Ostatnio moja 7-letnia córka powiedziała coś, co mnie zamurowało. Otóż na moje pytanie, czy chciałaby wybrać się na lody, odpowiedziała:
"Jestem gruba i muszę schudnąć, a od lodów grubniemy".
Spytałam się jej co ona wygaduje, ponieważ moja córka jest naprawdę szczupła, a wręcz mogłaby trochę przytyć. Na moje pytanie kto jej tak powiedział, odpowiedziała:
"Mamo, oglądałam z babcią Top Model i tam była taka dziewczyna bardzo fajna i jej nie przepuścili, bo nie wystawały jej kości".
Aż mi się smutno zrobiło. Nigdy nie pozwalam mojej córce oglądać tego typu programów, ponieważ wiem jakie sytuacje mogą później z tego wyniknąć. A z teściową to już sobie poważnie porozmawiałam...
Jestem z rocznika 00 i mieszkam obecnie za granicą, dlatego do pierwszej klasy liceum chodzę już od początku sierpnia.
Umywalka, ręczniki papierowe i kosz na śmieci są umieszczono na samym przodzie klasy, tuż koło tablicy, co jest kluczowe w tej historii.
A więc od razu z grubej rury.
Poniedziałek rano, drugi tydzień szkoły, stoję sobie przy koszu na śmieci i przy całej klasie dmucham nos. Ze zwykłego lenistwa nie chciało mi się kulturalnie wyjść z klasy. Wydmuchiwanie zatkanego nosa to według mnie czynność kompletnie ludzka i nie widziałem problemu w robieniu tego przed klasą.
No więc dmucham i dmucham, ale te cholerne kozy nie chcą wyjść. Wtedy mój móżdżek o wielkości orzeszka laskowego wpadł na wspaniały pomysł zaciągnięcia się mocno powietrzem i pozbycia się gluta raz na zawsze. Jak pomyślałem, tak zrobiłem.
Zaciągnąłem się powietrzem jak palacz papierosem, złożyłem usta i dmuchnąłem z całych sił.
Wyleciało. Tylko nie z tych dziurek co trzeba.
Bąki zapierdo**ły mi z dupy jak króliki na koksie.
Na domiar złego moje gazy aromatu wanilii nie miały, klasa po chwili wręcz waliła jak murzyńska chata. Jak się pewnie domyślacie, spaliłem największego buraka w dziejach, przy akompaniamencie śmiechu moich nowo poznanych kolegów i koleżanek.
No cóż, grunt to dobre pierwsze wrażenie! :D
Cała historia wydarzyła się w czasie gimnazjum, 1 lub 2 klasa. Koleżanka "S" miała cały dzień wolną chatę (matka z ojczymem pojechali na urodziny do znajomych), więc zaprosiła nas do siebie. Przyszły 4 osoby, w tym kolega, klasowy rozrabiaka, który przyniósł ćwiartkę wódki, abyśmy spróbowali.
Chłopaki i jedna koleżanka zrobili po łyku, ja z "S" wylałyśmy resztę do ubikacji. Pusta butelka po ćwiartce została na stole w kuchni, abyśmy nie zapomnieli jej przed wyjściem.
Nagle przyjechali rodzice, "S" wystraszyła się strasznie, bo rodzice nie mieli pojęcia o naszej wizycie, miała siedzieć w pokoju i cały wieczór się uczyć. Kazała nam uciekać przez okno w jej pokoju, odmówiliśmy, gdyż mieszkała na poddaszu (ok. 2 pietra) i nie chcieliśmy się połamać. Trudno, zauważyli nas, zauważyli też butelkę w kuchni, zadzwonili po naszych rodziców i się zaczęło.
My wszyscy pod ścianą w salonie jak na odstrzał, rodzice na kanapie i słuchają jej ojczyma co ma do powiedzenia. Głównie to krzyczał jacy jesteśmy niewychowani, patologia, alkoholicy itp. "S" na to się odezwała, że pół butelki wylałyśmy i wtedy trzask - dostała po twarzy od niego za rzekome kłamstwo. Później dostała jeszcze raz bądź dwa razy... jej matka siedziała cichutko, bo przecież to ojczym w domu portki nosi. Mój tata nie wytrzymał, wstał, powiedział, że patologia to ojczym jest, nie pozwoli obrażać siebie i córki. Przyznał, że kara za alkohol nam się należy, ale absolutnie nie bicie po twarzy. Kazał mi się ubrać i wyszliśmy. Chwilę za nami wyszła cała reszta, opowiadając nam jak to ojczym "S" wyzwał mojego tatę od głupich itp.
