#6dk7J

Moja dziewczyna ostatnio się na mnie śmiertelnie obraziła. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie powód...

Powiedziałem do niej "jesteś moją jedną na milion". Natychmiast wykrzyknęła, że w samej Polsce jest ponad 38 milionów ludzi, więc idąc za moim tokiem rozumowania - mogę kochać 38 innych kobiet?!?!

Nie miałem argumentów na takie oskarżenie.

#K2sen

Jestem doktorantką i chcę zostać doktorem matematyki. Mój opiekun potrzebował kogoś do pilnowania podczas egzaminu z logiki na studiach zaocznych. Przed egzaminem stałam obok studentów i podszedł do mnie jeden koleś.
- Ej, nie kojarzę cię. Chcesz jakieś ściągi? Mamy ich mnóstwo.
- Nie, nie, dziękuję - uśmiechnęłam się.

Spróbujcie wyobrazić sobie jego minę, kiedy rozdawałam karteczki z zagadnieniami :D

#KQyNV

Dziś byłam świadkiem polskiego, babskiego chamstwa. Stoję ja sobie w owadzim dyskoncie, na taśmie jakieś nie zdrowe przekąski, duszno mi, pot cieknie, ale przede mną jeszcze spora kolejka. Co można robić, kiedy w kolejce robi się zastój? Rozglądam się po wszystkich kątach, ulotkach etc. aż dochodzą mnie słuchy wartkiej akcji na przedzie. Przy kasie stał mały grzdylek, w wieku podstawówkowym. Robił sam(!) dość spore zakupy, typu pieczywo, coś do pieczywa, jakieś słodycze, chemia.

Ledwo biedny nadążał za pakowaniem rzeczy do wózka. Kasjerka już wszystko policzyła, oczywiście wyglądała jak babka z ZUS'u po trzech porodach i cesarce piłą, brakowało tylko kawki obok niej. Dzieciak wykłada na ladę 20 zł i sporo drobniaków, babka zaczyna jęczeć i stękać, że „jesus maryja, nie przygotuje to wcześniej tylko się męcz człowieku”. Brakowało jeszcze dosłownie paru groszy, chłopiec w pośpiechu zaczął szukać po kieszeniach a potem w plecaku, na co babka znowu pierdyknęła tajemnicę bolesną męko swojej najcięższej, skierowaną do nas: „O, o no i widzą państwo jakie to nierozgarnięte, tera będzie szukał trzy godziny!”.

Po czym spojrzała znów na lekko zestresowanego chłopca. Wydała z siebie coś w rodzaju ostrego westchnienia, brzmiąc przy tym jak zdychający kaszalot, po czym stwierdziła, że takiego to nawet jakby lać codziennie rózgą to i tak się nie nauczy. Zdenerwowałam się, rzuciłam w jej kierunku pięć dych, bo tyle tylko miałam przy sobie i powiedziałam, że zakładam za tego chłopca. On się wyprostował i zaczął mi dziękować, a babka, którą powołanie i miłość ominęły spojrzała na mnie lekko zszokowana.

Skasowała moje produkty i stwierdziła, że nie ma jak wydać. Mój uśmiech zdradził wszystko. Stwierdziłam, że to jej problem. Podczas gdy ona darła ryj na cały sklep pytając, czy inne kasjerki nie mają rozmienić, ja stałam i mówiłam o braku kompetencji. Puenta? - Its karma, bitsch!

#9sAIX

Niedawno złapałem świnkę. Mam ponad 30 lat. Nic przyjemnego - im człowiek starszy, tym ciężej przechodzi się taką chorobę. Dlatego też zainwestowałem w prywatnego lekarza. Chciałem bowiem, aby po wszystkim szybko sprawdził czy nie mam jakichś powikłań. Staram się o dziecko, a słyszałem, że świnka w tak późnym wieku czasem może prowadzić do bezpłodności.
Przyszedłem do kliniki. Pani doktor (całkiem ładna trzydziestka) zbadała mnie i powiedziała, że choroba już minęła. Dała mi też mały pojemniczek na próbkę nasienia. Powiedziała żebym poszedł do ubikacji "zrobić co trzeba".
Zdziwiłem się, bo byłem święcie przekonany, że w prywatnych placówkach, w których to pacjenci zostawiają niemało kasy, są specjalne pomieszczenia do tego typu zabiegów. No, wiecie - dyskretne, sterylne miejsce ze świerszczykami, miękkimi chusteczkami i wygodnym fotelikiem. Cóż - poszedłem więc do ubikacji. A raczej kibla przez duże KA.

