#VXHre

Z samochodu skradziono mi nawigację samochodową. Zgłosiłem to na policję, złożyłem zeznania i bla bla bla... standardowa procedura, masa czasu - jak krew w piach. Nie czekałem oczywiście na reakcję policji, tylko poszedłem na pobliską giełdę samochodową. Wziąłem ze sobą papierki i pudełko od nawigacji i już przy drugim stoisku, na którym taka nawigacja była do kupienia, trafiłem na moją. Potwierdziłem z dokumentami, że numer seryjny się zgadza i powiedziałem o tym sprzedawcy. Oddał sprzęt i nie robił przy tym żadnych problemów ani krzywych ruchów.

Jakiś czas później dostałem pismo z policji, że "z powodu niewykrycia sprawców i braku poszlak w śledztwie, sprawa została umorzona". Właśnie tak działa nasza piękna polska policja. Gratuluję.

#tWiul

Wyszykowałem się pięknie na pewną uroczystość. Laczki, spodnie w kant, biała koszula, wiadomo... Już za chwilę miałem wychodzić z domu, a jakoś tak przed twarzą latał mi komar, więc wiele nie myśląc po prostu klasnąłem przed sobą dłońmi, żeby go "ustrzelić". Udało się, w ułamku sekundy z komara uleciało całe życie. Problem w tym, że komar był "pełny", więc na moją jedyną, piękną, wyprasowaną i wyszykowaną koszulę chlapnęła mi mini fontanna krwi z komara. Dość pecha jak na jeden dzień? Nie do końca. Nie miałem żadnej innej koszuli, więc po prostu postanowiłem nie zdejmować marynarki... a przez cały dzień było ponad 30 stopni.

#5VJUO

Zawsze byłem homofobem. Takim dość skrajnym. Wszystko co było związane z homo traktowałem jako największe zło i obrzydlistwo. Muszę przyznać, że nawet faceci w koszulkach wpadających w odcień różu czy fioletu już wzbudzali moje podejrzenia i od razu warczałem pod nosem.

Wszystko się zmieniło, gdy poznałem K. Zmieniłem pracę, zwykłe biuro, kilku współpracowników (K. był właśnie jednym z nich) i szef. Od razu złapaliśmy wspólny język. Zresztą wszyscy go tam lubili. Gdy rzucał jakimś dowcipem, nawet nasz groźny i poważny szef ryczał ze śmiechu razem z nami. Często przerwy spędzałem z K., bo jako jedyni palący wychodziliśmy na papierosa przed budynek. Dość szybko się zakumplowaliśmy, z czasem po pracy jeździliśmy na piwo czy mecz. Uwielbiałem tego gościa, zawsze powalał mnie swoim poczuciem humoru czy ciętymi ripostami. A przede wszystkim zachowywał się jak prawdziwy kumpel, gdy raz zbierał mnie zarzyganego (nie jestem pijakiem, raz mi się to zdarzyło i to w wieku 30 lat) z ziemi, gdy zdarzyło mi się przesadzić z alkoholem albo pomagał uspokoić moją narzeczoną, gdy po meczach bardzo późno wracaliśmy do domu. No ogółem świetny gość i kumpel, który zawsze wysłucha, poradzi coś czy po prostu pomoże.

Szok przeżyłem w momencie, gdy na przerwie w pracy poruszyłem temat kobiet, coś tam rzuciłem na temat humorków mojej narzeczonej i kobiecych zachowań. Na co K. odparł "stary, w sumie nie wiem, kobiety mnie nie interesują, jestem po tej drugiej stronie", po czym jak gdyby nigdy nic zaśmiał się i wrócił do biura. Ja przez kolejną chwilę stałem tam ze szczęką na ziemi i totalnym szokiem. W życiu nie podejrzewałem, że K. mogłyby być gejem. On nawet wyglądał bardziej męsko ode mnie. Ale właśnie w tamtym momencie dotarło do mnie, że jego orientacja w sumie nic nie zmienia. Wróciłem do biura, spodziewałem się, że teraz między nami może być jakoś niezręcznie. Jednak K. to K. i jak tylko wszedłem do pomieszczenia od razu krzyknął, żebym nie próbował pić kawy z ekspresu, bo "ja od wczoraj mam po mniej sraczkę" i jak gdyby nic zupełnie pominął temat naszej rozmowy sprzed chwili.

I tak oto do dziś mam najlepszego kumpla geja, który jako pierwszy został zaproszony na mój ślub z narzeczoną, a do tego chcę, aby był świadkiem. Razem wybieramy się na kupno garniturów, bo jak K. twierdzi "stary, masz kumpla geja, kto ci lepiej doradzi w czym facet wygląda lepiej niż ja". Cieszę się, że go poznałem, bo nie tylko jest świetnym gościem, ale dzięki niemu zrozumiałem pewne rzeczy i zmieniłem podejście do ludzi. A K. i jego facet, którego ostatnio poznałem, czasem w żartach śmieją się ze mnie, że przynajmniej mogą przez cały miesiąc, bez 7-dniowej przerwy na okres.
Pozdrawiam cię K. i liczę, że nie odwalisz mi jakiegoś kawału na ślubie!

