#tQ90O

Raz moja dziewczyna miała zły dzień. Nie miałem jak do niej przyjechać, więc do niej zadzwoniłem. Nie potrafię śpiewać, dlatego moje karaoke zawsze potrafi podnieść ją na duchu.

No i śpiewam jej w parku, w części, gdzie nikt zazwyczaj nie chodzi o tej porze. Nagle zza krzaków wychodzi babcia wymachująca laską. Ciągnie za sobą wikarego w dresie, który wyszedł pobiegać. Mówi, że to ten, który wydaje dźwięki, jakby był pod wpływem złych mocy. Wikary nie potrafił przekonać babuleńki, że nic się nie dzieje, w końcu kazał mi się przeżegnać, udowadniając jej, że nie jestem opętany.

Dziewczyna słysząc w słuchawce całą akcję nie mogła wytrzymać ze śmiechu, humor  od razu jej się poprawił. :D

Dla tych, którzy nie lubią niedokończonych wyznań: Bracia Figo Fagot. Elegancja Francja. Franseee!!

#tqEu7

W akademiku mieszkaliśmy w segmencie - ja, kumpel i dwie dziewczyny. Wspólna była kuchnia i łazienka. O łazience będzie mowa.

Pod prysznicem spaliła się żarówka. Powiedzieliśmy nieco nieogarniętej współlokatorce, by poszła do administracji załatwić żarówkę, tylko żeby powiedziała, że musi być wodoodporna, bo to pod prysznic. Poszła, wróciła, powiedziała, że wodoodpornej nie dostała.
Postanowiliśmy żartować z niej dalej. Stwierdziliśmy, że my ostatnio załatwialiśmy, teraz jej kolej. Rada: musi iść do sklepu elektrycznego, tam pewnie będą mieli. Ona, że OK, załatwi.

Wracamy po weekendzie do akademika, a tam żarówka pod prysznicem i paragon na 80 zł. Dziewczyna dumna z siebie, że poszła, kupiła, no i składka na 20 zł. Uznaliśmy z kumplem, że dowcip nam się nie udał i daliśmy jej składkową kasę.

Podobno nasze miny były genialne, gdy okazało się, że od początku domyślała się, że ją wkręcamy i postanowiła sama nas wkręcić.

#kUthE

Mam 30 lat i zmarnowane 15 lat życia u boku faceta, który zapytany na weselu swojego brata, kiedy nasza kolej, odpowiedział:

"Ślub to się raczej bierze z miłości. A ja nie wiem, czy my się kochamy. Raczej jesteśmy ze sobą z przyzwyczajenia".

Ja go bardzo kochałam, i niestety nadal kocham, ale nie mogę już z nim być.

#VkM01

Niedawno w sklepie zostałam zwyzywana za posiadanie niebieskich włosów w tak młodym wieku (16 lat).

Co z tego, że zwyzywała mnie kobieta, która chwilę wcześniej uderzyła swoje małe dziecko z całej siły w twarz, nakrzyczała na około dziewięcioletnią córkę i wydarła się na sprzedawczynię za to, że nie było jej rozmiaru.

Przecież bicie dzieci oraz krzyczenie na innych za coś, na co nie mają wpływu to nic w porównaniu z niebieskimi włosami w wieku 16 lat, prawda?

#RMkjC

Magda była najseksowniejszą laską w szkole, miała wielkie powodzenie. A ja, wtedy, cóż, mogłem pochwalić się tylko za dużym brzuchem i trądzikiem. Mimo to pisałem do niej wiele razy przez trzy lata szkoły, ale chamsko mnie zlewała. Pisała wprost, że nie mam u niej szans i wyśmiewała mnie.
A dziś, po prawie 10 latach, napisała do mnie na Facebooku! Z propozycją „kawy na mieście”. Wchodzę w profil i co widzę? Rozwódka, dwójka dzieci. Wygląda bardzo źle i staro, bo chyba majstrowała coś przy swojej twarzy – jakby przeszła szereg operacji, a ma dopiero 28 lat. Jakaś taka zniszczona mi się wydała.
Spotkałem się z nią, z czystego szacunku. Zdziwiła się, że „tak się wyrobiłem” i otwarcie proponowała seks. Kiedyś spełnienie moich marzeń, dziś odmówiłem bez zastanowienia. Nie po to, by się odegrać, po prostu znalazłem już swoją miłość – mam ukochaną narzeczoną.
Niby mnie to nie cieszy, ale jej mina - bezcenna.

