#PUyUT

Egzamin na prawo jazdy. Po załatwieniu wszystkich formalności, kiedy już wsiadłam do auta, instruktor powiedział, że mogę ruszać i wykonać manewr. Więc standardowo lusterka, pasy i ręczny. Wprowadzam 1, powoli puszczam sprzęgło i dodaję gazu, a samochód nic. Stoi w miejscu, serce bije mocniej, ale co tam, jeszcze raz, i znowu to samo. Ja już początki paniki, w stylu "moje szczęście, popsułam auto, na pewno mnie obleją" itd. Podchodzi instruktor, puka w szybę i mówi - "Może niech pani spróbuje kluczyki przekręcić". Wstyd, ale cóż, szczęśliwa, że pozwolił mi zdawać.
 
Nie powiedziałam o tym nikomu, przede wszystkim dlatego, że strasznie, z pół roku, śmiałam się z siostry, że przy egzaminie zapomniała o ręcznym - 2 razy z rzędu. Wstyd się teraz przyznać :)

#73WUw

Jestem młodą, w zasadzie jeszcze nastoletnią dziewczyną. Na pierwszy rzut oka niczym specjalnym się nie wyróżniam. Szczegół polega na tym, że mam spore problemy ze stawami kolanowymi i kręgosłupem. Generalnie - nie zagłębiając się w medyczne szczegóły - mam kilka pozornie niewidocznych z zewnątrz wad anatomicznych i wszelkie czynniki sprzyjające tego typu schorzeniom, co z kolei powoduje, że żadne dostępne metody fizjoterapii nie przynoszą efektów, a ewentualne zabiegi czy ingerencje chirurgiczne mają skrajnie niewielką szansę powodzenia.

Nieprawidłowe ustawienie stawów i miednicy przekłada się na przykurcze i 'twardnienie' mięśni obręczy kończyny dolnej, grzbietu, a nawet karku, natomiast nieustanny stan zapalny kolan nie pozwala nawet na ich swobodne wyprostowanie. Reasumując - zakres ruchów mam raczej zbliżony do pani Jadzi z sanatorium w Ciechocinku, niż do dziewiętnastolatki - pod żadnym pozorem nie mogę kucnąć, uklęknąć, wstać zbyt szybko, zginać kolan bardziej niż pod kątem 90 stopni, biegać, skakać, jeździć na rowerze, stać dłużej niż 20 minut i tak dalej. Jedyną codziennością są w zasadzie są leki przeciwzapalne/przeciwbólowe oraz stabilizacja całego szkieletu taśmami rehabilitacyjnymi, fakt jest jednak faktem - mimo że staram się tego po sobie nie pokazywać - bywają dni, kiedy działa tylko płacz w poduszkę. Jak czuje się dziewiętnastolatka, która dowiaduje się, że tak będzie wyglądało całe jej życie - chyba nie muszę dodawać.

Przyzwyczajenie się do podejrzliwych spojrzeń i zgorszonych szeptów w kościele to kwestia czasu. Asertywność w tramwaju czy autobusie przy tłumaczeniu po raz setny, że nieustąpienie miejsca to nie przejaw wrodzonej złośliwości, to również umiejętność nabyta.

Wiecie, na co nie da się nigdy przygotować? Na sytuację, w której zbierasz się na odwagę, aby po roku znajomości pokazać człowiekowi bardziej niż bliskiemu na jego wyraźną prośbę swój prawdziwy świat - bez codziennej maski - a ów człowiek znika bez słowa. Nie da się przygotować na przeczytanie w SMS-ie otrzymanym dwa tygodnie później: "Nie spodziewałem się, że będzie tak ciężko - nie mogę być z dziewczyną, która ma tyle ograniczeń, bo sam chcę korzystać z życia w stu procentach".

Wiem, że czytasz anonimowe.pl - pozdrawiam, M. - szkoda, że po ponad roku bliskiej znajomości nie byłeś w stanie powiedzieć mi tego wszystkiego osobiście. Życzę Ci mimo wszystko, żebyś znalazł osobę, z którą będziesz w stanie wykorzystać życie - choćby nawet w dwustu procentach.

