Długo zbierałam się, żeby to tutaj napisać. Jest mi wstyd i równocześnie chce mi się śmiać, ale ten śmiech to raczej z nerwowego zażenowania.
Była impreza u nas na studenckim mieszkaniu. Pech chciał, że akurat w ten dzień z rana złapało mnie zatrucie pokarmowe. Miałam zwyczajnie sraczkę. Nikt ze współlokatorów nie wiedział o tym. Wieczorem szykowało się posiedzenie ze znajomymi przy alkoholu. W trakcie picia w salonie już nie mogłam i czułam, że muszę iść do toalety, jednak nasza toaleta graniczy z salonem, tak że kiedy ktoś jest w salonie, to wszystko słychać...
Powiedziałam, że średnio się czuję i na następny dzień z rana mam zajęcia, więc trochę chcę się wyspać. Poszłam się kąpać i puściłam wodę pod prysznicem, ale ona robiła za mały hałas, więc weszłam pod prysznic i zrobiłam kupę pod prysznicem... jak wcześniej mówiłam, to była sraczka, więc praktycznie sama woda ze mnie poszła i wszystko spłynęło bez problemu.
Przepraszam was, współlokatorzy, ale ciężko mi było inaczej postąpić.
Z Kamilą przyjaźniłam się od podstawówki. Wspólne chwile spędzone pod blokiem, pierwsze miłości, imprezy.
Traktowałam ją jak siostrę, której nigdy nie miałam.
Nasz kontakt trochę urwał się jak Kamila poznała na studiach Bartka. Fajny gość z bardzo dobrej rodziny. Jego rodzice prawnik i lekarz, on zaś podobnie jak Kamila wybrał psychologię.
Ja nie studiowałam, bo moich rodziców nie było na to stać. Jak tylko skończyłam liceum, poszłam do pierwszej pracy i zaocznie poszłam do szkoły policealnej. Jestem fizjoterapeutką, ale nie pracuję w zawodzie.
Jestem kierownikiem w sklepie. Mojego faceta poznałam w pracy. Jest dostawcą kanapek.
I to właśnie przez to, że to tylko zwykły pracownik fizyczny, dostałam zaproszenie na ślub bez osoby towarzyszącej. Kamila go nie lubi, twierdzi, że stać mnie na kogoś lepszego. Mimo to czasami u nas bywała i mój Wojtek bardzo ją polubił.
Do dzisiaj nie powiedziałam mu dlaczego Kamila już nas nie odwiedza.
Nie mam nawet komu tego powiedzieć. Straciłam jedyną przyjaciółkę, facetowi nie chcę sprawić przykrości.
To smutne, jak zawodzą nas ludzie, których byliśmy pewni na 100%.
Dwa lata temu rozstałem się z dziewczyną. Rozstaliśmy się w zgodzie. Nikt nie zawinił, po prostu przestało to działać. Zostaliśmy przyjaciółmi. Mimo to ciężko było mi się pozbierać, ale jakoś się udało. Poznałem dziewczynę, i jakoś dalej poszło. To tak tytułem wstępu.
Któregoś dnia moja eks zadzwoniła do mnie, że potrzebuje pomocy, bo samochód jej i rodziców rozkraczył się po drodze do domu. Cóż, jechałem akurat w tamtą stronę, więc uznałem, że pomogę. Ze mną była moja nowa dziewczyna.
Dojechaliśmy do popsutego samochodu, porozmawiałem z jej ojcem co się stało, no i dawaj go na linkę. Aby odciążyć ich i tak ciężki samochód, poprosiłem, żeby moja eks i jej młodsza siostra wsiadły do mojego samochodu. To był błąd. Zaczęło się przesłuchanie mojej nowej dziewczyny.
"Jak się poznaliście? Długo jesteście razem? Jesteście szczęśliwi? Przecież on nie lubił blondynek, mówił ci o tym?". A najgorsze zaczęło się na koniec. "Spalicie ze sobą? Jak było?" itd. Przerwałem kilka razy, jednak moja Kornelia wytrzymywała to wszytko i ze spokojem odpowiadała.
Kiedy już byliśmy sami, Kornelia z uśmiechem i spokojem powiedziała "Nadal jest o ciebie zazdrosna. To słodkie". Tak bardzo słodkie, że siedziałem wkurzony jeszcze przez dobrą chwilę.
