#Py80p

Uznałem że opiszę coś całkiem pozytywnego.
Zawsze miałem mały kompleks. Jeśli ktoś nie załapał - mały członek.
No i żyłem sobie z tym, parę razy zostało mi to wypomniane, co nie budowało i tak średniej samooceny.

Aż spotkałem się z nią. Dziewczyna nazwijmy ją X. X była śliczna, zabawna, no w zasadzie mogła mieć każdego, a mimo to zechciała mnie. No i przyszedł dzień gdy mieliśmy pójść do łóżka. W sumie po wszystkim przyznałem się, że mam na tym punkcie kompleks. Wiecie co. Wyśmiała mnie, tylko nie to jaki jest, a to że jest to kompleksem. Uznała, że faceci przywiązują zbyt dużą wagę do tego, po czym poszła spać wtulona w moje ramiona. I wiecie co, to jedno zdanie było tak mocne, że żadne pierdolety typu "wielkość nie ma znaczenia", "liczy się technika" nie odbudowały mojej samooceny tak jak to jedno zdanie.

#anrPQ

Od dziesięciu lat moja mama choruje na depresję. W okresie jesienno-zimowym jest najgorzej. Z mojej normalnej, uśmiechniętej mamy staje się zombie, które gapi się w ściany i nie robi ze sobą kompletnie nic. Leki? Odstawia, gdy robi się jej lepiej. Terapie? Nie, po co, dlaczego, to nie dla niej. Jakby nie chciała pomocy. Do szpitala psychiatrycznego nigdy z tatą nie chcieliśmy jej wysłać. To w końcu najbliższa nam osoba.

Nie wiem, czy wiecie jak to jest, gdy wchodzicie do domu i nie wiecie, czy własna mama jeszcze żyje. Wielokrotnie było tak, że będąc w szkole, modliłam się, żeby nie znaleźć jej zwłok po powrocie. I to nie mój własny wymysł, bo zdarzało się, że płakała, mówiąc, że pora ze sobą skończyć.

A wiecie co jest najgorsze i najbardziej anonimowe w tym wszystkim? Że zaczęłam jej szczerze nienawidzić za to. Nie miałam przez nią życia. Ciągłe martwienie się, płacz, krzyki, błaganie, by się w końcu ogarnęła i chociaż brała te leki. Wiem, że to choroba, ale zaczęło mnie to przerastać. Gardziłam nią za jej słabość, za to, że to ja muszę być oparciem dla niej, choć powinno być odwrotnie. Zawsze gdy mówiła coś o depresji, najczęściej chwaląc się, że np. Maria Peszek też ją ma, widziałam w niej coś w rodzaju dumy. Jakby to, że inni ludzie też cierpią było dla niej pocieszeniem. Jakby to, że ona ma depresję było powodem do dumy.

Ojciec po jakimś czasie też zobojętniał. Nie dziwię mu się. Na każde wyciągnięcie ręki moja mama albo nie reagowała, albo się oburzała. "Robicie ze mnie wariatkę!", krzyczała, a potem znowu mówiła, że powinna się zabić i gapiła się w pustkę. Czasami odnosiłam wrażenie, że ta cała depresja to jakiś jej wymysł.

Starałam się ją wspierać przez 10 lat. Byłam na każde zawołanie. Olewałam znajomych, żeby móc z nią posiedzieć. Starałam się ze wszystkich sił i okropnie się o nią martwiłam.

Przedwczoraj skończyłam dwadzieścia trzy lata. Nie złożyła mi życzeń, tylko zamknęła się w pokoju żeby płakać nad tym, że ona ma depresję. Mam już dosyć. Zmarnowałam na nią tyle czasu... Znalazłam z chłopakiem mieszkanie. Za dwa tygodnie się wyprowadzam, bez względu na to, ile moja mama wyleje łez. Boję się, że się przeze mnie zabije i będę się za to obwiniać do końca życia. Ale też czuję, że nie dam rady tak dłużej. Czuję się wyczerpana. Serio myślę, że własna matka była wobec mnie egoistyczną, samolubną, rozkapryszoną histeryczką, która zniszczyła mi pół dzieciństwa i całe nastoletnie życie. Jednak wiem, że pomimo tego cały czas jest moją mamą i nie chcę, żeby umarła. Bardzo boję się, że jeśli się wyprowadzę, ona sobie coś zrobi.

