W moim mieście bardzo częstym zjawiskiem są Cyganki, które zaczepiają przechodniów tekstem "za dwa złote powiem ci co cię czeka".
Taka oto Cyganka uczepiła się i mnie, ale po tym, jak jej grzecznie podziękowałam, nadal nie chciała odpuścić. Patrząc na moją obrączkę rzekła "chodź tu na boczek, za 10 zł (cena gwałtownie wzrosła) powiem ci z kim cię twój mąż zdradza".
Cóż, może i bym się skusiła, gdyby nie fakt, że pół roku wcześniej pochowałam męża, a obrączkę noszę z sentymentu.
Wujek kilka dni temu opowiedział mi o pewnym incydencie z supermarketu.
Stał sobie w kolejce, a przed nim dwie dziewczynki w wieku ok. podstawówki. Kupowały sobie jakieś picie i słodycze. Gdy doszło do płacenia, dziewczynkom zabrakło 2 groszy, żeby im na wszystko starczyło. Kasjerka nie chciała im jednak sprzedać i musiały coś odłożyć. Wujek sobie pomyślał "No OK, może mają jakieś zasady i nie mogą tak robić".
Moment później po skasowaniu jego zakupów pani za kasą pyta się:
- Może być bez jednego grosza?
A wuj na to:
- No chyba, za przeproszeniem, panią pojebało. Przed chwilą pani nie chciała sprzedać tym dziewczynom, bo zabrakło im dwóch groszy, a teraz pyta się pani, czy może być bez grosza? Żarty jakieś!
Ludzie w kolejce zaczęli wujka popierać. Kobieta przybrała barwę buraka i nic nie mówiąc wydała grosz. A wujek nawet "do widzenia" nie usłyszał.
Kiedyś łapałam stopa z kumpelą, zatrzymało się obok nas BMW z przyciemnianymi szybami. Za kółkiem siedział Seba, szeroki jak trzydrzwiowa szafa, wzdłuż ciała miał trzy paski i był prawilnie łysy. Widząc minę towarzyszki już chciałam jakoś zniechęcić pana do pomocy, lecz ten odezwał się: Podrzucę was, ale któraś musi trzymać pieska. Na siedzeniu ujrzałam rudego chihuahua...
Sebek okazał się Mateuszem. To już nasza 8. rocznica związku :)
Nie warto żyć stereotypami :)
PS Tofik okazał się być świetnym reproduktorem i właśnie czekamy na poród suczki naszej sąsiadki.
Kilkanaście lat temu do mojego domu przyjechała rodzina wujka, który niedawno ożenił się z moją ciocią (dom dzielimy z ciocią; ja, moja mama i siostra mieszkamy na górze, a ciocia na dole). Ja z dzieciaków obecnych tam byłem najstarszy, więc to mnie przypadł obowiązek zajmowania się innymi. Zaproponowałem pójście do mojego pokoju, żeby pobawić się moimi zabawkami. Żaden dorosły z nami nie poszedł, bo stwierdzili, że ja (miałem wtedy około 9-10 lat) doskonale sobie poradzę, bo jak na swój wiek byłem całkiem odpowiedzialny. Byliśmy w 3 osoby, warto wspomnieć, że był tam chłopiec, który miał 3 latka. Wchodzimy do mojego pokoju, ja pytam, co chcą robić i wymieniam możliwe opcje, a tu nagle chłopczyk zdejmuje spodnie razem z majtkami i zaczyna sikać na środek pokoju, gdzie znajdowały się wszystkie zabawki. Ja oszołomiony tym widokiem stoję i patrzę, jak wszystkie autka zmieniają kolor pod wpływem ciepła. Kiedy chłopiec skończył, złapałem go i poszedłem z nim do łazienki dokończyć sprawę, omijając wielką kałużę. Kiedy już zeszliśmy na dół powiedzieć o tym dorosłym, usłyszałem ''spokojnie, to tylko dziecko''. Później okazało się, że mały ze strachu przed wszystkimi dorosłymi walnął kloca w majty, za co zostałem obwiniony, że niewinne dziecko straszę. Koniec końców sprzątać wszystko musiałem ja, i nawet nie usłyszałem po wszystkim głupiego przepraszam.
Po całej akcji brzydziłem się przez następne kilka miesięcy dotknąć jakiejkolwiek zabawki. Potem żałowałem, że sam na niego nie nasikałem. :D
Smutno mi. Nie mam żadnych znajomych i czasem sam wychodzę z domu i chodzę po mieście z myślą, że ktoś mnie zaczepi i zostaniemy przyjaciółmi.
Zapewne większość osób uzna to za chore i nie do pomyślenia, ale kocham swoją przyrodnią siostrę.
