#0Fcuo

Nigdy nie byłem zbyt wrażliwy, a jakiekolwiek obrzydzenie jest mi obce.

Dziś wieczorem wyszedłem z psem. Ciemno, mokro, błoto, ogółem dobry klimat. Po powrocie usiadłem przy komputerze i przy użyciu alkoholu zacząłem pochłaniać kolejne odcinki serialu. W pewnej chwili zauważyłem, ze na nogawce mam błoto. Postanowiłem pozbyć się go przy użyciu palca, drapania i śliny.

Było to bardzo ciężkie, więc zmieniłem pozycję, na taką, która ułatwiłaby to. Po kilku "przeładowaniach" śliny na palec i głębszym pochyleniu się nad owym błotem. Gdy do moich nozdrzy dotarł zapach gówna zrozumiałem swój błąd. Wstałem, poszedłem sprawdzić buty. Prawy był bardzo ładnie oznakowany resztkami miny zostawionej przez czteronożnego przyjaciela.

Nie wiem, czy to przez upojenie alkoholowe czy przez mój charakter czy przez wrodzoną twardość, ale nie zwymiotowałem.

Smakowało jak sucha, psia karma. Róbcie z tą wiedzą, co chcecie.

#KlwlG

Moja dziewczyna jest starsza ode mnie o 8 lat. Na początku było ciężko z powodu tak dużej różnicy wieku. Moja ukochana jest nauczycielką angielskiego, a ja jestem w 4 klasie technikum. Niedawno mój nauczyciel angielskiego odszedł, więc potrzebny był ktoś nowy. Tak, dokładnie tak jak myślicie! Moja najukochańsza Natalia została moją nauczycielką. Mieszkamy w innym mieście, więc nikt nas tutaj nie znał. Tyle dobrze, że tylko tutaj musieliśmy ukrywać nasz związek. Z angielskiego zawsze byłem dobry, więc moje Słoneczko zawsze dawało mi sprawiedliwe oceny. Najgorsze było mówienie do swojej dziewczyny "proszę pani", istny koszmar. Niestety nowa nauczycielka musiała przerwać wykonywanie zawodu z powodu ciąży ;) A już niedługo ślub.
Trzymajcie kciuki za przyszłych rodziców :)

PS Na USG widać bliźniaki.

#c2McI

Jakiś czas temu stałam się właścicielka konia. Niestety zabrałam go z nieciekawych warunków i zauważyłam białe robaczki na całym jego ciele. Weterynarz polecił mi kupić w aptece szampon przeciw wszom.
Wyobraźcie sobie minę farmaceutki, gdy poprosiłam o 15 opakowań szamponu zabijającego robactwo :D

#QWEoQ

Podczas studio na filologii angielskiej miałam szansę poznać wielu ciekawych wykładowców. Jednym z nich był dr Bogdan, wykładający fonetykę, który sprawiał wrażenie złego do szpiku kości Brytola. Wiecznie niezadowolony, z nosem spuszczonym na kwintę, zero uśmiechu.

Na pierwszych zajęciach odezwał się do nas, ze swoim akcentem a'la klucha w gardle, nikt z grupy nie mógł odnaleźć swojego nazwiska wśród odczytywanych z listy obecności. Koleś straszliwie kręcił buzią. Każde nasze zajęcia skupiały się na odsłuchach nagrań z właściwą wymową, a później na ich fonetycznym zapisie. Pan doktor wybierał kilka przypadkowych osób do tablicy, potem odczytywał zdanie, wcześniej zresztą usłyszane kilkukrotnie, i kazał zapisać je właściwymi symbolami na oczach całej grupy. To była makabra, niemal nikt z nas nie potrafił uczynić tego bezbłędnie, co widocznie niosło satysfakcję naszemu wykładowcy.
Baliśmy się go jak cholera, bo oceniając nasze fonetyczne umiejętności nie stronił od kąśliwych uwag, z których cieszył się pod nosem. Ot, taki brytyjski śmieszek. Nie przepadałam za nim, zresztą nie jako jedyna.

Nadszedł dzień kolokwium, każdemu z nas trzęsły się porty, bo przecież nigdy nie wiadomo co nasz kochany doktorek wymyśli, bo przecież był niemiły, ironiczny, nienawidził ściągania i pilnował nas jak rasowy doberman. Dostałam arkusz kolokwium i miałam ochotę się rozpłakać. Zadania były jak z kosmosu! Do tego byłam głodna jak jasna cholera, w kiszki grały mi marsza na pełnej głośności. "Trudno, poprawię" pomyślałam, nabazgrawszy kilka zdań, maksymalnie wysilając swoje szare komórki. Wyciągnięcie ściągi nie wchodziło w grę, doktor Bogdan stał nieopodal. Odłożyłam długopis - nie mogłam się skupić! Zaczęłam obsesyjnie myśleć o chęci przegryzienia czegokolwiek. Postanowiłam pomóc sobie i wyciągnąć z torebki choć odrobinę żelek. Włożyłam łapczywie dwie do ust i już miałam powrócić do pisania kolokwium, kiedy niespodziewanie nade mną pojawiła się postać doktora.