#WoDXL

Strasznie się krępuję gdy pomyślę o tym, o czym chcę wam napisać. Może być przez to trochę chaotycznie, ale no... Oceńcie sami...
Wydarzenia z tamtego dnia były usłane nowościami. Takie dni pamięta się do końca życia, dni, w których wydarzyło się coś pięknego, strasznego, a także... chyba obrzydliwego.

Ja, lat 17 - wygląd zewnętrzny: ciut powyżej przeciętnego, status społeczny - ta przeciętnie mądra, ale ładna, stan na tamten dzień - singielka bez żadnego doświadczenia miłosno-fizyczno -seksualnego. A zatem...

Wakacje, impreza na działce u znajomej ze szkoły, są tam wszyscy i wszyscy i jeszcze więcej wszystkich. Impreza jak to impreza...
Bilans po imprezie jaki sobie zrobiłam jest następujący i to jest główną częścią tej historii...
Pierwszy raz pocałowałam chłopaka - było idealnie.
Pierwszy raz piłam mocny alkohol - wódka - i upiłam się bardziej niż dwoma Leszkami "Szendi" jak do tej pory, co samo w sobie było OK.
Pierwszy raz (serio) jadłam kiełbasę z ogniska (okey, nie jedną, tylko kilka) i była boska! Nie to co z grilla...
Pierwszy raz prawie zostałam zgwałcona w drodze powrotnej... *


*Prawie, bo było to tak - wracam z imprezy, daleko nie jest, mój pierwszy całusowy chłopak odprowadził mnie kawałek. Gdzieś w połowie drogi jaką mi zostało przejść czułam, że nie utrzymam tego co miałam w żołądku... Odwlekając nieuniknione szłam dalej i wtedy poczułam, jak ktoś ciągnie mnie za włosy w "bramę". Facet był wielki, przycisnął mnie twarzą do ściany i zaczął się dobierać, odwrócił mnie twarzą do siebie i wtedy to poczułam - smród taniego kebaba z sosem czosnkowym, jakimś piwem i fajkami - nie trzeba było mi nic więcej, aromat ten wywołał u mnie reakcję, której pewnie się domyślacie.

Wyrzygałam na jego twarz na wpół strawione 4 kiełbaski (około) z ogniska, 100-150 ml wódki i mnóstwo soku, orzeszki, ogórki i zapewne kilka innych smakołyków. Było tego tyle, że oboje tonęliśmy w wymiocinach, facet się odsunął i też zaczął wymiotować. To sprawiło, że konwulsje powróciły i wymiotowałam ponownie, jednocześnie uciekając i wymiotując na swoje ubrania...

Samoobrona? Styl kung-rzyg-fu?
To jakie miałam szczęście uświadomiłam sobie dopiero na następny dzień, jak wytrzeźwiałam,

PS Pierwszy raz wymiotowałam po alkoholu i pierwszy raz miałam kaca...

#RXF2O

Nagość i dzieciaki. Temat jak rzeka głęboki i jak rzeka szeroki. Ja sama nie popieram, aby malutkie dzieci latały całkiem nago po plaży, bo raz: nie wiesz rodzicu, kto jeszcze jest na tej plaży, a dwa, to w miejsca intymne dostaje się pasek. Ktoś z dorosłych był nago na plaży? Jak dla mnie czyszczenie pasku spomiędzy pośladków jest bardzo nieprzyjemne, a co dopiero dla maluszka, którego skóra jest bardzo wrażliwa. Po trzecie jako mała dziewczynka, kiedy już wiedziałam, że dziewczynki i chłopcy się różnią oraz wiedziałam, że nie powinno się latać z gołą pupą, byłam po prostu zawstydzona jak mały chłopiec latał z wałkiem obok. Mniejsza o to, każdy ma swoje zdanie.