Za niedługo kończę 18 lat.
Przed chwilą dowiedziałam się, że moja mama spodziewa się dziecka i chce, żebym została jego mamą chrzestną.
Biedaczka jeszcze nie wie, że ja też jestem w ciąży.
Kiedy miałam około 5 lat, mieszkałam przez chwilę u swoich dziadków.
Pewnego dnia babcia zobaczyła, że stoję przy furtce. Zapytała mnie po co to robię, a ja na to:
- Stoję tu, żeby ludzie mogli patrzeć, jaka jestem piękna.
Ostatnio mama mi o tym powiedziała. Padłam.
Po tym, czego się dowiedziałem kilka dni temu, dosłownie do tej pory zbieram szczękę z podłogi. Ale do rzeczy...
Od czasów liceum mam zgraną paczkę przyjaciół. Moim najlepszym przyjacielem był Marek. Ma on dwa lata młodszą siostrę, Martę. Bardzo ładną siostrę. Wiele osób próbowało do niej zarywać, ale Marek zawsze był w stosunku do niej nadopiekuńczy, uważał, że jego siostra jest zbyt młoda na randki. Kilku jej adoratorom nawet spuścił manto. Nie wiem, czy mnie też by tak potraktował, ale nie chciałem ryzykować przyjaźni, więc choć Marta bardzo mi się podobała, postanowiłem sobie odpuścić.
Sytuacja się zmieniła, gdy Marek zaczął chodzić z Julią, równolatką swojej siostry. Już nie był taki zasadniczy (chyba nie chciał wyjść na hipokrytę). Ale zanim zdążyłem coś zdziałać z Martą, wyjechała do szkoły z internatem na drugim końcu kraju.
Spotkałem ją dopiero kilka miesięcy temu. Od słowa do słowa umówiliśmy się na spotkanie, potem zaczęły się randki. Z pewną obawą przyznałem się do tego Markowi, ale nie miał żadnych pretensji. Był już na etapie planowania ślubu z Julią, po jego dawnej nadopiekuńczości nie było nawet śladu.
Kilka dni temu ja i Marta mieliśmy wreszcie "skonsumować" nasz związek. Marta jednak powiedziała, że najpierw musi mi wyznać dwie rzeczy. Po pierwsze - jest dziewicą. Zdziwiło mnie to, bo mówiła, że miała kilku chłopaków, ale w sumie byłem ucieszony. Wyjaśniła, że bała się podjąć współżycie i że między nią a jej byłymi dochodziło jedynie do innego rodzaju aktywności seksualnej (wolałem nie wnikać jakiej).
Po drugie - od 15 roku życia utrzymywała intymne kontakty... z własnym bratem. Korzystając z faktu, że zaniemówiłem z szoku, kontynuowała swoje wyjaśnienia. Była ponoć zaciekawiona opowieściami koleżanek, które miały już "to" za sobą i chciała zobaczyć "jak to jest robić chłopakowi dobrze i jak chłopak robi dobrze jej". Początkowo robili to parę razy w tygodniu, potem nawet kilka razy dziennie. Jednak Markowi codzienne lodziki w wykonaniu siostry przestały wystarczać, namawiał ją na regularne współżycie, ale się bała. Dwóch rzeczy: że zajdzie w ciążę i urodzi dziecko z kazirodztwa; że nigdy nie będzie mogła się przyznać koleżankom z kim straciła dziewictwo. Wobec tego zdecydowała się na seks analny, a jako że Markowi przypadło to do gustu, włączyli to do swojego "repertuaru".
Po jakimś czasie zaczęło ją to brzydzić, więc postanowiła zakończyć tę chorą relację. Niespodziewanie Marek ją uprzedził: powiedział, że zakochał się w kimś (Julia) i że nie chce zdradzać swojej dziewczyny, więc muszą z tym skończyć.
Chciała być uczciwa i przyznać się, zanim nasza relacja stanie się poważniejsza. Tylko że ja od kilku dni walczę z obrzydzeniem i choć ją kocham, nie wiem, czy chcę się w to pakować. Tyle lat marzeń o niej...