Nie, nie jest to nic niezwykłego, rodzeństwo powinno się kochać, ale to trochę inna sytuacja. Otóż moi rodzice rozeszli się, gdy byłem małym dzieciakiem. Ojciec wyleciał za granicę, gdzie pracował i próbował znaleźć swoje miejsce. Nigdy nie udało mu się stworzyć nowej rodziny, ale z jednego romansu miał córkę. Jego matka cały ten czas mieszkała z nami w domu, który on kiedyś wybudował. Kiedy oświadczył, że bardzo chce zjechać do Polski, za ich prośbą przyjęliśmy go tymczasowo do siebie. Wyszło jednak na to, że został na dłużej, bo rodzice pokochali się na nowo, wybaczyli sobie dawne błędy i w końcu ponownie się zeszli. Po pewnym czasie, dokładniej 6 lat temu, zdecydował się on sprowadzić do nas swoją wcześniej nieznaną mi córkę. Poznaliśmy się więc, gdy miałem 15 lat, a ona 12. Na początku było to dla mnie strasznie krępujące, narzucono mi, bym obcą mi osobę traktował jak rodzeństwo i po kilku miesiącach naprawdę tak się stało. Polubiliśmy się i jak się okazało, mieliśmy wiele wspólnych tematów i zainteresowań. Zabierałem ją do swoich znajomych i wkręcałem w klimat tego kraju. Wszyscy ją polubili i od niejednej osoby słyszeliśmy, jakim uroczym jesteśmy rodzeństwem, zawsze ją broniłem kiedy trzeba było i przez kilka lat pocieszałem i doradzałem, gdy była smutna i miała swoje pierwsze poważne problemy. Widziałem jak dorasta i jak ładnieje z roku na rok, jak powoli staje się kobietą. Byliśmy prawie nierozłączni, ale nigdy nie byłem zazdrosny, gdy spędzała czas ze swoimi koleżankami czy kolegami/chłopakami, jednak gdy skończyła 16 lat i dowiedziałem się o tym, że jej chłopak ją skrzywdził, nie mogłem tego tak zostawić. Gdy wyciągnąłem od niej jego adres i poprosiła. bym nie robił nic głupiego, nie posłuchałem i poszedłem tam wyrównać z nim rachunki. Nie mogłem znieść tego, że ktoś ją znowu skrzywdził. Tego wieczoru jak zwykle nie było rodziców w domu. Pamiętam, że wróciłem i usiadłem jeszcze wnerwiony na kanapie, a ona przytuliła się do mnie i ponownie rozpłakała. Głaskałem ją po głowie, powtarzałem, że będzie dobrze i stało się. Do tej pory nie wiem jak i dlaczego, ale ją pocałowałem. Po tym zdarzeniu udawaliśmy, że nic się nie stało i unikaliśmy swojego towarzystwa, ale długo nie daliśmy rady. Pomimo iż to chore, czujemy coś do siebie. Oboje wkroczyliśmy niedawno w dorosłość i wciąż ukrywamy przed światem co się z nami dzieje. Z racji wciąż młodego wieku, nadal mieszkamy z rodzicami, którzy o niczym nie wiedzą. Spędzamy ze sobą czas, słuchamy razem muzyki, gotujemy, sypiamy ze sobą, wygłupiamy się i jesteśmy szczęśliwi, bez względu na to, co pomyślicie czytając to. Dla mnie to też niezrozumiałe, ale ją kocham. Bezgranicznie.
Wczoraj wracałam z imprezy do domu. Zamówiłam taksówkę i będąc już w samochodzie zorientowałam się, że zostawiłam portmonetkę w torbie mojej koleżanki (zawsze tak robię – straszna ze mnie gapa, więc najcenniejsze rzeczy oddaję na przechowanie bardziej ogarniętym jednostkom). Powiedziałam więc taksówkarzowi, żeby zaparkował przed moim blokiem. Zostawiłam mu komórkę „w zastaw” i pobiegłam na górę po gotówkę. Poszło jak z płatka i pewnie bym o tej sprawie zapomniała, gdyby nie dzisiejszy poranek…
Chciałam sobie obejrzeć zdjęcia z wczorajszej zabawy. Weszłam więc do galerii, a tam… zdjęcie czyjegoś penisa w pełnym wzwodzie! Tak, pan taksówkarz postanowił pochwalić się swoim dzwonkiem i wykorzystał ku temu najlepszą sposobność.
Panowie, zauważyłam, że jakiś dziwny kult fiuta zaczyna się u was już w młodym wieku – rysujecie pstrokate kutasy na kartkach zeszytów do religii, później ci co odważniejsi, ubarwiają prąciami fasady budynków, a z czasem niektórzy z was wysyłają zdjęcia swoich Jasiów do przypadkowych kobiet, albo biegają w nocy po parku i demonstrują przyrodzenia przypadkowym przechodniom. Czy wy, faceci macie jakąś obsesję na punkcie swoich pindoli? Serio pytam?
Mamy z mężem roczne dziecko, które wszędzie za mną łazi.
Mój organizm się tak wycwanił, że kupę mogę zrobić tylko w pracy (8 h) nawet dwa trzy razy. W domu jest to rzadkość.
Strasznie denerwuje mnie panująca moda na super gładkość u kobiet.
