! pozdrawiam wszystkich, którzy płaczą w najmniej odpowiednich momentach c:
Kiedy byłam mała, na porządku dziennym było to, że rodzice na mnie krzyczeli, lali mnie, wyśmiewali... (w sumie nadal tak jest) Z rówieśnikami też nie było łatwo. A skutkiem takiego zachowania jest to, że jakiekolwiek niemiłe słowo skierowane w moją stronę kończy się płaczem. Za każdym razem, kiedy widzę, że ktoś się śmieje, mam wrażenie, że śmieje się ze mnie. Przyjmowanie komplementów? Nie potrafię tego robić. Zawsze wydaje mi się, że ktoś sobie robi ze mnie żarty. A ludzie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak trudno tak żyć...
Jak na mnie krzyczą (zwłaszcza rodzice) to też momentalnie łzy w oczach i często zaczynam szlochać. Słyszę na to "już nie wymuszaj, to na mnie działa" albo "ty umiesz tylko ryczeć"... To jest mimowolne, nie mam wpływu na to, że płaczę-ale oni i tak wiedzą lepiej...
Też tak mam. I tego nienawidzę. Nie dość, że nie potrafię tego kontrolować to świadkowie takiej sceny myślą, że robię to specjalnie żeby coś wymusić...
Ja mam tak samo... To jest okropne!
Mnie się strasznie wtedy pocą ręce i mną trzęsie. No i takie wrażenie, jakby ktoś do mnie mówił z daleka, tak jakby się ogłuchło...
Ja też często płaczę przez błahe powody. Czasami nawet nie chcę płakać, nie widzę powodu, ale łzy same mi lecą z oczu. To jest okropne! Mam wrażenie, że wtedy ludzie na mnie patrzą jak na jakieś dziecko...
Nie martw się, mam to samo ;) Płaczę kilka razy w tygodniu, czasem dziennie, bo ktoś na mnie nakrzyczy albo głośniej coś powie..
.
A jak krytyka jest uzasadniona? Też płaczesz?
Ja może nie znoszę się płaczem ale łamie mi się głos i lecą łzy. Trudne szczególne gdy chce się komuś postawić a ten ktoś na mnie krzyczy. Ja się tym nie przejmuje (tzn takim krzykiem czy uwagami )ale tak samo wychodzi
Ostatnie zdanie - bomba (nomen omen) :-D
Znam to :D. Najgorzej jest jak ta druga osoba zaczyna mówić że histeryzuję, bo nic złego się nie stało a ja ryczę jak dziecko... i nie rozumie, że ja naprawdę się nie przejęłam tak bardzo, tylko tak reaguje moje ciało w stresie.