WYZNANIE DLA +18
Wynajmuję mieszkanie.
3 osobne pokoje, kuchnia, łazienka.
Normalne mieszkanie, w którym dzieją się nienormalne rzeczy.
Mieszkam z dwoma moimi kolegami z roku.
Kiedyś, gdy wróciłam do domu wcześniej niż miałam, zastałam mojego współlokatora, który uprawiał seks ze swoją dziewczyną w kuchni.
Normalnie brał ją na kuchennym blacie.
Zamurowało mnie, stałam i patrzyłam. Dopiero po chwili zorientowali się, że patrzę.
On speszony, ale ona zaczęła się śmiać i dla żartów zaprosiła mnie do wspólnej zabawy. Odparłam, że wolę popatrzeć, ale jednak sobie poszłam.
Na moich urodzinach byli moi współlokatorzy, dziewczyna jednego z nich i mój chłopak. Upiliśmy się i zaczęliśmy ze sobą gadać. Nie wiem czemu, ale laska mojego współlokatora wspomniała o tym żenującym incydencie. I tak się zaczęło.
Wszyscy pijani, to zaczęliśmy żartować, że trafiłam na seans porno w 3D.
Dziewczyna kumpla wyznała, że od zawsze kręciły ją takie dziwne rzeczy i że ma ogromną ochotę zobaczyć, jak jej facet całuje się z inną.
A że byłam jedyną dziewczyną i mój facet się zgodził, to pocałowałam się z nim.
Na następny dzień, gdy wytrzeźwieliśmy, pogadałam z kumplem i jego dziewczyną i przepraszali mnie za to, ale ja wcale nie byłam zła. Wręcz przeciwnie. Miałam ochotę na więcej takich zabaw.
Mój facet był moim pierwszym, z którym się całowałam i z którym uprawiałam seks i byłam ciekawa, jak to jest.
Z czasem zaczęłam pozwalać sobie na coraz więcej. Moi współlokatorzy uprawiali seks ze sobą, a ja patrzyłam albo się zabawiałam sama ze sobą. Strasznie to podniecało dziewczynę mojego kumpla i raz w trakcie takiej zabawy zaliczyliśmy trójkąt. Nigdy w życiu nikt mi takiej minety nie zrobił (do czasu, ale o tym potem).
Mój facet, gdy się o tym dowiedział, to się wkurzył, ale stwierdził, że też chce coś z tego mieć.
Co weekend robiliśmy sobie niegrzeczne spotkania.
Siadaliśmy w piątkę, a czasem w szóstkę, jak drugi kumpel przyprowadził koleżankę biseksualną.
Uprawialiśmy seks w parach, gdy reszta patrzyła.
Biseksualna koleżanka robiła najlepsze minety.
A wiecie co najbardziej mi się podobało?
Gdy mój facet wjechał we mnie od przodu, a biseksualna koleżanka założyła pas i zajęła się mną od tyłu. Nigdy nie było mi tak dobrze.
Reszta patrzyła.
Pewnie wiecie, co w tym anonimowego.
Ale jest jeszcze jeden mały szczegół.
Mieszkanie wynajmujemy od KSIĘDZA, który nie chciał, bym mieszkała z moim facetem z jednym pokoju, bo on tego nie popiera.
Wiem, że nigdy się o tym nie dowie, ale cholernie mnie to bawi.
Raz w dorosłym życiu płakałem. To nie był żaden pogrzeb, czy żadne z ciężkich przeżyć. Po prostu wypiłem sam w domu 3 piwa i zapłakałem przy Pieśni Priscilli z Wiedźmina.
Mam 25 lat i jestem żoną od niedawna. Mam okropnych teściów - przemądrzałego gderacza i wyszukiwacza problemów oraz ładną (i nic ponadto) fałszywą królową lodu. Teściowie szkodzili w przygotowaniach do ślubu, ciągle wyszukując problemów i krytykując. Są jacy są i trudno. Da się ich ignorować i czasem tylko odwiedzać dla spokoju. Jest jednak narastający problem po stronie męża....
Staje się on coraz bardziej podobny do teścia - przemądrzały, wszechwiedzący, robiący wykłady na każdy temat, nieczuły, porywczy i łatwo wpadający w gniew, wiecznie niezadowolony. Raz nawet tak mnie szarpnął w gniewie, że miałam wielkiego siniaka.
Jestem młodą kobietą, na brak zainteresowania ze strony mężczyzn nigdy nie narzekałam. Swojemu mężowi poświęcam dużo uwagi, czasem odkładam na bok swoje obowiązki, żeby mu dogodzić - przygotować coś do zjedzenia, zrobić mu masaż po pracy itp. Codziennie mówię mu wiele miłych rzeczy, doceniam i chwalę każdy drobiazg, który zrobi w domu (jak choćby umycie naczyń po obiedzie). Gdy widzę, że nie ma ochoty rozmawiać - nie narzucam się i czekam aż odpocznie, bo wiem, że musi mieć też chwilę dla siebie. Okazuję mu dużo czułości, daję wiele uwagi. Staram się. A on... coraz mniej. Nie pyta co u mnie, jest skupiony na sobie, często nachmurzony, szorstki i oschły, zajęty swoimi sprawami... Jest tylko roszczeniowy - jemu się należy, on dziś był w pracy. Codziennie wstaje rano niezadowolony i bez humoru. Wymądrza się, a każdą moją uwagę na jakiś temat traktuje z góry jako mniej wartościową. W dodatku denerwuje się, gdy w jego dziesięciominutowej wypowiedzi próbuję coś wtrącić. Staje się ponury i marudny jak teść. Jest coraz bardziej podobny do niego.
