#VDtWs
Chciałam sobie dorobić, bo desperacko potrzebowałam pieniędzy. Na jednej z grup dotyczących pracy znalazłam ogłoszenie o ulotkach - płaca w tygodniówkach, więc bardzo mi to pasowało. Wysłałam zgłoszenie, poszłam na rozmowę i tu się zaczyna historia.
Okazało się, że nie będę rozdawać ulotek, a promować klub. Podpisałam umowę, więc nie doszukiwałam się w tym nic dziwnego, ale pierwszego dnia pracy już ją znienawidziłam. Opiszę to w punktach:
1) Klub kabaretowy jest tylko z nazwy. Tak naprawdę to klub nocny, gdzie może nie ma striptizu, ale dziewczyny tańczą w bieliźnie i wyciągają kasę od naiwniaków, którzy dali się nabrać.
2) Jedną z atrakcji klubu jest nielimitowany alkohol za 50 zł. Z tym że jeśli złożysz zamówienie, ale nie postawisz drinka jednej z tancerek, które się przysiadają (ceny oscylują między 70-200 zł), to do widzenia, od razu wypad z klubu.
3) Idea klubu polega tylko na wyciąganiu pieniędzy. Dla promotorów są nawet premie, kiedy ktoś wyda 3000 zł i więcej. Za wydane 10 000zł promocja dostaje największą prowizję.
4) Promując klub trzeba być nachalnym, upierdliwym, łazić za tymi, którzy nie chcą słuchać, uśmiechać się, a nawet flirtować, żeby tylko weszli do klubu, bo koordynatorzy patrzą na te poczynania i opieprzają, gdy za krótko namawiało się do wejścia.
5) Musiałam znosić mróz, chamskie odzywki i, co najgorsze, podrywy tych, których chciałam zaprosić. Nieraz było to bardzo niesmaczne.
Może i zarobki były dobre, ale uciekłam po okresie próbnym. Zarabiałam kosztem tego, że banda materialistów siłą wyciągała pieniądze od mężczyzn. Za każdym razem, gdy miałam tam iść bądź już wracałam, chciało mi się wymiotować i traciłam do siebie szacunek. Nigdy więcej i wam też radzę nie nabierać się na "roznoszenie ulotek", a co najważniejsze, nie wchodźcie do klubów, do których namawiają was promotorzy, bo prawdopodobnie wyjdziecie stamtąd z pustym portfelem.
To pewnie coś takiego, co spotykało mnie co chwilę w Krakowie, gdy byłem na kawalerskim ziomka. Non stop jakieś kobitki podbijały i standardowy tekst, że darmowy shot, u nas najlepiej bla, bla. Oczywiście wszystko zlewałem, a po powrocie do domu z ciekawości sprawdziłem w necie opinię tych lokali. I wyszło, że wielokrotnie wzywana policja, skandale, że ludzie wydawali po kilkanaście/dziesiąt tysi. :)
Raz ze znajomymi zaszliśmy do takiego pubu w Krakowie, właśnie namówieni przez jedną dziewczynę. Poza tym, że miejsce było w porządku to jeszcze kilka lat później spotkałem się z tą dziewczyną na domówce w Sopocie :D
Od tych "biznesmenów" większą zarazą są chyba tylko ci, ktorzy handlują różami i przygrywają na akordeonie. Karać, wsadzać, zdelegalizować!
a tak z ciekawości, czemu sprzedawców róż i grających na akordeonie uważasz za zarazę? ja do nich nic nie mam, bo przynajmniej coś robią, zamiast żebrać, nie naciągają, jak ci z wyznania, nie wyciągają od ciebie holendernych sum. Ja tam zawsze kupuję bukiecik od starszego pana, a jak ktoś ładnie gra to drobne też wrzucam.
co jest nie tak z tymi na akordeonie?
@Mordimer0madderdin
Użyte przeze mnie określenia były po prostu synonimami Cyganów, a żeby dokładnie opisać to, dlaczego uważam ich za zarazę, to myślę, że nie starczyłoby znaków w komentarzu. Sumy zaś (poza tym, że są okresowo pod ochroną), to bywają horrendalne.
jeśli sam sobie wymyślasz synonimy, to ciężko zrozumieć:) osobiście jeszcze nigdy nie widziałam cyganów grających na akordeonie, ani sprzedających róże (spotkałam takich wciskających róże, a potem wyciągających ręce po kasę, ale nie da się tego nazwać handlowaniem).
Cygańskie dzieci przebrane za klaunów "grające", bo graniem tego nie idzie nazwać, na akordeonie w Gdańsku na każdym kroku
Powiem tak. Pracuje w podobnym miejscu, jak czytam ceny to podejrzewam, że ta sama sieć klubów. Aczkolwiek u nas nie mówi się „kabaret”. Moim zdaniem facet wie do jakiego miejsca przychodzi i widzi ceny. I to on podejmuje decyzje sam czy kupi tancerce drinka czy nie. A że są pijani.. No cóż czy ktoś kazał im pić? Mi bardziej nie podoba się stosunek „wyższych” pracowników czy właśnie koordynatorów dlatego też myśle o zwolnieniu
W wakacje szukałam pracy. Znalazłam ogłoszenie o ulotkach, napisałam i zostałam zaproszona na rozmowę. Okazało się, że praca polega właśnie na tym, co tutaj opisałaś. Poszłam jeszcze zobaczyć jak pracują przyjęte już dziewczyny. Miałam nadzieję na zobaczenie klubu od środka :D
Ale na szczęście stwierdziłam, że to nie praca dla mnie.
"Siłą wyciągała pieniądze od mężczyzn" zdaje mi się, że ci ludzie nie byli pozbawieni mózgów.
Przecież wyraźnie napisano, że jeżeli nie stawiali drinków tancerkom to ich wyrzucano. Ci mężczyźni byli oszukiwani.
Wiem nawet o którym klubie mówisz i w którym mieście. Poszłam tam z ciekawości na rozmowę i gdy jasno powiedziałam pani, że jednak nie jestem zainteresowana, to zaczęła być nachalna i próbowała mnie za wszelką cenę namówić na tę pracę ;/ dobrze, że się nie zgodzilam...
Byłam na takiej rozmowie kwalifikacyjnej, ale na szczęście od razu powiedzieli mi na czym ten "kabaret" polega
A najlepsze zarobki są w ciągu tygodnia, kiedy są jakieś konferencje albo odbywają się targi. No cóż, nie ma co stękać i jeszcze jęczeć, że naciągają na pieniądze. Tak to już bywa.
Czyżby mowa była o Black Pearl na krakowskim Kazimierzu?
Tego rodzaju kabaret powstał też we Wrocławiu.
najpierw sie zapisujesz do pracy a potemu ci cos nagle nie pasuje... zadna praca nie chanbi ale czuje ze ty jak widzisz przataczke to sie wykrecasz bo ta praca jest nic nie warta.