Siostrzeniec ma prawie 5 lat, a zdarza mu się chodzić nago po mieszkaniu, a że mieszkałam z bratem jakiś czas, to zastanawiałam się, czy nie jest już za duży na to, więc zaczęłam grzebać w internecie. Bardzo szybko skończyłam. Pytanie jednej z mam: czy dziecko (dziewczynka) 13-letnie może chodzić nago na plażę? Serio? Są tacy rodzice? Nastolatka, która już dorasta jest "jeszcze dzieckiem", więc rodzic uważa, że chodzenie na golasa po plaży jest spoko?

Czemu o tym piszę? Jako mała dziewczynka jeździłam na rowerku po mieście bez koszulki, obok mnie spacerowała mama. Wiedziałam, że majteczek się nie ściąga, ale przecież dziewczynki i chłopcy są do pewnego momentu płascy, więc nie było to dla mnie dziwne. Szok przeżyłam w pierwszej klasie podstawowej. Podczas przerwy na podwórku szkolnym ktoś mi nasypał trawy pod koszulkę. Ja ją ściągnęłam, wytrzepałam i szok wszystkich dookoła. Wstydziłam się bardzo, bo zrozumiałam wtedy, że jednak koszulki nie powinno się ściągać przy innych.

Drodzy rodzice. Oszczędźcie swoim dzieciom wstydu. Sześć- siedem lat to już duże dziecko, a wrażliwość innych dzieci jest różna, więc lepiej uświadomić dziecko, co można bezpiecznie ściągać, a co nie...

#43Rpf

Jestem spod znaku Strzelca. Urodziny obchodzę kilka dni przed Wigilią. Po moich 18. urodzinach rodzinka sypnęła troszkę kasą, co mnie niesamowicie cieszyło. Niestety u mnie w domu zawsze brakowało pieniędzy i nawet ten tysiąc uzbierany od rodziny był dla mnie ogromną sumą. Tego samego roku obchodziłam święta z rodziną mojego wtedy obecnego faceta. Pieniądze z urodzin schowałam między książkami w kopercie.

Kiedy wróciłam do domu kilka tygodni później okazało się, że pieniędzy nie ma. Moja mama "pożyczyła" całą sumę na wyprawienie świąt dla 4 osób, nie pytając mnie w ogóle o zgodę. Jedyne co miała mi do powiedzenia to "Córuś, ja ci wszystko oddam". Dziś mam 27 lat i do tej pory nie oddała mi tych pieniędzy.

#ExNAj

Przez dwa lata spotykałam się z pewnym chłopakiem. Robert był bardzo sympatycznym, wrażliwym gościem, ale szybko wygasła między nami namiętność i związek się rozpadł. Miałam sporo żalu, bo cholernie się starałam, żeby w nasze pożycie nigdy nie wdała się nuda. Kupowałam seksowną bieliznę, filmy erotyczne, ba – zaopatrzyłam się nawet w kilka książek o doskonaleniu technik seksualnych. A mimo to czułam się, że Robert traktuje mnie jak kumpla – osobę do pożalenia się i poprzytulania.

Byłam wściekła i niedługo po zerwaniu w przypływie emocji założyłam mu konto na portalu dla homoseksualistów. Wiem, to głupie, szczeniackie zachowanie i nic tego nie tłumaczy, ale wtedy naprawdę czułam się sfrustrowana i głęboko rozżalona.
Mój brat zobaczył to ogłoszenie i stwierdził, że zabawnie by było zadzwonić do mojego eks i podać się za osobę zainteresowaną ogłoszeniem. Za moją zgodą tak zrobił. Robert był bardzo zdziwiony, bo przecież nigdy nie zamieszczał w sieci tego ogłoszenia. Kiedy już mieliśmy zakończyć rozmowę głośnym śmiechem w stylu „Mamy cię!”, mój były facet rzekł:
- Wiesz, zazwyczaj nie spotykam się z chłopcami poznanymi w sieci, ale tym razem zrobię wyjątek, bo brzmisz jak fajne ciacho. Spotkajmy się na szybki numerek.

I wtedy dotarło do mnie czemu, pomimo moich długich starań, Robert nie chciał ze mną uprawiać seksu...
Dodaj anonimowe wyznanie