Klop był koedukacyjny. Zamknąłem się w kabinie, która chyba dawno nie była tknięta przez mopa. Brud, smród i ubóstwo. Deska oszczana, papieru smętna resztka. Gorzej niż w szalecie na dworcu. No, nic. Rozsiadłem się na, wyłożonej ostatnimi skrawkami papieru toaletowego, muszli i przystąpiłem do roboty.
Jeszcze nigdy walenie konia nie zajęło mi tak dużo czasu. Co chwilę ktoś pukał do drzwi ubikacji i krzyczał teksty w stylu "No, wychodź pan wreszcie!". Na domiar złego bateria w komórce mi padła, więc nie mogłem sobie pomóc jakimś filmikiem dla dorosłych, czy chociażby zdjęciem roznegliżowanej pani. Siedziałem tam z  20 minut, zestresowany i zniesmaczony sytuacją. W końcu się udało. Wyszedłem z ubikacji czerwony niczym buraczyna i spocony jak po dwóch godzinach crossfitowego wycisku. Ludzie w poczekalni patrzyli na mnie jak na jakiegoś psychola.
Przetruchtałem szybko przez korytarz i niczym pocisk wpadłem do gabinetu. Kiedy zamknąłem za sobą drzwi, wydałem z siebie takie głośne "Uffffff!" i podałem pani doktor próbkę mojej "spuścizny".
Lekarka spojrzała na mnie, kiedy wydarłem jej stertę chusteczek z podajnika i zacząłem osuszać sobie nimi czoło. Następnie zerknęła na próbkę i znowu na mnie. Uśmiechnęła się uroczo i rzekła:

- Ależ proszę pana. Miał mi pan przecież przynieść próbkę moczu...

Na Trygława i Swaroga! Poczułem się taki niedoceniony...

Pe-es. Później ostatecznie przyniosłem prawidłową próbkę siebie.
Pe-es dwa. Żona w ciąży. Klękajcie narody!

#f56Yy

Często ludzie się śmieją, że piękniejszym jest łatwiej w życiu. Ja się przekonałem o tym na własnej skórze.

Gdy skończyłem 18 lat, chciałem w końcu trochę zarobić i przeprowadzić się na swoje. Miałem po prostu dosyć kłótni w rodzinie. Więc jak każdy młody człowiek chciałem zacząć od najłatwiej dostępnych prac. Mój przyjaciel, który akurat pracował w fast foodzie, powiedział, że brakuje im osób. Byłaby to praca typu: przynieś, podaj, pozamiataj i umyj naczynia. Płaca była całkiem dobra, bo 12 zł za godzinę. Od razu zadzwoniłem i umówiłem się na spotkanie. Przez telefon pani zapewniała, że rozmowy takie to tylko na pokaz, że na pewno dostanę tę pracę. Ale i tak na wszelki wypadek przyszedłem ubrany w garnitur.

Co się okazało? Miejsce zajęte, przepraszamy za kłopot. Cóż poradzić? Przecież nie będę urządzał afery, bo nie przyjęli mnie na zmywaku. Podziękowałem za poświęcony czas i poszedłem do domu.

Po paru dniach mój kolega, który tam pracuje, napisał do mnie czemu zwlekam z przyjściem, bo cały czas potrzebują pomocy. Spytałem się, czy nikt się jeszcze nie zgłosił po tę pracę. Powiedział mi, że ktoś się zgłaszał, ale zrezygnował. Co się okazało? Nie spodobałem się pani kierownik, więc okłamała mnie o braku pracy. Jeszcze dowiedziałem się, że po rozmowie ze mną obgadywała mnie mówiąc, że takie brzydale jak ja powinny w jaskini mieszkać, z dala od ludzi.

Podsumowania nie będzie, ale aktualnie rozglądam się za pracą w domu, bez kontaktu z ludźmi :)

#czxNe

Moja mama jest materialistką, ze straszną sytuacją finansową, wiem, że matkę ma się tylko jedną, ale to przekracza wszelkie granice.

Zepsuła mi start w dorosłe życie - weź mi kredyt ratalny na piekarnik, telewizor, znów piekarnik, bo stary się zepsuł.
Zapewniała "Będziesz miał dobrą historię kredytową, będziesz mógł wziąć kredyt, jeśli będzie trzeba, od ręki".

