#anrPQ

Od dziesięciu lat moja mama choruje na depresję. W okresie jesienno-zimowym jest najgorzej. Z mojej normalnej, uśmiechniętej mamy staje się zombie, które gapi się w ściany i nie robi ze sobą kompletnie nic. Leki? Odstawia, gdy robi się jej lepiej. Terapie? Nie, po co, dlaczego, to nie dla niej. Jakby nie chciała pomocy. Do szpitala psychiatrycznego nigdy z tatą nie chcieliśmy jej wysłać. To w końcu najbliższa nam osoba.

Nie wiem, czy wiecie jak to jest, gdy wchodzicie do domu i nie wiecie, czy własna mama jeszcze żyje. Wielokrotnie było tak, że będąc w szkole, modliłam się, żeby nie znaleźć jej zwłok po powrocie. I to nie mój własny wymysł, bo zdarzało się, że płakała, mówiąc, że pora ze sobą skończyć.

A wiecie co jest najgorsze i najbardziej anonimowe w tym wszystkim? Że zaczęłam jej szczerze nienawidzić za to. Nie miałam przez nią życia. Ciągłe martwienie się, płacz, krzyki, błaganie, by się w końcu ogarnęła i chociaż brała te leki. Wiem, że to choroba, ale zaczęło mnie to przerastać. Gardziłam nią za jej słabość, za to, że to ja muszę być oparciem dla niej, choć powinno być odwrotnie. Zawsze gdy mówiła coś o depresji, najczęściej chwaląc się, że np. Maria Peszek też ją ma, widziałam w niej coś w rodzaju dumy. Jakby to, że inni ludzie też cierpią było dla niej pocieszeniem. Jakby to, że ona ma depresję było powodem do dumy.

Ojciec po jakimś czasie też zobojętniał. Nie dziwię mu się. Na każde wyciągnięcie ręki moja mama albo nie reagowała, albo się oburzała. "Robicie ze mnie wariatkę!", krzyczała, a potem znowu mówiła, że powinna się zabić i gapiła się w pustkę. Czasami odnosiłam wrażenie, że ta cała depresja to jakiś jej wymysł.

Starałam się ją wspierać przez 10 lat. Byłam na każde zawołanie. Olewałam znajomych, żeby móc z nią posiedzieć. Starałam się ze wszystkich sił i okropnie się o nią martwiłam.

Przedwczoraj skończyłam dwadzieścia trzy lata. Nie złożyła mi życzeń, tylko zamknęła się w pokoju żeby płakać nad tym, że ona ma depresję. Mam już dosyć. Zmarnowałam na nią tyle czasu... Znalazłam z chłopakiem mieszkanie. Za dwa tygodnie się wyprowadzam, bez względu na to, ile moja mama wyleje łez. Boję się, że się przeze mnie zabije i będę się za to obwiniać do końca życia. Ale też czuję, że nie dam rady tak dłużej. Czuję się wyczerpana. Serio myślę, że własna matka była wobec mnie egoistyczną, samolubną, rozkapryszoną histeryczką, która zniszczyła mi pół dzieciństwa i całe nastoletnie życie. Jednak wiem, że pomimo tego cały czas jest moją mamą i nie chcę, żeby umarła. Bardzo boję się, że jeśli się wyprowadzę, ona sobie coś zrobi.
jankostanko Odpowiedz

"Do szpitala psychiatrycznego nigdy z tatą nie chcieliśmy jej wysłać. To w końcu najbliższa nam osoba."
Mam kolegę, fantastyczny facet, ale dopadła go choroba. Dzisiaj żyje normalnie tylko dlatego, że jego najbliżsi w porę zareagowali i umieścili go w szpitalu psychiatrycznym.

Fiolek007

No właśnie, przecież to szpital a nie więzienie za karę

margaretka19

Podobna sytuacja. Mysle, ze To żaden wstyd ani nic strasznego, wręcz przeciwnie. Mam przyjaciółkę, która była zamknięta 2 miesiące. Warunki sanitarne okropne, wydawało mi się, ze w takiej atmosferze nie dojdzie do siebie. Miała załamanie nerwowe. Po wyjściu jest innym człowiekiem. Wziela się za siebie, pracuje a od października zaczyna studia. Oczywiście nadal chodzi na terapie, ale gdyby nie pobyt w szpitalu pewnie nawet by nie zaczęła i nawet nie chce myśleć jak mogłaby skończyć.