Ja jestem inna - pogodna, radosna, z entuzjazmem witam każdy dzień . Chce mi się działać, rozwijać się, uśmiechać do ludzi. Cieszę się życiem, zdrowiem, mam dużo energii. Nie znoszę narzekania. Do ludzi podchodzę z życzliwością z sercem. W każdym staram się dostrzec coś dobrego, łatwo wybaczam innym błędy.
Postanowiłam, że jeżeli będzie tak dalej i nic się z jego strony nie zmieni, to się z nim rozwiodę, bo przy nim zaczynam gasnąć. Nie zamierzam żyć z młodszą wersją swojego teścia. Jestem młoda, ładna, z dobrym wykształceniem i pracą. Nie mamy dzieci. Chcę dawać dobro i ciepło, ale też mam w tym względzie potrzeby. Chcę wstawać z uśmiechem i dawać swój uśmiech komuś, kto go odwzajemni.
Jestem powoli zmęczona tym jak jest, ale wiem, że nie pozwolę sobie zmarnować życia. Jeszcze trochę poczekam, ale podjęłam decyzję i mam gdzieś jak będzie na mnie patrzeć reszta społeczeństwa. Adieu!
Pewnego, słonecznego dnia wybrałam się z moim (byłym) chłopakiem na spacer. Idziemy, trzymając się za ręce. Przed nami w pewnej odległości stał słup, a więc logiczne było to, że musimy na chwilę oderwać od siebie ręce. Po fakcie on staje i mówi:
- Nawet słup stara się nam przekazać, że musimy się rozłączyć. Zrywam z tobą.
Powiedziałem wszystkim, że zrezygnowałem z zawodu lekarza, bo kompletnie wypaliłem się zawodowo. Wiem, jak to idiotycznie brzmi, ale prawda jest jeszcze głupsza. Musiałem zrezygnować, bo w pewnym momencie zacząłem mdleć na widok krwi. Całe studia i staż pracy na marne. Otworzyłem warzywniak i teraz sprzedaję kartofle.
Ostrzegam, że będzie obrzydliwie.
Dobre 10 lat temu, podczas zimy kiedy miałam katar, smarkałam w chusteczkę. Niby nic nadzwyczajnego, nie? Przejdźmy do sedna.
Brudną już chustkę wkładałam do kieszeni i wyciągałam ją po kilku dniach, następnie wyciągałam ją rozkoszując się zaschniętymi gilami. Tak uwielbiałam ten smak, że często wymuszałam katar tylko dlatego, żebym mogła zjeść swój przysmak na następny dzień.
Kiedy wprowadziłem się do wynajętego mieszkania w kamienicy w centrum miasta, przeszedłem po wszystkich sąsiadach, przywitałem się, zostawiłem swój numer telefonu i tak dalej. Wszyscy moi znajomi uznali mnie za kretyna i stwierdzili, że to co zrobiłem było strasznie głupie. Myślałem, że to zwyczajna rzecz, ale wychodzi na to, że jednak jestem jakiś nienormalny.
Gram w kapeli metalowej i nigdy nikomu się nie przyznałem, że jak sobie siedzę wieczorem w domu, to słucham disco-polo.
Kurka, nie do końca anonimowe, bo rodzina i znajomi...
Pamiętacie scenę z "Lśnienia", w której Nicholson wyrąbuje dziurę w drzwiach od łazienki? Tak?
No to teraz macie jakieś 5-6 lat i jesteście w środku, a dziurę wyrąbuje wasza matka krzycząc: "Za-pierrr-dolę-cię-kur-wa!".
A wy wyjecie: "Nieeeee, mamusiu, proszę, ja już otworzę..."
A ona: "Ooooo-nie-kur-wa!"
A potem jest czarna dziura w pamięci.
A potem brak jakichkolwiek ciepłych uczuć w stosunku do matki.
Do kogokolwiek w sumie.
I tak sobie wegetujecie, bez jakichkolwiek marzeń czy celów.
Czasem coś przyćpacie.
Jakiś film w kinie obejrzycie.
A wasza matka twierdzi, że przy was nigdy nawet nie przeklinała.
Mam dość długie włosy. Kiedy jestem w łazience i nie mogę znaleźć żadnej gumki do włosów zanim wejdę do wanny, zakładam majtki na głowę, a włosy wpycham pod nie jakby był czepkiem.
Lifehack działa :D
Dodaj anonimowe wyznanie