#hxmkV

Kiedy miałam 12 lat, przyłapałam mojego ojca na pocałunku z ciotką (DRUGA żona rodzonego brata taty, która "złapała wuja na dziecko"). Że z natury jestem pod tym względem wyczulona, to nie mogłam tego zostawić bez komentarza. Podjęłam decyzję, wyczekałam moment, kiedy będę z tatą sama i powiedziałam mu, że wiem. Że jeżeli nie przestanie o wszystkim, powiem mamie. Obiecał, że przestanie.

W międzyczasie tata z ciotką założyli wspólną firmę, jakiś czas później ciotka zaszła w ciążę, urodziła córeczkę - M. Minął rok, M. dorastała i robiła się małą kopią mnie. Jakbyście wzięli jej zdjęcia i moje powiedzielibyście, że jest to jedna i ta sama osoba. I że tak powiem, sprawa się rypła. Mama zaczęła coś podejrzewać, natchniona głosem intuicji przejrzała telefon taty i znalazła SMS-y, których treść nie jest mi znana do dziś. Pamiętam, że awantura była przeokropna, ale przebaczyła mu. Oficjalnie nikt im zdrady nie udowodnił, nikt nie udowodnił, że M. jest dzieckiem mojego taty, chociaż ja i tak wiedziałam swoje.

Minęło już parę lat od tego zdarzenia.
Musiałam skorzystać z laptopa taty. Wpisałam w wyszukiwarce zwykłą literkę ''e'' i pokazały mi się najczęściej otwierane strony. Wszystkie o tematyce erotycznej, za których to pośrednictwem ludzie spotykali się na seks. Więc szybki przegląd poczty taty, krótki włam na owe portale i wiem, kiedy był, z kim, gdzie. Niemalże wszystkie wyjazdy w interesach, które odbył w ciągu minionego roku, wcale nie były związane z firmą. Mało tego, romans z ciotką wcale się nie skończył. Miał szczęście, że nie było go wtedy w domu...

Zrobiłam screeny rozmów mailowych, wydrukowałam. Pojechałam do ciotki i przed nią i przed wujem, rzuciłam jej nimi w twarz, potem spoliczkowałam i powiedziałam: ''naucz się trzymać ręce przy sobie''. Nie poprzestałam na tym, bo dlaczego mam obwiniać tylko ją o to? Powiedziałam o wszystkim mamie, spodziewałam się gorszej reakcji co prawda, ale dało się przeżyć.

Wrócił tata, siedzimy przy kolacji, są dziadkowie jedni i drudzy, mama zaprosiła również ciotki ojca, w których oczach on to chodzący ideał. Wszyscy zajęci rozmową. Włączyłam laptop i poprosiłam o uwagę, przedstawiłam krótki pokaz slajdów. Wszystkie konta taty ujrzały światło dzienne. Tatuś udaje głupa, nie wie o co chodzi. Wtedy ja wymieniłam wszystkie panienki, u których był. Mama wstała, oblała go sokiem, po czym z szafy wyciągnęła już spakowane walizki.

Wujostwo się rozwodzi, mama złożyła pozew, ojciec się wyprowadził i mieszka z jedną z nowych panienek, a rodzina i tak udaje, że NIC SIĘ NIE STAŁO.

Karma i tak zawsze wraca, jak wychodził z domu ugryzł go mój pies, a aktualna jego panienka jest 4 lata starsza ode mnie, a mam 19, więc nie wróżę im długiej przyszłości razem, no chyba że ciągle będzie tak bardzo bogaty.

#4jG9w

Historia z cyklu: nigdy nie wiesz na kogo trafisz :)

Wraz z żoną i dziećmi byliśmy w markecie zrobić większe zakupy.
Wszystko ładnie pięknie, jeszcze tylko dział mięsny, stoimy w kolejce, ale przypomniało mi się, że zapomniałem o napojach, więc po nie poszedłem. Wracam, patrzę, a tu jakiś facet trzyma moją kobietę za ramię i ja szarpie, więc rzuciłem napoje i w te pędy żonie na pomoc, od razu jegomościa od tyłu za szyję i na ziemię. Okazało się, że ów jegomość został szturchnięty wózkiem przez syna i zaczął mieć pretensje do żony.
Nie zgłaszałem tej sytuacji na policję, ponieważ żona stwierdziła, że to i tak by nic nie dało. Więc tak jak go tam złapałem, tak go zostawiłem.