#Px8KL

Jestem policjantką. To z jakimi zgłoszeniami czasem przychodzą ludzie przechodzi ludzkie pojęcie.

W ciągu ostatnich lat jest dosłownie plaga rodziców z córeczkami, które przychodzą zgłosić przestępstwo, bo córeczka wysłała komuś nagie zdjęcie, które ktoś rozesłał dalej bez jej zgody. My oczywiście przyjmujemy te zgłoszenia, ale z góry wiadomo, że nie możemy za wiele zrobić, szczególnie gdy dzieciaki rozsyłają sobie takie zdjęcia na Facebooku.

Ostatnio jechałam na interwencję, gdy jakaś kobieta zadzwoniła, że jej córka dokonała morderstwa. Za wiele przez telefon nie powiedziała, nie wiedzieliśmy z czym mamy do czynienia. Na miejscu zastaliśmy widok zapłakanej nastolatki i rozwścieczonej kobiety, mówiącej, że jej córka poroniła celowo ciążą jakimiś tabletkami. Kobieta żądała, aby aresztować jej córkę za coś, co nie jest w ogóle karalne. Młodą jedynie odwieźliśmy do szpitala.

Podobnie było, gdy mój kolega jechał na interwencję do kobiety, która twierdziła, że sąsiad grozi jej dzieciom i ona się boi. Na miejscu się okazało, że jej dzieci podłożyły petardy na posesji sąsiada i ten dosadnie kazał im się stamtąd wynosić.

I kolejna plaga - kłótnie dzieciaków w internecie. Było już mnóstwo zgłoszeń, gdy jakieś dzieciaki powyzywają się w internecie, a rodzice od razu przychodzą zgłaszać, że jakiś 11-latek, nazwał ich 11-latka "debilem". Musimy przyjmować te zgłoszenia, ale nie da się za wiele z czymś takim zrobić.

Miewamy też nieco komiczne sytuacje. Pamiętam, gdy przez tydzień codziennie wydzwaniała do nas starsza kobieta, zgłaszająca, że jej córka nie chodzi do kościoła.
Albo pani dzwoniąca, aby zgłosić, że jej sąsiadka jest opętana, bo widziała przez okno, jak sąsiadce oczy się świecą na czerwono (?).

Smutne też się zdarzały. Byliśmy wezwani do pożaru w domu, gdzie na miejscu się okazało, że pewien chory psychicznie pan zadzwonił tylko po to, bo czuł się samotnie, a pożaru oczywiście nie ma. Strażacy wypili z panem herbatę, ale trzeba go było odwieźć do szpitala psychiatrycznego.

I hit z ostatniego tygodnia - pewna pani zadzwoniła do nas zgłosić, że syn ją bije. Na miejscu się okazało, że jej 15-letni syn po prostu za długo grał przy komputerze i ona wezwała nas, bo chciała go nastraszyć za karę. Takie sprawy oczywiście kończą się mandatem za bezpodstawne wezwanie.

#CYy1Q

Druga moja ciąża, ale pierwsza taka staruszka na mojej drodze.

Jako współczesna kobieta ciężarna potwierdzam, że społeczeństwo robi się wrogo agresywne wobec "kobiety z brzuchem". Nie zliczę ile razy ok. 50-letni mężczyźni z wąsem i brzuchem jak spostrzegli, że zbliżam się do kasy, to mnie mało wózkiem nie zabili, żeby tylko nie być za mną (nawet jak szłam z jedną butelką wody, a oni z całym wózkiem zakupów). Wciskanie się w kolejkę babć i dziadków u lekarza? Norma. Najbardziej mi kopara opadła, jak wciskał się przede mnie 30-letni kafar. Siłka i te sprawy, ale kobieta przed porodem czas ma, a nogi same się nie zrobią.

Aż tu pewnego dnia wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Z rana zrobiłam badania w laboratorium, oczywiście pod ostrzałem wrogich spojrzeń, ale kulturalnie swoje odstałam. Wyniki badań o 14. Badania zlecone nagle, potrzebne na już, musiałam sama odebrać, więc idę. Wchodzę tam z moim wielkim brzuchem i już widzę te spojrzenia (osób 15, same babcie i dziadkowie) pełne nienawiści, bo już brzuchata przyszła, pewnie się przepchać chce. Nauczona doświadczeniem pytam "Kto ostatni?". Dziadek się zgłasza. Siadam i czekam.

