#CzMcs
W moim mieście jest sobie bardzo dobre liceum o profilu biologiczno-chemicznym. A biologii uczyła tam nauczycielka, o której mówiono Zielona Skórka, od specyficznego nazwiska - może ktoś kojarzy i był uczniem, heh ;p
Owa pani budziła naprawdę wielki postrach. Uwielbiała brać do odpowiedzi i maglować biednego ucznia do granic możliwości. I tym razem tak się stało.
Uczennica stała przy biurku, trzęsły jej się ręce, jąkała się - no ogólnie pełne przerażenie. W końcu dziewczyna nie wytrzymała stresu i zemdlała na środku klasy. Co zrobiła nauczycielka? Wskazała na dwóch chłopaków ręką i nawet na biedną dziewczynę nie patrząc, kazała im ją wynieść do pielęgniarki.
Chłopcy posłusznie wzięli dziewczynę i skierowali się do wyjścia. Drzwi musieli otwierać sobie sami z dziewczyną na rękach, łokciem, bo nauczycielka nawet nie spojrzała w ich stronę, a reszta klasy bała się poruszyć. W końcu im się udało, wyszli z klasy.
Nagle nauczycielka zerwała się z krzesła i wybiegła za nimi z sali. Nawróciła się? Chciała pomóc? Nie.
Krzyknęła tylko:
- Ale jak się obudzi, powiedzcie jej, że oblała!
Jak dobrze, że kochana nauczycielka odeszła już na emeryturę. Przynajmniej moja przyjaciółka nie musi się z nią teraz użerać i ma naprawdę świetną biolożkę :)
Nauczycielka z powołaniem o.O Tez miałam podobne wiedźmy w gimnazjum i liceum.
Ja taką wiedźmę miałam w gimnazjum, uczyła chemii. Przez pierwsze 15 minut można było ciąć powietrze nożem bo atmosfera była napięta. A przed samymi zajęciami ludzie powtarzali materiał i się modlili aby chemiczka ich nie spytała.
W gimnazjum chemiczkę miałam spoko- świetna babka, która w stanie wyjaśnić nawet kołkowi materiał. Za o w liceum... Jak swoją przyszłość wiązałam z medycyną, tak chemiczka w liceum nie potrafiła przekazać swojej wiedzy uczniom. Niestety cały misterny plan w piździu :/
Ja miałam taka polonistke... Po dziś dzień śni mi się po nocach.. Brrrr..
Nasza pani od biologii mówi na nas skarby, kwiatuszki, koteczki , słoneczka. Traktuje nas jak wlasne dzieci, bo sama swoje straciła. To przykre co ją spotkało, ale kochamy tą nauczycielkę i jaki kolwiek mamy problem to do niej idziemy a nie do wychowawcy :( :) :) :)
Tacy nauczyciele (bez powołania) nie powinni uczyć :/
Bylam uczennicą opisanej profosor (lo7, Wroclaw) i byla swietna nauczycielka. Owszem, surową, wymagającą, nie sympatyzującą sie z uczniami, ale potrafiła nauczyc do matury jak nikt inny. Wiekszosc jej uczniow to obecni/przyszli lekarze, stomatolodzy, weterynarze, farmaceuci...
Zgadzam się z Lobaris, miałam stycznośc z Panią Profesor, jest baaaaardzo surowa, ale większość a jej uczniów to lekarze, stomatolodzy i weterynarze...
Miejska legenda z LO7 we Wrocławiu, a pani wcale nie była taka zła, pozdrowienia
Parę razy miałem z nią zastępstwo. Puszczała nam różne filmy, trochę żartowała, ogólnie taka dobra ciocia. Chociaż z relacji klasy, którą uczyła wynika, że raczej nie było tak kolorowo, ale też na pewno nie tak jak w owej legendzie ;).
Szkoda, że nie uczy jakiejś biologii, mogłaby pomóc... Ale czekaj...
Zastanawiam sie czy to nie ta sama nauczycielka O.o Pseudonim podobny, historia identyczna..
Zapewne ta sama. :P
U mnie w liceum też była taka nieobliczalna biolożka. Gdy pytała na lekcji, wszyscy bladli i każdy bał się nawet oddychać. Najlepsza sytuacja była gdy wpisała 18-nastoletniemu koledze uwagę do zeszytu, którą mieli podpisać rodzice(!), za to, że nie powklejał obrazków do tabelki...
Ciekaw jestem tego specyficznego nazwiska. Ktoś coś?
Prof. Grünhaut
Moja biolożka też była postrachem całej szkoły. Jak przechodziła na przerwie przez korytarz to robiło się cicho jak makiem zasiał, a na lekcjach można było dostać zawału.
Teen Wolf <3
Czyżby polskie pokolenie Severusa Snape'a?
Tez miałam biolożkę, która była starsza i no w sumie nie wiem jaka, ale bardzo wolno łączyła fakty. Miałam w klasie koleżankę, której nie przepuścila do następnej klasy (bodajże do 2.), koleżanka wyjechała do Anglii, do mamy. Pod koniec 2 klasy się pyta "a gdzie ta koleżanka co zawsze na pierwszej ławce siedziała??" Cala klasa tłumaczy sytuacje, a pani wielce zaskoczona, bo ona nie zwróciła uwagi wcześniej na jej nieobecność, cóż...
Z opisu wydedukowałem, że chodzi o moją (już byłą) szkołę, czyli LO nr 7 we Wrocławiu. Po 1. historyjka jest mocno podkoloryzowana. Prof. Grünhaut jest wymagająca, ale bez przesady, a po 2. dalej uczy w tej szkole. Pozdro ;)
Serio dalej uczy? Myslalam, ze po zmianie dyrektora poszla na emeryture... a inna sprawa, ze to wymagajaca, ale dobra nauczycielka:)
Z tego co wiem to ona już nie uczy. Poszła na emeryturę chyba rok temu
W 2015 poszła na emeryturę :)
I była taka straszna...
Z tego co wiem, to już nie uczy, a na emeryturę odchodziła przez wieeeele lat :P
Kurde, jedni piszą, że nie była aż taka zła, a drudzy, że tak. Teraz nie wiadomo jak było naprawdę. Najlepiej niech piszą to osoby, które były przez nią uczone.
@CieplyKocyk, na lekcjach było cicho jak makiem zasiał, nie wolno było patrzeć na okna ani na zegarek (w innym wypadku kazała wstać, krzyczała jak tak można, jak się ją przepraszało to mówiła "nie mnie przepraszaj tylko siebie"), przez rok nauki tylko raz się uśmiechnęła, przed końcem przerwy trzeba już było być przygotowanym do zajęć, spóźnienie bądź nieobecność to śmierć :) Ale prawdą jest, że całkiem całkiem uczyła.