#tKsC5

Osoba, którą znam od dzieciaka i uważałam za bratnią duszę, okradła mnie z mojego marzenia.
Planowałyśmy razem składać podania o dofinansowanie unijne na otwarcie własnej działalności; rozmawiałyśmy godzinami z zapałem o naszych pomysłach. I co?
Ona złożyła cichaczem wcześniej, z moim planem.

Jej mąż wygadał się przypadkiem, mówiąc, że trochę był zdziwiony nawet jej nagłą zmianą pomysłu, ale ten nowy projekt brzmi świetnie i oryginalnie. Zachowałam zimną krew, pogratulowałam i kazałam życzyć żonie szczęścia w moim imieniu.

Ale wiecie co? Nie poddałam się. Wzięłam na tapetę jej plan, tylko zmodyfikowałam go po swojemu. Nie jest to to, o czym marzyłam od wielu lat, ale myślę, że też się w tym odnajdę i będzie dobrze :) Mój mąż, dobry znajomy jej męża, wrócił w zeszłym miesiącu z pracy z informacją: udało im się, dostali. Powiedziałam, żeby przesłał im kwiaty. Wiedział, jak to przeżyłam, więc patrzył na mnie zdziwiony.
Dziś dostałam kolejnego smsa o próbie trzydziestego połączenia w ciągu kilku dni z jej numeru. Jest zablokowana.

Kłopot polega na tym, że aby wykonywać działalność, którą sobie wymarzyłam, trzeba mieć pewną wiedzę tematyczną i praktyczną... nie wystarczy fajny pomysł. Więc chyba znam powód jej nagłej chęci ocieplenia stosunków.
I... nie żałuję, serio :). Jedna toksyczna osoba mniej w otoczeniu!

#33UNP

Wychowawczyni mojej 16-letniej córki wezwała mnie i żonę na "poważną rozmowę" do szkoły. Córka pobiła kolegę z innej klasy. Obeszło się bez policji, ale nauczyciele źle na nią teraz patrzą.

Spytaliśmy Agatę (córkę) o co poszło. Pobity kolega chciał się z nią umówić. Odmówiła, więc ją zwyzywał i zaczął wsadzać łapy pod spódnicę. Potwierdziły to jej koleżanki. Na szczęście odkąd miała 6 lat chodzi na karate. Kolega zboczeniec oberwał i z tego cała afera.

Nauczyciele radzili nam ukarać córkę za agresję.
Pochwaliliśmy ją. Niech gadają co chcą, moja córka nie pozwoli się dręczyć.

#p113R

Ostatnio podczas rozmowy z koleżankami zeszliśmy na temat utraty dziewictwa. Pierwszy raz u większości dziewczyn był w wieku 15-18 lat. W domach, na imprezach itp. Ja bałam się przyznać i skłamałam wymyślając podobną historię do ich przeżyć.

Straciłam dziewictwo w wieku 12 lat na placu zabaw z chłopakiem z którym chodziłam od pierwszej klasy podstawowej. Uważaliśmy się za takich dojrzałych, a teraz jak o tym myślę, jest mi strasznie wstyd. Taka oto moja mała tajemnica :)

#YbEWz

Byłam dziś u kolegi, w którym skrycie się podkochuję. Chcieliśmy pograć na konsoli.

Zorientował się, że zapomniał hasła do swojego konta na Xboksie. Nieźle się zakłopotał, i postanowił, że wpisze pierwsze hasło jakie pamięta, że używał na tym koncie.

Jakie wielkie było moje zdziwienie, kiedy w miejsce hasła wpisał... moje imię.

Jeszcze dziwniejszym było, że hasło było poprawne.

#0hSao

Jestem "uzdolniona" artystycznie. Dlaczego w cudzysłowie? Bo los robi sobie ze mnie jaja.

Śpiew: Mam ładny głos, wszyscy go chwalą, potrafię śpiewać bardzo wysoko, albo z lekką chrypką. Ale nie mam słuchu muzycznego. 3 razy próbowałam zapisać się na kursy, zawsze mnie odrzucali, bo ze mnie nic nie będzie. No ale mam ładny głos, zawsze daję się namówić na występ dla szkoły. Wtedy przez miesiąc, dzień w dzień śpiewam wybraną piosenkę i to odsłuchuję. Zapamiętuję jakie słowa mają być w jakim momencie podkładu. Dużo roboty, ale fajnie jest wystąpić, lubię to.