#Tudm1

Jestem w związku z chłopakiem, który kiedyś został w podły sposób zostawiony/zdradzony przez dziewczynę. Wiedziałam o tym, to ukształtowało jego myślenie o kobietach, ale mimo to chciałam tego związku, zakochałam się.

Minął rok, a ja wciąż zbieram cięgi za jego byłą. Ciągłe podejrzenia o zdradę okazywane w bardzo obraźliwy dla mnie sposób, wytykanie mi delikatnego makijażu (dla kogo ja się tak maluję idąc do pracy?!), o ubiorze już nie wspomnę, bo bluzka z dekoltem do kości obojczykowych to „komu ty chcesz cycki pokazywać?!”. Zero kontaktu z kolegami, z kuzynami też nie bardzo, bo to przecież mężczyźni. Nawet z jego kolegami nie mogę się przywitać, bo jednemu się spodobałam, czego nie ukrywa, i oczywiście to mi się obrywa, bo „pewnie go sprowokowałam”.

Nigdy nie zdradziłam, nie dałam powodu do zazdrości, a on przez tego kolegę potrafi mi powiedzieć „że skoro przy nim tak jest, to co ja dopiero wyprawiam, jak go przy mnie nie ma...?”. Znosiłam to wszystko bo myślałam, że w końcu uwierzy w moje szczere intencje i moją miłość. Jednak dziś rano przeszedł samego siebie.

Gdy siedziałam na przystanku i czekałam na autobus słuchając muzyki, nagle rozległ się głośny klakson jednego z przejeżdżających aut na drodze, to był mój chłopak. Uśmiechnęłam się i mu pomachałam, a następnie do niego zadzwoniłam zdziwiona, że on jeszcze nie w pracy. W odpowiedzi usłyszałam „Dlaczego oglądasz się za autami, które trąbią? Jak mnie nie ma, to już marzysz nie wiadomo o czym”. Myślałam, że on żartuje, ale nie... rozłączył się.

Takich absurdalnych dla mnie sytuacji było kilka, ale ta przelała czarę goryczy, nie wiem, czy życie z takim człowiekiem ma sens. Bardzo mi na nim zależy, ale chyba opadam z sił.

Anonimowe dlatego, że nikomu nie mogę o tym powiedzieć, dla niego wyjechałam ze swojego miasta, nie mam tu nikogo. Tylko on i praca.

#i2G6T

Poznałem śliczną dziewczynę. Od razu wpadła mi w oko. W trakcie nocnego rendez-vous po mieście prowadziła rozmowę tak, bym zaprosił ją do siebie na noc. Niestety, poczuła się na tyle swobodnie, że zaczęła używać brzydkich form językowych i moja natura gramatycznego nazisty wzięła górę nad przyziemnymi przyjemnościami. Dziewczyna stopniowo traciła w moich oczach z każdym kolejnym "w każdym bądź razie", "włanczam", czy kończąc każde kolejne zdanie wulgarnie rzuconym "co nie? / ajo? / nie? / racja? / wiesz?". Czułem się jak ostatni kretyn, udając debila, który w ogóle nie łapie jej aluzji w temacie dalszych losów tej nocy.

#BvG8O

Udało mi się znaleźć pracę, zgodną z moim doświadczeniem i dobrze płatną. Koledzy i przełożeni od początku dawali mi odczuć, że trafiłam do miejsca pełnego kultury, życzliwości i wzajemnego szacunku. Idylla trwała kilka dni, a później z każdym kolejnym dniem było coraz gorzej i coraz dziwniej. Zauważyłam, że nikt się mną nie zajmuje, nikt mnie nie szkoli, jest mi poświęcane może 10 minut dziennie. Resztę czasu musiałam sama dochodzić po omacku, o co w ogóle chodzi i zajmowało mi to mnóstwo czasu.

