#coNk0
Ale główny wątek jest inny - nie mam czasu dla rodziny.
Mam 29 lat, jestem na 3 roku specjalizacji i doktoratu. Na neurochirurgii miejsc w Polsce jest 1-2 co roku, trzeba być naprawdę czołówką, żeby się dostać - mi się udało.
Studia to było pasmo sukcesów - dobre oceny, publikacje, zagraniczne staże.
Co okazało się być moim dramatem - zawsze "młody" musi zostawać do długich operacji, bo wiadomo, że moja specjalizacja zależy od tych ludzi, a specjaliści o 14 muszą wyjść, bo prywatny gabinet... Miejsc mało, więc z "młodych" jestem ja - codziennie musiałem zostawać po godzinach.
Mojej żonie nie podobało się, że przez 3 z 4 lat małżeństwa nie ma mnie w domu, bo do 20 siedzę na bloku, a potem jestem zbyt styrany, żeby cokolwiek zrobić poza pójściem spać. Dzisiaj otrzymałem pozew rozwodowy, w głębi duszy wiem, że to moja wina. W moim przypadku przez pracę straciłem rodzinę.
Uwierzcie, że kiedy ma się świetne perspektywy zawodowe, myśli się że "da się zacisnąć zęby i te kilka lat przetrzymać", no i wiem, że jakbym olał pracę, moja kariera szybko by się skończyła.
Sytuacja bez wyjścia.
Mnie zostawił narzeczony - programista, bo z racji konieczności dyżurów ( 4 w miesiącu) nie było mnie w domu i nie mogłam ugotować obiadu.. Trzymaj się! Rezydentura kiedyś się skończy!
No hit, zostawić kogoś, bo się nie ma obiadu na stole. Biedny, rączek nie ma czy o co chodzi?
No, jak programista siądzie to wieczorem wychodzi z transu i niczym zombie zmierza ku kuchni.
Pisałem strone internetową na zaliczenie i tak mi mijały dni.
Może zostaniecie parą? Doskonale byście rozumieli się.
Dlatego nie mam żony i pracy. Nie mam nic więc i nic nie mogę stracić xd
"Dobre oceny, publikacje, zagraniczne staże"... a to wszystko po to, żeby zostać w Polsce; w chorym systemie; niedoceniony. Podziwiam i współczuję.
Jeszcze do niedawna wiązałam swoją przyszłość z Polską. Teraz zdałam sobie sprawę, że nie umiem zdobyć się na takie poświęcenie. Chcę mieć czas zarówno dla pacjentów, jak i rodziny. Chcę kontynuować karierę naukową. Chcę żyć godnie. Muszę wyjechać.
Życzę dużo siły
Studentka medycyny
Bajkopisarz.
Operacje neurochirurgiczne niezmiernie rzadko trwają 4-5h (najczęściej 1,5h - 2h, maks 3h), a już 4-5h DŁUŻEJ niż powinny to przy urazach wielonarządowych, gdzie neurochirurg zrobi swoje w półtorej godziny.
Mój rekord discektomii to bodajże 27 minut (łącznie z otwarciem i zaszyciem), a znam takiego co zrobił w 14 minut...
Rezydent sie uczy i robi to wolniej
Jeśli dla ciebie to sytuacja bez wyjścia to ten pozew rozwodowy jest słuszny.
Jeśli robisz doktorat, to nie masz tylko 2000 zł na rękę, z tego co wiem, możesz się starać o stypendia m.in. pro jakościowe, dla najlepszych doktorantów to też nie są małe pieniądze....
Ale też nie duże (oczywiście traktowane jako jedyne źródło dochodu, bo na doktoracie z reguły nie pracuje się równolegle na etacie). Doktoranckie to 1470 zł netto, projakościówka 800, stypendium dla najlepszych to grosze. Suma nie może przekroczyć najniższego wynagrodzenia asystenta na etacie, więc bardzo optymistycznie zakładając, że uda się zdobyć wszystkie naraz i tak "zrównują". A, co...żeby się przypadkiem nam od tego dobrobytu w odbytach nie poprzewracało. A, nie zapominajmy o dodatku za pracę w warunkach szkodliwych - zawrotne 60 zł.
Oj pieprzenie o Chopinie! Mojej mamy nie ma przez 3/4 mojego życia w domu. W końcu anestezjologów jest mało, prywatne kliniki nie mają własnych, muszą mieć z kimś umowę. Mnie i brata wychowywał tata/dziadek/niania. Nikt nigdy nie śmiał powiedzieć czegokolwiek złego o tym, że mamy nie ma (może ja czasem ponarzekam na siusiaka co dyżury układa, bo mam jest zmęczona).