Rysowanie: Mam dobrą kreskę, dostaję najwyższe oceny za swoje rysunki, wygrywam szkolne konkursy itp. Ale nie mam wyobraźni przestrzennej, w ogóle moja wyobraźnia tu szwankuje. Miałam kilkanaście książek do rysunku, czytałam i oglądałam różne tutoriale, zaliczyłam kilka krótkich kursów. Nie potrafię przenieść na papier tego co chcę. Nie ogarniam póz, cieniowania i fałd ubrań. Zanim coś narysuję, muszę znaleźć coś podobnego w internecie. Moje rysunki są po prostu kompilacją wielu cudzych prac (rekord to 36). Na poważnie staram się rozwijać od kilku lat i wciąż nie daję rady.

Taniec: Słuchu muzycznego nie mam, ale poczucie rytmu już tak. Tańczę w swoim pokoju odkąd YouTube stał się popularny. W głowie układam różne proste układy, rękami jestem w stanie powtórzyć nawet skomplikowane ruchy. No ale stopy mnie nie słuchają. Zapisałam się do amatorskiej grupy musztry paradnej. Kręcić pałką zaczęłam od razu, po tygodniu sprawnością kręcenia dorównywałam starszym dziewczynom. Po miesiącu wyrzucili mnie, bo nie umiałam maszerować.

Szycie: Szyję od 5 lat. Łatwo mi szczegółowo zaprojektować strój (projekty są płaskie, bez fałd i cieniowań) i dobrać odpowiednią metodę. Odkąd zrobiłam kostium na swój występ, szyję stroje dla kółka teatralnego na każde ważne przedstawienie. Ale moja praca polega głównie na kreatywnym maskowaniu tego, co spieprzyłam.

Pisanie: Publikuję opowiadania, nawet się podobają. Ale mam dysleksję i dysortografię. Każdy rozdział poprawiam miesiąc, a i tak po publikacji zostaje sporo błędów, których nie widzę. Z każdej rozprawki mam 4, nauczycielka zawsze chwali moje prace, ale za interpunkcję i ortografię mam zawsze 0. Nie mam o to pretensji, za debilizm trzeba płacić.

Nie żebym specjalnie narzekała, lubię rysować, pisać, śpiewać i nosić samodzielnie zrobione stroje, ale fajnie byłoby serio mieć jakiś talent w całości i nie napotykać ściany na drodze rozwoju.
Napisałam to, bo jestem w klasie maturalnej, rodzina i nauczyciele prześcigają się w sugestiach: Idź na ASP, idź do akademii muzycznej, zostań projektantką mody. Nikt nie rozumie, że mam ograniczenia i nie dam rady zajmować się tym zawodowo.
Pozdrawiam, przyszła studentka jednego z języków azjatyckich.

#a8ISE

Z koleżankami grałyśmy w multiplayera zwanego PANFU. Chodziło o to, że każdy miał swoją pandę i mógł ją upiększać, kupować ubranka, rozmawiać z innymi pandami na serwerze. Oczywiście za niektóre dodatki dla naszych bohaterów trzeba było płacić poprzez połączenie konta z kartą bankową (żadna z nas nie miała konta premium).
 
Kiedyś ogłoszono, że do gry dodają kolejny ląd, na który można było wybrać się swoją pandą. Wszystkie byłyśmy strasznie zajarane tym faktem. Czekałyśmy na to wydarzenie bardzo długo. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że tylko pandy z kontem premium maja możliwości udania się w to nowe miejsce...
Jako że byłyśmy bystrymi dziewuchami, zamiast załamywać się i ubolewać nad brakiem tych przywilejów, uknułyśmy plan.

Codziennie przychodziłyśmy o tej samej porze na dany serwer, zbierałyśmy się pod wejściem na nowo otwarty ląd i strajkowałyśmy naszymi kolorowymi pandami, że to dyskryminacja i niedopuszczalna sytuacja i że każdy ma prawo do zwiedzania. Trwało to przez jakiś tydzień, dołączyli do nas nawet obcy ludzie. Szczerze mówiąc nikt nie podejrzewał, że nasz strajk coś wniesie, aż pewnego pięknego dnia jakaś dziewczyna podała nam hasło do swojego konta premium i nasza ciekawość mogła zostać zaspokojona.
Tak więc zorganizowałyśmy kiedyś z koleżankami strajk na serwerze gierki internetowej i nawet odniosłyśmy sukces!

