#lzn3e
Profesor X próbował zachęcić do uczęszczania na jego wykłady poprzez wprowadzenie dodatkowego terminu zaliczenia na ostatnim wykładzie dla osób, które nie miały więcej niż dwóch nieobecności. Od starszych roczników dowiedziałem się, że mimo nieludzkiej godziny warto chodzić na wykłady dla samej obecności. Ponieważ tradycją było to, że profesor X na dodatkowym terminie pozwalał studentom samym wybrać 3 pytania z dostępnych 40, z czego odpowiedź na każde to 1 strona A4 zadrukowanego tekstu, wystarczyło umówić się między sobą, aby wybrać najłatwiejsze z nich i tylko nich się nauczyć. Mimo że wszyscy o takim rozwiązaniu wiedzieli, to i tak na wykłady uczęszczało łącznie 10 osób.
Zamiast chodzić po zajęciach na piwo z kolegami, siedziałem przez cały semestr w każdy piątek o 16 przez 2 godziny na wykładzie i próbowałem nie zwariować z nudów. Bo tego przedmiotu za Chiny nie dało się zrozumieć.
Nadszedł dzień ostatniego wykładu. Pytania mieliśmy dawno wybrane i wyuczone. Lecz profesor X postanowił na ostatni wykład nie przychodzić, o czym poinformowano nas dopiero 5 minut przed jego rozpoczęciem. Gdy zapytaliśmy profesora, kiedy w takim razie będziemy mogli napisać ten egzamin, odpowiedział, że dla 10 osób nie opłaca się mu organizować sali i mamy przyjść normalnie tak jak wszyscy na egzamin w sesji.
Naprawdę, znienawidziłem profesora X. Moja obecność na każdym wykładzie nie została w żaden sposób nagrodzona. Egzamin cudem udało mi się zdać dopiero za 6 podejściem, wydając niemałe pieniądze na warunek.
Studia skończyłem kilka lat temu. Pracuję w Policji w wydziale ruchu drogowego na drugim końcu Polski. Podczas rutynowego pomiaru prędkości "ustrzeliłem" samochód jadący 125 km/h, gdzie obowiązywało ograniczenie do 70. Nawet nie wiecie, jaka radość mnie spotkała, gdy jak się domyślacie piratem drogowym okazał się profesor X. Za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w obszarze zabrałem mu na 3 miesiące prawo jazdy. Dostał ode najwyższy możliwy mandat. Jak się jeszcze dowiedziałem, że spieszy się na ważną konferencję, to kontrolę postanowiłem przeprowadzić w sposób wyjątkowo dokładny. Im bardziej mnie poganiał, tym wolniej i dokładniej wszystko wykonywałem. Mam nadzieję, że nie udało mu się dojechać na czas.
Masz szczęście, że razem z profesorem nie było Wolverina :)
Nie bylo Wolverina bo prof X uczy na zwyklym uniwersytecie. :/
Kolejne wyznanie z cyklu zemściłem się po latach
Przynajmniej ciekawe.
@dziabdzia spostrzegawczy jesteś
Dzieki za info, sam bym sie nie zorientowal
Czy profesor obiecał przeprowadzenie takiej formy egzaminu? Czy było to uwzględnione w regulaminie? Jeśli nie, pewnie miałabym do niego żal, ale pretensje w dużej mierze do siebie. Wybaczcie, ale nikt nie obiecuje 100% zdawalności i ukończenia studiów. Pamiętajcie, że nie znamy tej historii z perspektywy innych studentów.
Profesor zasłużył na mandat łamiąc przepisy, ale tej "zemsty" komentować nie będę.
Nie wiem, dlaczego obecność na wykładach miałaby być w jakikolwiek sposób ,,nagradzana“. Jak ci się nie chciało chodzić na zajęcia, to po co w ogóle studiować?
Dokładnie. Miałam na studiach jeden jedyny wykład, który strasznie mnie nudził i ani trochę nie chciało mi się na niego chodzić, ale stwierdziłam, że skoro już dostałam się na te studia, to chcę je zdać. Zaciskałam zęby i chodziłam na to, jako jedna z niewielu, ale nie oczekiwałam za to żadnej nagrody, nikt też o żadnych dodatkowych fantach mnie nie poinformował - po prostu wiedziałam, że bez żadnych notatek nijak tego cholerstwa nie zdam. Byłam jedynie mile zaskoczona, kiedy profesor oświadczył, że jeśli ktoś chodził, to ma 0,5 w górę ;) Ale kompletnie żadnych nagród się nie spodziewałam.
Skoro mu zabrałeś prawo jazdy to jak miał dojechać?
Dostał zaświadczenie, na którym mógł jeździć jeszcze 24h, a później przez 3 miesiące basta... Lub ryzyk-fizyk, może nie złapią xD
No przecież to nie jest tak, ze jak Ci odbierają prawko, to musisz momentalnie wysiąść z auta tam gdzie jesteś i dalej iść z buta :D tak jak wspomniano, dostaje się oświadczenie
To nie wina tego profesora. Skąd mógł wiedzieć, że te 10 osób pójdzie na ten układ? On chciał tylko przekazać jakąś wiedzę i normalnie przeprowadzić egzamin. Zrobił raz to, co reszta studentów- opuścił wykład, bo stwierdził, że się nie opłaca. Czyż nie taka też była myśl pozostałych, którzy opuszczali wykłady? Twoje postępowanie było żenujące. Myślę, że praca to praca, a dla nikogo profitów i przeciwnie, nie powinno być (chociaż bywają pewne zrozumiałe wyjątki).
Autor jako policjant miał prawo dac mandat mieszczacy się w 'widełkach'. Nie zrobił nic nie zgodnego z prawem.