Jestem kapitanem, następnego dnia w pracy siedzę za biurkiem i wypełniam papiery, i dostaję informację, że dostaniemy nowego żołnierza. Myślę sobie: eeee tam, nic nowego. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy nagle do gabinetu wszedł ten sam jegomość z marketu...
Po pierwsze bez pukania, po drugie bez oddania honorów, a po trzecie w roboczym mundurze.
Wyobraźcie sobie teraz jakie wspaniałe życie ma ten jegomość :)

#IwB9y

Od niedawna moim sąsiadem jest typowy misiek, łysy, z tatuażami, napakowany. Ciągle z jego mieszkania lecą jakieś rapsy, z których głownie rozpoznaję Gang Albanii. Postanowiłem z tym walczyć puszczając muzykę klasyczną i różnego rodzaju rocka. Po kilku minutach tej batalii usłyszałem łomotanie do drzwi. Spodziewając się starcia z misiem poszedłem otworzyć. Mym oczom ukazał się ów sąsiad.

- Sąsiedzie, świetny gust! Sam bym puszczał, ale młody ciągle te swoje rąbanki... Nie potrafię mu odmówić, ale może, jakby pan częściej puszczał, to by się do klasyki przekonał? Może?

Zatkało mnie totalnie, ale dla wychowania młodzieży wszystko. Teraz regularnie z mojego mieszkania słychać Griega, Straussa, Chopina, Mozarta, Bacha, Vivaldiego czy Paganiniego. W planach jeszcze lata 80. i rock.

#JFf0h

Za czasów technikum miałam dobrą przyjaciółkę. Wiedziałyśmy o sobie wszystko!
Wspólne wyjścia i imprezy to było nasze życie.
Ja będąc jeszcze dziewicą wiedziałam, że Monika lubi od czasu do czasu zbliżyć się nawet z przypadkowym chłopakiem i mimo że powtarzałam jej o antykoncepcji i szacunku do siebie, ta dalej co jakiś czas poddawała się zabawom.
Akceptowałam jej zachowanie, bo to jej życie.

Pewnego razu poszła z bólem miejsc intymnych do lekarza i okazało się, że dostała dość silnej infekcji oraz specjalne "dowcipne" kapsułki do zaaplikowania.
Z racji tego, że nie lubiła tego robić - poprosiła mnie o pomoc...

Z początku myślałam, że żartuje.
Akurat byłam u niej na noc i przy towarzystwie kilku piwek stwierdziłam, że skoro ona nie czuje się głupio, to mogę jej pomóc.

Tak więc pierwszą swoją ''erotyczną przygodę'' zaczęłam w wieku 17 lat od zaaplikowania przyjaciółce globulki dopochwowej.
Wiem, że pamięta, bo przy każdym spotkaniu się z tego śmiejemy.

#DZ3Bg

Krótka historia o odnalezieniu szczęścia.

Nigdy nie lubiłam swojej lewej nogi. Drażniła mnie, była dodatkowym balastem, zawsze kryłam ją w długich spodniach. Nie czułam, aby była częścią mnie i nigdy nie potrafiłam siebie w pełni zaakceptować.

Gdy miałam 16 lat nałogowo biłam i uderzałam się w tę nogę aby powstały siniaki, przygniatałam ją na noc książkami. Później doszły igły, które szybko zastąpiłam żyletkami. 23 kwietnia 2013, gdy miałam już 24 lata, celowo dźgnęłam się brudnym od ziemi nożem. Dużo krwi, dużo bólu, dużo ran. 6 czerwca 2013 - amputacja, wdało się zakażenie. Tego dnia odjęto mi nogę na wysokości połowy uda.

Dziś jestem pewną siebie dziewczyną, uśmiechniętą, bez kompleksów, bez żadnych barier do pokonania. I choć dla większości z was jest to pewnie zachowanie chore, o ile nie patologiczne - jestem naprawdę szczęśliwa.