PS Samo odkryte miejsce okazało się mega chałą, a chwilę później przeszłyśmy grać w nasze pandy :D

#Tmgyv

Pewnego razu, będąc na zakupach w jednej z rzeszowskich galerii, postanowiłam pójść zapalić papierosa na palarnię. W momencie kiedy tam wchodziłam, byłam zupełnie sama. Totalnie pochłonięta swoim telefonem puszczałam bąka za bąkiem. Były naprawdę głośne, ale uznałam to miejsce za najbardziej odpowiednie w tym momencie.
Kiedy podniosłam głowę, okazało się, że razem ze mną siedzą tam jeszcze 3 inne osoby, które jakimś cudem niezauważone musiały tam wejść.
To było żenujące.

#gqfSq

Historia Marka, człowieka, który odmienił mój światopogląd.

Prowadzę firmę remontową wraz z dwoma kolegami. Pewnego razu przeceniliśmy swoje możliwości i musieliśmy zatrudnić rąk do pracy, bo termin się zbliżał nieubłaganie. Dałem ogłoszenie w internecie. Przez trzy tygodnie przewinęło się 8 osób, ale niestety wymagali ogromnych wynagrodzeń bez żadnych umiejętności. Chcieli zarabiać po 3000 na rękę nie brudząc sobie rąk...
Już totalnie zrezygnowany odbieram telefon w czwartek wieczorem. Marek. 19 lat. Bez doświadczenia. Mówię: dobra, przyjdź o 7 tam i tam.
Piątek rano Marek stoi już za 10 siódma. Trochę Cygan, wychudzony. W starych ciuchach i z kolorowym plecakiem. Cały dzień pracował bardzo dobrze. Pod koniec dnia poprosił o 100 zł zaliczki. Dałem mu i już myślałem, że go nie zobaczę. Bo w końcu piątek, przyszedł dorobić na imprezę.
Zdziwiłem się, bo następnego dnia znów na nas czekał. I tak codziennie. Szybko się uczył i pracował jak maszyna. Dosłownie. Co tydzień brał tylko 100 zaliczki . Nic o sobie nie mówił. Nie żartował z nami. Był bardzo grzeczny i się słuchał. Nie zapytał nawet, ile dostanie wypłaty.

Zlecenie oddane przed terminem... Głównie dzięki Markowi, bo robił za dwóch. Chłopaki już pojechali do domu, a ja z Markiem spakowaliśmy sprzęt. Jak skończyliśmy, mówię do Marka, że czas rozliczyć się za pracę. Wyciągnąłem 3000 zł i mu podałem. A Marek trzyma te pieniądze bez słowa... i płacze. Łzy lecą mu jak woda z kranu. Ja w szoku. Pytam, co się stało. I chłopak opowiedział mi swoją historię.

Że pochodzi z patologii. W wieku 18 lat uciekł z południa Polski na wybrzeże. Że w jego domu był bity. Matka uprawiała seks z menelami na jego oczach, bo przynosili wódkę, a ojcu też to pasowało. Starsza siostra nie lepsza. Że w jego domu nie było nic. Syf i melina. Długo by opowiadać.
Od roku bezdomny... miał parę prac, ale mu nie płacili albo gnębili psychicznie. Opowiadał mi to wszystko dalej płacząc.

Byłem w szoku totalnym... Zawiozłem go do siebie, bo mam piwnicę wyremontowaną na kawalerkę, pozwoliłem mu tam mieszkać.

Minęło 8 lat od tego zdarzenia.
Marek dalej z nami pracuje. Dobrze zbudowany i pewny siebie. Kupił mieszkanie, poznał piękną dziewczynę. Zdał prawo jazdy. Rok temu powiedział mi, że uratowałem mu życie. A to on swoją ciężką pracą zapracował sobie na wszystko. Sam jeden. Wiem, że zawsze mogę na niego liczyć. W sumie to kocham tego chłopaka jak syna.

PS. Po roku pracy tak sobie rozmyślam całą sytuację i coś mi nie pasowało... Mówię do Marka "Ku**a, Mareczek, a jak to możliwe, że znalazłeś nasze ogłoszenie w internecie, jak nie miałeś wtedy komputera?".
Marek mi powiedział, że pomógł mu jeden człowiek, którego poznał w poprzedniej pracy. Pan Witold, lat 53. Jego wnuczka drukowała ogłoszenia, a on dzwonił. I to on wtedy podał się za Marka, jak do mnie dzwonił.

