#xuhfN

Miałam dziś rozmowę o pracę weekendową, jestem w liceum.
Zestresowana, jako że bardzo nieśmiała ze mnie osoba, wchodzę do pokoju, gdzie miała odbyć się rozmowa. Pięknie, ładnie się przedstawiłam.
Pierwsze pytanie kierownika: Kim pani chciała zostać w dzieciństwie? Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że paleontologiem. Kazał mi więc scharakteryzować tyranozaura. Powiedziałam wszystko co pamiętam. O jego budowie, czaszce i funkcji ogona, jako przeciwwadze. Wspomniałam też o Tyrannosaurusie rexie, chyba jedynym potwierdzonym gatunku tego dinozaura. Kierownik odpowiedział, że nie ma pojęcia, czy to co mówię jest prawdą, ale miał wrażenie, że wiem o czym mówiłam. Potem tylko mi pogratulowali i kazał przyjść po świętach.
Nie wiedząc co się stało, podziękowałam i wyszłam. Myślałam, że ta rozmowa będzie trudniejsza.

Tak że dostałam pracę tylko dlatego, że w dzieciństwie lubiłam dinozaury.

#FjEbL

Kiedy miałam około pięć lat, często opowiadałam rodzinie o tym, co chcę robić w przyszłości i jaką chcę mieć rodzinę.

Pewnego dnia przyjechała do nas dalsza rodzina. Mało znane ciotki itp.
W pewnym momencie mama mnie zapytała, jak nazwałbym swoje dziecko, a ja odpowiedziałam z dumą w głosie "Nazwę moje dziecko Brawo". Rodzinka dopytuje dlaczego.
"Bo będę mogła codziennie bić Brawo".

No cóż, miny mieli lekko zdziwione :D

#MnTXb

Byłam przez cztery miesiące prostytutką.
Zaraz poleci fala hejtów, bo jak to się nie szanuje, jaka dupodajka itp. Wiem o tym, moi drodzy.

Ucząc się w zwykłym liceum, gdzie miałam masę materiału + jeszcze zaległy z technikum jest niby ciężko, ale mieszkając na pustkowiu, jeszcze ciężej o dodatkową pracę. Najgorzej było z rodzicami, bo robili ciągle awantury o nic (a dokładniej mają mi za złe, że poszłam do szkoły jakiej chciałam, a nie męczyłam się w tej, którą oni woleli). Nie jestem wymagająca i nigdy się nie prosiłam o więcej niż edukacja, jedzenie, za bardzo ich znam. Obiad dla każdego, ale nie dla mnie. "Dla uczennic liceum nie ma jedzenia". Pedagodzy są ślepi na problemy uczniów, co niejeden raz widziałam, a rodzice to bóstwo i oni tylko mają rację, nie jakiś gówniarz.

Zrezygnowałam z ich "pomocy", a będąc już po kolejnej głodówce i awanturze, coś we mnie pękło. Puściłam się za pieniądze, a dzięki temu mogłam coś zjeść. Stan ten trwał przez cztery miesiące, aż miałam wystarczająco pieniędzy. Obrzydzał mnie każdy mężczyzna z racji bycia lesbijką.
Wyprowadziłam się do większego miasta, gdzie znalazłam normalną pracę. Szkołę skończyłam bez problemu i aktualnie jestem na studiach, a z rodzicami nie mam kontaktu już od dwóch lat.

#EzCU1

Jak zwrócić na siebie uwagę dziewczyny?
a) podejść i zagadać
b) zdobyć jej numer od znajomych i napisać
c) podejść pod jej dom w jej urodziny z gitarą i próbować śpiewać miłosne piosenki.
Wybrałem opcję C i to był wielki błąd... Jak wielki? Oceńcie sami.

Rok temu w lipcu moja ukochana (nie wie o moim istnieniu) miała urodziny, a ja chcąc się jej przypodobać, wczesnym wieczorem wziąłem w rękę gitarę i pojechałem pod jej dom. Długo o tym myślałem, w końcu zacząłem grać i śpiewać, najpierw Bruno Mars, potem Ed Sheeran... Moje wycie chyba ściągnęło w okolicę romantycznych Sebixów.. Spytali standardowo, czego szukam i czy chcę wpierdol. Nieugięty postanowiłem zostać... Grałem dalej, coraz głośniej.

Jednak życie dość dosadnie pokazało, że chyba nie jesteśmy sobie pisani, bo:
1) dostałem wpierdol (trochę mnie poturbowali)
2) straciłem gitarę
3) dziewczyny, o którą się starałem nie było w domu, ale to nie szkodzi, bo...
4) to nawet nie był jej dom.

Plus jest taki, że przynajmniej dowiedziała się o moim istnieniu!
Słyszałem, jak rozmawiała z koleżankami o "debilu, co darł mordę na ulicy i jej brat go sklepał".
Chyba nie mam u niej już szans...
Na pewno przez to, że jestem rudy!