Dzień później każdy z nas dostał wezwanie na policję, bo podobno znaleźli w domu dziwne tabletki. U nikogo we krwi nic nie wykryli, bo nikt nic nie brał. Do tej pory nie wiemy skąd ten wymysł z tabletkami. Policja po naszym przesłuchaniu przyznała, że gościu to idiota i zamknęła sprawę.
Nie minął tydzień, rodzice przenieśli "S" do innej klasy, w międzyczasie dostała karę na jedzenie (jadła tylko chleb z salcesonem, kiedy ojczym wcinał schabowego) i spała w piwnicy. Często w czasie długiej przerwy biegłyśmy do sklepu, aby kupić jej bułki itp.
Dostała zakaz spotykania się z nami pod rygorem cięższych kar. Parę miesięcy później tylko dowiedzieliśmy się, że uciekła z domu i policja szukała jej dwa tygodnie. Do tej pory nie mamy z nią kontaktu.
Nie napisałam, że jej ojczym jest nauczycielem WOS-u, w liceum oczywiście musiałam trafić na niego, na każdą lekcję musiałam wykuć się na blachę. Nie dałam mu się, choć nieraz było ciężko.
Czasem się tylko zastanawiam jak miewa się "S", co u niej i czy mając 22 lata dalej ma takie problemy w domu.
Śnił mi się dzisiaj sprawdzian z matematyki. Nauczycielka po jakimś czasie podeszła i zapytała, czy już skończyłem, a ja z przerażeniem zdałem sobie sprawę, że nic nie umiem. Przez sen próbowałem ogarnąć czym jest mediana i inne rzeczy, powiedziałem, że niestety odpowiedziałem dopiero na kilka pytań, jej zawiedziony moją niewiedzą wzrok mnie obudził.
I tak oto jest wieczór, a ja, mimo skończonych studiów, siedzę od rana i przypominam sobie matematykę...
Mam mały defekt.
Czasami podczas gadania, jedzenia, śmiania się moja szczęka się "zakleszcza" i nie potrafię jej otworzyć bądź zamknąć. Zazwyczaj trwa to około 2 minut.
Byłam niedawno u znajomych na grillu. Wykładałam do ust gorący kawałek kiełbasy i chcę gryźć... ale szczęka postanowiła się zakleszczyć.
Kiełbasa piekła niemiłosiernie. Usta uchylone tak, że nie mogłam wyjąć kawałka posiłku.
Na pomoc przyszedł kolega. Nabrał wody w usta, podszedł do mnie i wpryskał mi ją w buzię, ponieważ chciał mi ochłodzić jedzenie, aby nie parzyło.
Pracuję jako ogrodnik w większej firmie.
Pewnego dnia kosiłem trawę kosą spalinową za zakładem. Zawsze do moich rąk trafia największą kosa z dostępnych, bo ma najwyższe obroty, tnie wszystko bardzo dobrze i jest wydajna.
Z tematem lecę ostro, lecę jak szalony i nagle wkosiłem się w reklamówkę, zdarza się. Wyłączam tę kosę, żeby wyciągnąć reklamówkę. W tym samym momencie poczułem bardzo nieprzyjemny zapach i wydawało mi się, jakby coś mnie opryskało.
Tak...
Wkosiłem się w reklamówkę, do którejś ktoś nasrał...
Cały kombinezon roboczy, maska, nauszniki, czapka i moje długie włosy... w gównie!
Pozdrawiam.
Wracałam spokojnie z zakupów. Przed mostem stał radiowóz policyjny. Zauważyłam, że policjant machnął ręką, więc zjeżdżam na pobocze. Pewnie kontrola, co ma być to będzie, policjant zatrzyma wszędzie.
Policjant: Dlaczego pani się zatrzymała?
Ja: Yyyy... Pan chyba machnął ręką, sądziłam, że należy się zatrzymać.
Policjant: Ja do znajomych machałem. He, he. Miłego dnia!
Odjechałam śmiejąc się sama do siebie z tej sytuacji :)
Na studiach przez pewien czas mieszkałam z młodszą siostrą. Młoda właśnie zaczynała studia i jak to bywa poznawała nowych ludzi, chodziła na imprezy, randkowała. Na którymś tam semestrze zakumplowała się blisko z jedną laską - przyjmijmy Baśką. Baśka była niezbyt atrakcyjną, hardą chłopczycą, zadziorną i złośliwą, ale jak się ją trochę bliżej poznało, to okazało się, że jest fajną i bardzo lojalną koleżanką.
