#pEiD3
Nie wiem czemu, ale jakiś czas temu oglądałem obrady Sejmu (nigdy tego nie robiłem), patrzę i własnym oczom nie wierzę. Tak. Dobrze myślicie. To mój kolega z klasy. Widać trafił swój na swego.
#uibyx
#ccp3w
- Sól jest niezdrowa, więc teraz używam tylko śladowe ilości.
Nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że wypala paczkę papierosów dziennie.
#tVbVn
W pewnym momencie wpadłam na pomysł, aby przekonać saksofonistę, który akurat tam grał, żeby podszedł do stolika i zagrał "sto lat". Gdy podszedł do miejsca gdzie siedzieliśmy wypaliłam przy wszystkich "skoro już zgodził się pan zagrać, to może od razu pan zaśpiewa?'...
Tego wzroku zażenowania na jego twarzy jeszcze długo nie zapomnę, a znajomi oczywiście mają kolejną anegdotkę z moim udziałem do opowiadania wśród innych znajomych.
#BGA1Q
Zaczęło się od grup facebookowych, jednak nie daję się łatwo omamić i sceptycznie podchodziłam do wielu wypowiedzi, tudzież "źródeł wiedzy". Jedno było pewne, nie chciałam szczepić zgodnie z kalendarzem. Moja córka jest wcześniakiem, byłam przewrażliwiona na punkcie jej zdrowia. Postanowiłam szczepić tylko w lato, ewentualnie późną wiosną i jesienią, a także rozdzielić wkłucia, bo 19 szczepień w ciągu pierwszych 18 miesięcy uznałam za przesadę. Potem aż do 6 r.ż. luka, więc czemu by tam nie wcisnąć choć połowy tych szczepień? Odmówiłam ich też tuż po urodzeniu.
Córka rozwijała się prawidłowo, była pełnym energii radosnym dzieckiem. Zaszczepiłam ją tylko na gruźlicę i WZW typu B. Nagle, dwa miesiące przed drugimi urodzinami, mój aniołek złapał coś, co wydawało się być grypą. Zwykłe pokaszliwanie, katarek i słabe samopoczucie. Jednak kilka dni później, pomimo leków i pilnowania małej, kaszel był paskudny. Zastałam córkę rano w zmoczonym łóżeczku, w mieszance wydzieliny z kaszlu, moczu (mimo pieluszki!) i czerwoną na buzi. Przeraziłam się i pojechałam wprost do pediatry. Diagnoza? Krztusiec. Dodatkowo u małych dzieci najczęściej natychmiast pojawia się też zapalenie płuc, co mojej córci nie ominęło.
Na oddziale leżała trójka dzieci z kokluszem, wszystkie nieszczepione. Następnego dnia miał być przyjęty chłopczyk, szczepiony, którego zaledwie odesłali do domu z antybiotykiem. W międzyczasie moja córka walczyła o każdy oddech. Lekarka dawała mi znaki, że to może się przerodzić w encefalopatię krztuścową, czyli drgawki i uszkodzenie komórek mózgowych. Żyłam miesiąc w strachu, nienawidząc siebie za opóźnianie szczepień. Moja córcia i inna dziewczynka przeżyły, dużo młodszy od nich chłopiec nie miał tyle szczęścia.
Napisałam o moim doświadczeniu na kilku grupach antyszczepionkowych. Wszyscy mi nie wierzyli, nazywali trollem, pytali po co jestem na tej grupie, skoro szczepię. Nikogo nie atakowałam, jednak zostałam wyrzucona z grup za odmienne zdanie. Za chęć uświadomienia kogoś, zanim będzie za późno.
To dlatego te grupy rosną w siłę, bo blokuje się normalne historie, jak moja. A nikomu nie życzę takiego zimnego prysznica, jaki ja miałam.
#qYiXo
Na jednej z lekcji historii pani wspomniała o rzezi wołyńskiej. Właśnie, wspomniała. Nie mieliśmy przeznaczonej całej godziny na ten temat. Jako że pochodzę ze wschodnich terenów, dobrze wiedziałam o co chodzi. Miałam za Bugiem rodzinę, która uczestniczyła w tym piekle. Nieliczni się uratowali. Z tej właśnie racji zgłosiłam się i opowiedziałam kilka znanych mi historii, obrazujących wydarzenia tamtych dni. Nie szczędziłam drastycznych szczegółów (chłopiec przybity do drzwi kościoła, dzieci nabijane na sztachety płotu, kobiety w ciąży z poprzebijanymi bagnetami brzuchami...). Wszystko to autentyczne historie. I co?
Po lekcji zostałam zjechana od stóp do głów przez kolegów. Że co ja sobie wyobrażam, po co to mówiłam, że Swietłanie jest teraz przykro, że jestem bez serca...
Jak przypomnę sobie łzy w oczach dziadka, gdy mi o wszystkim opowiadał, robi mi się smutno. Dlaczego żyję w kraju, w którym nie można mówić o historii? Bolesnej i okrutnej.
#buAMu
Moje emocje jednak udało się odblokować przez pewne zdarzenie. Zawsze miałem doskonały kontakt z moim wychowawcą w gimnazjum, bo przy nim byłem sobą i nic nie musiałem udowadniać. Cieszyłem się jak głupi kiedy wiedziałem, że go zobaczę i on nie spojrzy na mnie zawiedziony. Trzy dni temu był pogrzeb. Zmarł w wypadku samochodowym, który spowodował pijany kierowca. Kiedy się dowiedziałem, przyjąłem to spokojnie. Podczas mszy też nie okazywałem emocji. W momencie wrzucania trumny do ziemi, wszystko ze mnie wyszło. Rozpłakałem się tak bardzo, że nie umiałem ustać na nogach. Płakałem na tym cmentarzu przez całą noc, bo później po prostu zabrakło mi siły i zasnąłem.
Wczoraj wieczorem wróciłem do domu z pogrzebu. Wygarnąłem im wszystko co leżało mi na sercu i wprowadziłem się do mojego przyjaciela. Mam nadzieję, że już nigdy nie będę mieć styczności z tymi potworami, bo oni tylko mnie spłodzili. Mój prawdziwy wzór, ojciec i przyjaciel nie żyje.
#YpOnI
Przy płaceniu rachunku wyszło na to, że to jednak ja ją zabrałem.
#em6eo
Pod nieobecność rodziców udałam się do łazienki i siedząc na wannie, za pomocą najostrzejszego noża z kuchni... wycięłam sobie odcisk z pięty. Rodzice oszczędzali na obuwiu dla mnie i kupowali mi bardzo tanie, toporne i niewygodne buty, więc przez lata wokół wspomnianego odcisku zebrało się sporo martwej skóry, którą uznałam za zadowalającą, najprawdziwszą porcję ludzkiego mięsa.
Usmażyłam.
Zjadłam.
Rodzice nigdy się nie dowiedzieli.