Vnulka

Sama tak miałam. Gdyby nie to, że rodzice mnie tam zawieźli mimo moich blagań i płaczu to by mnie tu teraz nie było. W tamtym momencie ich za to nienawidziłam, ale teraz im dziękuję

MrsFantasty

Mam przyjaciela, cudowna osoba ale choruje od dawna, ciężki przypadek. Rodzice zareagowali i umieścili go w szpitalu. Codziennie modlę się aby żył kiedy wstanę, szpital pogłębił jego wsytskie lęki. Zamiast lepije - jest o wiele gorzej. Nie każdy szpital jest dobrym wyjściem.

psxh

Trzeba sprawdzać relacje pacjentów!
Czytałam kiedyś wyznanie dziewczyny, która po powrocie udawała, że jest ok, tylko dlatego żeby nie wrócić do szpitala. Co nie znaczy że jej się polepszyło, wręcz przeciwnie - zamknęła się na ludzi jeszcze bardziej i bała się tam wrócić.

NaSwojSposobDziwna Odpowiedz

Kurczę wydawało mi się tak znajome. Zawsze jak moja mama zaczęła wspominać jak to było kiedyś jak była w ciąży i była taka szczęśliwa, a potem pogrzeb brata i że niedługo jej zabraknie, pójdzie tam do niego. Odczuwałam taki niepokój o co jej chodzi. Kiedy te niedługo. Zawsze później szłam spać i jak słyszałam ją w kuchni to szłam niby za potrzebą do toalety sprawdzić co robi, bo bałam się, że coś sobie zrobi.. Na szczęście już tak nie jest.

WielkieGie

Te niedługo?

NieMamLoginuFak Odpowiedz

Przepraszam, że to powiem, może się mylę, ale od lat mam do czynienia z ludźmi chorymi psychicznie (nie tylko na depresję) i żaden chory na depresję, który zaniedbywał leczenie, nie leczył się w szpitalu psychiatrycznym nie przeżył tylu lat co twoja matka. I zastanawiające jest to jej poczucie bycia wyróżnionym. Współczuję ci i życie szczęścia w dalszym życiu.

YeahItsMe

Skoro masz do czynienia od lat z takimi osobami to powinieneś wiedzieć, że osoby z depresją czują się lepiej jeśli wiedzą, że nie są z tym same. To pewnie nie tyle poczucie bycia wyróżnionym co zwykła ulga, że nie zmaga się z tym sama ;)

NieMamLoginuFak

Owszem u osób które sie leczą.

honestly

A nie jest tak, że czują, że są ciężarem dla innych osób i starają się ich nie obarczać swoimi problemami? I to je popycha do samobójstwa. Poza tym z depresją można w miarę normalnie funkcjonować, a nie tylko siedzieć w domu i oczekiwać, że inni też to będą robić. Może poza depresją to matka autorki ma jeszcze jakąś chorobę?

AsiaAsiula96

Jeśli to jest Twoja praca, to weź ją zmień, bo wrzucasz wszystkich chorych do jednego worka. Sama miałam głęboką depresję, stwierdzoną przez kilku lekarzy. Naczytałam się dużo o działaniu antydepresantów, zaparłam się i nie przyjmowałam leków. A jakoś żyję. Nie skoczyłam z mostu, nie przedawkowałam, nie podcięłam sobie żył. I powoli wyszłam na prostą mimo braku leków i braku psychoterapii.

Rover25 Odpowiedz

Mam depresję (i nie, nie zdiagnozowałam jej sobie sama, jak większość osób na anonimowych, tylko wpadłam na genialny pomysł, żeby pójść do spejcalisty) i bardzo chciałabym z niej wyjść. Nie chcę umniejszać cierpienia innych, ale czasami jak widzę, co osoby chore na depresję robią mam wrażenie, że zrobiły sobie z niej jedną wielką wymówkę. Kiedyś nawet spotkałam się z takim twierdzeniem od osoby, która rzekomo była chora na depresję i się z tego wyleczyła. "Chciałabym mieć znowu depresję, bo to jedna wielka wymówka". Kuźwa. W takim wypadku mam wrażenie, że ta osoba nie ma pojęcia, co ta choroba tak naprawdę oznacza. To nie jest wymówka, to jest choroba, którą trzeba leczyć. Przykro mi, ale nie wygląda na to, żeby Twoja mama tak naprawdę wyleczyć się chciała... Sprawia wrażenie, jakby było jej tak wygodnie. W każdym razie, powodzenia w wyprowadzce i spóźnione wszystkiego najlepszego. Trzymaj się :)

GotowanaKielbasa

Bardzo lubię też tekst "ja nie mogę sobie pozwolić na te wszystkie depresje" - tyle w tym wyższości i pogardy...