#6bR4T

Pracuję w sklepie jubilerskim.Dziś miałam najbardziej uroczych klientów, jacy kiedykolwiek mi się trafili.

Wszedł młody mężczyzna z siedmioletnią na oko dziewczynką. Oboje strasznie podnieceni.
Pytam, w czym mogę pomóc. Na to mała:
- Proszę pani, mój wujek chce zostać moim tatą, a żeby tak było, to musi się najpierw ożenić z moją mamą. On kupi jej pierścionek, ale nie wiedział jaki to rozmiar, więc ja zabrałam jeden z łazienki i zrobiłam odlew. Bardzo proszę...
Po czym rozwinęła chusteczkę z kawałkiem plasteliny, a w niej uwieczniony odcisk pierścionka.

Okazało się, że sprytna parka konspirowała już od dawna, a że mama młodej agentki jest podobno w wujku bardzo zakochana, więc ta na bank niebawem zacznie mówić do niego "tato". :)

#wBIr4

Jak byłam mała, to byłam wzorową uczennicą. Same 5 i 6, koło recytatorskie, konkursy - no takie typowe dobrze uczące się dziecko. Ale właśnie z takimi uczniami sadza się osoby niewychowane, żeby się naprostowały, albo niepełnosprawne czy chore umysłowo.

Pani uważała, że skoro jestem taka super miła, grzeczna i ułożona, to jak się posadzi ze mną niegrzecznego chłopca, to on nagle stanie się taki jak ja. Nieprawda. Obcinał mi włosy, niszczył zeszyty i przy nim nie potrafiłam się uczyć. A przy próbie rozmowy z nauczycielem o zmianie kolegi z ławki - "Nie i koniec! A poza tym to do ciebie niepodobne, by mieć 4, masz się poprawić!".

Potem posadziła do mnie chłopca z ADHD, wulgarnego, obleśnego i zboczonego. Obmacywał mnie, wmawiał wszystkim, że jesteśmy parą i ma prawo takie rzeczy robić. Koleżanki się ze mnie śmiały, a koledzy chcieli być jak on. Też chcieli mnie obmacywać. Mama wpadła w szał, szum z dyrektorem, a chłopak i tak nie zdał.

Nowy rok, a do mnie posadzono dziewczynkę z zespołem Downa. Była bardzo fajna i w końcu ktoś, że się tak wyrażę, normalny. Ale sęk w tym, że ja jej miałam pomagać, a ona była lata świetlne za nami w materiale. Więc ja musiałam stać się jej prywatnym nauczycielem i mój program z mamą robić w domu same. Bo nie miałam kiedy uczyć się na lekcji, jak przymuszano mnie do pracownia z nią. Delikatna sprawa. Mama się trochę bała z tym interweniować, ale to zrobiła. Dziewczyna dostała lekcje indywidualne plus parę lekcji z nami dla socjalizacji, a ja w końcu miałam swoją koleżankę do ławki (przez miesiąc).

Niedoczekanie, ostatnia klasa podstawówki a mi dosadzili dużo starszego kiblowicza. On lada chwila będzie dorosły, a sadzają go z 12-latką... To jest dopiero chore. Motywu nie znam do tej pory. Ale to co wyczyniał siedzi mi do teraz w głowie i nigdy nie wyjdzie. Rzucał w nauczycieli i we mnie plecakiem, wytykał do mnie pod ławką swojego członka, chciał, żebym go macała. Niszczył mi rzeczy, darł ubrania, obmacywał. Gdyby koleżanki nie poszły do mamy, to nie wiem, co by było. Ja byłam tak straumatyzowana, że nie chciałam jej w to wciągać. A właśnie powinnam. I to nie tak, że to jedna mnie posadziła i strugała pajaca. Wszyscy to widzieli i nagle im wzrok odebrało.

To nie jest i nigdy nie będzie dobra metoda wychowawcza. Wypacza dobre dziecko i złe czuje się chronione, pod przykrywką. Słuchajcie swoich dzieci, jak moja mama. Gdyby nie ta "nachalna i nietolerancyjna" kobieta, to nie byłoby dobrze. A każde dziecko chce mieć znajomych, z którymi siedzi w ławce i z którymi może rozmawiać i się śmiać, zawrzeć prawdziwą przyjaźń. Ja też chciałam. A to była cholerna podstawówka.
Dodaj anonimowe wyznanie