#Ql0Sw

Gdy miałam 26 lat dostałam od chłopaka szczeniaka. Uwielbiałam się z nim bawić i chodzić na spacery. Piesek rósł i coś zaczęło mnie lekko niepokoić, Zauważyłam podczas zabawy, że w okolicach jego narządów pojawiła się torbiel? Duże zgrubienie?

Kochałam psa więc pobiegłam do weterynarza i tłumaczę niewiele ode mnie starszemu lekarzowi, co zauważyłam. Pan weterynarz w pewnym momencie przestał patrzeć na psa tylko z dziwnym uśmiechem zaczął się mi przyglądać...
- Ile pani ma lat ?
- 26...
- No to proszę pani to jest wzwód u psa, tego się nie operuje....

#CLOgC

Zacznijmy od tego, że mam chore jelita. Dbam o odpowiednia dietę, jestem pod stała opieka lekarza, biorę leki, wiec na co dzień nie utrudnia mi to jakoś za bardzo życia. Jest tylko jedno 'ale'.. Mianowicie: w sytuacjach stresowych moje bebechy zaczynają tance godowe i jeśli nie zdążę do toalety to jest raczej średnio ciekawie.

Całą maturę i egzaminy na studiach przetrwałam na gorzkiej czekoladzie i co najmniej 3 grubych podpaskach (codziennie innych, żeby nie było). Nic fajnego, ale cóż poradzić. Ostatnio miałam rozmowę o prace, która wypadła mi dość niespodziewanie, wiec nie zdążyłam się należycie przygotować. Wyobraźcie sobie taka sytuacje: siedzicie przed surowym panem adwokatem, z którego twarzy nie idzie nic wyczytać, dwoicie się i troicie, żeby wypaść jak najlepiej i nagle...

Szybki zryw i galop przez cała kancelarie w kierunku toalety znajdująca się kilometry dalej. W szpilkach. I ołówkowej spódnicy. Na szczęście zdążyłam, ale to jak się czułam po wyjściu z jaskini wybawienia.. Uznając, ze z praca mogę się pożegnać, wiec i tak nie mam nic do stracenia, a nuż się chłopina ciut rozchmurzy, powiedziałam co i jak. I wiecie co?

Okazało się, że szanowny pan problem zna z autopsji, prace dostałam, a od czasu do czasu dyskutujemy sobie o dietach, lekach i całej reszcie.

#pAQBY

Mam kolegę, który wyglądem bardzo przypomina Jezusa. Mam też babcię, która przyjechała na odwiedziny.

Ostatnio kolega postanowił mnie odwiedzić. Umówiona godzina wybiła, słychać dzwonek do drzwi. Chciałam otworzyć lecz babcia była szybsza. Pobiegła do drzwi, otwiera je i stoi zdziwiona.

Kolega chce zapoznać się z seniorką. Wyciąga dłoń w jej stronę i mówi:
- Dobry wieczór. Jezus jestem.
Seniorka rodu odwraca się w moją stronę i mówi:
- Widzisz, sam Jezus musi się fatygować do ciebie na przywrócenie cię na dobrą drogę.

#1zOca

Mój ojciec prowadzi dobrze prosperującą firmę, posiada wykształcenie wyższe, a elektronikę ma naprawdę w małym palcu. Ale czasem zachowuje się jak totalny, nieodpowiedzialny idiota.

Słowem wstępu - mama na brak pieniędzy nie narzeka, ostatnio kupiła żyrandol za niemałą kwotę, tata oczywiście jako domowy spec został poproszony o zamontowanie go. I tak ja siedzę w moim pokoju, przybiega do mnie 5-letni brat (pomocnik):
- Tata chciał nitkę, daj mi.
Myślę sobie po co mu nitka, ale mniejsza, dałem. I tak mija 5 minut, a ja słyszę BUM i dźwięk tłuczenia. Zgadnijcie co zrobił mój ojciec? Ten debil zawiesił żyrandol na NITCE! Tak, na NITCE, bo "chciał zobaczyć jak wygląda". Tak że ten, no wiem, że nie powinienem tak mówić o ojcu, ale żyrandol spadł kilka centymetrów od głowy brata. Takich sytuacji jest więcej.

