Chłopak zrobił mi awanturę o udawane orgazmy (wyczytał w internecie, że kiedy kobieta przy każdym stosunku wręcz krzyczy i wije się z rozkoszy, to z pewnością udaje), ba, był krok od zerwania ze mną, tłumacząc mi, że związek powinien polegać na szczerości i że skoro nie zależy mi na prawdziwym dochodzeniu z nim, to pewnie mam na boku kogoś, kto mnie zaspokaja.
W pełni zrozumiałabym jego pretensje... Gdyby nie fakt, że absolutnie nie mam nikogo poza nim, a moje orgazmy są prawdziwe, po prostu mój facet naprawdę potrafi się mną zająć. Ale jemu nie da się przetłumaczyć i mimo że minął tydzień, nadal strzela fochy jak zakompleksiony nastolatek...
Pamiętacie takie coś, co się nazywało stereogram? Wyglądało to tak, że był obrazek, na przykład z takim szumem jak w telewizji, i trzeba było trochę zezować, żeby zobaczyć ukryty obrazek.
Właśnie przez przypadek tak zrobiłam patrząc na klawiaturę i nie mogłam zrozumieć o co chodzi, przez dłuższą chwilę myślałam, że coś mi się stało i zapadłam na jakąś chorobę wzroku, a ja zwyczajnie nienormalna jestem.
Wydarzenie to miało miejsce wiele lat temu.
Razem z koleżanką wracałyśmy ze szkoły, a ponieważ do domu było niedaleko, miałyśmy zgodę, by chodzić same, bez opiekunów. Miałyśmy wtedy 10 albo 11 lat (nie pamiętam dokładnie).
Tak więc wracałyśmy sobie ze szkoły, kiedy nagle zatrzymał się przy nas biały mini van. Siedział w nim ciemnowłosy mężczyzna o ciemnej karnacji w wieku może 40-50 lat. Zaczął pytać nas o to, jak dotrzeć do jednego z gimnazjów w naszym mieście. Koleżanka pozostawała bierna, za to ja ochoczo zaczęłam tłumaczyć mu jak powinien jechać. Facet twierdził, że nie słyszy co mówię i prosił, by podejść bliżej. Tak też zrobiłyśmy. I znów to samo, że nie słyszy i żeby podejść bliżej. Kiedy kolejny raz tłumaczyłam mu jak dojechać, koleżanka nagle pociągnęła mnie za rękę, powiedziała do faceta, że musimy iść i kazała mi biec jak najszybciej do domu.
Dopiero pod naszym blokiem wyjaśniła mi, dlaczego się tak zachowała. Okazało się, że widziała, jak ten mężczyzna podczas rozmowy z nami masturbował się. Ja tego nie widziałam... Patrzyłam prosto w jego oczy, za to ona rozglądała się, zwracając uwagę na to, co mi umknęło.
Od tamtej pory miałyśmy obstawę w drodze do szkoły i z powrotem. Zawsze ktoś nas odprowadzał. Nigdy nie powiedziałam o tym wydarzeniu mojej rodzinie, nawet mojej mamie. Do tej pory jak widzę białe mini vany, przechodzą mnie dreszcze.
Zastanawiam się, czy może inne dzieci miały mniej szczęścia niż my, czy ktoś padł jego ofiarą, kim on był i co by się wydarzyło, gdyby moja koleżanka nie zauważyła tego, co on robił...
Zazwyczaj słabo pamiętam ludzkie twarze, ale jego nie zapomnę nigdy.
Mam w domu królika. Bardzo go kocham. Mam także kuzynów. Są oni mali (7 i 8 lat) i są diabłami wcielonymi.
Gdy byłem w szkole, przyjechali do mnie. Oczywiście zachwycali się nim. Mama pozwoliła z nim pobawić. Mamy poszły do pokoju na herbatkę. W tym czasie oni wręcz znęcali się nad nim. Gdy już wróciłem z szkoły, oni właśnie odjeżdżali. Gdy zobaczyłem królika, przeraziłem się. Nie mógł uspokoić się od godziny. Był cały uwalony jakimś gównem, poprzyklejali mu jakieś serduszka do futra. Od razu wziąłem go i powoli umyłem. Zobaczyłem też, że kuleje. Wziąłem transporter i z mamą pobiegliśmy do weterynarza. On zbadał i zrobił prześwietlenie. Okazało się, że ma złamaną nogę. Musiałem później chodzić z nim na rehabilitację i codziennie smarować go maścią od uczulenia na klej.