Cześć. Jestem Kamila i cierpię na apotemnofilię.

#aKot0

Lata temu, gdy byłam małą, 10-letnią, śliczną dziewczynką, w bramie w samym centrum dużego miasta zaczepił mnie pan. Zaproponował mi, abym poszła z nim do mieszkania, bo ma tam arbuza, którego mogę zjeść. Szczerze nie lubiłam wtedy arbuzów, o czym poinformowałam nieznajomego i uciekłam.
Do dziś przechodzi mnie dreszcz na myśl, że gdyby zaprosił mnie na coś, co lubię, to bym poszła...

#EUAq6

Moja rodzicielka to nerwowa kobieta, cóż, w sumie to chyba domena każdej kobiety w tej rodzinie... ale do rzeczy.

Miałam około 13-14 lat, kiedy wróciłam ze szkoły, a mamuśka akurat naczynia myła.
No ale że woda była odkręcona, to nie słyszała, że weszłam do domu.
Postanowiłam ją więc przestraszyć, żałuję do dziś.
Złapałam ją tak pod boczki, coby podskoczyła ze strachu...
Podskoczyć podskoczyła... miała też akurat patelnię w ręce i tak mi nią przydzwoniła, że aż mnie zamroczyło.

Na moje szczęście nie był to jakaś ciężka i masywna patelnia, a malutki tefal, więc nic poważnego mi się nie stało, ale cieszę się mamuś, że w wieku lat 50 nadal miałaś refleks jakiego by Ci pozazdrościł niejeden młody człowiek :D

#F7d9B

Dzień dobry.
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, iż jestem dosyć sceptycznym człowiekiem i nie wierzę w duchy, zjawy, potwory i tym podobne rzeczy. A jednak mam pewne wspomnienie od 10 lat, które do dziś nie daje mi spokoju.

Było to 1 listopada, w święto zmarłych. Miałem wtedy koło 12 lat. Po obiedzie wybrałem się z rodziną na cmentarz, by zapalić znicze. Jednak brak miejsc parkingowych zmusił nas do przyjechania z powrotem dopiero po kolacji. Było to około godziny 20. Co ważne dla historii, w okolicy znajduje się długa, szeroka ulica, będąca jednocześnie jedyną drogą na ten cmentarz. Po jej drugiej stronie znajduje się rozległy na kilka kilometrów las.

Cały pobyt zajął nam 2 i pół godziny (mam jeszcze z kuzynką zwyczaj odwiedzania najstarszych grobów na obrzeżach i zapalania tam zniczy), a gdy wracaliśmy do samochodu o godzinie 22:30 cmentarz oraz droga do niego świecił nie tylko blaskiem zniczy, ale również pustką. Wtedy też zobaczyliśmy jak z lasu wyłania się sylwetka małego chłopca.

Młodzieniec wyglądał na max 6-7 lat. Ubrany był w biały strój, podobny do tego, które dzieci zakładają do pierwszej komunii, a w rękach na wysokości piersi niósł świeczkę, z którą szedł w stronę cmentarza.

A teraz najlepsze: kiedy z rodziną dyskutowaliśmy w aucie o chłopcu, okazało się, że każdy z nas widział go kompletnie inaczej ubranego. Ja mógłbym przysiąc, że ubrany był w biały strój (nawet pamiętam jak świeczka odbijała się łuną światła od jego białej szaty). Mama utrzymuje, że ubrany był garnitur. Tata pamięta, jak miał na sobie podarte ciuchy w stylu lat 80.-90. A babcia z dziadkiem uważali, że miał na sobie „normalne” ciuchy, czyli kurtkę i jeansy. Nie pamiętam jakie jest wspomnienie kuzynki.
Nigdy nie zapomnę ciar, jakich doznaliśmy wszyscy w samochodzie. Mama, która jest głęboko wierząca dopełniła całą przygodę słowami:
„Chłopiec chyba szedł odwiedzić grób swój, albo swoich bliskich…”
Dodaj anonimowe wyznanie