- Daj jedną - szepnął widocznie rozbawiony faktem, że podjadam, a nie ściągam.

Nie miałam wyjścia, poczęstowałam go żelkiem, jednak nie wróciłam już do pisania kolokwium - i tak nie widziałam szansy na zaliczenie.

W dniu wyników byłam bardzo zaskoczona, gdyż dostałam 3, z dwoma minusami, ale jednak 3! Może w buzi pana doktora to nie były jednak kluchy, tylko żelki? :)

#4CgZC

Na lekcji polskiego mieliśmy zastępstwo z babką od chemii. Jako iż nauczycielka tego chwalebnego przedmiotu humanistycznego nie chciała ryzykować lekcją chemii, zostawiła dla nas zadanie napisania charakterystyki postaci z lektury. Chemiczka miała prowadzić swój przedmiot na następnej lekcji w tej samej sali, więc przyniosła sobie jakieś alchemiczne wywary i magiczne sprzęty.

Kiedy lekcja dobiegała już końca, a nasze wypociny nabierały formę charakterystykopodobną, chemiczka miała dość znudzoną minę. Jedna ławka z przodu była wolna i przykuła uwagę nauczycielki. Nie patrzyliśmy zbyt uważnie na to co robi, byliśmy zajęci myśleniem jak wydłużyć pracę, która wydaje się za krótka. Chemiczka w tym czasie wzięła jakiś wywar, wylała na blat ławki i... podpaliła. W szoku patrzyliśmy na palącą się ławkę i obserwującą to z zainteresowaniem chemiczkę. Patrzyliśmy to na nią, to znów na ogień i znowu na nią. Gdy ta to zauważyła, spokojnie przeniosła wzrok z ławki i powiedziała:
- No co? Nudziło mi się.
I zaśmiała się diabolicznie :D

#F2i2W

Wsiadam do MZKi. Rozglądam się za wolnym miejscem, nie ma. Młoda jestem, postoję. Staję obok grupki chłopaczków i dostrzegam ją - moherek już złowieszczo patrzy na siedzących. No nic. Ja jej na bank nie pomogę.

W pewnym momencie wstaje typowy Seba i idzie w moją stronę. Już myślałam co mu powiem w razie czego, ale on miał inny plan. Stanął przodem do mnie i mówi:
- Koleżanko, koleżanka se klapnie tam, miejsce zwolniłem - i się uśmiecha resztkami zębów.
Zamurowało mnie, ale wolałam mu nie odmawiać.
I się zaczęło! Moher się ocknął i krzyczy na cały autobus:
- To już szczyt! Gówniarze miejsca ustąpią, a starej, schorowanej nie?! Kto was wychowywał?! - Już chciała sapać dalej, ale obok mnie odezwała się druga babcia:
- Aaaaa Kryśka, weź się zamknij. Jakoś ostatnio do kościółka biegłaś, tak jak za młodu do Józka!
Seba w śmiech, wyciąga rękę do babci i zbijają piąteczkę. Pół autobusu ciśnie bekę, moherek stoi czerwony i obrażony.

Morału nie ma, ale dzień jeden z lepszych.
P.S. Kierowca nie wstał i nie zaczął klaskać.

#PKEOa

Jestem Julia i chciałabym podzielić się z wami moją historią.
Jakiś czas temu, moja przyjaciółka znalazła przez przypadek zdjęcie dziewczyny podobnej do mnie. Byłyśmy praktycznie identyczne. Na początku myślałam, że to przypadek, bo przecież jest dużo niespokrewnionych ze sobą ludzi, którzy są do siebie podobni, ale z ciekawości zajrzałam na jej profil na portalu społecznościowym i odkryłam, że dziewczyna urodziła się dokładnie tego samego dnia, miesiąca i roku co ja. Nawet w tej samej miejscowości, ale później przeprowadziła się do Niemiec.

Nie sądzę, że to przypadek. Chciałabym się z nią jakoś skontaktować, ale się boję. Nie wiem czy powinnam poinformować o tym rodziców.

#IB0Fh

Parę lat temu byłam z rodzicami i rodzeństwem w teatrze. Nie pamiętam co to była za sztuka, jednak nic z klasyki, jakieś nowoczesne przedstawienie. Nie jestem wielką fanką, ale było całkiem w porządku, aktorzy nieźli.

W pewnym momencie gdzieś na środku widowni wstał z miejsca koleś i zaczął bardzo głośno mówić w stronę sceny. Większość osób zorientowała się, że jest to aktor uczestniczący w przedstawieniu. Większość... Pani siedząca obok aktora zaczęła szarpać go za ramię żeby usiadł, a gdy on nie reagował, to najpierw szeptem, a potem coraz głośniej przywoływała go do porządku. Wszyscy mieli już niezłą polewkę, w końcu aktor przerwał grę i powiedział do pani "ale ja gram w tej sztuce, proszę nie przeszkadzać". Mina kobity była bezcenna :D
Dodaj anonimowe wyznanie