Nie jestem typem kobiety, która gubi się we własnych włosach, depiluję się, bo uważam, że tak jest higieniczniej i ogólnie weszło mi to w krew. Nie uważam natomiast, że powodem do wyśmiewania i wstydu powinna być np. nieogolona pacha, bo wiadomo, że nie zawsze się o tym pamięta - i w porządku, nie róbmy z tego jakiejś tragedii.
Od zawsze jestem posiadaczką tzw. "ścieżki miłości" na brzuchu, nie jakiejś ogromnej, ale jednak są to włosy czarne - co NIGDY mi nie przeszkadzało, ba za młodu chwaliłam się nią i cieszyłam, do tej pory zresztą mi się podoba, bo to jest takie coś "mojego", wyjątkowego.
I jak nigdy nie zwracałam na nią specjalnej uwagi, tak odkąd jestem w związku zaczęłam. Mój chłopak caaały czas każe mi TO zgolić, bo kobiety nie powinny tak mieć, że po co mi te włochy, jak można TO hodować. Przez te docinki i ponaglenia zaczęłam mieć obawy przed np. opalaniem publicznym, bo co jeśli faktycznie tak fatalnie to wygląda? Z drugiej jednak strony wracam do czasów, gdzie czułam się dobrze z moją ścieżką miłości i walczę z tym uczuciem, bo to przecież są moje UKOCHANE włosy.
To wszystko wina mody (spisku!) na gładkie ciało, nawet w reklamach golą gładkie nogi. Przypadeg? Nie sondze...
Trzymajcie kciuki, byśmy nie ulegli! (Ja i Ścieżka :D)
Kilka lat temu odziedziczyłam małe mieszkanko. Nie było mi potrzebne, początkowo chciałam je sprzedać, jednak, na swoje nieszczęście, uznałam, że najem będzie korzystniejszy. Z pomocą prawnika przygotowałam bardzo szczegółową umowę, poruszającą wszelkie możliwe kwestie sporne. Każdą z umów podpisywałam na rok.
Pierwsze 4 lata wszystko było w porządku, w zeszłym roku zmienił się wynajmujący. Umowa jak zawsze dopracowana w szczegółach, oświadczenie o tym, że w razie wypowiedzenia lokatorzy maja się gdzie podziać.
Przez pierwsze 3 miesiące wszystko było OK. W 4 miesiącu nie dostałam zapłaty, nie opłacono również mediów. Próby kontaktu telefonicznego nieudane. Pojechałam do mieszkania, nie otworzono mi drzwi, pan poinformował mnie, że zapłaci, kiedy będzie miał fundusze, ale on nie wie, kiedy to nastąpi. Był niemiły i opryskliwy, już wiedziałam, ze będą problemy...
Kolejny miesiąc bez pieniędzy, telefonu nie odbierają. Pojechałam na miejsce. Pan wezwał policję! Wyproszono mnie z własnego mieszkania, bo zakłócam najemcy spokój. Przepisy są po jego stronie. Chore, ale on mógł bez płacenia u mnie mieszkać, a ja nic z tym nie mogłam zrobić! Adwokat powiedział, że mogę go sądownie eksmitować, ale to jakieś 2 lata batalii.
Usiadłam do przepisów i postanowiłam zgłębić temat. Ne pozwolę sobie, żeby jakiś buc mnie wykorzystywał. Wysłałam wypowiedzenie, listem poleconym z potwierdzeniem odbioru. Oczywiście pan tego nie odebrał - żaden problem... mamy fikcję doręczeń. Wypowiedzenie miesięczne, tydzień przed upływem okresu wypowiedzenia wysłałam jeszcze jedno pisemko, że w związku z kończącym się terminem „proszę o opuszczenie mieszkania i zabranie swoich rzeczy najpóźniej w dniu...” - oczywiście tego też nie odebrał. Ostatni dzień wypowiedzenia. Zabrałam brata i jego paru kolegów. Kiedy tylko pan wyszedł z mieszkania, jeden z kolegów poszedł za nim - pilnować, czy nie wróci za szybko. Weszłam, wymieniłam zamki. Wszystkie rzeczy osobiste spakowałam do worka na śmieci. W rękawiczkach oczywiście. Zostawiłam cały sprzęt (telewizor, pralka, jakieś kuchenne przybory).
Pan wrócił po jakichś 3 godzinach. Dostał do ręki worek na śmieci i polecenie, że ma w***ć, a jak chce odzyskać resztę rzeczy, to ma miesiąc na uregulowanie zaległości. Co zrobił? Wezwał policję!
No cóż, mieszkanie moje. Pan nie ma umowy najmu (oczywiście została w mieszkaniu), nie ma dowodu, że sprzęt jest jego (wszelkie dowodu zakupu jakie były też zostały w mieszkaniu).
„Owszem, ten pan wynajmował lokal, ale wyniósł się zgodnie z umową po miesięcznym wypowiedzeniu” - pokazałam policji wszelkie papiery. Pojechali.
Uważajcie. Facet chciał wykorzystać to, że prawo jest ewidentnie po jego stronie.
Dodaj anonimowe wyznanie