Baśka była znana z tego, że jest wrogo nastawiona do facetów i zawsze stała na straży, żeby czasem jej koleżanki za bardzo nie zaangażowały się w związek z facetem, lubiła rzucać dobrymi radami. Trochę mnie to bawiło, bo z tego co wiem, żadnego faceta nigdy nie miała, a i jakoś chętnych nie było. Kiedy moja siostra po jakimś czasie związała się z pewnym chłopakiem, Baśka wpadła w złość. Nie było odwiedzin, które nie skończyłyby się złośliwościami na temat chłopaka mojej siostry, który pewnie ją zmanipuluje i odetnie kontakty między nimi, mówiła, że jest jej przykro, że nie odwiedza nas tak często jak kiedyś. No cóż, myślałyśmy, że to zwykła zazdrość.
Któregoś dnia poszłyśmy w parę osób na babską imprezę - razem z Baśką oczywiście. Było już późno, więc zaprosiłyśmy ją do mieszkania, żeby sama nie wracała po nocy, jak zawsze - nie odmówiła. Następnego dnia wstałam dosyć wcześnie i zmierzałam do łazienki, kiedy zauważyłam, że ktoś w niej siedzi. Przez uchylone drzwi zobaczyłam Baśkę podczas dosyć niecodziennej czynności - siedziała naga na podłodze i masturbowała się moim wibratorem, do tego wokół niej leżały moje przechodzone gacie. Stałam jak wryta przez chwilę i właśnie miałam pobiec do mojej siostry, kiedy Baśka zorientowała się, że ją obserwuję.
Oczywiście zaczął się dramat, Baśka wybiega, płacze i mówi, że to nie tak jak myślę. Siostra w szoku, ja jeszcze bardziej. Pytam się jej co ona za przeproszeniem odpi*rdala, ale Baśka w zasadzie nie wiedziała co powiedzieć, rzuciła tylko "Ty nic nie rozumiesz", wzięła swoje ubrania i wyszła... razem z moim wibratorem. Przestała się odzywać do mnie i siostry, a na uczelni unikała jej jak ognia.
Dopiero niedawno na jakieś tam imprezie, na której przypadkiem znalazła się moja siostra, pijana Baśka wyznała, że jest lesbijką, przyjaźniła się z Młodą głównie dlatego, żeby być jak najbliżej mnie. Co gorsze powiedziała, że gdy zdarzało jej się u nas bywać, czasami zakradała się do mojego pokoju, żeby... użyć mojego wibratora.
A ja go potem używałam :/
Gdy miałam może 10, 11 lat, czasem z bratem organizowaliśmy pojedynki na słownictwo. Popisywaliśmy się znajomością trudnych wyrazów i odpytywaliśmy wzajemnie z ich znaczenia.
Zasłyszałam wtedy pewne słowo. Nie znałam jego znaczenia, ale wydało mi się takie wzniosłe, majestatyczne, w mojej dziecinnej główce uroiło się, że z pewnością oznaczało jakiś naukowy, skomplikowany proces.
Wyobraźcie sobie uroczą 10-latkę, uczesaną w dwa mysie ogonki, która mierząc brata surowym spojrzeniem, jednocześnie pewnym swego zwycięstwa, pyta go głośno: "A czy ty wiesz co to znaczy masturbacja?!".
Nie zapomnę przerażonego wzroku mojej babci. Wówczas nie wiedziałam czym jest tak zgorszona.
Dziś już wiem.
Historia mojej babci z początku lipca.
Akcja odbywała się w popularnym saloniku prasowym. Babunia kupowała zdrapkę, do których podczas wakacji jest dołączana loteriada, w której można wygrać mercedesa, tablet, telefon itp. Babcia wzięła resztę z zakupów z lady, nie biorąc tej loteriady i wyszła z saloniku.
Około tydzień po tym wydarzeniu babcia znów zawitała w tym sklepiku. Ekspedientka powiedziała babci, że sprawdził tę loteriadę i okazało się, że babcia... wygrała mercedesa!
Piszę to, aby podziękować pani sprzedawczyni za to, że jest człowiekiem tak dobrym i uczciwym, że oddała babuni ową loteriadę. I również za to, że mogę teraz się wozić mercedesem :D
Dodaj anonimowe wyznanie