Nienawidzę ich. Moja mama powiedziała, że nigdy już nie pozwoli bawić się im z moim królikiem. Dostali bardzo surowe kary od mamy i musieli mnie przeprosić. Kocham mojego królika i nigdy nie pozwolę go skrzywdzić.
Moja mama niedawno wyznała, że jest lesbijką.
Co zabawne, właśnie miałam przedstawić jej moją dziewczynę. Teraz boję się, że będzie, że od niej odgapiłam...
Opowiem wam o tym, jak poznałam YouTube.
Ja i moja najlepsza przyjaciółka (dajmy na to Hania) z podstawówki miałyśmy wtedy jakieś 11 lat i uwielbiałyśmy grać w Simsy 2. Miałyśmy też kilka ulubionych popularnych wtedy zespołów muzyki rockowej, przedstawionych nam głównie przez starszego brata mojej przyjaciółki.
Hania razu pewnego wspomniała, że widziała w internecie teledyski naszych ulubionych zespołów odegrane w simsach. Mnie się wtedy aż słabo zrobiło, taka byłam podekscytowana. Aż mi dech zaparło. Niestety Hania nie chciała mi powiedzieć, na jakiej stronie można to zobaczyć, bo jej brat zabronił się chwalić, że zna taką super stronę. No nie ma co. Stwierdziłam, że sama sobie znajdę własną stronę z teledyskami z simsów, łaski bez.
Przy najbliższej okazji, korzystając z wyszukiwarki Google, znalazłam stronę o jakiejś dziwnej nazwie YouTube i tam setki różnych simowych teledysków. Następnie zadzwoniłam do Hani i oświadczyłam jej, że chyba znalazłam tę stronę i żeby jej udowodnić, powiedziałam, że nazwa zaczyna się na Y. Po przeliterowaniu całości, Hania potwierdziła, że to ta i poprosiła, żeby trzymać to w tajemnicy.
I tak, teraz wy też już znacie nazwę takiej super strony z simsowymi teledyskami, ale ciii, nikomu nie mówcie.
Sytuacja z dzisiaj :D
Stoję w sklepie przy półce z pastami, a obok mnie jakaś kobieta coś grzebie, ewidentnie czegoś szuka. Podchodzi do niej jedna z pracownic i oferuje pomoc:
- Dzień dobry, coś pani pomóc poszukać?
Na to ta babka:
- Tak, szukam końcówek do szczoteczki ANAL B (tu jeszcze pada model).
Pracownica, powstrzymując śmiech, poprawia babkę:
- Chyba Oral B? - i pokazuje jej gdzie są końcówki.
Humor tej ekspedientki i mój został poprawiony na cały dzień :D
Mając 14 lat (czyli jakieś 10 lat temu), do szaleństwa byłam zakochana w o 16 lat starszym mężczyźnie - dostawcy internetu. Szczerze mówiąc łezka mi się do tej pory kręci w oku, kiedy przypomnę sobie o swojej wielkiej miłości :) Żeby go spotkać... po prostu psułam sobie internet. I on wtedy przyjeżdżał, a ja zatracałam się w jego ciemnych oczach i cudownym, niskim głosie. Kochałam go tak bardzo, że oddałabym mu wszystko... I wpadłam na pomysł.
W pewną niedzielę organizowano festyn w mojej miejscowości, gdzie odbywała się loteria, w której można było zdobyć dość porządne nagrody. Co zrobiłam? Wypisałam kupon. Na niego. A potem stałam cały dzień przy stoisku z losami patrząc, czy czasem sam nie bierze udziału w loterii. Nie wypisał ani jednego kuponu. OK, stwierdziłam, że nie ma szans na wygraną. Bo jak się ma 1 los na 50 wyciąganych z "urny" w stosunku do 2000 osób, które wzięły udział w losowaniu...?
Seba, jeśli to czytasz, to już wiesz, że odtwarzacz DVD jest ode mnie. :) Mam nadzieję, że dobrze Ci służył!
Zawsze Ci oddana, resetująca router ile razy mogła, teraz już 24-letnia mężatka.
PS: Sorry za te wszystkie bezpodstawne wezwania :)
Na lotnisku, na odprawie bezpieczeństwa, na ekranie monitora i przy błysku rentgena dowiedziałem się, że do torby spakował mi się również... kot. Mam nadzieję, że nic mu się nie stanie od tego naświetlania.
Sprawdzajcie torby, naprawdę.
Mój fryzjer miał ostatnio ze mną problem, bo nie mógł określić gdzie jest linia pomiędzy moimi włosami z głowy i z pleców. Wygolił mnie do kołnierzyka i teraz jak zdejmuję koszulkę, to wyglądam jakbym miał na sobie ciemny sweter.
Dodaj anonimowe wyznanie