Dostęp do ich systemu operacyjnego (z którym nie miałam doświadczenia) dostałam dopiero po ponad tygodniu pracy. Ciężko mi się pracowało, ale zaciskałam pięści i starałam się z całych sił. Czasem zadawałam pytania, ale widząc, że mój rozmówca ma z tego powodu skrzywioną minę, nie potrafiłam się wysłowić i czułam, że przeszkadzam. Nawet kiedy byłam pytana o cokolwiek i chciałam odpowiedzieć, w połowie mi przerywano i wmawiano, że mówię nie na temat. Mówiono mi, że nie słucham, a oni nie będą powtarzać (podczas tych 10 minut szkolenia dziennie, wszystkie informacje, dane i pojęcia były mi tłumaczone jednym ciągiem, na odczep się; nawet nie miałam czasu tego zapisać).

Po 2 tygodniach pracy dostałam wypowiedzenie, ponieważ nie spełniałam oczekiwań. Podobno niewystarczająco szybko się uczyłam, a miałam dużo czasu. Jednym słowem zrobiono ze mnie debila. Moje poczucie własnej wartości spadło do zera absolutnego. Teraz szukam kolejnej pracy, ale w ogóle w siebie nie wierzę i nie wiem, jak to będzie.

Minęło już trochę czasu, a ja zastanawiam się, co właściwie się wydarzyło. O co chodziło? Dlaczego zostałam tak potraktowana? Czy to jest normalne, że firma po dwóch tygodniach wyrzuca mnie na zbity pysk, bo się nie wyszkoliłam? Nie jestem półgłówkiem ani dzieciakiem, mam wieloletnie doświadczenie na podobnych stanowiskach. Mimo to zostałam potraktowana jak jakiś najgorszy idiota. Nie mogę się pozbierać.

#4gM4U

Mając 22 lata wyjechałem nad morze, by zarobić sobie w trakcie sezonu na wymarzone autko. Zacząłem pracować w barze i ogólnie było bardzo ostro z robotą, bo ludzi tłum, a harówa od świtu po noc. Szefową mieliśmy koszmarną, ponieważ miała swoich lizusów i pracowników, na których się wyżywała.

W naszej ekipie była niepełnosprawna dziewczyna. Fizycznie pracowała nie tak źle, ale psychicznie zachowywała się jak mały dzieciak. Miała 16 lat, a umysł ucznia klas 4-6. Każdy się z niej śmiał, nagrywał ją i nawet dochodziło do tego, że jakiś tam z lizusów specjalnie do potraw, które przygotowała, dosypywał jej albo za dużo soli, albo cukru i klienci się skarżyli, a wina była Moniki oczywiście.

Miarka się przebrała, kiedy Monika zaczęła płakać i buntować się, że już nie chce tu pracować, a jakiś pseudo śmieszek oblał ją wodą z gara. Nie stał na kuchence gazowej, więc myślał, że woda jest zimna, ale w rzeczywistości była podgrzana na herbatę, bo w lokalu nawet nie było czajnika (i tu pani MG się załamie), no i dopiero co ją "wyłączono".

Dziewczyna została poparzona, upokorzona, a szefowa nie zwolniła chłopaka "bo to był tylko żart". Ja udawałem, że jestem ich przyjacielem.

Zaprosiłem ich na kolację do siebie, jedzenie na stole przeterminowane, do butów niby narobił piesek, drzwi w łazience się zatrzaskiwały, więc po każdych wymiocinach dodatkowe pół godziny siedzenia w ciasnej toalecie. No i na deser przypadkowo zarysowane audi szefowej.

Sam zerwałem kontakt z tymi ludźmi. Zostali sprawiedliwie ukarani. Z Moniką utrzymujemy kontakt mimo różnicy wieku, a ona naprawdę umie dobrze gotować.
No i autka nie kupiłem, ale w górach było dużo lepiej, więc na wiosnę następnego roku było już w garażu.
Dodaj anonimowe wyznanie