#fRDNu

Jesteśmy z mężem świeżo po ślubie, niebawem minie 7 miesięcy. A parą ok. 3 lata. Jestem w 3 miesiącu ciąży. Mam również córeczkę, która pod koniec roku skończy 5 lat. Mąż nie jest jej biologicznym ojcem, ale przyjął córkę jak swoją. Od prawdziwego ojca dziecka musiałam wręcz uciekać, ponieważ non stop mnie bił i całe szczęście udało mi się uciec zaraz po porodzie (w tym wyznaniu ważna informacja).

Z mężem odkąd się poznałam nie miałam jakichś problemów, wręcz wiedziałam, że to ten jedyny. Wszystko szło świetnie, czasem jakaś kłótnia, ale nie żeby od razu katastrofa. Nie ma związków idealnych, ale ja byłam szczęśliwa i córka również. Właśnie... Byłam.

Pożarliśmy się ostatnio o kwestie finansowe. Pół roku temu wyjechaliśmy za granicę i od tamtej pory zawsze chciał wiedzieć jakimi kwotami dysponuję. Ten miesiąc był naszym ciężkim okresem i ani ja, ani on nie mieliśmy prawie nic. Dziś zobaczyłam, że mąż kupił wagon papierosów wiedząc, że ma tylko parę groszy w portfelu. Zapytałam skąd miał na to środki, kazał mi się nie interesować. Zdenerwowałem się, gdyż mnie z każdego grosza rozlicza. Na drugi dzień pojechał do pracy, ale bardzo długo nie wracał. Kiedy zadzwoniłam z pytaniem co robi, nie chciał powiedzieć. W końcu przyznał się, że siedzi w samochodzie i pije. Powiedziałam, że drzwi do domu ma zamknięte, bo skoro dla rodziny nie ma pieniędzy, a na alkohol ma, to nie mamy o czym rozmawiać.
15 minut później zadzwonił do drzwi wejściowych. Pierwszą minutę nie otworzyłam, ale za chwilę jednak to zrobiłam. Chciałam go tak tylko przetrzymać. Będąc pewną, że klucze od mieszkania ma, nie otworzyłam. Przecież sam sobie otworzy. A tu nagle szok. Drzwi rozwalił, zamiast choćby zapukać. Dobra, ciul z drzwiami, ale to, że się na mnie rzucił i zaczął mnie bić? W życiu się tego po nim nie spodziewałam. I żadnych skrupułów, a brzuszek przecież widoczny, zapomniał? Dajcie spokój.
Problemy zaczęły się miesiąc temu, jak prosiłam, żeby mi pomógł troszkę w domu. Nie mam zbytnich wymagań, choćby raz umył naczynia  - to mi by wystarczyło. Pracuję na wieczór i w domu jestem o 3 w nocy. Córka nie ma jeszcze przedszkola i o 7-8 muszę wstać i się nią zająć, bo mąż na rano do pracy. Jestem zmęczona, ale daję radę. Ale żeby mnie bić i że to ja jestem ta zła?

Kiedyś w życiu przeszłam piekło i nie mam zamiaru tego powtarzać. Do końca tygodnia wracam do Polski. Nie wie jeszcze o tym nikt. Boję się po prostu, że mnie nie puści. Czekam do piątku na wypłatę i wracam. Nie obchodzi mnie nic. Z doświadczenia wiem, że jak zrobił to raz, to zrobi i drugi. Dziś, jutro czy za rok. Nie chcę powtarzać tego, co przeszłam. Nikt póki co o powrocie nie wie, prócz przyjaciółki, do której lecę. Trzymajcie kciuki!

#7PCzD

Moi rodzice się rozwodzili. Dzień przed moja mam pyta się ojca, czy przygotował sobie odpowiedzi na pytania, bo na pewno będą zadawać. Ojciec powiedział, że ma przyszykowane odpowiedzi.

Na rozprawie sędzia zapytał się mojego ojca "Co panu nie odpowiadało w żonie?". Mój tata odpowiedział "Bo ja jestem turystą, a żona nie chciała ze mną po górach chodzić"…

#AtHrW

O tym, że polską cebule można spotkać nawet w kiblu.

Pewnego dnia wraz ze znajomymi udaliśmy się zjeść coś na szybko. Oczywiście idealne rozwiązanie to fast food w galerii. Blisko, szybko, wygodnie, no i oczywiście w miarę tanio. Po którejś już dolewce słodkich napojów mój pęcherz domagał się uwagi. Zmuszona sytuacją udałam się do - znienawidzonej przez większość populacji - publicznej toalety...

Najczęściej drobne pieniądze i monety trzymam w tylnej kieszeni, toteż podczas siadania na tronie upadły mi na podłogę. 20 groszy znalazło się w przestrzeni między moją a sąsiednią kabiną. Już się schylam, żeby podnieść zgubę, gdy nagle pojawia się ręka pani, która chwyta monetę.

Tak oto Polacy-cebulacy zabrali mi 20 groszy w toalecie :((
Dodaj anonimowe wyznanie