Nagle wchodzi ona! Starowinka - zgarbiona, podpierająca się laską, chuda taka, że człowiek ma ochotę zaprosić na talerz pierogów. I standardowo się pyta "Kto ostatni?". Zgodnie ze stanem faktycznym zgłaszam się. A ta babcia ledwo stojąca jak nie omiecie wzrokiem tej poczekalni, jak nie zacznie głosem silnym i pewnym "Pani ostatnia? Pani chyba śni. Pani w ciąży, z brzuchem takim stać nie będzie! Kto to takie rzeczy widział?! Pani jest pierwsza! A ja się pytam, kto ostatni był przed tą panią?". Dziadek lękliwie się zgłasza. Ja zapewniam, że nie trzeba, że nie raz w poczekalni byłam, że wiem, jaka burza się rozpęta, nie warto. Nie dokończyłam nawet, a tu babki już zaczynają standardowe mowy "Młoda taka, a cóż jej się stanie, odbiór wyników kilka sekund, wielkie mi rzeczy, żeby postać nie mogła" itd. Babcia jednak i na to gotowa, bynajmniej nie pod nosem "Zapomniał wół jak cielęciem był? Zapomniały już, jak to łatwo z wielkim brzuchem jest? Jak tak szybko idzie, to wam korona z głowy nie spadnie, a i tak siedzicie, plotkujecie jak kwoki na grzędzie, nie widać, żebyście się źle się czuły". Okienko się otworzyło, dziadek nr 1 nie śmiał podejść, tylko zaprasza mnie gestem, ja się dopytuję, czy na pewno, bo babcia wygląda jakby bardziej potrzebowała, ale ona czas ma i siłę, jak i reszta, mam iść i koniec. Wyniki odebrałam, nie powiem - upał, duchota w pomieszczaniu, naprawdę było mi lżej, a babcia mi zdrowia jeszcze na do widzenia pożyczyła. A jak wychodziłam, miałam łzy w oczach.

PS Nie jestem sierotą, za którą trzeba się kłócić. Regulamin nie uwzględnia kobiet ciężarnych poza kolejnością, to staram się swoje odstać i unikać wielkich awantur i dantejskich scen ze strony staruszków.

#arAi0

Chciałem popracować w domu przy komputerze, ale sąsiad od samego rana stukał młotkiem. Stuk, stuk, stuk. Założyłem słuchawki, ale nadal słyszałem ten miarowy dźwięk młotka, a żeby tego było mało, to nagle moje psy się zerwały i zaczęły szczekać jak szalone na coś za oknem. Targnęły mną nerwy na to ujadanie, zerwałem się więc z kanapy i krzyknąłem w stronę psów "CISZA MA KUUU*WA BYĆ!!!".

Dźwięk młotka ucichł.

#X5zQm

Mam dość ciemną karnację i wiele osób bierze mnie za cudzoziemca. Czasem jak odbieram znajomych na lotnisku, to drukuję sobie wcześniej kartkę z dużym napisem. Staję potem tam gdzie wychodzą ludzie po przylocie, zajmuję miejsce między ludźmi z kartkami typu "Pan Kowalski" czy "Pani Kwiatkowska" i wyciągam swoją kartkę z napisem np. "SPRZEDAM OPLA".

To - jak ludzie się z tego śmieją, jest po prostu bezcenne. Uwielbiam, kiedy ludzie się cieszą! :D

#PuI6y

Ostatnio byłem na randce, rozmowa się dobrze kleiła. On bardzo zabawny, mega inteligentny, uroczy. Siedzieliśmy w restauracji jedząc kolację i byłoby wszystko cudnie, gdyby nie pani w wieku ok. 60 lat, która się do nas przyczepiła. Przyczepiła się o to, że nie powinniśmy tu być, bo to dobry lokal z tradycjami... Nie podobało się jej to, że ten lokal z tradycjami idzie z duchem czasu i stał się gay-friendly.

Sytuację uratowała inna pani, też ciut wiekowa. Spojrzała się na tę pierwszą i chłodnym głosem powiedziała, by tamta poszła lepiej księdza zadowolić, a nie do miłych panów się przyczepiać.

A więc mogą być fajne i rozumne kobiety 60+ :)

#kK1nI

Jestem oszustem. Ale nie byle jakim - oszukuję wykładowców. Studiuję bowiem na uczelni, zaocznie. Dla niewiedzących jak to wygląda: z każdego przedmiotu są dwa rodzaje zajęć: wykłady oraz ćwiczenia. Z ćwiczeń trzeba mieć obecności, z wykładów już nie.
No okej, ale o co chodzi z tym oszukiwaniem?

Nie przychodzę (bo nie muszę) na wykłady, ponieważ prezentacje z tych wykładów mamy udostępnione na platformie w internecie, do której się logujemy, lub wykładowcy sami nam je przysyłają na grupowego maila. A na ćwiczenia pojawiam się tylko na 20 minut: czyli wchodzę, jest lista obecności, OK. Po 15 minutach rozwiązywania zadań wychodzę "do toalety", a tak naprawdę robię sprawozdania, ściągi na fizykę, uczę się na inne ważne przedmioty itd., a następnie 10 minut przed końcem zajęć przychodzę. Zazwyczaj nie zauważają lub mają to gdzieś.

Raz jak mnie pytał wykładowca na koniec kolokwium i wahał się między oceną 3 a 4, to spojrzał w listę obecności i powiedział "Wie pan... pan był na wszystkich ćwiczeniach, to dam panu 4".
Ciągnę tak dwa semestry, życzcie mi szczęścia dalej :D
Dodaj anonimowe wyznanie