Chodzilo mi o to chamskie zachowanie, przeciez wiedzial, ze sie spieszy
A zerwanie umowy nie było chamskie? To już było ok?
@Mammalia: ale profesor się z nimi umówił? Z tego co jest napisane wynika, że ktoś przekazał, że profesor ma w zwyczaju tak robić. Żadnej umowy nie było, więc nie dopowiadaj.
Pomyśl logicznie, czy gdyby profesor się z nimi nie umówił to nauczyliby się odpowiedzi na te pytania na ostatni wykład?
Oczywiście, że myślę logicznie. Dość często spotykam się z tym, że studenci sobie coś dopowiadają i wykładowca o tym nie wie. Tym bardziej, że tylko 10 osób na to wpadło. Jeśli nie ma takiej informacji w wyznaniu, to po co sobie dopowiadać?
"Profesor X próbował zachęcić do uczęszczania na jego wykłady poprzez wprowadzenie dodatkowego terminu zaliczenia na ostatnim wykładzie dla osób, które nie miały więcej niż dwóch nieobecności." nadal uważasz, że nie ma takiej informacji?
Może jak już cytujemy, to do końca? "Od starszych roczników dowiedziałem się, że mimo nieludzkiej godziny warto chodzić na wykłady dla samej obecności. Ponieważ tradycją było to, że profesor X na dodatkowym terminie pozwalał studentom samym wybrać 3 pytania z dostępnych 40, z czego odpowiedź na każde to 1 strona A4 zadrukowanego tekstu, wystarczyło umówić się między sobą, aby wybrać najłatwiejsze z nich i tylko nich się nauczyć. Mimo że wszyscy o takim rozwiązaniu wiedzieli, to i tak na wykłady uczęszczało łącznie 10 osób." Jest tu coś o umowie? "Od starszych roczników dowiedziałem się", "tradycją bylo". Rzeczywiście brzmi jak umowa między profesorem a tymi KONKRETNYMI studentami. Umowa jest między konkretnymi osobami, a nie bo ktoś coś usłyszał.
Od starszych roczników dowiedzieli się, że można wybrać 3 pytania z 40 i na nie odpowiedzieć, a nie, że jest dodatkowy termin dla osób z wysoką frekwencją. O dodatkowym terminie mówił profesor. Widzę, że czytanie ze zrozumieniem i łączenie faktów umarło.
A jaki jest sens wyznania? To, że profesor olał termin, czy to, że studenci liczyli na wynagrodzenie obecności łatwymi pytaniami i srogo się zawiedli? "Moja obecność na każdym wykładzie nie została w żaden sposób nagrodzona. Egzamin cudem udało mi się zdać dopiero za 6 podejściem, wydając niemałe pieniądze na warunek." Nawet gdyby termin został, jakby profesor dał swoje pytania, nie takie, które ktoś wybrał, to byłby żal i pretensje. Bo takie rzeczy trzeba ustalić, a nie polegać na ludziach ze starszych roczników. Umiejętność logicznego myślenia może i leży, ale nie po tej stronie, o której myślisz. Termin to termin, a pytania, to pytania. Gdyby nie uczyli się konkretnych pytań, o czym dowiedzieli się od kolegów i chodzili na wykład, żeby się czegoś nauczyć, i zaliczyć to na terminie zaproponowanym przez profesora, to autor nie musiałby 6 razy zaliczać tego przedmiotu. To jest właśnie łączenie faktów i umiejętność logicznego, co bardzo lubisz podkreślać, myślenia.
Hello hello! Czyli rozumiem, że wybrałeś sobie studia, na których był nudny przedmiot, na który Ci się nie chciało chodzić, ale chodziłeś. Potem liczyłeś na to, że tradycyjnie jak w poprzednich latach, ci studenci, którzy chodzili na wykłady będą mieli fory, ale nie było żadnej umowy (bo przecież nie może być takiej umowy oficjalnie) i okazało się, że jednak profesor nic takiego nie planuje, a Ty biedny, jak ten głupek zamiast balować od 16 w piątek marnowałeś przez jakiś semestr 2 cenne godziny swojego życia na siedzenie na wykładzie na studiach, które sobie przecież wybrałeś?
Potem w ramach zemsty za to chamstwo zrobiłeś mu super dokładną kontrolę i przywaliłeś najwyższy mandat jaki mogłeś. Hmmm bardzo dojrzałe panie władzo :) Nie ma co. Rozumiem rozczarowanie i wkurzenie, ale taka złośliwość raczej nie była potrzebna. Odebranie prawka jak najbardziej popieram, przepis jest jasny, piractwo drogowe należy tępić
Tak, bo przecież przed wybraniem kierunku każdy student dokładnie analizuje jakie będą na nim przedmioty. Dodatkowo upewnia się, czy są ciekawe, czy nudne :) Coś mi mówi, że gdyby autor nie był policjantem, to inaczej brzmialby ten Twój komentarz.
P.S. Różnica między najniższym a najwyższym możliwym mandatem za to wykroczenie wynosi jedyne 100 zł, więc wielkiej krzywdy profesorowi nie zrobił. Mniej niż 400 nie mógł mu napisać...
Kiedy czytasz, że ostatnia rzecz o jakiej myśli student, to wykłady o 16 i przypominasz sobie swoje zajęcia zaczynające się dzień w dzień o 14 albo 16 i trwające do 21... ;)
Ja Cię rozumiem i popieram :D
A jakie kończyłeś studia, że pracujesz jako krawężnik? (Nie pytam złośliwie, po prostu mnie zaskoczyło to zestawienie). Poza tym jeśli to były studia zwiazane z policją to profesor powinien być wyższy stopniem. Pozwoliłby ci tak się kontrolować?