Przebijam historię o gotowaniu i braku zdolności: clskE
W domu są: mama, wujek (brat mamy), tata i dwóch synów. Mamusia kochana tylko gotuje, bo kobieta robi "babskie rzeczy", a mężczyzna męskie. Synowie wyjechali na studia, matka musiała na kilka dni do sanatorium. Dlatego ugotowała obiadki na wszystkie dni. Nic nie trzeba było robić, tylko podgrzać na patelni. W lodówce dumnie prezentowały się pojemniczki z podpisem dni tygodnia.
1. Telefon pierwszy: gdzie jest patelnia, bo oni nie wiedzą. Widocznie łatwiej zadzwonić niż poszukać w kuchni :)
2. Zaraz potem telefon co jak długo podgrzewać.
Pomimo instrukcji, mężczyźni dopiero drugiego dnia wpadli na pomysł dodania oleju ;)
Ostatnio czytałam tutaj wyznanie dziewczyny, że nie potrafi sobie dać rady z kondolencjami po śmierci matki i wolałaby ich w ogóle nie usłyszeć.
Naprawdę Ci współczuje, ale jakie ja usłyszałam kondolencje po śmierci dziadka powodują, że tracę wiarę w ludzi. Nie mam co porównywać kondolencji składanych córce a wnuczce, ale ja usłyszałam: powinnaś się cieszyć, że dziadek nie żyje.
Taka rada dla osób, które chcą składać kondolencje: jeśli macie powiedzieć coś głupiego, to lepiej nic nie mówcie.
Mieszkam w domu jednorodzinnym. Sypialnia jest na piętrze, a okna sypiali wychodzą na furtkę.
Pewnej nocy obudził mnie dźwięk domofonu i męski głos dochodzący z parteru. W pierwszej chwili myślałam, że to sen, ale równocześnie obudził się mój mąż, pytając zaspanym głosem "co to było?". Szybko wyjrzałam przez okno, przy furtce nikogo, na parterze cisza. Mąż odważnie zszedł sprawdzić, co się stało, przeżyliśmy chwile grozy.
Rozwiązanie zagadki było dosyć banalne: na jakiś czas wyłączono prąd, w momencie włączenia odezwał się domofon, a samobieżny odkurzacz radośnie oznajmił: "witaj, miło mi, że mogę zadbać o twój dom, włączono tryb ładowania".
Jestem w trzeciej klasie gimnazjum (15 lat) i przyjaźnię się z chłopakiem w wieku dwudziestu trzech lat. Wiem jak to głupio brzmi - osiem lat różnicy, na pewno mnie wykorzysta itd.
Ale nie, tak nie jest, to bliższy przyjaciel moich rodziców, a że ja nie mam rodzeństwa, to złapałam z nim dobry kontakt.
Jeszcze dodam, że bardzo często jak skończy zajęcia na uczelni, to odbiera mnie ze szkoły i zawozi do domu, żebym nie tłukła się autobusem. Tyle słowem wstępu.
Ostatnio mam naprawdę dużo nauki, do konkursów i olimpiad, więc staram się omijać takie „bezsensowne” lekcje typu: godzina wychowawcza czy ostatni WF.
Na ogół rodzice mnie usprawiedliwiają, bo ze szkoły sama z siebie wyjść nie mogę.
No i ostatnio obiecali, że tak jak zawsze będę miała usprawiedliwienie i Patryk będzie na mnie czekał, bo kończy zajęcia jakoś o podobnej porze. OK.
No ale okazało się, że zapomnieli... miałam naprawdę strasznie dużo do nauki, więc zależało mi na wyjściu. Patryk już stoi kilkanaście minut, a ja siedzę w klasie.
Nagle dostaje SMS "Ja to załatwię".
Ech, długo nie musiałam czekać.
Otworzył z impetem drzwi do sali, w której miałam lekcję, wychowawczyni coś tam mówi, wszyscy słuchają i nagle on przerywa słowami:
- Karolina, co ty tu do cholery jeszcze robisz?! Przegapimy wizytę u ginekologa, a jak mam wychowywać to dziecko, to muszę wiedzieć, czy jest moje!
Pani wielkie oczy, ja mam policzki w kolorze pomidorów, ale chociaż mogłam wyjść :)
PS Następnego dnia ja i moi rodzice zostaliśmy zaproszeni na rozmowę do mojej wychowawczyni.
Dodaj anonimowe wyznanie