#NwHYC
Rodzina chyba mnie kocha. Ciężko mi to ocenić. Znajomi chcą być blisko mnie, choć nie widzę w tym sensu. Nie rozumiem tego co do mnie mówią. Ich problemy, wahania, zwątpienia, jakaś dziwna presja otoczenia. Zupełnie mam to w dupie, bo te sytuacje są w moich oczach czarno-białe. Dziewczyny z liceum są ładne i brzydkie, rozgadane i opanowane. Wolę te ostatnie, ale nigdy w życiu nie byłem zauroczony, a myśl o tym, że rozwój człowieka polega między innymi na założeniu rodziny i znalezieniu kogoś do kochania, przyprawia mnie o mdłości i niezmierzoną apatię. Umówiłem się z dziewczyną raz, na próbę. Zaprosiła mnie do kina na beznadziejny film. Wiem, że potem cierpiała. Inna, którą uznawałem za znajomą, trochę się do mnie zbliżyła. Wracaliśmy wspólnie do domu, siedziała ze mną na kilku zajęciach w szkole. Semestr później rozpłakała się, mówiąc, że dłużej już nie wytrzyma mojego braku zaangażowania. Zasugerowała, że mam za nią pobiec albo "odejdzie". Oczywiście nie pobiegłem.
Od kilku tygodni robię coś dziwnego. Moja matka uznała, że chce mnie naprawić. Myśl, że ktoś chce mnie zmienić, ingerować we moje dziewiętnastoletnie ja, wzbudziła we mnie obrzydzenie. W każdym razie zmusiła mnie do wizyt u psychologa. Pomysł mi się, delikatnie mówiąc, nie spodobał. Zdaję sobie sprawę, że jestem gówniarzem, ale to nie znaczy, że nie mam swojego życia. Skupiam się na sobie. Gram na kilku instrumentach. Tworzę. Marzę, by być reżyserem. Edukacja przebiega bez problemu.
Pomijając to, że musiałem iść do domu obcej osoby i pieprzyć o moich "problemach", których nie mam, bądź o nich nie wiem, miałem to dziwne uczucie, że komuś się nie podobam. W tym przypadku mojej matce. Poszedłem na wizytę. Nie obchodziła mnie opinia pani psycholog - w końcu nie poszedłem tam z własnej woli. Dowiedziałem się niewiele, wróciłem do domu i kiedy matka zapytała o cały przebieg, odparłem, że nie chcę sprawić jej przykrości. Była zaskoczona.
Po kolejnej wizycie mówiłem o jej ewentualnym poczuciu winy, którego nie potrzebuję. Była mocno zestresowana, ale wciąż pchała mnie do wizyt. Stanęło na tym, że rzekomo psycholog powiedziała mi, niewinnemu chłopcu, jak wielka wina w moim rozwoju leży po stronie matki. Jak prawdopodobnie mnie skrzywdziła i najlepsze co może zrobić, to dać mi wolną rękę w moich działaniach. Przede wszystkim pogodzić się z tym kim jestem, bo sama do tego doprowadziła. Kłamałem. Mama powiedziała, że nie muszę chodzić na wizyty. Później słyszałem jak płacze. Czuję się z tym cholernie dziwnie.
Nie wyobrażam sobie reżysera, który nie potrafi zrozumieć wewnętrznych przeżyć i uczuć swoich filmowych postaci.
To samo chcialam napisac, dobry film tworzy sie wiedzac jak wywolac u widza konkretne emocje
Chyba że będzie reżyserem telewizyjnym programów o największych maszynach świata, albo produkcji mikroprocesorów...
No nie do końca. Czytałam swego czasu opowiadania jednego socjopaty/psychopaty (diagnozy w rękach nie miałam, lecz kimś takim właśnie mi się wydawał - bardzo dziwny miał charakter) i przyznam, że były bardziej poruszające, niż niejedna w zamierzeniu tkliwa historyjka. Miałam wrażenie, że ten gościu potrafi zrobić ze swoimi bohaterami wszystko, bo zapewne nic dla niego nie znaczyli. Taka bezwzględność, brak uczuć u reżysera też mogłaby przynieść ciekawe efekty. Odległe i zimne jak lody Antarktydy produkcje potrafią być intrygujące. Nie zamieszczając w filmie zbyt wielu uczuć da się wyrazić więcej, niż gdyby ich dać w nadmiarze. Poza tym bycie socjopatą nie przesądza o braku zdolności do obserwacji, na podstawie których też można tworzyć scenariusze. Tak że niech autor próbuje, jeśli ma do tego smykałkę, to jak najbardziej może mu się udać. Szczególnie, jeśli chodzi o jakieś horrory/thrillery.
A ja myślę, że jego osobowość jest genialnym materiałem na reżysera czy pisarza! Popatrzmy chociaż na Sherlocka Holmesa, dr House'a, to są bardzo znane postaci, ich zachowania są dla nas często niezrozumiałe, nie kierują się żadnymi uczuciami, a przy tym są piekielnie mądre. Historia o takiej osobie, wykreowana przez osobę z podobnym charakterem, byłaby genialna. Autor historii wiedziałby, co naprawdę robiłby bohater, jak postrzegałby innych ludzi, kierujących się emocjami, których autor nie rozumie.
Reżyser nie ma rozumieć, ale ukazać siebie.
Pomyślałam o tym samym. Jak człowiek ma zinterpretować coś, czego nie potrafi zrozumieć? Jak pokierować aktorami? Nawet jeśli jest dobrym obserwatorem, to już nie będzie to samo.
Sama jestem socjopatką (a przynajmniej tak mi się wydaje) chcę spełniać się w aktorstwie, bo wiem że jestem w tym dobra. wystarczy, że wyobrażam sobie daną reakcję i próbuję ją odtworzyć. To nie tak, że nie mamy uczuć... Też potrafimy się złościć. Po prostu nie odczuwamy współczucia, nie wyczuwalmy nastroju, nie rozczulamy się nad dziećmi/zwierzątkami. Szczerze powiedziawszy, gdyby nie filmy i książki, nigdy nie byłabym w stanie rozmawiać z ludźmi w normalny sposób I nie wiedziałabym jak się zachować. (Jestem w stanie zrobić coś czego inni ludzie by się np. Wstydzili. Nie robię tego, bo wiem jak dana sytuacja zostałaby odebrana i jestem świadoma konsewkwencji )
Socjopaci i psychopaci są świetnymi obserwatorami. Mimo, że nie rozumieją uczuć, potrafią bardzo przekonująco je udać - dlatego też większość z tych „na wyższym poziomie” (high fuctioning) jest cholernie trudna do zdiagnozowania. Oni grają normalnych ludzi cały czas, a ukazanie pełnej palety fałszywych emocji nie jest dla nich niczym trudnym.
Jedno z najciekawszych wyznań, jakie ostatnio czytałam.
@Antarees popieram
To jest bujna wyobraznia uwierz mi. Nie wiem czy on wie kim jest socjopata, ale on nim nie jest, wiec albo bardzo chce nim byc, albo ma wybujana wyobraznie.
Ludzie, socjopata to ktoś kompletnie inny. Osoba nie umieją a rozpoznawać podstawowe prawa etyczne skutkujące brakiem przystosowania w społeczeństwie. AUTOR NIM NIE JEST. Jeżeli już to PSYCHOPATĄ. Choć i tak pewnie nie. Za mało wiemy, ale na tyle dużo, że nie, nie jest socjopatą.
Właśnie, pytanie czy to socjopatia czy może Asperger? Nie znam się na tym za bardzo ale z tego co czytałam to własnie Asperger charakteryzuje się brakiem zrozumienia emocji. A socjopaci emocje rozumieją bardzo dobrze, choć sami ich nie odczuwają to potrafią zręcznie manipulować innymi ludźmi własnie poprzez emocje.
Mój drogi autorze. Prawdopodobnie tak jak ja i mój brat masz zespół Aspergera. Poczytaj na ten temat - nie chce Ci tu robić wykładu. Co zrobisz z nową wiedzą\potencjalną genezą Twojego problemu (krzywdzenie innych, brak empatii)? To juz zalezy od Ciebie.
Zgadzam sie, to jest bardziej prawdopodobne niz bycie socjopata, bo autor na pewno nim nie jest.
@AnonimowyKret przepraszam, że pytam ale bardzo mnie to ciekawi bo znam podobną sytuację. Jak ma na imię Twój brat ?
Socjopatia nie pojawia się przypadkiem na skutek traumatycznych wydarzeń i/lub negatywnych kontaktów społecznych? Bo jeśli jest tak jak piszesz - masz tak od zawsze to może po prostu jesteś psychopatą? Nie miałam nic złego na myśli (dużo ludzi mówiąc psychopata ma na myśli seryjnego zabójcę...), chodzi mi o ten bardziej naukowy termin tego określenia ;)
Socjopatą można się zarówno stać jak i urodzić.
A to spoko zwracam honor, nie słyszałam o takich przypadkach, ale nie czytałam o tym dużo więc nie mówię, że nie może tak być
psychopatia jest bardziej wrodzona, a socjopatia nabyta.
Socjopata osoba nie umiejąca żyć i przystosować się do społeczeństwa. Bardziej wrodzona. Autor nie przejawia socjopatię, a psychopatię. Ta natomiast to brak empatii, co się zgadza, z tą różnicą, że ona jest nabyta. Nie pojawia się znikąd. Wydaje mi się, że autor nie jest szczery w tym co pisze. Możliwe, że przedstawia fałszywy obraz siebie. Wiele rzeczy jest niejasne. Np. Nie wchodził w bliskie kontakty z dziewczynami, z jedną był na randce, a druga była tylko koleżanką. Mimo to obie cierpiały i on o tym wiedział. Pomine fakt skąd, ale serio? Po jednak randce? Kazać koledze z ławki biec za sobą? Albo trafił na jakiś wariatki, albo koloryzuje troche, bo to nie są naturalne zachowania.
@Srajsie przeczytaj jeszcze raz :p to nie ta dziewczyna, z którą był na randce kazała mu za sobą biec, to ta, z którą się zbliżył i przebywał dłuższy czas.
IdeologiaGender
Wiem że to inna, nie chciało mi się rozpisywać, a chciałam umieścić to w tym samym sformułowaniu(?), ale i tak odebrałam ją tylko jako koleżanka z ławki, z którą czasem wracał do domu.
Wmowiłeś własnej matce, że zniszczyła ci całe życie a ona zawsze chciala dobrze. To dziwne uczucie to... sumienie?
Właśnie dlatego powinieneś coś robić, jakoś nad sobą pracować, żeby nie krzywdzic emocjonalnie innycg bez mrugnięcia okiem, tak jak zrobiłeś np. matce. Ale przecież masz to w du*ie
Miałam tak sam w sumie po części nadal mam.
Nie czuje przywiązania do rodziny czy znajomych. Moje związki były, bo byłam ciekawa jak to ma działać. Jesteś dobry, bo prowadzisz życie tak żeby nie krzywdzić innych (no oprócz ostatniej sytuacji). Cóż ja ludzi 'badałam'?! Można tak powiedzieć. Mówiłam im coś miłego lub złego, żeby zobaczyć jak zareagują, żebym mogła nauczyć się tych reakcji. I w przyszłości udawać normalną.
Aktualnie mam 24 lata. I uwaga zakochałam się rok temu. Nigdy nic nie czułam, więc to, że chciałam z nim spędzać czas i rozmawiać kompletnie mnie dziwiło. Sama poszłam do psychologa (moja rodzina po prostu twierdziła, że jestem zła, więc nic z tym nie robili) i u niej sporo się dowiedziałam, ale nic mi nie pomogło czuć. On mnie nauczył. Jako, że powiedziałam mu jak jest, on okazał tyle cierpliwości i czasami siadaliśmy i on mówił czemu mnie kocha, czemu tęskni itp. Uczył mnie tego. Ale nadal nie czuje przywiązania do innych. W sumie tylko do niego, co może wynikać z cierpliwości mi okazanej.
Socjopatia jest wynikiem traumatycznych wydarzeń, bądź otoczenia w którym wychowała się jednostka. Socjopatia charakteryzuje się spłyceniem wszystkich uczyć. Psychopatia ma podobne cechy, jednak jest wrodzona. Taka różnica. Socjopatia jest nabyta, psychopatia wrodzona. W gwoli ścisłości, nie każdy socjopata/ psychopata to morderca ;) A co do autora, powinieneś pogadać z jakimś porządnym psychologiem który by postawił diagnozę i miałbyś pewność
Socjopata nie mozna sie takze urodzic? Nie neguje twojej odpowiedzi, poprostu zawsze myslalam ze mozna sie takze nim urodzic.
@Luuuuuuzik Temat jest głębszy. Wielu specjalistów stosuje zamiennie terminy socjopata i psychopata. Zdarza się, że specjaliści używają nazwy socjopatia, poniewaz psychopatia bywa mylona z psychotyzmem. No ale największy wpływ mają poglądy na źródła tego zaburzenia. Niektórzy psychologowie uważają, że syndrom jest rezultatem warunków społecznych i przeżyć z dzieciństwa więc wolą termin SOCJOPATIA. Inni uważają że do rozwoju zaburzenia przyczyniają się też czynniki psychiczne i genetyczne, i oni będą posługiwać się nazwą PSYCHOPATIA. Ta sama osoba może przez jednego psychologa zostać zdiagnozowana jako psychopata, a przez drugiego jako socjopata. Więc ogólnie to zależy od poglądów
WIEM ZE DLUGIE ALE PROSZE PRZECZYTAJ TO DO KONCA!!!
"Czulem sie z tym cholernie dziwnie" wyglada na to ze masz jednak wyrzuty sumienia albo jakis ich zalazek...
1.Psychologow obowiazuje tajemnica zawodowa
2.Psychoterapia nie sprawi ze z dnia na dzien bedzie efekt
3 zeby psychoterapia dzialala musisz byc szczery
Nie jestem psychologiem, ale pracuje w ochronie zdrowia...
Moim zdaniem powinienes chodzic do psychologa, wiem ze jest to dla Ciebie mega trudne-sam czulbym sie skrepowany ale skoro piszesz o tym tutaj i czujesz się dziwnie to potrzebujesz tego.
Walcz o siebie, nie jestes zly tylko zagubiony, a z tego co wyczytałem mniemam ze bardzo inteligentny.
Uwierz mi ze do psychologa czy psychiatry chodzi bardzooo duza grupa ludzi tylko nikt sie tym nie chwali z wiadomych powodow. I uwierz mi ze Ci ludzie serio tego potrzebuja
Sspecjalista od zdrowia psychicznego czyli w Twoim wyoadku Psycholog to fachowiec podobego pokroju jak dentysta czy dietetyk, tylko ze zajmuje sie inna czescia Twego ciala, tą abstrakcyjna.
Powodzenia i pamietaj walcz o siebie, bo tylko Ty-z pomoca specjalisty jesteś w stanie to zrobic!!!