#gqfSq
Prowadzę firmę remontową wraz z dwoma kolegami. Pewnego razu przeceniliśmy swoje możliwości i musieliśmy zatrudnić rąk do pracy, bo termin się zbliżał nieubłaganie. Dałem ogłoszenie w internecie. Przez trzy tygodnie przewinęło się 8 osób, ale niestety wymagali ogromnych wynagrodzeń bez żadnych umiejętności. Chcieli zarabiać po 3000 na rękę nie brudząc sobie rąk...
Już totalnie zrezygnowany odbieram telefon w czwartek wieczorem. Marek. 19 lat. Bez doświadczenia. Mówię: dobra, przyjdź o 7 tam i tam.
Piątek rano Marek stoi już za 10 siódma. Trochę Cygan, wychudzony. W starych ciuchach i z kolorowym plecakiem. Cały dzień pracował bardzo dobrze. Pod koniec dnia poprosił o 100 zł zaliczki. Dałem mu i już myślałem, że go nie zobaczę. Bo w końcu piątek, przyszedł dorobić na imprezę.
Zdziwiłem się, bo następnego dnia znów na nas czekał. I tak codziennie. Szybko się uczył i pracował jak maszyna. Dosłownie. Co tydzień brał tylko 100 zaliczki . Nic o sobie nie mówił. Nie żartował z nami. Był bardzo grzeczny i się słuchał. Nie zapytał nawet, ile dostanie wypłaty.
Zlecenie oddane przed terminem... Głównie dzięki Markowi, bo robił za dwóch. Chłopaki już pojechali do domu, a ja z Markiem spakowaliśmy sprzęt. Jak skończyliśmy, mówię do Marka, że czas rozliczyć się za pracę. Wyciągnąłem 3000 zł i mu podałem. A Marek trzyma te pieniądze bez słowa... i płacze. Łzy lecą mu jak woda z kranu. Ja w szoku. Pytam, co się stało. I chłopak opowiedział mi swoją historię.
Że pochodzi z patologii. W wieku 18 lat uciekł z południa Polski na wybrzeże. Że w jego domu był bity. Matka uprawiała seks z menelami na jego oczach, bo przynosili wódkę, a ojcu też to pasowało. Starsza siostra nie lepsza. Że w jego domu nie było nic. Syf i melina. Długo by opowiadać.
Od roku bezdomny... miał parę prac, ale mu nie płacili albo gnębili psychicznie. Opowiadał mi to wszystko dalej płacząc.
Byłem w szoku totalnym... Zawiozłem go do siebie, bo mam piwnicę wyremontowaną na kawalerkę, pozwoliłem mu tam mieszkać.
Minęło 8 lat od tego zdarzenia.
Marek dalej z nami pracuje. Dobrze zbudowany i pewny siebie. Kupił mieszkanie, poznał piękną dziewczynę. Zdał prawo jazdy. Rok temu powiedział mi, że uratowałem mu życie. A to on swoją ciężką pracą zapracował sobie na wszystko. Sam jeden. Wiem, że zawsze mogę na niego liczyć. W sumie to kocham tego chłopaka jak syna.
PS. Po roku pracy tak sobie rozmyślam całą sytuację i coś mi nie pasowało... Mówię do Marka "Ku**a, Mareczek, a jak to możliwe, że znalazłeś nasze ogłoszenie w internecie, jak nie miałeś wtedy komputera?".
Marek mi powiedział, że pomógł mu jeden człowiek, którego poznał w poprzedniej pracy. Pan Witold, lat 53. Jego wnuczka drukowała ogłoszenia, a on dzwonił. I to on wtedy podał się za Marka, jak do mnie dzwonił.
Zarówno Twoja postawa jak i Marka jest godna podziwu, nie zawsze tak wyglądają relacje pracodawca-pracownik. Pozdrawiam
Jestem pod ogromnym wrażeniem. Wszystkiego dobrego dla Was chłopaki :)
Trzy razy czytałam od początku do połowy, by nic mi nie uciekło i w końcu ze łzami w oczach mogłam dokończyć to wyznanie. I tak sobie pomyślałam, ze pomaganie innym, jest największym sukcesem jaki możemy osiągnąć w życiu.
Pozdrawiam pana Marka.
To ja tylko chciałbym pozdrowić Pana Mareczka ;)
Bez odbioru
Motywująca historia!!!
Piękne wyznanie.
Mareczkow jest tak naprawdę wielu, z chęcią, gotowych uczciwie pracować. Ważne by było jak najwięcej fajnych szefów. I to też może takich, którzy nie koniecznie muszą widzieć wręcz zalamke i łzy (bo co by było gdyby był jeszcze chwilę silny i dał upust wmemocjom po pracy? Ja nienawidzę gdy tak mi puszczają emocje przyblidziach i staram się wytrzymywac) by pomóc czy choć nie skreslac z tych blachych powodów jak dziwny strój czy nie bycie duszą towarzystwa. Prosze, pamiętajcie że każdy ma prawo do swoich problemów czy coś wiecie czy nie. :)
Uff, a już się obawiałam, że Mareczek Cię wycygani :D
Czemu nie można dodać niezweryfikowanych do ulubionych?
Trzeba wejść w wyznanie i dopiero