#TCP6A

W mojej szkole niegdyś działał radiowęzeł - w długie przerwy puszczano muzykę, rano były ogłoszenia itd. Kiedy ze szkoły odeszli uczniowie którzy trzymali nad nim pieczę, a zastępcy nie spisywali się - zamknięto go.
Uczniowie domagali się powrotu, a dyrektor szukał uczniaka który dobrze poprowadzi radyjko - tak oto zasiadłam na fotelu "radiowca". Fajnie bo zawsze tego chciałam, ogólnie uwielbiam rocka, ale nie jestem tak jak większość i nie uważam tego za jedyny właściwy gatunek do słuchania. Założyłam na fb profil radiowęzła na którym uczniowie mogli wrzucać swoje propozycje (zgodnie z zasadami do godziny 20, tak żebym zdążyła nieznane kawałki przesłuchać i zadecydować czy się nadają).
Ciężka robota - wbrew pozorom, między innymi dostałam wytyczne jakie piosenki mogą lecieć bo wiadomo: przekleństwa, bunt i inne chlanie odpada, niektórzy nauczyciele również uważnie słuchali co jest puszczane bo lubili podpieprzać do dyrektora ze skargą i uczniowie... zawsze znajdzie się grupa która jest wiecznie niezadowolona ale bez przesady i o tej małej grupie będzie.
Jakieś 90% ludzi ze szkoły było mega zadowolonych z mojej działalności, większość nauczycieli również - nie mieli na co narzekać: doceniałam każdy gatunek, na przerwie leciał przynajmniej jeden kawałek rockowy, popowy, czasem nawet jakieś rapsy ( nie wiecie jak ciężko znaleźć rap z przekazem na poziomie, bez przekleństw i gdzie nie pojawia się chlanie, ćpanie i orgie) ale i raz zdarzyła się jakaś przyjemna muzyczka imprezowa itd. Z jakimi zarzutami się spotkałam?
1. Bo ciągle leci to samo! Bzdura, codziennie były inne kawałki - po 2 miesiącach dopiero zaczęłam przeplatać dawne propozycje z nowymi.
2. Bo puszczana jest piosenka buntująca przeciw szkole! - pozdrawiam panią od angielskiego, którą oburzyła piosenka Pink Floydów - Another brick in the wall. Dyro tylko puścił mi oczko i powiedział do niej, że każdy powinien mieć trochę dystansu.
3. Bo leci tylko jeden gatunek! Powiedziała to grupka gimbusów, która w propozycjach dawała mi jakąś patolę.
4. Bo lecą piosenki proponowane przez przyjaciół! Owszem, moi znajomi dawali sporo propozycji, ale było jasne napisane: kto pierwszy ten lepszy, nic nie poradzę że byli pierwsi. Poza tym jak nie dziś to jutro puszczę twoją propozycję, mamy czas.
Moja grupka hejterów uważnie obserwowała co robię i dokumentowała każdą rzecz. Czarę goryczy przelała piosenka, delikatny rap. Mignęła mi w propozycjach, a ja pamiętałam ją sprzed kilku miesięcy. Zapomniałam, że gdzieś tam pod koniec pojawia się: pie*dolę. Jedno. Mój błąd, ale kawałek opowiadał o tym by się nie poddawać, nawet jak jest ciężko to walczyć, przyjemny podkład, przyjemna treść.
Niestety matka jednego z hejterów miała koleżankę w kuratorium. Poleciała skarga, że takie piosenki pojawiały się w szkole. Reszta w komentarzu.

#4tAlr

W liceum poznałem swój ideał kobiety. Niestety, była zajęta. Na zakończeniu szkoły postanowiłem wyznać jej swoje uczucia - w końcu to ostatnie spotkanie. Zrobiłem to i zgodnie z moim przeczuciem - odpowiedziała, że jestem tylko kolegą i kocha swojego chłopaka. Nie popadłem w rozpacz, bo zrobiłem to tylko w celu "oczyszczenia się", aby później nie żałować, że nie zrobiłem z tym nic - ona i tak już nigdy mnie nie zobaczy.

Dostałem się na studia i znalazłem mieszkanie. Ona i jej chłopak są teraz moimi sąsiadami.

#TBJs6

Ostatnio moi rodzice pojechali do kina, a ja miałem zająć się 6-letnią siostrą.
Młoda bawiła się lalkami, ja pykałem w gry, aż nagle wypaliła pytaniem "Kubuś, a kiedy będę mogła się bawić w zapasy, tak jak ty bawisz się z Olą?".
Tak, moja siostra nas nakryła.
Nie, nie wiem skąd zna taki zwrot.