YeahItsMe

Z jednej strony prawda z tym, że niektórzy wykorzystują depresję. Albo nie mieli jej tak ciężkiej, że teraz za nią "tęsknią". Jednak to działa niestety też w drugą stronę i osoby z depresją często są postrzegane jako te leniwe. Osoby z depresją też po prostu czasami nie mają siły się leczyć. Z jednej strony nie mają siły żyć, a z drugiej nie mają siły walczyć żeby z tego wyjść. Wszystko zależy od zaawansowania depresji. Zdrówka życzę :)

FoxyLadie Odpowiedz

Twoja mama nic sobie nie zrobi. Tu chodzi i zwracanie na siebie całej uwagi wszystkich, a nie o faktyczne pragnienie śmierci. Pozostaje mieć nadzieję, że zdecyduje się na terapię, żeby wam wszystkim się lepiej żyło.

Aleksandrowska987 Odpowiedz

Powiedz jej że się wyprowadzasz, i albo się ogarnie albo zrywasz kontakt. Ja wiem że ludziom z depresją trzeba pomóc, ale niektórzy tej pomocy po prostu nie chcą. Twoja matka to taki wampir energetyczny. Masz prawo do własnego życia. Niech kobieta się ogarnie- może jakiś ośrodek zamknięty? Zmiana psychologa? Może informacja o wyprowadzce będzie takim szokiem że skłoni ja do porządnego leczenia?

kitsunemi Odpowiedz

Fascynuje mnie to, że twoja matka nie chodzi na żadne terapie, a jednak dostaje jakieś leki.

Jeśli lekarz przepisze już receptę, przez jakiś czas można ją odbierać od rodzinnego gdy tabletki się kończą. Poza tym, kiedyś byłam u tego psychiatry, powiedziałam mu wprost, że potrzebuję miesięczne L4 bo zmieniam pracę, a w starej nie chcą mi dać urlopu. Pan doktor nie dość, że wypisal je to jeszcze zapytał czy nie chce jakiś leków do tego. Moja matka chodzi do niego od lat więc zawsze jej przepisuje te same leki na jej prośbę. O zmianie lekarza nie chce słyszeć

jhope

leki przepisuje psychiatra który nie jest terapeutą

jhope

to znaczy może być ale zazwyczaj jest tak że po leki do psychiatry a na terapię do terapeuty

livanir

Moja pani psychiatra przepisywała mi przez prawie rok leki bez terapii. Sama po tym czasie musiałam się upomnieć o skierowanie do psychologa. Dostałam je i nie byłam nigdy potem zapytana czy chodzę regularnie. Wśród psychiatrów jak wśród każdego innego zawodu- wielu(zwłaszcza po latach) działa na odczepnego, zwłaszcza Ci na NFZ.

YeahItsMe

Psychiatra przepisuje leki i zleca psychoterapię. Jeśli jej mama była u psychiatry to mogła dostać leki. A jeśli psychiatra wypisze odpowiednią karteczkę z potwierdzeniem, o przyjmowaniu leków to potem po receptę wystarczy chodzić do lekarza rodzinnego.

digoxine Odpowiedz

Robisz bardzo dobrze! Życzę Ci powodzenia, bo będzie Ci potrzebne. Walcz o siebie, nie daj się matce.

Accio Odpowiedz

Mam całkiem podobną sytuację, choć nie aż w takim stopniu. Moja mama również od jakiś 12 lat albo i dłużej ma ciężką depresję, zdarzają się dni gdzie muszę jej nosić posiłki do łóżka bo sama wychodzi tylko do toalety. I również mam do niej żal, choć z trochę innego powodu- że gdy ja też przechodziłam swoją, nie miałam w niej wsparcia. Zostawała w łóżku, ale dla mojego złego samopoczucia (głównie w postaci ataków histerii) już nie miała zrozumienia.
Wiem że stara się walczyć, ale też nie do końca się jej udaje.
Natomiast w tym gorszym okresie często wypłakiwała mi się na ramieniu, że jest złą matką, nie poświęca mi czasu itp. a ja, żeby nie wyjść na ostatnią sukę musiałam zaprzeczać i udawać że wcale nie czuję się odtrącona.
Jeśli chcesz pogadać, daj mi znać

tramwajowe Odpowiedz

Długo z tym żyjesz i w ważnym okresie życia nie miałaś oparcia w mamie. Depresja to choroba całej rodziny i nie minie łatwo.
Poszukaj dla siebie pomocy, zadbaj o siebie, bo to jest obciążenie które z biegiem lat będzie Ci utrudniać życie.
A mama - są centra pomocy kryzysowej i można tam zamówić pomoc do domu. A może to raczej dla Taty.

Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie