#yvyyM

Do pracy magisterskiej podeszłam naprawdę na poważnie i pisałam ją dzień w dzień przez pół roku i nie chciałam tego konsultować, zanim nie będzie idealnie dopracowane. Wyszło mi z tego 30000 słów, które promotor skwitował jednym zdaniem "to jest jakiś żart, musisz wszystko napisać od nowa". W wytycznych które mi dał nie było absolutnie żadnych tematów, które sama przerobiłam przez te pół roku. Zostało mi tak mało czasu, że w 3 dni napisałam nową pracę, która bardzo dobrze się przyjęła.
Jak widać niepotrzebnie zmarnowałam pół roku, brawo ja.

#TuHZG

Wszyscy moi znajomi uważają, że kanary w komunikacji miejskiej są kimś gorszym i w ogóle jakimś ich wrogiem publicznym numer jeden. Nie wiem jak ograniczonym umysłowo trzeba być, żeby tak myśleć, o ludziach, którzy tylko sprawdzają, czy ktoś zapłacił legalnie za przejazd. To przecież całkiem normalna rzecz i zupełnie normalna praca i trzeba być ćwierćmózgim Sebkiem, żeby uważać to za coś złego. No jaki poziom intelektualny reprezentuje ktoś, kto widząc kontrolera na przystanku pokazuje mu za plecami ukryte faki. Brawo po prostu, no kwiat narodu nam z tego wyrośnie i potem jeszcze na murze pewnie wymaluje napis "JP100%".

#T0pxn

Mam 23 lata, jestem w stałym związku od kilku lat. Jestem też pierwszą partnerką seksualną mojego chłopaka. Kochamy się regularnie, a ulubioną formą zaspokojenia mojego faceta jest tak zwany lodzik. I mimo, że spełniam jego życzenie zawsze kiedy ma na to ochotę, nigdy nie widział mnie z penisem w ustach. Za każdym razem związuję mu oczy przepaską, bluzką, tym co akurat mamy pod ręką.

Mimo, że znamy się "na wylot" gdybym miała zrobić mu dobrze, a on miałby to obserwować to spaliłabym się ze wstydu. Jego ta cenzura bardzo podnieca, a mi zapewnia komfort. Czy ktoś z was ma podobnie?

#WOAuK

Co wakacje przyjeżdżam do domu letniskowego moich dziadków. I co wakacje trwa ten sam koszmar.

Jest noc. Próbuję zasnąć. Wtedy w ciemności pojawia się on. Chowam każdy kawałek ciała pod kołdrą. Gorąco mi, ale boję się, że mnie znajdzie. Obok śpi siostra, ale on jest skupiony tylko na mnie. W końcu zasypiam, a rano budzę się ledwie pamiętając lęk z poprzedniej nocy.
Gdy to piszę, to słyszę, że on gdzieś tu jest.

Cholerny komar.

#vu698

Pracuję w KFC w jednej z galerii handlowych. Ostatnio gdy miałem pauzę, wyszedłem na papierosa na palarnię. Po przeszukaniu wszystkich kieszeni okazało się, że nie wziąłem zapalniczki. Jednak patrzę - obok dwie dziewczyny z koszulkami z McD palą, więc poszedłem zapytać o pomoc. Spojrzały z pogardą na moją koszulkę KFC i odwróciły głowy.
Pozdrawiam serdecznie cały McDonald! :D

#pDvxA

Wyznanie z serii jacy to niektórzy polscy lekarze to idioci, którzy lecą tylko na kasę (a konkretnie okuliści).

Żeby was wprowadzić w temat: jestem 17-letnią dziewczyną z poważną wadą wzroku. Okulary noszę od tak dawna, że nawet nie pamiętam. Ale do rzeczy - moja wada zaczęła się objawiać już w wieku niemowlęcym, toteż moi rodzice zapisali mnie do okulistki. A konkretnie było to tak:

Pierwsza okulistka - po dokładnych oględzinach i przebadaniu mnie stwierdziła, że mam zeza rozbieżnego (oczy uciekają na boki). Dawała jednak recepty na słabo działające leki, więc zmieniliśmy lekarza.

Druga okulistka - stwierdziła zeza zbieżnego (oczy uciekają do środka), rodzice zdali sobie sprawę, że coś nie halo i znowu była zmiana.

Trzecia okulistka - po przeczytaniu opinii od dwóch poprzednich okulistek o raz "dokładnym" przebadaniu mnie, stwierdziła... że mam całkowicie zdrowe oczy (pomimo tego, że widać było że mam jednak z nimi coś nie halo).

Czwarta okulistka - wydawało się, że będzie ostatnia, bo to PANI PROFESOR, z dyplomami, certyfikatami i w ogóle, a dodatku starsza, a przecież starsi ludzie mają podobno więcej doświadczenia. Na początku jakoś to szło - stwierdziła konkretną wadę, kazała zmienić okulary, polecała jeść jagody i borówki na oczy. Tyle że... na stwierdzenie, czy coś się z moim wzrokiem zmieniło czy nie, poświęcała raptem 5 minut, jakby ''na odwal''.

Po jakimś czasie (a konkretnie rok temu) znowu była zmiana. Tym razem okulistą był miły, starszy pan, potrafiący żartować i w ogóle. Na oględziny wzroku poświęcał ok. pół godz., a gdy usłyszał, co robiła szanowna PANI PROFESOR, złapał się wręcz za głowę! Okazało się bowiem, że ''normalne'' badanie wzroku powinno trwać właśnie ok. pół godziny. Dodatkowo stwierdził, że jedzenie jagód czy borówek, żeby pomogło, to trzeba te owoce jeść w ilościach wręcz hurtowych, oraz że to, czy ja czytam książki czy nie (PANI PROFESOR zakazywała mi czytać książki przez okres wakacji) nie ma wpływu na mój wzrok, bo po prostu muszę oczy oszczędzać, a nie unikać niektórych czynności, bo wzroku mi to nie poprawi.

Oczywiście, nie chcę tu obrażać okulistów z powołania i prawdziwych doktorów z tymi dyplomami i tak dalej. Opisałam po prostu przypadek, gdzie babka na swoim ''tytule'' bezczelnie żeruje i jeszcze zbiera za to kasę (a niektórzy uważają ją wręcz za boginię - dosłownie).

#mNdNj

15 lat temu gdy internet stawał się coraz bardziej popularny, jako 19 letnia dziewczyna, założyłam konto na jednym z portali randkowych. Mieszkałam w małym miasteczku, w którym to każdy każdego znał, ciężko było o znalezienie miłości bo albo zajęty, albo jeszcze się nie urodził.

Po 2 tygodniach przeglądania profili trafiłam na dość przystojnego faceta, 23 lata, wysoki brunet o pięknych oczach, zaledwie dwa zdjęcia na profilu, ale jego oczy mnie jakoś zachęciły do napisania, raz się żyje więc piszę. Po 15 minutach dostałam już odpowiedź, rozmowa zaczęła się rozwijać, pisaliśmy jak był czas między pracą, a szkołą, mieszkał 100 km ode mnie w nieco większym mieście.

Na początku pisania bywało ciężko, jak się okazało był strasznym pesymistą i założył konto po to żeby się komuś wyżalić. Bywały dni bez wiadomości, ale nie poddawałam się, pisałam, wspierałam go jak mogłam, "wysłuchiwałam" każdego bólu jaki pisał, ale no wiadomo przez komunikator GG nie jest łatwo kogoś pocieszyć. Po miesiącu dał mi numer telefonu, zadzwoniłam, najpiękniejszy głos jaki słyszałam, gdy powiedział pierwsze słowo, "motylki" buszowały mi po całym brzuchu.

Pewnego razu zadzwonił do mnie o 3 w nocy i powiedział "żegnaj moja gwiazdko z nieba", powiedziałam tylko "żegnaj", chociaż serce mi pękało i po rozłączeniu przepłakałam z 2 godziny. Czułam, że tego nie zrobi. Odezwał się dwa dni później, nie byłam zła, rozumiałam jego stan, bo sama miałam depresję po stracie taty, powiedział że nie mógł tego zrobić, bo pomyślał o tym że jeszcze się ze mną nie widział.

Przez kolejne dwa tygodnie pisaliśmy tak jakby tej sytuacji nie było, codziennie budziłam go słodką wiadomością lub telefonem, on za to przy zasypianiu słuchał przez telefon jak oddycham. Po 2 miesiącach spotkaliśmy się, od razu mnie przytulił, przeprosił, poszliśmy na kawę pogadaliśmy, patrzył mi w oczy cały czas, były przepełnione strachem i wewnętrznym bólem, z każdym spotkaniem ten ból znikał, zaczął się bardziej otwierać, mówić o tym co go boli, od pierwszego spotkania minęło pół roku aż między nami do czegoś doszło, wiedziałam że się tego bał, tak samo jak ja.