Nie spłacała żadnej raty w terminie, przez co mnie zablokowała w każdym banku na X czasu.

Jakiś czas później. Sytuacja w samochodzie:
Mama: Potrzebuję pomocy, weź mi kredyt 10 tysięcy na operację.
Ja przerażony myślę, że pewnie rak czy guz jakiś...
Ja: Co się stało, co ci jest?! Na jaką operację?!
Mama: Na odsysanie tłuszczu.

Nie wiedziałem, czy śmiać się czy płakać.

#awUOy

Hej.
Chciałabym opowiedzieć Wam historię, która przydarzyła się mi całkiem niedawno w drodze ze szkoły.

A więc idę sobie do domu, zmęczona po całym dniu nauki i przede mną idą również ze szkoły dwie dziewczynki na oko 3 klasa podstawówki. Nagle podjeżdża do nich czarny samochód i mężczyzna w środku (łysy, czarna koszulka, czapka z daszkiem i guma w ustach) pyta, czy je nie podwieźć. Dziewczynki zastanawiały się przy otwartym oknie samochodu. Cóż, ominęłam je, ale ciągle bacznie obserwując zaistniałą sytuację. W końcu się wróciłam.

Podeszłam do dziewczynek, które nadal nie mogły się namyśleć, czy skorzystać z podwózki i zapytałam, czy znają tego pana. Ja już spanikowana, tworząca różne scenariusze w głowie, ale pewna swego czekam na odpowiedź dziewczynek. Obie patrzyły na mnie, gdy jedna z nich powiedziała jakby z obrzydzeniem "To jest mój tata...".

Także ten... Nie powiem, trochę się zawstydziłam, no ale wiem, że gdy następnym razem spotkam się z podobną sytuacją muszę zareagować bez względu na to, czy dziecko zna człowieka w samochodzie, czy nie. Was proszę o to samo. Reagując możecie uratować niewinne dziecko przed jakimś pedofilem.

#h2xo9

O moherach to i ja coś mogę napisać.
Kilka dni temu byłam zapisana na usg na 11:50. Przychodzę spóźniona o 5 minut ale pielęgniarka mówi, że lekarz jeszcze mnie nie wołał (Lekarz wywołuje pacjentów po nazwisku).
Siadam na krzesełko obok starszej kobieciny ( jak się potem okazało MOHER ogniem ziejący) i babeczki koło 50 i czekam.
Naraz słyszę pierwsze "jebudu":

Moher: "Wie Pani, teraz to się tyle czeka do tych lekarzy, ja to już za stara na to jestem, ale jak się choruje to przyjść trzeba"
Babeczka: "No tak niestety jest na NFZ, trzeba się naczekać'
M: "ja tu już godzinę siedzę, sił już nie mam a córka czeka"

I tak jeszcze chwilę gadały o tym "czekaniu" do lekarza. Z gabinetu wychodzi pacjent. Godzina 12:15. A lekarz jest tam sam więc jak zrobi usg potrzebuje kilku chwil żeby opisać usg pacjenta. I do moich uszu dobiega.
M: "noo pacjent wyszedł a ja dalej musze czekać. No przecież nikogo już tam nie ma. Godzinę już czekam. Powinnam już wejść"
Więc uprzejmie się pytam na którą godzinę Pani była zapisana.
Pokazuje mi swoje skierowanie i mówi "No na 12:10"
No ręce mi opadły ale dalej miło się do niej uśmiecham i mówię
Ja: "W takim razie ja jeszcze będę przed Panią bo ja mam na 11:50"

I to był mój błąd...
Pewnie gdyby wzrok mógł zabijać padłabym jak długa obok jej plecionych bucików.
M: "Ale Pani się spóźniła!!! Tak się nie robi. Poza tym ja tu już godzinę siedzę, teraz moja kolej", więc grzecznie (Jeszcze!!) odpowiadam, że nie miałam z kim dziecka zostawić (myślę: na to nie będzie miała co powiedzieć) Ale nieeeeee... odpowiada...

M: "To trzeba było o tym wcześniej pomyśleć! (serio?!). Pani myśli że my innych spraw też nie mamy tylko będziemy tu siedzieć i czekać na tych spóźnialskich? Ja tu już godzinę!!! siedzę. 15 osób przede mną weszło bo liczyłam. Nikt się nie zainteresował że tu starsza osoba siedzi!!! Godzinę !!! Słyszy Pani? A bym sobie serial pooglądała"
Ja zszokowana wybuchem mohera niczym wulkanu gdzie lawa wszystko pochłonęła mówię: "Siedzi Pani tu już godzinę?? Po co? Przecież miała Pani na 12:10"
M: "TO COOOO!!!"

W tym momencie lekarz wyszedł wywołał moje nazwisko ale że moher już prawie pod drzwiami koczował wrył się pierwszy... bo ona musi, bo ona już tu czeka, bo ona już nie może...
Lekarz ze zrezygnowaną miną przeprosił mnie i wpuścił mohera.
Wrrr... kultura u niektórych ludzi jest powalająca. I co z tego że miała na 12 jak ona przyszła na 11 i się wykłóca, że ona już musi wejść... :/

#htO4b

Mój tata ma ogromną bliznę na twarzy, wygląda jakby ktoś wbił mu denko od butelki wokół oka, a potem przejechał nią jeszcze po policzku. Gdyby nie ona, byłby naprawdę bardzo przystojnym mężczyzną i nie mówię tego, tylko dlatego, że to mój tata, on po prostu ma coś w sobie, do tej pory widzę, jak kobiety się za nim oglądają z błyskiem zainteresowania w oczach. Nigdy jakoś nie zwracałam na nią uwagi, dla mnie po prostu była.

Gdy miałam 16 lat na zabój zakochałam się w pewnym chłopaku, dosłownie poszłabym za nim w piekło, gdyby tylko poprosił. Któregoś dnia tenże chłopak, widział mnie w towarzystwie mojego taty. Następnego dnia w szkole wysłuchiwałam głupich tekstów, że z takim okropnym ojcem, nigdy nie znajdę chłopaka, że wygląda jak potwór, że powinien grać psychopatycznych morderców, bo na takiego wygląda, a to tylko, co przyjemniejsze komentarze. Było mi przykro, ale jednocześnie byłam wściekła, że przez tatę nie mogę być z "miłością mojego życia". Tego samego dnia, pokłóciłam się z tatą, wykrzyczałam mu, że jest potworem, że przez niego nie mam przyjaciół, że go nienawidzę. Tata tylko się smutno uśmiechnął, pocałował mnie w czoło i wyszedł z mojego pokoju. Przez kolejnych parę dni mieliśmy ciche dni, chciałam go przeprosić, ale w szkole nadal mi przez niego dokuczali, przez co byłam ciągle na niego zła.

Po tygodniu cichych dni, moja mama nie wytrzymała i zapytała nas wprost, co się stało. Tata tylko się uśmiechnął i pokręcił głową, ale ja powtórzyłam słowo w słowo, co mu powiedziałam. Wtedy mama zabrała mnie pokoju i opowiedziała mi, jak tata nabawił się tej blizny.

Mój tata miał 25 lat, gdy przyszłam na świat. Mieszkaliśmy wtedy w starym, drewnianym domu mojej babci. Miałam niespełna 2 latka, gdy którejś nocy, przez spięcie w instalacji elektrycznej, w moim pokoju wybuchł pożar. Ogień szybko się rozprzestrzenił, moja mama próbowała się do mnie dostać, ale cały pokój stał w płomieniach. Mój tata kazał jej uciekać z domu, samemu zostając w środku, chcąc mnie ratować. I udało mu się. Dostał się do mnie, ale niestety musiał skakać ze mną z okna, z pierwszego piętra. W momencie, kiedy wdrapywał się na okno, zawalił się dach. Tata skoczył, ale tak niefortunnie, że nabił się na słupek od bramy, który wbił mu się w oko. Niezbyt głęboko, ale wystarczająco, aby pozostawić bliznę.
Mama opowiedziała mi, ile się wycierpiał przez tą bliznę, jacy ludzie byli dla niego przykrzy, jak było mu ciężko, a to tylko dlatego, że uratował mnie, swoją małą księżniczkę.

Gdy skończyła, zerwałam się i z płaczem pobiegłam do taty. Przytuliłam się do niego mocno i przeprosiłam za wszystko. Pocałował mnie w czoło i powiedział:
"Bez wahania zrobiłbym to jeszcze raz!"

Od tej naszej sprzeczki minęło 10 lat, a ja nadal nie mogę sobie wybaczyć, że go tak zraniłam. On mi wybaczył, ja sobie nie potrafię.

Mój tata, mój największy bohater.
Dodaj anonimowe wyznanie