Twoja żona chyba i tak chciała odejść, a pracy użyła jako wymówki..
Za przeproszeniem, ta Twoja zona to troche zjebana. Mialbys poswiecic w pizdu lata nauki i ciezkiej pracy, zeby nie osiagnac celu? Ludzie zyja gorzej, bo np. facet jedzie za granice, zeby sie dorobic i doslownie latami go nie ma ale sa ze soba, mimo ze widuja sie raz do roku. Powinna byc moim zdaniem bardziej wyrozumiala, ze probujesz osiagnac cel, na ktory pracujesz juz od jakiegos czasu. Zacisnac zeby i poczekac, bo jak ktos tu juz napisal, rezydentura kiedys sie skonczy. Powodzenia i wytrwalosci, jakos sie ulozy. ;)
Praca widać, że masz wyczerpującą, ale skoro żona nie potrafi tego zrozumieć i wytrzymać, to z nią jest coś nie tak. Skoro czujesz powołanie, powinna cię wspierać.
Nie każdy idzie na medycynę z powołania, niektórzy (np. ja) idą tam dlatego że po prostu ich to interesuje. Poza tym, postaw się na miejscu tej kobiety - ona chce stworzyć rodzinę, miec partnera u swojego boku, a przez jego pracę jest to niemożliwe. Nie każdy jest w stanie to znieść dostatecznie długo aby sytuacja w pracy poprawiła sie na tyle że nie bedzie trzeba zostawać do samego wieczora na bloku. Minie jeszcze wiele czasu zanim autor wyznania przestanie być "tym najmłodszym, szczególnie gdy wybrał tak prestiżową specjalizację.
Pacynko widac ze nie znasz zycia. Nie o to chodzi w zyciu aby poswiecac sie dla kogos kosztem wlasnym. Chodzi o to aby byc szczesliwym czlowiekim z kims lub bez kogos. Zona dobrze zrobila ze odeszla skoro nie byla szczesliwa. Powiecie "widzialy galy co braly"... nie sądzę jednak ze tak do konca wiedziala jak wyglada zycie i praca neurochirurga. Zapewnie nie powiedzial jej przed slubem ze praca i zawod sa dla niego najwazniejsze i ze "przez 3 z 4 lat małżeństwa nie bedzie mnie w domu, bo do 20 bede siedziec na bloku, a potem bede zbyt styrany żeby cokolwiek zrobić poza pójściem spać". Wrecz zal mi tej kobiety bo stracila kilka cennych lat zycia, nikt jej tych lat nie odda.
Jasne. Powinna go wspierać i załatwić sobie kochanka na obiady, święta, weekendy do miłego spędzania czasu, wspólnych obiadów nie?
A ja się zgodzę z Pacynką. Ludzie, którzy decydują się na małżeństwo, decydują się na wspólne życie na dobre i złe. Decydujesz się właśnie z tą osobą iść przez życie, z jej życiem i swoim. Mojej koleżanki ojciec był kierowcą transportu międzynarodowego i całe życie spędził poza domem. Matka nie rozwiodła się, choć było blisko na jego emeryturze, kiedy nagle w domu był. Ale znalazł sobie dość czasochłonne hobby i jakoś nauczyli się żyć razem. Dlatego są zawody, które wymagają większej dyspozycyjności niż 8 godzin (piloci, policjanci, żołnierze itp.) i planując razem życie trzeba wziąć to pod uwagę. W przypadku autora rezydentura trwa kilka lat, więc jeżeli kilka lat nie mogła żona wytrzymać, to trochę słabo. Szczególnie, że aby coś osiągnąć, jakiś sukces zawodowy to trzeba poświęcić czas, czasem pracować na kilka etatów, dorabiać. Chyba że już na starcie masz dom, samochód i dobrze płatną pracę. W większości przypadków samemu trzeba do tego dojść i to odkupić ciężką pracą.
No i dlatego ja wybrałam pojsc w ginekologię a nie chirurgie. Operacje tez beda, ale przyjemniejsze życie po tym jest.
Kiedys myslalam, ze medycyna jest dla mnie wszystkim, ale teraz widze ze tak nie jest i byc nie moze. Z reszta, nawet lekarze mówią ze trzeba miec cos w zyciu poza medycyna bo inaczej sie długo nie pociągnie