Z dnia na dzień zaczął się częściej uśmiechać, widziałam łzy w jego oczach gdy przynosiłam mu rano śniadanie i kawę i delikatnie całowałam w nos tak jak lubił i mówiłam że go kocham. Po 4 latach wzięliśmy ślub, później dostaliśmy od losu dwoje pięknych dzieci.

Co skłoniło mnie do napisana tego wyznania? To, że dziś ten sam kiedyś zamknięty na Amen w sobie facet robiąc naszemu synkowi śniadanie powiedział "Twoja mama to prawdziwy anioł, dzięki niej tu jestem, jest moją gwiazdką z nieba, bardzo was kocham i cieszę się że was mam". Płakałam ze szczęścia, Cieszę się że nie odpuściłam, trzeba budować wiarę w drugiej osobie, bo możemy tym dużo pomóc. Polecam ;)

#dIK8Q

Nieszczególnie przepadałem za moją sąsiadką, a jeszcze mniej za jej metodami wychowawczymi, bo jej dziecko było strasznie rozpuszczone, darło się i ogólnie mamusia pozwalała mu na wszystko, przy okazji będą wredną jędzą dla wszystkich wkoło.

Podczas jednego ze spacerów z moim psem ten mały gnom (w sensie, że dzieciak sąsiadki) podbiegł do mojego Fafika (imię zmienione, nie zidentyfikujecie mojego psa!). Dałem dzieciakowi lekko do zrozumienia nogą, że nie powinien się zbliżać do psa, bo pies może ugryźć, czy coś. Na to zjawiła się sąsiadka-dzieciątka-madka i wyskoczyła do mnie z ryjem, że co ja tu dziecku zabraniam, to przecież tylko pies. Dziecko dostało jakiejś histerii, matka drze mordę, ja stoję i patrzę na to wszystko, ze smyczą w jednym ręku i torebkami na psie gówna w drugim ręku, Fafik w zdziwieniu powstrzymał się nawet od łamania się w celu zrobienia dwójki.

Kiedy sąsiadka złapała chwilę przerwy na zaczerpnięcie powietrza spojrzała na swojego małego gnoma, który... i to najlepsze, bo wyglądało to tak, jakby gnom chciał wsadzić Fafikowi palec w dupę, ale Fafik zdecydował pięć sekund wcześniej, że będzie się jednak łamał do srania i mały człowiek wsadził palca w na pół wystające z dupy psie kupsko. xD Od tamtej pory madka i gnom trzymają się od nas z daleka i ze wstydu słowem się nie odzywają, a Fafik ma fajniejsze spacery i nikt nie przeszkadza mu w kontemplowaniu wschodów i zachodów słońca przy stawianiu klocków.

#cXwXJ

Ze snu wyrwały mnie jakieś przeraźliwe dźwięki, do tego głośny pisk na który zaczęło się nakładać głośne darcie mordy przez mojego kota. Wpadłem szybko do pokoju obok, by zobaczyć mojego genialnego kota, który jakimś cudem włączył wzmacniacz od gitary, samą gitarę przewrócił i prychając na nią uderzał z wściekłością łapą w struny.

Teraz już wiem, dlaczego moja Mama mówiła na moje granie "kocia muzyka".

#6dfkY

Raz na jakiś czas lubię brać długie kąpiele. Gdy tak się wyleżę, nigdy nie zakładam od razu ciuchów, tylko narzucam na siebie szlafrok lub ręcznik, żeby skóra "przeschła". Zauważyłam, że po takiej kąpieli nie trzymam za dobrze moczu.

Ostatnio po wylegiwaniu się w wannie, owinięta szlafrokiem, z mokrymi włosami poszłam do pokoju siostry. Rozmawiam z nią, a tu nagle czuję, że po nodze coś mi płynie.

Na moje szczęście siostra była do mnie tyłem i ma w pokoju panele. Rzuciłam, że idę po ręcznik bo trochę nakapało mi z włosów. Rzuciłam się pędem do łazienki. Gdy już wracałam do pokoju siostry, jej chłopak robił dużego kroka nad mokrą plamą i powiedział, że chyba nam się kot zlał...
Dodaj anonimowe wyznanie