Po kilku tygodniach terapii zaburzeń lękowych udało mi się wreszcie wyspać spokojnie. Okazało się, że nie miałem zaburzeń lękowych, a to dziwne, mrowiące uczucie, które nie dawało mi zasnąć, to były insekty w moim materacu.
Mam brata bliźniaka. Jesteśmy do siebie zabójczo podobni zarówno z charakteru, jak i z wyglądu.
Nie pamiętam już w której klasie podstawówki mieliśmy napisać "kto jest naszym autorytetem i dlaczego". Moja praca była najkrótsza:
"Moim autorytetem jest mój brat X, ponieważ jest taki sam jak ja, ale niegrzecznie byłoby napisać, że sam jestem dla siebie autorytetem".
Dostałem jedynkę :(
Po firmowej imprezie świątecznej drzwi domu otworzyła mi moja żona ubrana TYLKO w czapkę Świętego Mikołaja. Pech chciał, że stałem w drzwiach z dwoma moimi kumplami z pracy. Miałem po tym żonę obrażoną przez parę tygodni i dwóch kolesi, którzy wciąż chcą koniecznie nas namówić na trójkącik-wielokącik.
Kiedy byłem w liceum, bardzo chorowałem. Doszło nawet do sytuacji, że zabrała mnie w dość nieładnym stanie karetka ze szkoły, było spore zamieszanie, cała szkoła wiedziała, że kogoś zabrali, nawet były plotki, różnego rodzaju. Od "bycia pijanym" do "nie ma już go z nami". Spędzałem tonę czasu w różnych szpitalach i klinikach, często łapałem infekcje, ale w końcu się wyleczyłem. Problemem okazało się pierwsze półrocze, bo już w październiku opuściłem cały miesiąc szkoły. Potem zdarzały się jeszcze kilkudniowe nieobecności, sporo się tego nazbierało, ale zaległości udało mi się ciężką pracą nadrobić. Ale nie o tym.
Na apelu po półroczu dyrektor ogłaszał typowe sprawy. W tym frekwencję. Wyczytał parę osób, po czym wygłosił kazanie o "tym najgorszym wagarowiczu" i o tym, że grozi mu wywalenie ze szkoły i będzie o tym osobiście rozmawiał z rodzicami.
Po czym wyczytał moje nazwisko...
Moja wychowawczyni podbiegła do niego i powiedziała szybko, tak, że było słychać na całej sali gimnastycznej "Panie dyrektorze, to ten co tak choruje". Dyrektor powiedział tylko "aha, przepraszam" i kontynuował. Wszyscy zerkali w moją stronę.
Nigdy nie było mi tak wstyd.
Osiągnięcie odblokowano: wybij sobie palce podczas masturbacji przy czytaniu Anonimowych.
Teraz czeka mnie miesiąc "celibatu" :(
Ojciec mojego narzeczonego wszem i wobec oświadczył, że mnie nie akceptuje jako synowej, bo jestem za niska (metr 166) i zdecydowanie za chuda. Dodał jeszcze do tego parę innych przykrych uwag w kwestii mojego wyglądu, na które nie mam wpływu. Lubuje się w regularnym "uświadomieniu" mojego narzeczonego na temat mojej beznadziejności i tego, że zdaniem "teścia" jestem nieatrakcyjna.
Co akurat śmieszne, uczepił się szczególnie również tego, że nie chodzę do kościoła, bo on w końcu jest przykładnym katolikiem.
Jak widać najciemniej pod latarnią.
Gdy byłam mała, często w przedszkolu na podwieczorek dostawaliśmy monte. Wszyscy byliśmy ich wielkimi fanami. Zawsze gdy to się działo krzyczałam, że kto pierwszy zje, ten jest najlepszy i najfajniejszy. Gdy wszyscy rzucali się i momentalnie zjadali swoje posiłki, ja swojego nawet nie ruszałam, by móc potem delektować się powoli i patrzeć w oczy tym, którzy swojej pyszności już nie mieli. Wiedziałam, że cierpią.
Na firmowej imprezie zaczęła się do mnie bardzo chamsko kleić jedna dziewczyna. Za którymś razem, bardziej odruchowo niż umyślnie, uderzyłem ją w twarz. Wystraszyłem się tego, co zrobiłem, ale ona spojrzała na mnie w tamtej chwili z jeszcze bardziej pożądliwym wzrokiem i rzuciła się na mnie jeszcze mocniej, mówiąc mi do ucha, że niesamowicie ją to kręci.
Nic nie zrobiłem, ale przez tę sytuację czuję się totalnie nie w porządku w stosunku do mojej dziewczyny, chciałbym jej o tym opowiedzieć, ale nie wiem nawet jak, bo jest mi strasznie wstyd przez tę sytuację.
Mamy już z żoną dwójkę dzieci i jesteśmy ze sobą od lat, ale pobraliśmy się dopiero miesiąc temu. Cieszyłem się, że pojedziemy w tygodniową podróż poślubną, będziemy mieli czas tylko dla siebie i "odpoczniemy" trochę od domowych spraw i dzieciaków. Moja żona 4 dni spędziła w sklepach, kupując ciuchy i pierdoły dla dzieciaków i do domu.
To ja, anonimowa Czarna Sowa. Ostatnio się nudzę bardziej niż zwykle, depresja i bezsenność robią swoje. Czytam wszystkie niezweryfikowane wyznania na anonimowych, przeczytałam całą stronę piekielni.pl, demotywatory.pl i inne podobne. Trafiłam na wyznajemy.pl. Zaczęłam według swego zwyczaju od najstarszych wyznań. Po kilku stronach (z myślą "rozkręci się"), przeszłam do połowy stron, a później do wyznań współczesnych.
Do tej pory chodzę z otwartą japą, zastanawiając się co za desperat wymyśla takie gó..na i wstawia je na stronę główną. 80% tych wyznań jest wymyślone a 15% jest pastami kiepskich kawałów.
Czara goryczy przelała się, gdy znalazlam w komentarzach osobę posługującą się moim nickiem! Gdyby ktoś z Was, moi znajomi Anonimowi zawędrował tam przypadkiem - tamta czarna sowa to nie ja. Ja tam więcej nie zajrzę. Wolę Was. Howgh!
Dodaj anonimowe wyznanie