#d7NXx

Jestem grubaskiem.
Ale Fit grubaskiem. Zadbanym. Szczęśliwym. Dobrze wyglądającym grubaskiem.
Jem fajnie, zdrowo, pilnuje się. Nie pije, nie pale.
Uprawiam sporty 5 dni w tygodniu.
Ale jestem grubaskiem.

Dlaczego? Jestem jednym z tych grubasków, które nie chudną z powodu chorób metabolicznych. Mam nadczynność nadnerczy, niedoczynność tarczycy, hiperinsulinizm i zespół policystycznych jajników. Cztery cudowne choroby, które razem, pomimo stylu życia czynią mnie grubaskiem. No i jeszcze jestem owłosiona prawie jak facet, chociaż i z tym dobrze mi idzie. Depilacje, lasery. Wszystko pod kontrolą.

Bardzo chciałabym trafić do worka "otyła nie z wyboru", ale nie trafie, bo mamy w świadomości tylko "otyły leniwy, obżartuch". Proszę was, tak anonimowo, czasami się zastanówcie dwa razy, zanim pomyślicie o kimś w ten sposób.

#cqH3L

Kilka dni temu zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka. Była zapłakana, bo okazało się, że jej chłopak "nie wie czy ją kocha", natomiast ona jest w nim zakochana po uszy.

Zrobiło mi się bardzo przykro. Normalnie od razu po telefonie pojechałabym do niej, gdyż mieszka zaledwie 2 km ode mnie.

Niestety w związku z faktem, że mamy ferie, ona pojechała do dziadków w góry ok. 90 km na południe od mojego miasta. W tym monecie wpadł mi do głowy plan.

Następnego dnia wstałam przed świtem, spakowałam wszystko, co potrzebne i ruszyłam na autobus miejski, którym zajechałam na dworzec PKP. Po wyjściu z pociągu poszłam na dworzec autobusowy i stamtąd już prosto do celu. Na miejscu umówiłam się z jej kuzynem, który też w tym czasie tam przebywał. Zaprowadził mnie do domku ich dziadków i tam czekaliśmy aż ona wróci z nart.

Po wejściu do salonu, w którym czekałam stanęła jak wryta i spytała mnie "Co Ty tu robisz?" na co odpowiedziałam, że wczoraj płakała, a ja nie mogłam nic zrobić, więc przyjechałam by móc ją przytulić i na spokojnie porozmawiać oraz zająć jej myśli czymś miłym. Ucieszyła się na tyle, że nie potrafiła mnie wypuścić z uścisku.

Spędziłam tam około 2 godzin, bo później już musiałam wracać na pociąg, ale powiem wam drodzy Anonimowi, że było warto. Dla tego szczerego uśmiechu na jej twarzy.

#bpwns

Jestem uzależniona.
Zapytacie od czego...od sexu.
Mam 20 lat, nie mam stałego chłopaka, choć kiedyś takowy był. Jednak nie był w stanie mnie zaspokoić. Sex kilka razy w ciągu dnia? Za mało. Zwłaszcza, że po takim dniu potrzebował cały następny dzień (czasami dwa) na regenerację. Byliśmy razem 3 miesiące, tyle wytrzymałam. Przez ten okres sama się dodatkowo zaspokajałam. Oraz nie, nie zdradziłam go.

Jak jest teraz? Mam 5 partnerów. Żaden nie wie o reszcie, są to relacje FF (fuck friends - kumple od sexu). Z każdym jestem umówiona na jeden dzień, i tak po kolei codziennie z innym. A bynajmniej od niedzieli do czwartku. W piątek i sobotę idę do klubu/pubu. Wtedy jest mi obojętnie (bez przesady ze 50-cio latka wezmę, byle był w sensownym wieku i wyglądał na takiego co podoła). Najczęściej jest to toaleta, albo mój/jego samochód. Potem wracam na imprezę i szukam kolejnego. Dopiero po kilku jadę do mieszkania, nigdy z pierwszym.

Pomyślicie, że jestem chora. Owszem, właśnie tak jest.
I zdaje sobie z tego sprawę.
Chodzę na terapię od jakiegoś czasu, mój terapeuta zaproponował, żebym komuś o tym powiedziała. Nie mam nikogo na tyle bliskiego i zaufanego (rodzicom przecież nie powiem). Dlatego pisze to tutaj.

Nie musicie komentować, po prostu chciałam spełnić prośbę lekarza, bo każda spełniona prośba to krok bliżej do wyleczenia.
Dziękuje, że przeczytałeś(łaś).
Dodaj anonimowe wyznanie